Sezon 1981/1982 – Narodziny wielkiej Pogoni
Beniaminek, który nie zamierzał się bronić
Latem 1981 roku Pogoń Szczecin wracała do najwyższej klasy rozgrywkowej po dwóch sezonach spędzonych na zapleczu ekstraklasy. Awans wywalczony kilka tygodni wcześniej był pierwszym wielkim sukcesem zespołu Jerzego Kopy, ale wydarzenia kolejnego sezonu pokazały, że powrót do elity nie miał być jedynie krótkim epizodem.
Pogoń nie zachowywała się jak typowy beniaminek.
Nie koncentrowała się wyłącznie na utrzymaniu. Nie zamierzała ograniczać własnych ambicji do miejsca w środku tabeli. Drużyna, która w poprzednim sezonie wygrała swoją grupę II ligi i po raz pierwszy w historii dotarła do finału Pucharu Polski, wchodziła do ekstraklasy z coraz większą pewnością siebie.
Jeszcze kilka lat wcześniej klub przeżywał trudniejszy okres. Teraz jednak w Szczecinie zaczynał powstawać zespół zdolny rywalizować z najlepszymi drużynami kraju.
Sezon 1981/1982 miał pokazać to szybciej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać.
Jerzy Kopa i drużyna bez kompleksów
Najważniejszą postacią przemiany był trener Jerzy Kopa.
Objął Pogoń jesienią 1979 roku, gdy klub znajdował się w trudnym momencie i występował w II lidze. Stopniowo przebudowywał drużynę, wprowadzając młodszych zawodników i tworząc zespół oparty na odważniejszym sposobie gry.
Nie budował drużyny wyłącznie na jednym pokoleniu.
W Pogoni spotykali się doświadczeni piłkarze pamiętający wcześniejsze lata klubu oraz młodzi zawodnicy, którzy dopiero zaczynali poważną karierę. Wielu z nich było wychowankami Pogoni albo trafiało do szczecińskiego systemu szkolenia już jako juniorzy.
Florian Krygier pozostawał w tym czasie niezwykle ważną postacią całego klubowego systemu szkolenia. Przez wiele lat tworzył fundamenty szczecińskiej szkoły piłkarskiej i odpowiadał za rozwój młodzieży. Nie prowadził jednak pierwszej drużyny w sezonie 1981/1982.
Za wyniki zespołu odpowiadał Jerzy Kopa.
To właśnie pod jego kierunkiem Pogoń zaczęła grać bez kompleksów przeciwko największym klubom Polski.
Siła wychowanków
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów Pogoni tamtego okresu była liczba zawodników związanych z klubem od młodych lat.
W drużynie występowali między innymi:
Marek Szczech, Zbigniew Czepan, Zbigniew Kozłowski, Jerzy Stańczak, Marek Włoch, Zenon Kasztelan, Jarosław Biernat, Dariusz Krupa, Janusz Turowski, Zbigniew Stelmasiak, Leszek Wolski, Leszek Piekarczyk, Kazimierz Sokołowski, Andrzej Woronko i Marek Ostrowski.
Wiosną do zespołu powrócił również Adam Kensy.
Nie wszyscy byli wychowankami Pogoni, ale duża część drużyny dorastała sportowo właśnie w Szczecinie.
Szczególnie wymowny był skład zespołu w meczu z Legią Warszawa jesienią 1981 roku. Wielu podstawowych zawodników stanowili wychowankowie klubu lub piłkarze związani z Pogonią już od wieku juniorskiego.
To nie była więc drużyna zbudowana poprzez kosztowne sprowadzanie największych nazwisk.
Jej siła wynikała przede wszystkim z ciągłości szkolenia, znajomości między zawodnikami i konsekwentnego wprowadzania młodych piłkarzy do pierwszego zespołu.
Sensacja jesieni
Pogoń przystępowała do rozgrywek jako beniaminek.
W teorii jej podstawowym zadaniem powinno być spokojne utrzymanie się w I lidze.
Rzeczywistość okazała się zupełnie inna.
Szczecinianie od początku sezonu prezentowali odważny futbol i regularnie zdobywali punkty. Zespół szybko przestał być traktowany jako ligowy nowicjusz. Kolejne dobre wyniki sprawiały, że Pogoń coraz mocniej zaznaczała swoją obecność w krajowej czołówce.
