Sezon 1985/1986: rok budowy przed wielkim wicemistrzostwem
Pomiędzy europejskim debiutem a wielkim sukcesem
Sezon 1985/1986 łatwo przeoczyć, patrząc wyłącznie na końcową tabelę. Pogoń Szczecin zajęła dopiero 10. miejsce, nie występowała w europejskich pucharach i przez znaczną część rozgrywek nie należała do ścisłej ligowej czołówki. Z perspektywy historii klubu był to jednak sezon znacznie ważniejszy, niż mogłoby wynikać z samych liczb.
To właśnie wtedy rozpoczął się właściwy etap pracy Leszka Jezierskiego, szkoleniowca, który rok później miał doprowadzić Pogoń do pierwszego w historii wicemistrzostwa Polski. Jezierski prowadził Portowców przez cały sezon 1985/1986, a jego ligowy bilans wyniósł 30 spotkań, 8 zwycięstw, 11 remisów i 11 porażek.
Nie był to jeszcze zespół gotowy do zdobywania medali.
Był to zespół w trakcie przemiany.
I właśnie dlatego sezon 1985/1986 należy traktować jako pomost między rozpadem medalowej Pogoni pierwszej połowy dekady a narodzinami wicemistrzowskiej drużyny z 1987 roku.
Po trudnym sezonie 1984/1985
Pogoń wchodziła w nowe rozgrywki po bardzo nierównym okresie.
Jeszcze w sezonie 1983/1984 zdobyła pierwszy w historii brązowy medal mistrzostw Polski, a kilka miesięcy później zadebiutowała w Pucharze UEFA przeciwko 1. FC Köln. W lidze 1984/1985 przyszło jednak wyraźne cofnięcie. Szczecinianie zajęli 11. miejsce, zdobyli zaledwie 29 bramek, a w trakcie rundy wiosennej zakończyła się praca Eugeniusza Ksola.
Sezon 1985/1986 miał więc być początkiem odbudowy.
Nowy szkoleniowiec nie otrzymywał drużyny pozbawionej wartości. W kadrze pozostawali piłkarze o dużym doświadczeniu, a jednocześnie dojrzewali zawodnicy, którzy mieli odegrać główne role w kolejnym, historycznym sezonie.
Leszek Jezierski dostał czas, aby z tych elementów zbudować własny zespół.
Trzon nowej Pogoni
Najważniejszą postacią ofensywy pozostawał Marek Leśniak.
W sezonie 1985/1986 wystąpił we wszystkich 30 ligowych spotkaniach, za każdym razem rozpoczynając mecz w podstawowym składzie. Rozegrał 2632 minuty i zdobył 9 bramek, zostając najlepszym ligowym strzelcem Pogoni.
Dziś szczególnie ciekawie wygląda ta liczba w kontekście tego, co nastąpiło rok później.
Dziewięć bramek nie czyniło jeszcze z Leśniaka największej gwiazdy ligi. W sezonie 1986/1987 miał zdobyć ich 24 i zostać królem strzelców.
Właśnie w rozgrywkach 1985/1986 coraz mocniej budował jednak swoją pozycję jako zawodnik, wokół którego można oprzeć ofensywę.
Drugim najskuteczniejszym graczem był Krzysztof Urbanowicz, autor 7 bramek. Marek Ostrowski zdobył 5, a Jerzy Hawrylewicz i Janusz Turowski po 4 gole. Młody Robert Prokopowicz dołożył 3 trafienia.
Bardzo ważną rolę odgrywał również Mariusz Kuras. Rozegrał 29 spotkań, wszystkie od pierwszej minuty, spędzając na boisku 2592 minuty. Tyle samo występów zanotował Kazimierz Sokołowski.
W podstawowej grupie zawodników znajdowali się także Janusz Makowski, Marek Ostrowski, Andrzej Miązek, Adam Kensy, Jerzy Hawrylewicz, Adam Benesz, Jarosław Biernat, Leszek Wolski i Marek Włoch. W bramce najczęściej występował Marek Szczech, ale swoje mecze rozegrali również Zbigniew Długosz i Mirosław Dygas.
Coraz wyraźniej było więc widać nazwiska, które rok później miały tworzyć jeden z najlepszych zespołów w historii Pogoni.
