Z Cracovią nerwy – tylko do przerwy
Sobotni i deszczowy wieczór w Szczecinie okazał się zimnym oraz nieprzyjemnym prysznicem dla obu drużyn walczących o ligowe punkty w ramach 13. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Z zastrzeżeniem, że to Portowcy na koniec meczu mogli ogrzać się w blasku zdobytych trzech punktów, choć do przerwy to Cracovia miała więcej werwy i tylko dzięki Cojocaru ten pojedynek nie został zamknięty wysokim prowadzeniem gości, którym do pełni szczęścia zabrakło skuteczności.

Do Szczecina przyjechała drużyna Cracovii. Trzecia ekipa ligi, która miała olbrzymie apetyty na więcej i gdyby utrzymała tempo grania w drugiej części meczu i łatwość w tworzeniu okazji strzałowych z pierwszej połowy, to na koniec spotkania z pewnością podnieśliby trzy punkty z murawy i dorzuciliby wiele bramek. Jednak na ich drodze w pierwszej połowie mężnie stanął bramkarz Pogoni, Valentin Cojocaru, który utrzymał swoją drużynę przy życiu. Choć raz musiał skapitulować, to jednak zaliczył kilka świetnych interwencji ratujących przed większym bagażem straconych goli.
A w drugiej połowie piłkarze obu drużyn chyba zamienili się koszulkami, bo role zupełnie się odwróciły. Do tego trzeba koniecznie wspomnieć o świetnych decyzjach trenera Thomasa Thomasberga o zmianach zawodników i sposobie grania w środku pola, które to, tak jak w Poznaniu, zupełnie odmieniły oblicze szczecińskiej Pogoni.
Zatem nie tylko piłkarze, ale także trener Dumy Pomorza, jak i stadion wypełniony po brzegi kibicami Pogoni Szczecin, głośno wspierających, niosących swoich ulubieńców do walki – to wszystko złożyło się na dobre widowisko piłkarskie uwieńczone szczęśliwym zakończeniem dla granatowo-bordowych.

Duński trener Pogoni nie boi się wyzwań, lubi kontrolowane ryzyko, związane ze zmienianiem i dopasowywaniem taktyki oraz zestawieniem składu swojej drużyny pod każdego rywala inaczej. Jednak zdobywanie punktów nie przychodzi łatwo i aby dopiąć swego, nie boi się korygować planu taktycznego w przerwie meczu, a także później i zawsze tak dobiera zmiany zawodników, że piłkarze wchodzący z ławki odpłacają się stwarzanymi sytuacjami strzeleckimi i co najważniejsze bramkami. Tak było w Poznaniu z Lechem, a także w meczach w Szczecinie z Piastem i teraz z Cracovią.

Choć Duńczyk jest z Pogonią zaledwie niespełna miesiąc, którym musiał dzielić się także z trenerami kadr narodowych, to mimo wszystko potrafił odwrócić oblicze naszej drużyny. Zaliczył 3 ligowe starcia bez porażki, a mierzył się przecież z drużynami, które nam zazwyczaj nie leżą. Zatem domowe zwycięstwa z Piastem oraz Cracovią, jak i remis z Mistrzem Polski, Lechem Poznań, robią wrażenie i wyciągnęły nasz zespół ze strefy około spadkowej do środka tabeli.
Aktualnie Pogoń jest ósma i ma rozbudzony apetyt na więcej, gdyż w następnej kolejce pojedzie do Płocka zmierzyć się z czwartą w tabeli Wisłą, do której traci 4 punkty na tę chwilę. Rodzi się ponownie nadzieja, że ten sezon może jeszcze zostać uratowany i zakończony pozycją w górnej części tabeli.

Do tego trzeba konsekwentnego punktowania, pragmatycznego podejścia do każdego etapu i widać, że Thomas Thomasberg ma na to plan. Nie mamy nic przeciwko, żeby to mu się powiodło, a na koniec sezonu niech będzie klawo jak cholera.
Już nam robi się ciepło, kiedy punkty z nami gubią Lech i Cracovia. O to chodzi. Idziemy dalej, bo przed nami przecież mecz w Pucharze Polski z Legią w Warszawie, która w niedzielę zmierzy się w Derbach Polski z Lechem Poznań. Obie drużyny mają swoje mieszane uczucia po pojedynkach w LKE.
Trenerzy obu drużyn popełnili te same błędy, wystawiając rezerwowe składy i gubili punkty z tureckim Samsunsporem oraz gibraltarskim Lincolnem. Co prawda Legia zrehabilitowała się, ogrywając Szachtar Donieck w Krakowie, jednak atmosfera w stolicy jest gęsta i wygląda na to, że ich trener ma ochotę opuścić okręt, który został trafiony kilkoma torpedami w postaci sprzedaży kilku wartościowych piłkarzy w trakcie letniego okna transferowego.

