Lata 70.: narodziny zorganizowanego dopingu
Lata 70. były dla kibiców Pogoni Szczecin czasem przełomowym. Właśnie wtedy zwykła, masowa obecność na stadionie zaczęła stopniowo zmieniać się w bardziej świadome, zorganizowane kibicowanie. Trybuny przy Twardowskiego przestały być wyłącznie miejscem oglądania meczu. Coraz częściej stawały się przestrzenią wspólnego śpiewu, pierwszych szalików, flag, spontanicznych okrzyków, grupowego dopingu i tworzenia środowiska, które z czasem miało stać się jednym z najważniejszych filarów tożsamości Pogoni.
W latach 60. Pogoń miała już wierną publiczność. Na mecze przychodziły tysiące szczecinian, a stadion był ważnym punktem sportowego życia miasta. Jednak publiczność tamtych lat miała jeszcze przede wszystkim charakter rodzinny, miejski i masowy. Byli to widzowie, sympatycy, pracownicy zakładów, młodzież, mieszkańcy różnych dzielnic Szczecina. Lata 70. przyniosły zmianę jakościową: na stadionie zaczęli pojawiać się ludzie, którzy nie chcieli już tylko oglądać meczu. Chcieli go współtworzyć.
Dobry czas polskiej piłki i wzrost zainteresowania Pogonią
Na początku lat 70. Pogoń występowała regularnie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Nie była jeszcze klubem walczącym o mistrzostwo Polski, ale miała stabilną pozycję w ekstraklasie i coraz silniej przyciągała uwagę mieszkańców Szczecina. Wpływ na to miała również ogólna atmosfera wokół polskiej piłki. Reprezentacja Polski odnosiła sukcesy, futbol stawał się jedną z najważniejszych form rozrywki w kraju, a stadiony w wielu miastach zapełniały się ludźmi spragnionymi wielkich emocji.
W Szczecinie ten klimat był szczególnie wyraźny. Pogoń była najważniejszym klubem miasta i całego Pomorza Zachodniego. Dla wielu mieszkańców regionu mecz przy Twardowskiego był wydarzeniem tygodnia. Przyjeżdżano nie tylko z centrum Szczecina, ale też z okolicznych miejscowości. Stadion stawał się miejscem spotkania różnych środowisk: robotników, uczniów, studentów, marynarzy, portowców, rodzin z dziećmi i coraz liczniejszych młodych fanów, którzy zaczynali tworzyć własny stadionowy styl.
Od sezonu 1972/1973 zauważalny był stopniowy wzrost frekwencji. Nie wynikał on wyłącznie z wyników sportowych Pogoni, lecz także z rosnącej popularności piłki nożnej i potrzeby uczestniczenia w czymś większym niż sam mecz. Twardowskiego było miejscem, gdzie Szczecin mógł mówić jednym głosem.
Pierwsze grupki szalikowców
Najważniejszą zmianą lat 70. było pojawienie się pierwszych grupek szalikowców. Dziś słowo „szalikowiec” bywa odbierane różnie, ale w tamtym czasie oznaczało przede wszystkim kibica wyróżniającego się większym zaangażowaniem. Szalik w barwach klubu był znakiem przynależności. Nie był jeszcze masowym gadżetem dostępnym w klubowym sklepie. Często wykonywano go samodzielnie, przerabiano, zdobywano przez znajomych albo szyto w domach.
Barwy granatowo-bordowe zaczęły coraz mocniej wychodzić poza samą drużynę i stawać się własnością trybun. Kibic ubrany w klubowe kolory nie był już anonimowym widzem. Pokazywał, że identyfikuje się z Pogonią, że przyszedł nie tylko patrzeć, ale także wspierać. Właśnie w tym okresie rodziła się kultura, w której klubowy kolor, szalik, flaga i okrzyk tworzyły pierwsze elementy stadionowego rytuału.
Pierwsze grupki szalikowców nie były jeszcze zorganizowane tak jak późniejsze ekipy kibicowskie czy grupy ultras. Nie miały dzisiejszych struktur, nazw, magazynów pirotechnicznych, profesjonalnych opraw ani internetowych kanałów komunikacji. Ich siłą była spontaniczność. Ludzie odnajdywali się na stadionie, stawali w tych samych miejscach, znali się z widzenia, z dzielnic, ze szkół, z podwórek, z zakładów pracy. Z czasem z tej powtarzalności powstała wspólnota.
Sektor 14 pod zegarem – miejsce, gdzie rodził się młyn
Symbolem narodzin zorganizowanego dopingu Pogoni stał się sektor 14 pod zegarem. To tam zaczęła koncentrować się najbardziej aktywna część publiczności. Sektor ten pełnił rolę zalążka późniejszego „młyna”, czyli miejsca, z którego prowadzono doping, inicjowano okrzyki i nadawano rytm stadionowi.
