SEZON 2: Odcinek 8: Zaczęli na ziemi, spadli do piekła, skończyli w niebie
Deszcz sączył się z nieba od rana, a ulice Szczecina błyszczały jak tafla szkła. W ,,Barze Kicker” panowała mieszanina zapachu chmielu, dymu i nerwowego oczekiwania. Bolo przetarł kufel rogiem koszulki i zerknął na zegar. 16:20.
— Za godzinę zaczynamy — rzucił. — Cracovia dziś przyjechała, żeby przerwać klątwę.
— A skończy jak zawsze — odpowiedziała Marta, poprawiając granatowo-bordowy szalik. — Tu się cudów nie robi.
Zefir siedział przy barze i czytał wiadomości.
— Patrzcie, prezes Cracovii znów w formie. Podobno nie podał ręki Alexowi na stadionie — mruknął z ironią.
— I dobrze — Bolo wzruszył ramionami. — Jak ktoś nie umie przegrywać z klasą, niech przynajmniej moknie z pokorą.
O 17:00 ruszyli spod Kickera w stronę Twardowskiego. Ulice były pełne ludzi w barwach Pogoni. Z otwartych okien samochodów słychać było klaksony, a z daleka odbijały się już światła stadionu. Deszcz przybierał na sile, ale nikt się nie cofał – każdy szedł z uniesioną głową.
— Nie ma złej pogody na takie mecze — powiedziała Marta. — Są tylko źli przegrani.
Mecz – Stadion im. Floriana Krygiera, 17:30:
Deszcz kropił, trybuny dudniły. Bez kibiców gości – tylko granatowo-bordowe morze ludzi. Każdy czuł, że ten mecz ma coś w sobie. Thomas Thomasberg, mokry od pierwszych minut, gestykulował przy linii. Spokojny, skupiony, jak generał, który wie, że jego żołnierze muszą sami przejść przez ogień.
Pierwsze pół godziny – męka. Pogoń rozbita, nerwowa, bez błysku. 0:1 po pół godziny, a na trybunach tylko westchnienia i szept:
— Zaczyna się znowu…
Marta siedziała skulona pod kapturem, wpatrzona w boisko.
— Nie poznaję ich — powiedziała cicho.
— Spokojnie, oni mają jeszcze drugie życie — odpowiedział Zefir.
Przebudzenie:
Druga połowa. Nagle w oczach zawodników pojawiło się to coś – błysk. Jakby ktoś otworzył okno w dusznym pokoju.
W 62. minucie piłka odbija się w polu karnym, a Grosicki – kapitan z krwi i kości – dopada do niej jak głodny wilk. Huk, ryk trybun, błysk fleszy. 1:1.
Cały stadion wstaje, a mimo deszczu nikt nie szuka schronienia.
— To jest Kamil! — krzyczy Bolo, bijąc w stół w Kickerze. — To jest serce Pogoni!
Kulminacja:
Minuty mijają, napięcie rośnie. Thomasberg krzyczy coś po duńsku, Alex na trybunie VIP wstaje i zaciska pięści. Obok niego – prezes Cracovii, nadal chłodny, nadal bez uścisku dłoni.
89. minuta. Mukairu pojawia się z ławki. Juwara pędzi skrzydłem, piłka w powietrzu, Ulvestad zgrywa głową… Mukairu! Uderza. Siatka faluje jak ocean przy sztormie. 2:1!
Stadion eksploduje. Ludzie skaczą, płaczą, ściskają się jak rodzina, która przetrwała burzę. Na ekranie zbliżenie na Thomasberga – spokojny uśmiech. Niepokonany od kwietnia.
Po meczu – Bar Kicker:
Wszyscy wracają przemoczeni, ale szczęśliwi.
— Mówiłem – spadli do piekła, skończyli w niebie — Bolo podnosi kufel.
— I to bez fanfar, bez cudów. Po prostu Pogoń — dodaje Marta.
— Taka, jaką kochamy — Zefir kiwa głową. — Raz cierpisz, raz śpiewasz. Ale zawsze z dumą.
Za oknem wciąż pada, ale nikt tego nie zauważa. Bo w tym mieście, kiedy Pogoń wygrywa, nawet deszcz ma granatowo-bordowy kolor.




Super odcinek. Oddaje wielkie emocje z trybun.