Z Pogonią przez życie. Odcinek 12: Nigdy nie idziesz sam
,,Kotwica” pęka. Banknoty na cele charytatywne puchną w puszkach. Młody wynosi bęben na środek i gra cicho, jak kołysankę. Bolo ma swój tron pod oknem, twarz mu czerwienieje od opowieści.
— Mówiłem — mruczy — że wrócę na finał.
— I wróciłeś — odpowiada Marta. — Bo słowo coś znaczy.
Szymon przynosi tort – coś pomiędzy kotwicą a sercem. — Dla was — mówi. — A tak naprawdę — dla nas.
— Zostajesz? — pyta Marta. — Nie obok. Z nami.
— Zostaję — odpowiada. — Nie po to się wybiera, żeby potem uciekać.
Zefir staje na krześle. — Oświadczenie — mówi śmiertelnie poważnie. — Ja, Zefir, kończę z interesami ,,obok” i zajmuję się tylko jednym: mecenatem legalnym. Pięć procent z każdego mojego zlecenia idzie na sektor dzieciaków. — Ktoś klaszcze. Ktoś buczy. — A jak złamię, to Bolo ma prawo mnie publicznie opieprzyć.
— I tak to robię — prycha Bolo. — Ale teraz — przyjacielu — dobry ruch.
Przychodzi wiadomość z klubu: podziękowania dla kibiców za oprawę, propozycja współpracy przy następnym sezonie. Marta czyta na głos, ale wysokość jej głosu się łamie. To ważne. To oznacza, że słyszą ich i szanują.
Na ścianie, obok zdjęcia dawnego stadionu, wieszają nowe: kotwica z finału, w tle morze flag. Pani Hela dolewa herbaty. Młody uderza w bęben. Ktoś zaczyna śpiew.
,,Nigdy nie idziesz sam…”
Drzwi się otwierają. Wchodzi chłopak od przekrzywionej czapki, tym razem bez niej, z kwiatami. Staje w progu jak skuty.
— Przyszedłem przeprosić — mówi, zerkając na Martę. — I podziękować, że mnie nie zniszczyliście, tylko… kazaliście się zmienić. Zmieniam się. — Wzdycha. — Nie wrócę na trybuny — nigdzie — dopóki nie będę umiał być człowiekiem.
— Dobrze — mówi Marta. — To też jest kibicowanie — czasem nie kibicować, żeby się nauczyć.
Bolo śmieje się cicho. — Mądrze prawi. Nasza liderka.
Za oknem miasto mruga. Port oddycha. Na stole stoją kubki – nie identyczne, ale pasujące do siebie, jak oni. W radiu lecą wiadomości: transfery, plany, lato. A w ,,Kotwicy” czas płynie inaczej.
— Jutro zaczyna się nowy sezon — stwierdza Marta.
— Przecież dopiero co skończyliśmy — jęczy Młody, ale już się uśmiecha.
— Pogoń się nie kończy — Bolo unosi kubek. — Pogoń płynie. Jak morze.
— Za co pijemy? — pyta pani Hela.
— Za to, że nigdy nie idziemy sami — odpowiadają wszyscy.
Kamera (gdyby była) wyszłaby powoli na zewnątrz. Zostałby obraz: bar z ciepłem w środku, szaliki na ścianach, starzec, dziewczyna, chłopaki, muzykant. I kołyszące się, wieczne, granatowo-bordowe serca.
Odcinek 1 | Odcinek 2 | Odcinek 3 | Odcinek 4 | Odcinek 5 | Odcinek 6 | Odcinek 7 | Odcinek 8 | Odcinek 9 | Odcinek 10 | Odcinek 11




Komentarze
Z Pogonią przez życie. Odcinek 12: Nigdy nie idziesz sam — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>