„Pod zegarem” oznaczało coś więcej niż lokalizację na stadionie. To była pewnego rodzaju deklaracja. Kto stawał w tym miejscu, stawał bliżej najbardziej żywiołowej części trybun. Tam łatwiej było dołączyć do śpiewu, krzyknąć, podnieść szalik, machnąć flagą, odpowiedzieć na zaczepkę kibiców gości albo poderwać pozostałe sektory do dopingu.
Właśnie tam kształtowały się pierwsze niepisane zasady stadionowej hierarchii. Byli ci, którzy zaczynali okrzyk. Byli ci, którzy pilnowali, by doping nie gasł. Byli młodsi, którzy uczyli się od starszych. Byli też kibice, którzy niekoniecznie należeli do zwartej grupy, ale wiedzieli, że sektor 14 to miejsce szczególne. Z biegiem czasu zaczęto traktować je jako serce trybun Pogoni.
Klub Kibica i pierwsza formalizacja środowiska
W latach 70. przy Pogoni zaczął funkcjonować klub kibica. Był to ważny moment, bo oznaczał, że środowisko najaktywniejszych fanów zostało w pewnym stopniu zauważone i uznane przez klub. Zorganizowany doping przestawał być wyłącznie spontaniczną inicjatywą kilku grup młodych ludzi. Zaczynał otrzymywać bardziej formalne ramy.
W praktyce taka formalizacja miała kilka znaczeń. Po pierwsze, ułatwiała kontakt między klubem a kibicami. Po drugie, pozwalała lepiej organizować wyjazdy, choć w realiach lat 70. i tak pozostawało to trudne. Po trzecie, wzmacniała poczucie, że kibice są częścią Pogoni, a nie tylko dodatkiem do widowiska. Po czwarte, budowała pamięć środowiskową: kto był pierwszy, kto prowadził doping, kto jeździł, kto szył flagi, kto organizował grupę.
Nie należy jednak wyobrażać sobie tego klubu kibica jako nowoczesnej organizacji z rozbudowaną administracją. Były to raczej początki instytucjonalnego myślenia o kibicach. Najważniejsza energia nadal pochodziła z trybun, z relacji osobistych i z oddolnej pasji.
Sezon 1975/1976 – kulminacja stadionowej energii
Szczególne miejsce w historii kibiców Pogoni zajmuje sezon 1975/1976. Sportowo był to jeden z najbardziej efektownych sezonów Portowców w tamtej dekadzie. Drużyna grała ofensywnie, strzelała dużo goli i potrafiła rozgrzać publiczność. Pogoń zakończyła rozgrywki w środku tabeli, ale jej mecze miały w sobie widowiskowość, która przyciągała ludzi na stadion.
To właśnie wtedy frekwencja przy Twardowskiego osiągnęła wyjątkowo wysoki poziom. W opracowaniach kibicowskich pojawia się informacja o ponad 23 tysiącach widzów średnio na mecz w sezonie 1975/1976. Nawet jeśli historyczne dane frekwencyjne z tamtego okresu bywają obarczone pewnym marginesem niedokładności, jedno jest pewne: stadion Pogoni był wtedy jednym z najżywszych miejsc piłkarskich w Polsce.
Dla kibiców był to czas, w którym można było poczuć wielkość Pogoni nie przez medale, ale przez masę ludzi na trybunach. Gdy kilkanaście lub ponad dwadzieścia tysięcy osób reagowało na akcje drużyny, Twardowskiego nabierało charakteru prawdziwej twierdzy. Stadion był stary, daleki od współczesnego komfortu, ale miał atmosferę, której nie dało się zbudować sztucznie.
Doping, który rodził się bez mikrofonów i nagłośnienia
Doping lat 70. był zupełnie inny niż współczesny. Nie było gniazdowych z megafonami, nie było nagłośnienia, nie było wielkich sektorówek projektowanych komputerowo, nie było mediów społecznościowych, które mobilizowałyby ludzi przed meczem. Wszystko rodziło się bezpośrednio na stadionie.
Okrzyki były krótsze, bardziej spontaniczne, często rytmiczne i łatwe do podchwycenia przez większą część trybun. Ich siła polegała nie na skomplikowanej formie, ale na natychmiastowości. Ktoś zaczynał, inni odpowiadali. Gdy drużyna atakowała, stadion podnosił głos. Gdy sędzia podejmował kontrowersyjną decyzję, publiczność reagowała natychmiast. Gdy Pogoń zdobywała bramkę, radość rozlewała się po całym obiekcie.
W tym dopingu było dużo surowości, ale też autentyczności. Nie chodziło o perfekcyjne wykonanie pieśni. Chodziło o emocję. O to, by zawodnicy czuli, że za nimi stoi Szczecin. Właśnie dlatego lata 70. można nazwać czasem, w którym doping Pogoni zyskał własny kręgosłup.
