SEZON 2: Odcinek 7: Droga do Poznania
Szczecin, sobotni poranek:
Zimny wiatr od Odry przecinał ulice, gdy pierwsze światła zapaliły się w Barze Kicker. Marta otworzyła drzwi, zrzuciła kaptur i rozejrzała się po znajomej sali. Stare zdjęcia Pogoni, flagi z wyjazdów, kufle z herbem – wszystko wyglądało jak zawsze, tylko powietrze pachniało dziś inaczej: podróżą.
Za chwilę pojawili się Bolo, Zefir i Szymon, każdy z plecakiem i nieodłącznym szalikiem.
– Pociąg o 8:27, peron 3 – rzucił Szymon, zerkając na telefon. – Jak zwykle IC do Poznania, tylko tym razem w wagonie 4 jest nasz sektor.
– Idealnie. Dwie godziny drogi, kilka piw i będziemy pod Bułgarską – uśmiechnął się Bolo.
W Kickerze było gwarno jak przed wyprawą wojenną. Ktoś dopinał flagę, ktoś inny ładował powerbank, a barman pakował w torby termosy z kawą.
– Nie wiem, jak się to skończy – powiedziała Marta, zakładając szalik – ale czuję, że dzisiaj coś się wydarzy.
Dworzec Główny, 8:15:
Na peronie pachniało kawą i olejem z lokomotywy. Portowcy gromadzili się w grupkach, śpiewając cicho pod nosem.
– Zefir, nagrywasz? – krzyknął Bolo.
– Jasne, będzie relacja na fanpage. Hasło: ,,Z portu do Poznania”.
Pociąg ruszył. Za oknem migotały pola, a w wagonie rozlegały się rozmowy o składzie, o Thomasie, o Alexie, który wczoraj znów musiał tłumaczyć się dziennikarzom z każdego transferu.
– On ma ciężko – stwierdził Szymon. – Zrobił z klubu markę, a ciągle go grillują.
– Bo się boją – mruknął Bolo. – Bo jak Pogoń się rozkręci, to zje im całą ligę.
W drugim wagonie fani śpiewali ,,Hej Pogoń, nasz Szczecin…”, a konduktor tylko się uśmiechał.
Poznań, 13:05:
Dworzec kipiał od niebiesko-białych koszulek Lecha. Portowcy wysiedli w spokoju, ale z oczyma pełnymi ognia.
– Dwie godziny do meczu – rzuciła Marta. – Idziemy pieszo. Niech wiedzą, że przyjechaliśmy.
Przemarsz przez miasto był jak niemy manifest – flaga Pogoni na czole kolumny, śpiew, echo niosące się między kamienicami.
Stadion przy Bułgarskiej, godz. 14:45:
Mecz rozpoczął się jak sztorm. Lech rzucił się do ataku, Cojocaru bronił wszystko, co leciało w jego stronę, a potem… huk półwoleja Grosickiego!
– To on! To Kamil! – krzyczał Zefir. – Kapitan nasz!
Portowcy oszaleli. Flagi zatańczyły, a Marta miała łzy w oczach. Potem przyszło wyrównanie, VAR, dramat i 89. minuta, gdy Bengtsson wbił Lecha na prowadzenie.
– Nie, nie tak… – wyszeptała Marta.
I wtedy Mukairu – jak zjawisko – ruszył z piłką, wpadł w pole karne i trafił pod poprzeczkę. 2:2.
Wybuch. Euforia. W sektorze gości – szał.
Pociąg powrotny, 18:55:
Wagon pachniał mokrymi kurtkami i radością.
– Widzieliście miny poznaniaków? – śmiał się Bolo.
– To nie był remis – powiedział Szymon. – To był sygnał.
– Dla kogo?
– Dla całej ligi. Że Pogoń żyje.
Marta oparła głowę o okno, patrząc na migające światła.
– Granatowo-bordowe serce znowu bije – powiedziała cicho.
Za oknem noc, w oddali błyszczał Szczecin.
A w telefonie Zefira pojawił się nowy wpis:
,,Z portu do Poznania i z powrotem. Nie po punkty, po dumę. Granatowo-bordowe serce nie zna granic.”
,,Bo podróż z Pogonią to nie tylko kilometry. To pamięć, emocje i historia, którą pisze każdy, kto wsiada do tego pociągu.”




Komentarze
SEZON 2: Odcinek 7: Droga do Poznania — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>