Jesień 1981 roku była jednym z najbardziej niezwykłych okresów w historii klubu.
Beniaminek znalazł się na czele tabeli.
Na kolejkę przed zakończeniem pierwszej części sezonu Pogoń zapewniła sobie pierwsze miejsce po rundzie jesiennej.
Szczecin miał mistrza jesieni.
Było to wydarzenie o ogromnym znaczeniu.
Klub, który zaledwie kilka miesięcy wcześniej rywalizował w II lidze, znalazł się przed największymi potęgami polskiej piłki.
Pogoń udowodniła, że jej ambicje sięgają znacznie wyżej niż spokojne utrzymanie.
Mecz z Legią i symbol odwagi
Ostatnim spotkaniem rundy jesiennej był wyjazdowy mecz z Legią Warszawa rozegrany 29 listopada 1981 roku.
Pogoń była już pewna pierwszego miejsca po jesieni, ale spotkanie na Łazienkowskiej miało być kolejnym sprawdzianem możliwości zespołu.
Portowcy przegrali wysoko 2:5.
Wynik nie zmienił jednak faktu, że jesień zakończyli jako lider ekstraklasy.
Sam mecz dobrze pokazywał filozofię Jerzego Kopy. Pogoń nie była zespołem nastawionym na kurczową obronę wyniku. Trener wymagał od swoich zawodników odwagi i ofensywnego podejścia, nawet jeśli oznaczało to większe ryzyko.
Taki sposób gry czasami prowadził do wysokich porażek, ale jednocześnie pozwalał Pogoni wygrywać spotkania, w których wcześniej mogła ograniczyć się do defensywy.
Zespół był coraz bardziej widowiskowy.
Futbol w cieniu stanu wojennego
Dwa tygodnie po zakończeniu ligowej jesieni, 13 grudnia 1981 roku, w Polsce wprowadzono stan wojenny.
Zmieniło się całe życie społeczne kraju.
Sport również nie pozostał poza jego wpływem.
Runda jesienna ekstraklasy była już zakończona, dlatego nie można mówić, że rozgrywki Pogoni zostały w grudniu przerwane w połowie. Jednak sytuacja polityczna wpłynęła na przygotowania, organizację kolejnych spotkań, przemieszczanie się kibiców oraz atmosferę wokół futbolu.
Dla wielu ludzi mecze piłkarskie pozostawały jednym z niewielu momentów pozwalających oderwać się od trudnej codzienności.
W Szczecinie dodatkowym powodem zainteresowania była znakomita forma Pogoni.
Beniaminek ekstraklasy kończył jesień jako najlepszy zespół w Polsce.
Dawało to kibicom nadzieję, że wydarza się coś naprawdę wyjątkowego.
Wiosna znacznie trudniejsza
Po zimowej przerwie okazało się, że utrzymanie jesiennego tempa będzie niezwykle trudne.
Pogoń nie prezentowała już takiej regularności jak kilka miesięcy wcześniej.
Rywalizacja na najwyższym poziomie wymagała ogromnej stabilności, a młody zespół Jerzego Kopy dopiero zdobywał doświadczenie.
Szczecinianie tracili punkty i stopniowo przesuwali się w dół tabeli.
Nie oznaczało to jednak załamania drużyny.
Pogoń nadal potrafiła rozgrywać bardzo dobre spotkania, a stadion przy ulicy Twardowskiego przyciągał wielotysięczne tłumy.
Jednym z najbardziej efektownych przykładów była konfrontacja z Widzewem Łódź wiosną 1982 roku, którą oglądało około 30 tysięcy kibiców.
Szczecin znów żył piłką.
Szóste miejsce beniaminka
Po trzydziestu kolejkach sezonu Pogoń zajęła 6. miejsce w I lidze.
Bilans wyniósł:
30 meczów, 13 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek.
Portowcy zdobyli 44 bramki, stracili 43 i zgromadzili 33 punkty według obowiązującego wówczas systemu dwóch punktów za zwycięstwo.
Najskuteczniejszym ligowym strzelcem zespołu został Zbigniew Stelmasiak, zdobywca 11 bramek.
Szóste miejsce mogło pozostawiać pewien niedosyt po fenomenalnej rundzie jesiennej, ale z perspektywy całego sezonu było wynikiem bardzo wartościowym.