Oby nasz Tom Tom podał idealnie wymierzone koordynaty Portowcom na dobicie warszawskiego statku, z którego jego kapitan i tak ma ochotę już uciec.
Jednak wyporność na zatopienie Legii sprawdzi najpierw Lech Poznań, który właśnie może ,,poszczycić” się przegraną z najsłabszą drużyną w Europie. I taka to właśnie jest nasza liga – zupełnie nieprzewidywalna. Mimo wszystko dzięki staraniom naszych drużyn w europejskich pucharach wciąż liczymy się w grze o 10. miejsce w rankingu krajowym UEFA, co może skutkować takim paradoksem, że taki Lech, co przegrywa z najsłabszym zespołem w Europie, mógłby za rok wywalczyć automatyczny awans do Ligi Mistrzów, o ile oczywiście wcześniej zdobędzie kolejne mistrzostwo Polski.
I jak tu nie kochać piłki nożnej i naszej PKO BP Ekstraklasy. Na tym świecie są rzeczy, które nie śniły się filozofom, a większość z nich jest w Polsce.
Ciekawe, jaki wpływ na to mają zakłady bukmacherskie, oficjalni sponsorzy rozgrywek piłkarskich i poszczególnych klubów. Ktoś powie, aby wygrać, trzeba grać.
Każdy ma swoją grę. Wracając do meczu Pogoni, goście zagrali pierwsze 45 minut, a gospodarze drugie. Zatem każda drużyna miała swoją rolę i momenty, dzięki którym kibice nie nudzili się na stadionie. Emocji nie brakowało i na koniec to Cracovia otrzymała lanie w Szczecinie, choć to pierwsze pasy były wymierzone przez biało-czerwone… krakowskie asy.
Już w 10. minucie refleks Cojocaru sprawdził Martin Minczew. W 24. minucie odpowiedziała Pogoń, a konkretnie dobrze grający tego dnia Koutris. Po rzucie różnym uderzył celnie, jednak w sam środek bramki. W 27. minucie Filip Stojilković rozgrzał naszego bramkarza groźnym strzałem.
Co się odwlecze to nie uciecze. Dwie minuty później Mauro Perković główkuje w naszym polu karnym, ”Cojo” odbija piłkę na bok, jednak dopada do niej Stojilković i z bliska pakuje futbolówkę do siatki Pogoni. Zagapił się Keramitsis, który nie upilnował snajpera Cracovii.
Ten sam zawodnik znowu niepokoi naszego bramkarza w 33. minucie. Dziesięć minut później szybka kontra krakowian, ponownie wyratowana przez golkipera Portowców. Zatem gdyby Cracovia była skuteczna do przerwy, śmiało mogłaby prowadzić przynajmniej 3:0.
Jednak liczy się to, co wpada do sieci, a nie wrażenia artystyczne, tudzież prawie gole. Docenić należy klasę Cojocaru, bo utrzymał nas w tym meczu i po przerwie mogliśmy zobaczyć już zupełnie inny obraz.
Aż nie mogłem uwierzyć, że te same drużyny wybiegły na boisko w drugiej połowie i zapytałem trenera po tym spotkaniu, co powiedział w szatni do swoich zawodników i czy czasem zespoły nie zamieniły się koszulkami w przerwie, bo role zupełnie się odwróciły.
W 57. minucie Grosicki szaleje na lewej flance, zagrywa fałszem w pole karne, jednak Molnar został uprzedzony przez rywali. W 61. minucie rzut rożny wykonał Greenwood, odbita piłka trafia to kapitana Pogoni i ten znajduje w gąszczu nóg zawodników wolną przestrzeń, po której futbolówka jak pocisk wleciała do środka siatki i mamy wyrównanie.

Dwie minuty później Pogoń znowu napiera. Wahlqvist odważnie wpada w pole karne, jednak zanim padł, stracił piłkę na rzecz obrońcy, który po męsku zakończył szarżę naszego atakującego prawego defensora.

W 65. i 78. minucie wprowadzony obrońca Marian Huja miał swoje doskonałe okazje na strzelenie gola. Najpierw głową, a potem lewą nogą. Niestety oba strzały były ponad bramką. Dziesięć minut później kolejni szczecińscy zmiennicy wzięli w swoje ręce koło fortuny i zakręcili emocjami na Twardowskiego.
Juwara pokiwał tak jak lubi, wrzucił na głowę Ulvestada, ten ją tylko musnął czołem w stronę Mukairu, a ten wpakował piłkę z główki do siatki Cracovii. I mamy 2:1.

