Z Pogonią przez życie. Odcinek 1: ,,Na zawsze Pogoń”
Z wielką przyjemnością zapraszamy Was do lektury wyjątkowej telenoweli autorstwa naszego redaktora Roberta Laskowskiego, poświęconej ukochanej Pogoni Szczecin! Ta pasjonująca historia, składająca się z 12 odcinków, zabierze Was w emocjonującą podróż pełną piłkarskich i kibicowskich emocji, dramatów i niezapomnianych chwil związanych z naszym ukochanym klubem.
Nie przegapcie szansy, by odkryć losy bohaterów i poczuć ducha Pogoni Szczecin! Zachęcamy do zanurzenia się w tę niezwykłą opowieść.
To u nas nowość, ale jakże inna niż wszystkie inne newsy. Na spokojnie, bez spięcia, z nutą grozy, humoru i uśmiechu. Dziś zapraszamy na 1. odcinek pt. ,,Na zawsze Pogoń”. Zapraszamy serdecznie wszystkich do śledzenia dalszych odcinków.
Bar ,,Pod Kotwicą” pachniał kawą i świeżo zdjętymi z grilla kiełbaskami. W niedzielny poranek, kiedy miasto jeszcze ziewało po sobotnich imprezach, przy dębowym stole jak zawsze usiedli: Bolo, Młody, Marta i Zefir.
— Gdybym miał drugie życie, też bym je przepił na Pogoni — mruknął Bolo, wąs mu drgnął, a oczy niebezpiecznie zaiskrzyły. Miał na sobie bluzę z wyblakłym herbem, pamiętającą jeszcze czasy, gdy sektor gości mieścił się za płotem z siatki.
— To nie jest pijackie, tylko bohaterskie — sprostował Młody, osiemnaście lat i oczy jak dwa reflektory przed meczem. — Poświęcenie kibica — dodał tonem wykładowcy.
Marta, krótko ścięte włosy, kurtka pilotka, uśmiechnęła się tylko pod nosem. — Poświęcenie poświęceniem, ale pamiętajcie, że dziś mamy oprawę. Bez spóźnień. Bez głupot. I bez twoich interesów, Zefir.
Zefir, znany z tego, że ,,ma znajomości”, spojrzał jej prosto w oczy, jakby sprawdzał, ile prawdy może dzisiaj powiedzieć. — Interesy? Ja? Marto, ja tu jestem filantropem. Sponsor lokalny. Kto załatwił wam transport materiałów? Kto dogadał z drukarnią?
— Zrobiłeś to, żeby podbić sobie ego — wtrącił Bolo. — Pogoń to nie agencja reklamowa. Tu się sercem płaci.
Za barem krzątała się pani Hela, właścicielka ,,Kotwicy”. Z głośników dudniło ,,Nigdy nie zgaśnie…”. Na ścianie wisiała stara fotografia starego stadionu: błoto, płot, flary — i Bolo pośrodku, młodszy o pół wieku.
— Pamiętam, jak pierwszy raz zaszczekało mi serce na Pogoń — zaczął Bolo, nie patrząc na nikogo. — ‘78 rok. Mój stary zabrał mnie na mecz. Mówi: ,,Synu, tu się nie idzie oglądać, tu się idzie być”. I tak zostało.
— Dzisiaj też będziemy — odparła Marta. — Ale mamy jeden problem. Nasz sektor przecieka jak stare buty. Ktoś wynosi informacje. O układzie flag, o bramkach do wnoszenia oprawy… Zginęły dwa megafony.
— Jak to zginęły? — Młody aż podskoczył. — Przecież bez nich nie pociągniemy trybuny!
— Ogarnę — rzucił Zefir z błyskiem w oku. — Mam chłopaków, co znajdą megafony szybciej, niż sędzia doliczy trzy minuty.
— Ogarniesz jak ostatnio? — Bolo uniósł brew. — Jak obiecałeś bilety dla dzieciaków i skończyło się na ,,zapomniałem”?
Tego dnia mecz miał być zwyczajny: jesienne chmury, zmarznięte dłonie, ciepła herbata z termosów, rytm bębnów. Ale coś w powietrzu drżało. Pani Hela wyniosła tortillę z kurczakiem i postawiła przed Martą.
— Dziewczyno, liderka to ty jesteś, choć się nie przyznajesz. Pamiętaj: na trybunie pierwsza krzyczy, ostatnia schodzi.
Marta skinęła. — Zaczniemy dziś od ,,Będzie się działo”. Młody, ty łap bęben. Bolo, staniesz w środkowym pasie. Zefir… — zawahała się — ty tylko nie kombinuj.
— Ja? — parsknął. — Przy mnie kombinacje to czyste złoto.
Na stadionie wiatr rozcinał chorągwie, a oddechy ludzi parowały jak lokomotywy. Zanim piłkarze wyszli, było wiadomo: to będzie więcej niż mecz. To będzie próba. O pierwszej minucie zapomną. O tym, co wydarzy się na trybunach — nie.
Gwizdek sędziego. Bęben. Pieśń.
,,Pogoń! Pogoń! Pogoń!”
Młody czuł, jak rezonuje mu klatka. Marta prowadziła chór. Bolo stał, jakby miał wrosnąć w beton. Zefir krążył po schodach, telefon uciekający w jego dłoń jak ryba do wody.
I wtedy to zauważyli: w alejce między sektorami majaczył ktoś w czarnej kurtce. W rękawie błysnęła biała opaska. Kamera w dłoni. Obiektyw na trybuny. Nie na murawę.
— Mamy kreta — powiedziała cicho Marta, nie przerywając śpiewu. — Albo kogoś, kto sprzedaje nasze serce. Znajdziemy go.
Tego wieczoru Pogoń wygrała jednym golem. Ale kiedy opadły śpiewy, ich zwycięstwo smakowało jak coś, co ktoś próbuje ukraść. A sezon dopiero się zaczynał.
— Na zawsze Pogoń — powtórzył Bolo, zakładając czapkę. — I na zawsze czujność.
Za plecami coś trzepotało. Może to flaga. Może zapowiedź burzy.
Ostatnia aktualizacja:


Fajne, oryginalne, inne. Nie znajdziecie tego nigdzie indziej. Tylko tu. Bo tu jest Pogoń Szczecin z naszych serc.