Mury Częstochowy runęły w Szczecinie
W 7. kolejce PKO BP Ekstraklasy zmierzyły się ze sobą dwie drużyny mające pucharowe aspiracje: Pogoń Szczecin i Raków Częstochowa. Dla kogo ta siódemka była szczęśliwa tym razem?
Bez wątpienia dla szczecinian. Trener Medalików, Marek Papszun, na pomeczowej konferencji przyznał, że Raków nie zasłużył na porażkę w Szczecinie.

Jednak nasz trener – Robert Kolendowicz, krótko podsumował, że każdy ma prawo do swoich odczuć, ale trzeba wiedzieć, że liczy się to, co jest w sieci. A w sieci było 2:0 dla Dumy Pomorza i dzięki temu blisko 19 tys. kibiców mogło głośno i z dumą śpiewać, że to ,,nasza Pogoń najlepsza w Polsce jest” i tyle w temacie.
Pogoń on Fire! – Tak w przeddzień kolejnej rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej, za sprawą naszych piłkarzy, szczecińskie pogranicze znowu było w ogniu. Takie były założenia taktyczne, że Portowcy mieli w tym meczu cierpieć, być cierpliwym w tym cierpieniu i wykorzystać nadarzające się okazje do wygrania tego starcia.
No i tym razem cierpliwie czekaliśmy na konkretną pomoc w postaci desantu z Wysp Brytyjskich. Nie zawiedliśmy się tym razem, bo grający uprzednio w Premier League i Championship: Kamil Grosicki, Sam Greenwood oraz Paul Mukairu przybyli nam z pomocą i między innymi dzięki nim Mur Częstochowy runął w Szczecinie.
Taką pomoc naszych aliantów to my szanujemy, bo przecież pamiętamy, że w 1939 roku nie było jej wcale. Pogoń nie mogła tego meczu nie wygrać z kilku powodów.
Po pierwsze piłkarze i trener Kolendowicz obiecali to zwycięstwo Pani Małgosi, która po 16 latach służenia swoim sercem i pracą właśnie tym meczem żegna się z klubowymi obowiązkami i zamierza teraz kontynuowanie wspierania Portowców z perspektywy oraz roli kibica.

Pani Gosi serdecznie dziękujemy za te lata służby dla Pogoni i życzymy wielu pięknych kibicowskich momentów na Twardowskiego. Oczywiście w barwach naszego klubu.
A słowo dane ważniejsze jest od pieniędzy. Zatem słysząc tę obietnicę przed meczem od Pani Małgosi, byłem spokojny o wynik spotkania, bo pamiętam przecież, że Pogoń pokonała Lechię w Gdańsku w moje urodziny w poprzednim sezonie i przed meczem prosiłem trenera o miłą niespodziankę od zespołu na ten dzień. Choć wtedy mieli długą serię porażek i braku zwycięstw wyjazdowych, to z Gdańska Duma Pomorza przywiozła trzy bramki i trzy punkty. Czego chcieć więcej?
Zatem kibicu Pogoni czego nie rozumiesz? Jak chcesz, aby Twój klub wygrywał, musisz mieć ku temu szczególny powód. Bo przecież któż zakładał, że po przegranych meczach z Arką Gdynia i Górnikiem Zabrze, Pogoń nagle pokona faworytów: Widzewa w Łodzi, a teraz wicemistrza Polski, Rakowa Częstochowa, który właśnie w czwartek zakwalifikował się do fazy ligowej Ligi Konferencji Europy, pokonując po drodze wcale niesłabych rywali…
Atmosfera tego pojedynku była podniosła. Ewidentnie polska młodzież zasiadająca na młynie chciała dziś pokazać, że sprawy polskie mają głęboko w sercu. Wywiesili transparent przypominający o tym, że Solidarność narodziła się 45 lat temu, tu w Szczecinie. Młodzi patrioci, kibice Pogoni, tłumnie dziś przybyli na stadion i zaintonowali Hymn Polski, po czym cały stadion, szanując naszą historię, przyłączył się do dumnego zaśpiewania. Nie był to koniec pokazu polskości tego wieczoru w Szczecinie. Nie mogło także zabraknąć pieśni Jacka Kaczmarskiego – ,,Mury”. Ona również została wykonana przez kibiców.