Na konferencji przedmeczowej swoimi pytaniami zwracałem trenerowi Thomasowi Thomasbergowi uwagę na Perkovića, który strzelił gola dla Cracovii z Rakowem, a teraz przyczynił się do trafienia przeciwko nam. Mówiłem też o tym, że krakowianie nie mają wysokich obrońców i może warto byłoby spróbować ,,pogłówkować” w polu karnym.
No i proszę mamy bramkę Mukairu z głowy po dograniu głową Ulvestada. Pytałem także o stałe fragmenty gry i świetnie przygotowane rzuty rożne na ten mecz – i tu także Kamil Grosicki trafił do sieci po kornerze dla Dumy Pomorza.

Zatem wychodzi na to, że warto rozmawiać na konferencjach przedmeczowych i zwracać uwagę na słabe strony rywala oraz podpowiadać, jak tu się dobrać mu do skóry.
Taki efekt synergii jak widać, przynosi świetne rezultaty. Choć są też tacy, co uważają, że takie konferencje i rozmowy z trenerem nie mają sensu, gdyż niczego konkretnego szkoleniowiec nie zdradzi i słusznie z resztą, ani składu, ani taktyki.

Zawsze jednak warto pójść za słowami Floriana Krygiera, który swego czasu powiedział: ,,Nie pytaj, co ci dała Pogoń. Powiedz, co ty zrobiłeś dla Pogoni”.
Także zachęcam wszystkich szczecińskich dziennikarzy do takiego podejścia, aby pomagać trenerowi i drużynie właśnie taką analizą rywala i zadawania pytań rozpracowujących ich sposób grania oraz możliwości.
Ostatecznie kolejną prawdą jest to, że nieobecni na konferencji nie mają racji. Zatem trzeba tam być i zabrać głos, by móc zrobić coś dobrego dla Pogoni, czy to przed rozegraną kolejką, albo po niej.
Niezmiernie cieszy mnie to zwycięstwo z kilku powodów.
Po pierwsze, że z Cracovią. Tłumaczyć raczej nie trzeba, każdy szczecinianin wie, o co chodzi.
Po drugie, świetne zmiany: Mukairu, Juwara, Huja – sprawdzają się dokonane transfery do klubu.