Flagi, szaliki i pierwsza stadionowa estetyka
Wraz z rozwojem zorganizowanego dopingu pojawiały się pierwsze elementy stadionowej estetyki. Szaliki, ręcznie robione flagi, klubowe barwy na ubraniach, transparenty i proste napisy zaczęły tworzyć obraz trybun. Nie była to jeszcze kultura ultras w dzisiejszym rozumieniu, ale jej fundamenty były już widoczne.
Najważniejsze były barwy. Granat i bordo wyróżniały Pogoń na tle wielu klubów w Polsce. Były eleganckie, poważne, inne. Na trybunach nabierały szczególnego znaczenia: łączyły tradycję, nazwę klubu, historię Pogoni Lwów i powojenną tożsamość Szczecina. Kibic noszący te kolory stawał się częścią symbolicznego świata Portowej Dumy.
Flagi szyto często domowymi sposobami. Nie musiały być idealne. Ważne, że były własne. Niosły emocje ludzi, którzy poświęcali czas, materiał i energię, by na stadionie było widać, że Pogoń ma swoich wiernych fanów.
Wyjazdy – trudne, dalekie i elitarne
W latach 70. wyjazdy za Pogonią były znacznie trudniejsze niż dziś. Szczecin leżał daleko od większości ligowych ośrodków, a podróż na drugi koniec Polski wymagała czasu, pieniędzy, samozaparcia i dobrej organizacji. Nie było wygodnych autostrad, internetowej sprzedaży biletów ani gotowych pakietów wyjazdowych. Jechało się pociągami, czasem autokarami, czasem na własną rękę.
Właśnie dlatego wyjazdowicze tworzyli szczególną grupę. Byli najbardziej zaangażowani, najbardziej odporni i najbardziej rozpoznawalni. Każdy wyjazd był przygodą, ale też próbą charakteru. Dla kibiców Pogoni odległość była stałym przeciwnikiem. W przeciwieństwie do klubów z centralnej czy południowej Polski, szczecinianie niemal zawsze mieli daleko. Ta geografia zbudowała specyficzną dumę: skoro jeździmy mimo wszystko, to znaczy, że jesteśmy naprawdę wierni.
Wyjazdy lat 70. nie były jeszcze tak liczne i zorganizowane jak później, ale miały ogromne znaczenie symboliczne. Pokazywały, że Pogoń nie jest wspierana tylko u siebie. Granatowo-bordowe barwy zaczęły pojawiać się również na stadionach rywali.
Pierwsze zgody i stadionowe podziały
W latach 70. zaczęła kształtować się także mapa relacji kibicowskich. To właśnie wtedy w środowisku Pogoni pojawiały się pierwsze ważne kontakty z kibicami innych klubów. W przekazach kibicowskich z tego okresu wymienia się między innymi dobre relacje z Legią Warszawa i Śląskiem Wrocław, a także narastające antagonizmy z Lechem Poznań i Lechią Gdańsk.
Takie relacje były częścią ogólnopolskiego procesu formowania się sceny kibicowskiej. Stadion przestawał być przestrzenią wyłącznie lokalną. Kibice zaczynali rozpoznawać siebie nawzajem, pamiętać wcześniejsze spotkania, budować sojusze i konflikty. Z czasem miało to doprowadzić do powstania bardziej skomplikowanej mapy zgód, kos i układów, znanej z późniejszych dekad.
W latach 70. wszystko to było jeszcze w fazie początkowej. Często liczyły się osobiste kontakty, przypadkowe spotkania, wspólne podróże, konkretne mecze i pojedyncze wydarzenia. Ale właśnie wtedy zaczęły powstawać fundamenty świadomości, że kibicowanie ma również wymiar ponadlokalny.
Stadion jako miejsce inicjacji
Dla wielu młodych ludzi pierwsza wizyta na stadionie Pogoni w latach 70. była doświadczeniem formacyjnym. Dziecko zabrane przez ojca, starszego brata albo kolegów trafiało w świat, który działał na wszystkie zmysły: tłum, zapach jedzenia i papierosów, gwar, okrzyki, kolejki, przejścia między sektorami, piłkarze wybiegający na murawę, reakcje ludzi i nagły wybuch radości po bramce.
Na Twardowskiego nie przychodziło się wtedy kilka minut przed meczem. Często pojawiało się dużo wcześniej, żeby zająć dobre miejsce, spotkać znajomych i poczuć atmosferę. Samo wyjście na mecz było rytuałem. Droga na stadion, rozmowy po drodze, kupowanie biletu, wejście na trybuny i oczekiwanie na pierwszy gwizdek — wszystko to składało się na kibicowską pamięć.
