Z Pogonią przez życie. Odcinek 11: Ostatnia flara
Finał sezonu. Stadion pękał. W sektorze pojawił się ktoś, kogo dawno nie widzieli: Bolo, uparcie i z uśmiechem, choć pielęgniarka pieliła go spojrzeniem. — Nie zabroni mi — mruknął. — Przyszedłem na swoje miejsce.
Na płocie zawisły banery. ,,Duma Pomorza” wróciła. W głośnikach przez chwilę cisza, a potem – ,,morze” Szymona, potężniejsze niż dotąd. Ludzie zahipnotyzowani. Flagi falują, serca biją.
W trzydziestej piątej minucie – faul na naszym. Gwizdek. Rzut wolny. Piłka ląduje w siatce. 1:0. W czterdziestej drugiej – kontratak gości. 1:1. Wszystko wraca do punktu zero. Emocje kipią.
W przerwie Marta schodzi sprawdzić wózek. Tym razem – czysto. Wraca na górę i nagle widzi coś, co mrozi krew: w sektorze, w ostatnim rzędzie, ktoś podpala ogromną flarę – zbyt wielką, by była legalna, zbyt jasną, by ją ukryć. Płomień ryczy.
— Gaś! — wrzeszczy. — To podpalenie, nie oprawa!
Biegnie. Młody za nią. Bolo siada, ręką przytrzymuje serce. Szymon łapie gaśnicę.
Płomień pluje iskrami. Ludzie się cofają. Marta rzuca się na typa z flarą. Twarz – znajoma. Szpunt. Jakim cudem wszedł? Oczy – dwie czarne kropki.
— Za honor się płaci — cedzi. — Zapłacisz krwią.
Szymon psika gaśnicą, biały puch zasłania widok. Młody podcina Szpuntowi nogi. Fala ludzi napiera. Ochrona jest, jak zwykle, pięć sekund za późno, ale tym razem wystarczy. Flara gaśnie. Dym gryzie.
— Wszystko dobrze? — krzyczy ktoś.
— Wszystko dopiero będzie — odpowiada Marta, dysząc. — Gramy.
Druga połowa jak film wojenny. Strzały, parady, śpiewy. W osiemdziesiątej dziewiątej – rzut rożny dla nas. Bolo wstaje, choć nie powinien. Młody unosi ręce. Szymon zwiększa głośność bębna. Piłka leci. Zamieszanie. Główka. Gol.
Stadion eksploduje. Nie z ogniem – z miłością. Finał nasz.
Po meczu policja zgarnia Szpunta. Ma przy sobie listę ,,kontaktów”. Wśród nich – neutralni, ochroniarze, paru ,,przyjaciół”. Ręce drżą mu dopiero w radiowozie.
— Zawsze jest ktoś, komu się nie uda — mruczy Bolo, patrząc, jak znika.
— A zawsze jest ktoś, komu się uda — uśmiecha się Marta, obejmując Młodego. — Dziś nam.
Szymon stoi obok, niepewny. — Granica lojalności? — pyta półgłosem.
— Jest tam, gdzie stoisz, gdy robi się gorąco — odpowiada. — Ty stałeś z nami.
Za trybuną płacze dziecko. Pani Hela ociera mu łzy szalikiem. — Nic się nie stało — mówi. — To szczęście kłuje, jak rośnie.
Odcinek 1 | Odcinek 2 | Odcinek 3 | Odcinek 4 | Odcinek 5 | Odcinek 6 | Odcinek 7 | Odcinek 8 | Odcinek 9 | Odcinek 10




Komentarze
Z Pogonią przez życie. Odcinek 11: Ostatnia flara — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>