Pogoń była przecież beniaminkiem.
Jeszcze rok wcześniej grała w II lidze.
Teraz kończyła rozgrywki w górnej części tabeli ekstraklasy.
Puchar Polski ponownie daje nadzieję
Liga nie była jedyną areną, na której Pogoń osiągała bardzo dobre wyniki.
Zespół Jerzego Kopy drugi sezon z rzędu znakomicie radził sobie w Pucharze Polski.
Rok wcześniej Portowcy dotarli do finału w Kaliszu, gdzie przegrali z Legią Warszawa 0:1 po dogrywce.
Teraz ponownie rozpoczęli marsz w kierunku decydującego spotkania.
Po drodze Pogoń eliminowała kolejnych przeciwników, między innymi Odrę Opole, Zagłębie Wałbrzych, Wisłę Kraków i Górnika Zabrze.
W półfinale spotkanie z Górnikiem wymagało dogrywki.
Pogoń zwyciężyła 2:1.
Po raz drugi z rzędu znalazła się w finale Pucharu Polski.
Dla klubu, który jeszcze niedawno występował na drugim poziomie rozgrywkowym, był to niezwykły wynik.
Wrocław, 19 maja 1982 roku
Finał rozegrano 19 maja 1982 roku we Wrocławiu.
Rywalem Pogoni był Lech Poznań.
Początkowo decydujące spotkanie miało odbyć się w Warszawie, jednak w realiach stanu wojennego miejsce rozegrania meczu zmieniono. Władze obawiały się problemów organizacyjnych i możliwości demonstracji politycznych związanych z przyjazdem dużych grup kibiców.
Ostatecznie drużyny spotkały się na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu.
Pogoń po raz drugi w ciągu dwunastu miesięcy znalazła się o jeden mecz od pierwszego poważnego trofeum w historii klubu.
Ponownie zabrakło jednej bramki.
Mirosław Okoński odbiera Puchar
Lech zwyciężył 1:0.
Jedyną bramkę meczu zdobył Mirosław Okoński w 37. minucie.
Pogoń próbowała odpowiedzieć, ale poznański zespół utrzymał prowadzenie.
Po końcowym gwizdku szczecinianie po raz drugi z rzędu musieli patrzeć, jak Puchar Polski podnosi przeciwnik.
Rok wcześniej Legia wygrała 1:0 po dogrywce.
Teraz Lech zwyciężył takim samym wynikiem w regulaminowym czasie gry.
Dwa finały.
Dwie porażki.
Dwie niewykorzystane szanse na pierwsze wielkie trofeum.
Ale samo dotarcie do dwóch kolejnych finałów pokazuje, jak szybko zmieniała się pozycja Pogoni w krajowej piłce.
Coraz większa wiara w Szczecinie
Wyniki zespołu wpływały również na atmosferę wokół klubu.
Stadion przy Twardowskiego ponownie wypełniał się tysiącami kibiców.
Nie ma potrzeby sztucznie przypisywać temu okresowi określenia „Twierdza Twardowskiego”, jeśli nie dysponujemy źródłem potwierdzającym, że termin był już wtedy powszechnie używany.
Faktem pozostaje jednak, że stadion coraz częściej stawał się miejscem trudnym dla rywali.
Pogoń potrafiła narzucać na własnym boisku odważny sposób gry i korzystała z ogromnego wsparcia publiczności.
W Szczecinie zaczynała rodzić się atmosfera, która w następnych sezonach miała stać się jednym z symboli wielkiej Pogoni lat osiemdziesiątych.
Futbol pełen ekspresji
Drużyna Jerzego Kopy nie była zespołem nastawionym przede wszystkim na minimalizowanie ryzyka.
Jej największą siłą była ofensywna mentalność.
Portowcy grali odważnie, dynamicznie i bez kompleksów.
Trener chciał, aby jego zawodnicy próbowali narzucać przeciwnikom własny sposób gry. Czasem prowadziło to do efektownych zwycięstw, czasami do wysokich porażek.
Nie należy jednak opisywać Pogoni tego okresu współczesnymi kategoriami taktycznymi, takimi jak agresywny pressing czy zaawansowane fazy przejściowe, jeśli nie dysponujemy źródłami z epoki.