Trudny początek
Pierwsze tygodnie sezonu nie zapowiadały wielkiego przełomu.
28 lipca 1985 roku Pogoń rozpoczęła rozgrywki remisem 1:1 ze Śląskiem Wrocław.
Następnie przegrała w Łodzi z ŁKS-em 2:4, zremisowała bezbramkowo z GKS Katowice i poniosła porażkę 1:3 na wyjeździe z Bałtykiem Gdynia.
Po czterech kolejkach szczecinianie nadal nie mieli zwycięstwa.
Pierwsza wygrana przyszła 17 sierpnia.
Pogoń pokonała u siebie Stal Mielec 1:0.
Tydzień później zwyciężyła na wyjeździe Zagłębie Lubin 2:1.
Dwa kolejne punkty nie oznaczały jeszcze stabilizacji.
Portowcy zremisowali 2:2 z Ruchem Chorzów i 1:1 z Lechem Poznań, następnie przegrali w Warszawie z Legią 2:3. Po remisie 1:1 z Widzewem Łódź przyszła bolesna porażka 0:3 z Górnikiem Zabrze.
Pogoń wciąż szukała właściwego rytmu.
Jesienna stabilizacja
Po porażce w Zabrzu nastąpił jednak bardzo interesujący okres.
12 października Pogoń pokonała Lechię Gdańsk 1:0. Cztery dni później zremisowała 2:2 z Zagłębiem Sosnowiec, a następnie rozbiła Motor Lublin 4:1.
Potem przyszły kolejne remisy.
1:1 z Górnikiem Wałbrzych.
1:1 ze Śląskiem Wrocław.
1:1 z ŁKS-em.
W ten sposób Pogoń zanotowała serię sześciu kolejnych ligowych meczów bez porażki, trwającą od 12 października do 10 listopada 1985 roku.
Nie była to seria samych zwycięstw, ale pokazywała coś ważnego.
Zespół Jezierskiego stawał się trudniejszy do pokonania.
Trener stopniowo stabilizował skład i szukał ustawienia, które pozwalało wykorzystać ofensywny potencjał zawodników bez całkowitego otwierania gry.
Proces był jednak daleki od zakończenia.
Dziewięć goli w Katowicach
Jednym z najbardziej niezwykłych ligowych spotkań sezonu był wyjazd do Katowic 24 listopada 1985 roku.
GKS Katowice pokonał Pogoń 5:4.
Sam rezultat dobrze symbolizował ówczesną drużynę.
Pogoń potrafiła zdobyć cztery bramki na wyjeździe z silnym przeciwnikiem, a mimo to wrócić do Szczecina bez punktu.
Ofensywa zaczynała działać.
Defensywna równowaga wciąż pozostawała problemem.
Był to jeden z tych meczów, w których można było już dostrzec potencjał późniejszej Pogoni Jezierskiego, ale jeszcze nie jej dojrzałość.
Puchar Polski: druga twarz sezonu
O ile w lidze Pogoń poruszała się głównie w środkowej części tabeli, o tyle w Pucharze Polski potrafiła zajść bardzo daleko.
I właśnie rozgrywki pucharowe są jednym z powodów, dla których sezonu 1985/1986 nie należy sprowadzać do przeciętnego 10. miejsca w lidze.
Pogoń dotarła aż do półfinału Pucharu Polski.
Goplania, Błękitni i Avia
Pucharowa droga rozpoczęła się 25 września 1985 roku w Inowrocławiu.
Pogoń pokonała Goplanię Inowrocław 2:1.
Marek Włoch otworzył wynik w 21. minucie. Gospodarze wyrównali, ale trzy minuty przed końcem zwycięską bramkę zdobył Marek Ostrowski.
W 1/8 finału przeciwnikiem byli Błękitni Stargard.
Lokalny rywal objął prowadzenie tuż przed przerwą, ale Pogoń odwróciła spotkanie. Janusz Makowski wyrównał w 67. minucie, a osiem minut przed końcem Robert Prokopowicz zapewnił Portowcom zwycięstwo 2:1.
W ćwierćfinale rywalem została Avia Świdnik.