To właśnie z takich doświadczeń rodziła się międzypokoleniowość Pogoni. Jedni przychodzili jako dzieci w latach 70., potem zabierali własne dzieci w latach 90. i 2000., a dziś opowiadają o dawnym stadionie kolejnym pokoleniom. Historia kibiców Pogoni nie jest więc tylko historią grup zorganizowanych. Jest także historią rodzinnych rytuałów i osobistych wspomnień.
Miasto, stadion i tożsamość
Pogoń w latach 70. była czymś więcej niż drużyną grającą w ekstraklasie. Była jednym z najważniejszych symboli Szczecina. Miasto położone daleko od centralnych ośrodków kraju potrzebowało znaków własnej odrębności i dumy. Klub piłkarski doskonale spełniał tę rolę.
Na stadionie spotykali się ludzie, których na co dzień dzieliły zawody, dzielnice i środowiska. Podczas meczu łączyła ich Pogoń. To poczucie wspólnoty miało ogromne znaczenie. Szczecin, miasto portowe, pograniczne, powojenne, zbudowane z wielu biografii, potrzebowało wspólnych emocji. Pogoń dawała takie emocje regularnie.
Właśnie dlatego w latach 70. kibicowanie Pogoni zaczęło coraz mocniej przekraczać ramy sportu. Stało się częścią lokalnej tożsamości. Granatowo-bordowy szalik mówił: jestem stąd, jestem za Szczecinem, jestem za Pogonią.
Narodziny fundamentu pod lata 80. i 90.
Lata 70. nie stworzyły jeszcze w pełni rozwiniętego ruchu ultras ani nowoczesnej sceny kibicowskiej. Stworzyły jednak fundament, bez którego nie byłoby późniejszych dekad. To wtedy pojawiły się pierwsze grupki szalikowców, młyn, sektor 14 pod zegarem, klub kibica, zalążki wyjazdów i pierwsze relacje z innymi ekipami. To wtedy doping przestał być wyłącznie spontaniczną reakcją tłumu, a zaczął stawać się stałym elementem meczów Pogoni.
Lata 80. miały przynieść większą wyrazistość, mocniejsze wyjazdy, napięcia społeczne, polityczne tło i bardziej znane historie stadionowe. Lata 90. miały dołożyć gazetki, sektorówki, oprawy i nową organizację środowiska. Ale początek tego wszystkiego znajdował się właśnie w latach 70.
Był to czas narodzin świadomego kibicowania Pogoni Szczecin. Czas, w którym Twardowskiego zaczęło mieć nie tylko publiczność, ale także głos. Głos granatowo-bordowych trybun, który przez kolejne dekady miał towarzyszyć klubowi w awansach, spadkach, kryzysach, odbudowie i największych meczach.
Znaczenie lat 70. dla historii kibiców Pogoni
Lata 70. można nazwać pierwszą wielką epoką kibicowskiego dojrzewania Pogoni. Wcześniej klub miał wiernych widzów i masową publiczność. Od tej dekady zaczął mieć środowisko kibicowskie. Różnica jest zasadnicza. Publiczność reaguje na wydarzenia. Środowisko tworzy własną historię, własne rytuały, własną pamięć i własną hierarchię wartości.
Dzięki temu Pogoń weszła w kolejne dekady jako klub z trybunami, które miały charakter. Nie zawsze łatwy, nie zawsze uporządkowany, ale autentyczny. Właśnie ta autentyczność stała się jedną z najważniejszych cech kibiców Dumy Pomorza.
Gdy dziś opowiada się historię kibiców Pogoni Szczecin, lata 70. powinny zajmować w niej miejsce szczególne. To wtedy na Twardowskiego narodził się zorganizowany doping. To wtedy sektor 14 pod zegarem stał się symbolem stadionowego serca. To wtedy granatowo-bordowe barwy zaczęły żyć na trybunach własnym życiem. I to wtedy Pogoń przestała być tylko drużyną oglądaną przez szczecinian — stała się klubem, za którym zaczęto świadomie i głośno podążać.


Reasumując:
- Lata 70. to czas przełomu, gdy kibicowanie Pogoni Szczecin stało się bardziej zorganizowane i świadome.
- Pojawienie się grup szalikowców zainicjowało nową kulturę kibicowską, z flagami, szalikami i wspólnym dopingiem.
- Sektor 14 pod zegarem stał się miejscem narodzin zorganizowanego dopingu i stanowił serce trybun.
- Klub kibica powstał, formalizując relacje między kibicami a klubem, co wzmocniło poczucie przynależności.
- Sezon 1975/1976 był kulminacją stadionowej energii, przyciągając rekordową liczbę kibiców na mecze.
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Lata 70.: narodziny zorganizowanego dopingu — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>