Najbardziej trafne określenia to:
odwaga, ekspresja, ofensywność, dynamika i brak kompleksów.
To właśnie te cechy wyróżniały drużynę.
Koniec pracy Jerzego Kopy
Po zakończeniu sezonu 1981/1982 Jerzy Kopa opuścił Szczecin.
Jego bilans pozostawał imponujący.
W ciągu niespełna trzech lat:
odbudował zespół w II lidze, wywalczył awans do ekstraklasy, doprowadził Pogoń do dwóch kolejnych finałów Pucharu Polski, zdobył mistrzostwo jesieni I ligi i został wybrany Trenerem Roku 1981.
Był jednym z ludzi, którzy otworzyli Pogoni drogę do największych sukcesów lat osiemdziesiątych.
Od 1 lipca 1982 roku jego miejsce zajął Eugeniusz Ksol.
Rozpoczynał się następny etap.
Nie wicemistrzostwo, lecz początek drogi
Nie należy przedstawiać drużyny z sezonu 1981/1982 jako gotowego zespołu, który kilka miesięcy później zdobył wicemistrzostwo Polski.
Do srebrnego medalu droga była jeszcze długa.
Zmieniały się pokolenia zawodników.
Zmieniały się składy.
Zmieniały się również nazwiska trenerów.
Najpierw przyszedł sukces Eugeniusza Ksola i brązowy medal mistrzostw Polski w sezonie 1983/1984.
Potem był pierwszy występ Pogoni w Pucharze UEFA.
Dopiero w sezonie 1986/1987, już pod wodzą Leszka Jezierskiego, szczeciński klub zdobył pierwsze w historii wicemistrzostwo kraju.
Sezon 1981/1982 był jednak bardzo ważnym etapem tej drogi.
Po raz pierwszy Pogoń naprawdę przekonała się, że może znaleźć się na samym szczycie polskiej ligi.
Narodziny wielkiej Pogoni
Z perspektywy kolejnych dekad sezon 1981/1982 można uznać za jeden z punktów zwrotnych w historii klubu.
Pogoń była beniaminkiem.
Została mistrzem jesieni.
Zakończyła sezon na 6. miejscu.
Po raz drugi z rzędu zagrała w finale Pucharu Polski.
W jej składzie coraz większą rolę odgrywali zawodnicy związani ze Szczecinem i wychowani w klubowym systemie szkolenia.
Stadion ponownie przyciągał ogromne tłumy.
A przede wszystkim zmienił się sposób myślenia o Pogoni.
Nie była już zespołem, który miał jedynie przetrwać w ekstraklasie.
Stała się drużyną, która wiedziała, że może rywalizować z najlepszymi.
Nie zdobyła jeszcze medalu.
Nie wystąpiła jeszcze w europejskich pucharach.
Nie sięgnęła jeszcze po wicemistrzostwo.
Ale właśnie wtedy pojawiło się coś, bez czego późniejsze sukcesy nie byłyby możliwe.
Przekonanie, że Pogoń Szczecin może należeć do ścisłej czołówki polskiego futbolu.
Sezon 1981/1982 nie był jeszcze apogeum wielkiej Pogoni.
Był momentem, w którym wielka Pogoń zaczynała stawać się rzeczywistością.
Sezon 1981/1982 w skrócie
Trener: Jerzy Kopa
Rozgrywki: I liga
Status przed sezonem: beniaminek
Miejsce po rundzie jesiennej: 1. miejsce, mistrz jesieni
Miejsce na koniec sezonu: 6.
Mecze: 30
Zwycięstwa: 13
Remisy: 7
Porażki: 10
Bramki: 44:43
Punkty: 33
Najlepszy strzelec Pogoni: Zbigniew Stelmasiak, 11 bramek ligowych
Puchar Polski: finał
Finał: Lech Poznań 1:0 Pogoń Szczecin
Data finału: 19 maja 1982 roku
Miejsce finału: Wrocław
Zmiana trenera po sezonie: Jerzego Kopę zastąpił Eugeniusz Ksol
Znaczenie historyczne: pierwszy sezon po powrocie do ekstraklasy, mistrzostwo jesieni, drugi z rzędu finał Pucharu Polski i wejście Pogoni do krajowej czołówki.
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Sezon 1981/1982 – Narodziny wielkiej Pogoni — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>