Pierwszy mecz rozegrano 30 października w Świdniku. Pogoń wygrała 3:2, a dla szczecinian trafiali Marek Włoch oraz dwukrotnie Leszek Wolski.
Rewanż odbył się 17 listopada w Szczecinie.
Portowcy zwyciężyli 2:1 po bramkach Jerzego Hawrylewicza i Adama Kensego. Pogoń wygrała więc dwumecz 5:3 i znalazła się w półfinale.
Po raz pierwszy od finału z 1982 roku klub ponownie znalazł się tak blisko decydującego meczu Pucharu Polski.
Półfinał z GKS Katowice
Rywalem w półfinale został GKS Katowice.
Pierwsze spotkanie rozegrano 1 grudnia 1985 roku w Szczecinie.
Początek był fatalny. Już w 2. minucie Jan Furtok dał prowadzenie gościom.
Pogoń odpowiedziała.
W 37. minucie wyrównał Andrzej Miązek, a w 65. minucie Marek Leśniak zdobył bramkę na 2:1.
Portowcy wygrali pierwszy półfinał i przed rewanżem znajdowali się w korzystnej sytuacji.
Trzy dni później w Katowicach wydarzenia potoczyły się inaczej.
Pogoń rozpoczęła znakomicie. W 12. minucie Janusz Turowski zdobył bramkę dającą szczecinianom prowadzenie 1:0.
GKS odpowiedział jednak jeszcze przed przerwą trafieniem Jana Furtoka.
Po przerwie Furtok zdobył kolejną bramkę, a w 87. minucie Marek Koniarek ustalił wynik na 3:1 dla GKS.
Katowiczanie wygrali cały dwumecz 4:3.
Pogoń była o jedno spotkanie od kolejnego finału.
Co więcej, odpadła z późniejszym zdobywcą Pucharu Polski. GKS Katowice wygrał bowiem całą edycję 1985/1986.
Pucharowa droga była więc największym osiągnięciem Pogoni w tym sezonie.
Wiosna zaczyna się bardzo dobrze
Po zimowej przerwie Pogoń wróciła do ligi w znakomitym stylu.
2 marca pokonała Bałtyk Gdynia 3:0.
Tydzień później wygrała na wyjeździe ze Stalą Mielec 1:0.
Po bezbramkowym remisie z Zagłębiem Lubin przyszło zwycięstwo 2:0 na wyjeździe z Ruchem Chorzów.
Pierwsze cztery wiosenne spotkania przyniosły więc trzy zwycięstwa, jeden remis i, co szczególnie ważne, ani jednej straconej bramki. Dane sezonowe potwierdzają serię czterech kolejnych meczów z czystym kontem.
To był jeden z najlepszych okresów Pogoni w całych rozgrywkach.
Zaczynało się wydawać, że zespół może jeszcze znacząco poprawić swoją pozycję.
Znowu brak stabilności
Dobra seria skończyła się 22 marca w Poznaniu.
Lech wygrał z Pogonią 1:0.
Tydzień później do Szczecina przyjechała Legia Warszawa i zwyciężyła 3:1.
2 kwietnia Pogoń przegrała z Widzewem w Łodzi 0:1, a następnie bezbramkowo zremisowała u siebie z przyszłym mistrzem Polski, Górnikiem Zabrze.
12 kwietnia przyszła porażka 1:2 z Lechią Gdańsk.
Pogoń ponownie znalazła się w okresie, w którym dobre spotkania przeplatały się ze słabszymi.
I właśnie nierówność była największą przeszkodą zespołu Jezierskiego w jego pierwszym sezonie.
5:0, czyli zapowiedź tego, co nadejdzie
16 kwietnia 1986 roku Pogoń rozegrała mecz, który z perspektywy późniejszych wydarzeń nabiera szczególnego znaczenia.
Portowcy pokonali Zagłębie Sosnowiec 5:0.
Było to najwyższe ligowe zwycięstwo Pogoni w sezonie.
Pięć bramek, zdecydowana przewaga i ofensywny rozmach stanowiły przedsmak tego, co szczecińscy kibice mieli zobaczyć w następnych rozgrywkach.
Problem polegał na tym, że Pogoń nie potrafiła jeszcze grać w taki sposób regularnie.