Po trzecie, łapiemy ważną serię meczów bez porażki, przed starciem w Warszawie w Pucharze Polski z Legią.
Po czwarte, ten sezon nie jest stracony. Tu wciąż rośnie nadzieja, że jakieś konkrety są możliwe.
Po piąte chyba mało kto spodziewał się, że tak szybko zobaczymy odmienioną Pogoń, a tu proszę kolejny mecz wybiegany. Blisko 114 km, więcej od rywala. I znowu Ulvestad i Ndiaye, a także Wahlqvist brylują w tym aspekcie rzemiosła piłkarskiego. Niosą ten fortepian, na którym pięknie zagrał trener wraz z kapitanem i bramkarzem. To moi bohaterzy pojedynku z Cracovią.
Co cieszy, trener krótko po skończonej konferencji obiecał mi, że zrobią wszystko, aby wygrać z Legią w Warszawie. I tego się trzymajmy.
Z rzeczy do poprawy, to wciąż to samo – gra w obronie w pierwszej połowie daleka od ideału. Rywale mieli zbyt dużo przestrzeni wolnych. A w środku pola po raz kolejny zawiódł Pozo, który nie dał rady być skuteczny między liniami, nie udało mu się zaliczyć kluczowych, celnych, ostatnich podań, otwierających drogę do sytuacji strzałowych i dlatego też został zmieniony już w przerwie meczu.
Trzy punkty cieszą, choć przed Portowcami wciąż jeszcze wiele pracy do wykonania. Widać już pewien trend i cechy pragmatyzmu duńskiego szkoleniowca. Tak jak powiedział, tak czyni. Drużyna gra intensywnie, jest wybiegana, kiedy trzeba dynamiczna. Potrafi wykorzystać stałe fragmenty gry i dopasować swoje ustawienie oraz styl gry pod każdego rywala z osobna.
Czekamy jeszcze na kompaktowość, granie formacjami blisko siebie, czyli zawężanie pola gry rywalom, gdyż tu jeszcze widać pole do poprawy. Przeciwnicy wciąż mają za dużo wolnych przestrzeni, a odległości pomiędzy naszymi formacjami bywają za duże i stąd wynika zagrożenie pod naszą bramką, nie licząc błędów indywidualnych.
Teraz czas na Mazowsze. Najpierw Legia Warszawa, a potem Wisła Płock. Oby trener przygotował dobre plany na kolejne skuteczne działania wojenne na naszych rywali.
W meczu z Wisłą nie zagra na pewno Linus Wahlqvist, który otrzymał czwartą żółtą kartkę w sezonie i musi teraz jedną kolejkę pauzować. Wielka szkoda, gdyż Szwed jest w świetnej formie.
Pogoń Szczecin 2:1 Cracovia
Gole: Kamil Grosicki 61′, Paul Mukairu 89′ – Filip Stojilković 29′
Składy:
Pogoń: 77. Valentin Cojocaru – 15. Hussein Ali (60, 2. Marian Huja), 28. Linus Wahlqvist, 13. Dimítris Keramítsis, 32. Leonárdo Koútris – 14. José Pozo (46, 7. Musa Juwara), 8. Fredrik Ulvestad, 19. Mor N’Diaye, 90. Sam Greenwood – 9. Rajmund Molnár (76, 18. Paul Mukairu), 11. Kamil Grosicki (85, 10. Adrian Przyborek).
Cracovia: 13. Sebastian Madejski – 79. Dominik Piła, 21. Boško Šutalo, 4. Gustav Henriksson, 66. Oskar Wójcik, 39. Mauro Perković – 25. Otar Kakabadze (56, 8. Milan Aleksić), 43. Mateusz Klich (73, 6. Amir Al-Ammari), 11. Mikkel Maigaard (85, 7. Mateusz Praszelik), 17. Martin Minczew (73, 14. Ajdin Hasić) – 9. Filip Stojilković (85, 18. Kahveh Zahiroleslam).
Żółte kartki: Ali, Wahlqvist – Kakabadze, Klich, Wójcik, Piła.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 20 149
Zdjęcia: Marcin Zapart, Pogoń 24.info, Iwona Sarnicka, Jarosław Koncewicz.




Oglądając mecz pierwsza połowa,zastanawiałam się czy oglądam Pogoń czy jakiś inny mecz z obcokrajowcami,ale słysząc nazwisko Grosicki sprowadzili mnie na ziemię acha jednak mecz Pogoni.obrina nadal fatalna ,środek jest zawodnik który nie potrafi podać celnie piłki a lepiej wycofywać ją do bramkarza .druga połowa już inna i chwała dla Grosickiego no i na koniec wygrana to cieszy.co do pucharu Polski to czekam z opaska na oku bo aż strach pomyśleć co się wydarzy,ale bądźmy dobrej myśli tylko wygrana
Niech się Legia boi, bo my wyszliśmy już z marazmu i mamy trenera, który umie w te klocki. Natomiast Legia niby ma trenera, który jednak chce odejść, a piłkarze swoją grą starają się mu “dopomóc” w szybkim odejściu. Zatem te wewnętrzne rozbicie rywala trzeba wykorzystać w czwartek. Niestety centrala PZPN robi wszystko, by utrzymać stołecznych przy życiu wciskając sędziego z Mazowsza – Marciniaka, na nasz mecz z Legią. Czemu w PZPN nie widzą konfliktu interesów regionalnych struktur piłkarskich? Czemu znowu sama sobie centrala sędziuje? Jak są takimi kozakami to niech wystawią na nasz mecz sędziów ze Szczecina, braci Arysów…
Panie Marcinie, Niech Pan z tego felietonu zrobi 3 odcinki, bo za dlugi jest za każdym razem i nie chce się czytać
dla mnie nudny mecz. Bynajmniej pierwsza połowa jakby byli na sparingu
Dzięki bardzo, bierzemy punkty i lecimy dalej z tematem. Teraz czas na zatopienie Legii. Oby powiodła się misja mazowiecka.
Cześć.
Tym razem wiozłam syna na ten mecz .
Dostał zaproszenie i skorzystał .
Powiem Tobie Marcin , że to morze ludzi ,które sunie na mecz niczym fala morska robi ogromne , ale naprawdę ogromne wrażenie.
Ja niestety nie moglam obejrzeć tego widowiska nawet w telewizorze.
Ale dzięki Twojej soczystej ( jak zwykle relacji) mam choć namiastkę.
Nie pozostaje mi nic innego jak cieszyć się z tych trzech punktów i życzyć nam wszystkim kolejnych.
Pozdrawiam serdecznie.