Cztery dni później przegrała na wyjeździe z Motorem Lublin 2:4.
W ostatnim spotkaniu sezonu uległa u siebie Górnikowi Wałbrzych 2:3.
Rozgrywki kończyły się więc dokładnie tak, jak przebiegała ich większość.
Był potencjał.
Były bramki.
Były bardzo dobre mecze.
Brakowało stabilności.
Dziesiąte miejsce
Po 30 kolejkach Pogoń Szczecin zajęła 10. miejsce w I lidze.
Bilans wyniósł:
30 spotkań, 8 zwycięstw, 11 remisów i 11 porażek.
Portowcy zdobyli 27 punktów.
Bilans bramkowy był idealnie równy: 44:44.
Mistrzem Polski został Górnik Zabrze z 46 punktami. Za nim uplasowały się Legia Warszawa i Widzew Łódź. Pogoń straciła do mistrza 19 punktów, ale jednocześnie posiadała potencjał ofensywny znacznie większy, niż sugerowała jej pozycja.
Szczecinianie zdobyli 44 gole.
Więcej strzeliły tylko Górnik Zabrze, Legia Warszawa i GKS Katowice. Oznacza to, że Pogoń miała czwarty najlepszy atak całej ligi, mimo że zakończyła sezon dopiero na 10. miejscu.
To jeden z najważniejszych statystycznych kluczy do zrozumienia tego sezonu.
Problemem nie był brak możliwości ofensywnych.
Problemem była regularność oraz zbyt duża liczba traconych bramek.
Marek Leśniak przed eksplozją
Najlepszym ligowym strzelcem zespołu był Marek Leśniak z 9 golami.
Nie był to jeszcze wynik, który zapowiadał króla strzelców.
Ale właśnie tutaj należy patrzeć na sezon 1985/1986 jako część większego procesu.
Leśniak grał praktycznie wszystko.
Mariusz Kuras stawał się jednym z najbardziej regularnych zawodników zespołu.
Kazimierz Sokołowski miał stałe miejsce w drużynie.
Krzysztof Urbanowicz zdobywał bramki.
Marek Ostrowski był ważnym elementem zarówno defensywy, jak i ofensywy.
Jerzy Hawrylewicz coraz mocniej zaznaczał swoją obecność.
To właśnie wielu z tych piłkarzy rok później miało stworzyć wicemistrzowski zespół.
Leszek Jezierski dostaje czas
Najważniejszą decyzją klubu okazało się jednak to, czego nie zrobiono.
Po 10. miejscu trener nie został zwolniony.
Leszek Jezierski pozostał na stanowisku i prowadził Pogoń również w sezonie 1986/1987. Jego pierwszy pełny ligowy sezon zakończył się bilansem 8 zwycięstw, 11 remisów i 11 porażek. Następny przyniósł już 15 zwycięstw, 10 remisów, tylko 5 porażek oraz wicemistrzostwo Polski.
Różnica była ogromna.
Ale nie oznaczała, że sukces pojawił się nagle.
Sezon 1985/1986 był laboratorium drużyny Jezierskiego.
To wtedy trener poznawał zawodników, ustalał hierarchię, budował podstawowy skład i przygotowywał sposób gry, który w kolejnych rozgrywkach miał przynieść 64 ligowe bramki.
Od 44 do 64 bramek
W sezonie 1985/1986 Pogoń zdobyła 44 gole. Rok później miała strzelić aż 64.
Wzrost o 20 bramek nie był jednak całkowitym zerwaniem z wcześniejszym sposobem gry.
Już w 1985/1986 było widać ofensywne możliwości zespołu.
4:1 z Motorem.
5:0 z Zagłębiem Sosnowiec.
Cztery gole zdobyte mimo porażki 4:5 w Katowicach.
44 trafienia w lidze, czwarty wynik całych rozgrywek.
Pogoń potrafiła atakować.
Jezierski potrzebował przede wszystkim sprawić, aby drużyna robiła to skutecznie i regularnie przez cały sezon.
Rok później dokładnie to się wydarzyło.
Półfinał, który nie powinien zostać zapomniany
W historii sezonu 1985/1986 szczególne miejsce powinien zajmować Puchar Polski.
Dziesiąte miejsce w lidze może tworzyć wrażenie sezonu całkowicie przeciętnego.
Nie był taki.
Pogoń znalazła się przecież w najlepszej czwórce Pucharu Polski.
Wyeliminowała Goplanię Inowrocław, Błękitnych Stargard i Avię Świdnik. Następnie wygrała pierwszy półfinał z GKS Katowice 2:1 i dopiero porażka 1:3 w rewanżu zamknęła jej drogę do finału.
Do kolejnego finału zabrakło niewiele.
A GKS Katowice, który zatrzymał Pogoń, później zdobył trofeum.
Pucharowa droga była kolejnym sygnałem, że zespół Jezierskiego ma większy potencjał, niż wskazywała ligowa tabela.
Sezon, którego nie wolno oceniać tylko tabelą
Gdy patrzymy na 10. miejsce, łatwo uznać sezon 1985/1986 za rok bez większego znaczenia.
Z perspektywy historii Pogoni byłoby to błędem.
Właśnie wtedy:
Leszek Jezierski przeprowadził swój pierwszy pełny sezon w Szczecinie.
Marek Leśniak rozegrał komplet 30 meczów i został najlepszym strzelcem zespołu.
Pogoń miała czwarty najlepszy atak w lidze.
Portowcy dotarli do półfinału Pucharu Polski.
Coraz większą rolę odgrywali zawodnicy, którzy rok później stworzyli wicemistrzowski zespół.
Najważniejsze było jednak to, że po latach zmian klub pozwolił trenerowi kontynuować pracę.
Efekt przyszedł szybciej, niż można było oczekiwać.
Ostatni krok przed wielkim sezonem
Sezon 1985/1986 zakończył się 27 kwietnia 1986 roku porażką 2:3 z Górnikiem Wałbrzych. Pogoń była dziesiąta, miała ujemny bilans zwycięstw i porażek oraz dokładnie tyle samo bramek zdobytych, co straconych.
Nic w suchej tabeli nie wskazywało, że za kilkanaście miesięcy klub zostanie wicemistrzem Polski.
Ale jeśli spojrzeć głębiej, sygnały były widoczne.
Była ofensywa.
Był Leśniak.
Był Kuras.
Byli Sokołowski, Urbanowicz, Ostrowski i Hawrylewicz.
Był trener, który dopiero zaczynał układać tę drużynę według własnego pomysłu.
Był półfinał Pucharu Polski.
Były mecze pokazujące ogromny potencjał.
Brakowało jeszcze jednego elementu.
Powtarzalności.
Kiedy Pogoń odnalazła ją w kolejnym sezonie, wszystko się zmieniło.
Dziesiąta drużyna Polski została wicemistrzem.
Marek Leśniak z dziewięciu bramek doszedł do dwudziestu czterech.
44 gole zespołu zamieniły się w 64.
A sezon, który z pozoru wyglądał na przeciętny, okazał się ostatnim etapem budowy jednej z największych drużyn w historii Pogoni Szczecin.
Sezon 1985/1986 w skrócie
Trener: Leszek Jezierski
Rozgrywki ligowe: I liga
Miejsce: 10.
Mecze: 30
Zwycięstwa: 8
Remisy: 11
Porażki: 11
Punkty: 27
Bramki: 44:44
Najlepszy strzelec Pogoni: Marek Leśniak, 9 bramek
Kolejni strzelcy: Krzysztof Urbanowicz 7, Marek Ostrowski 5, Jerzy Hawrylewicz i Janusz Turowski po 4
Najwięcej występów: Marek Leśniak, 30
Najwyższe ligowe zwycięstwo: Pogoń Szczecin 5:0 Zagłębie Sosnowiec
Puchar Polski: półfinał
Półfinał PP: Pogoń Szczecin 2:1 GKS Katowice, GKS Katowice 3:1 Pogoń Szczecin
Zwycięzca Pucharu Polski: GKS Katowice
Znaczenie historyczne: pierwszy pełny sezon Leszka Jezierskiego, ukształtowanie trzonu przyszłego wicemistrza Polski i bezpośrednie przygotowanie drużyny do przełomowego sezonu 1986/1987.
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Sezon 1985/1986: rok budowy przed wielkim wicemistrzostwem — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>