Zatem mając tak poważną atmosferę na stadionie, granatowo-bordowi wzięli to sobie do serca i koniecznie chcieli swoją grą przyłączyć się do poważnej akcji pokazania światu, że gdy jest się zjednoczonym i nastawionym na cel, a przy tym ma się dobrze przygotowany plan działania, to można osiągnąć wiele, spełniać marzenia i budować wiarę w końcowy sukces.
I tak właśnie było w Szczecinie. Trener Kolendowicz nakreślił konkretny plan naszej drużynie. Do pomocy asygnował dwie szóstki cierpiące, czyli dwóch mocno biegających i walczących ze wszystkich sił Smolińskiego oraz Biegańskiego. Ich celem było rozbijanie ataków silnego Rakowa.
To właśnie ich zadaniem było posługiwanie się dłutem, wiertarką, młotem i czym tam jeszcze, aby powoli i sukcesywnie rozkruszać częstochowski Mur, a także podwajać i potrajać w obronie naszego pola karnego. Tak, aby żaden strzał, żadna akcja rywala nie mogła zaskoczyć naszego bramkarza.
I z tej roli obaj zawodnicy wywiązali się wspaniale, bo Pogoń zakończyła tę rywalizację z czystym kontem, na zero z tyłu. Mocno w obronie pracował także nasz cały blok defensywny. Zatem wielkie słowa uznania dla nich, a także dla trenera za dobranie świetnej taktyki i wprowadzenie jej w życie.
Pytałem trenera Papszuna, czy Duma Pomorza ich zaskoczyła i czymkolwiek, a jeśli tak to dlaczego. Trener Medalików przyznał, że niczym ich nie zaskoczyliśmy, gdyż uważa, że gramy podobnie jak Raków. Zatem miał na myśli to, że tak dobrze. Tego dnia zagraliśmy lepiej, tzn. skutecznie, bo choć zespół z Częstochowy miał 14 rzutów rożnych i był częściej przy piłce, to jednak konkrety były po naszej stronie.
Trybuny niosły piłkarzy i pomagały mocno, gdy rywal potrafił przycisnąć. Jednak bardzo głośny doping całego stadionu robił różnicę, a że gdzieś na trybunie B pośród ultrasów zasiadła rodzina Sama Greewooda, która chciała poczuć moc trybun w Szczecinie, no to tym bardziej Polacy musieli pokazać, że większość rzeczy, która nawet nie śniła się filozofom, ma swoje miejsce właśnie tu w Szczecinie. Doping był fantastyczny. To był ogień. Nie tylko za bramką, ale także na pozostałych trybunach. Także pośród ViPów i dziennikarzy.
Zatem niech Anglicy uczą się od nas, jak można ponieść drużynę do zwycięstwa z kandydatem do złotego medalu. Ba, teraz po tej porażce to Raków znajduje się w strefie spadkowej, a my niczym perski tygrys zaczailiśmy się w środku tabeli, tuż za czołówką i mamy niewielki dystans dzielący do miejsca w pierwszej czwórce. Jest teraz na sięgnięcie lwim lub tygrysim pazurem. Tylko dwa punkty straty. Kolejny mecz gramy z Koroną w Kielcach, która ma 11 punktów, o jeden więcej od nas i jest aktualnie piąta w tabeli.
Zanim jednak zagramy w Kielcach, nasz aliant, Kamil Grosicki, ubierze ponownie białą koszulkę z orłem na piersi i pojedzie pomóc reprezentacji Polski w meczu z Holandią. Potem zmierzymy się z Finlandią, co wcale łatwe nie będzie, gdyż wstydliwie Polacy niestety polegli na Finlandii w pierwszym starciu i potrzebują naszego Kamila, zaprawionego w ciężkich bojach, aby wsparł naszą odmłodzoną kadrę i pokazał jak z Finlandią zwyciężać mamy u siebie. Z Holandią może być trudniej, pojedynek na wyjeździe, ale i tu nasz skrzydłowy może wnieść swoje doświadczenie oraz zrobić wiatr na lewym skrzydle.
A że strzelił gola w rywalizacji z Rakowem na 1:0 i huknął jak z armaty, to taka bramka z pewnością doda skrzydeł naszemu Orłu i niech leci teraz na kadrę ku chwale Ojczyzny i Pogoni Szczecin.
Na powołania do kadry zasłużyli też inni nasi piłkarze. Nowo pozyskany Węgier – Rajmund Molnar także wybiera się wspomóc Madziarów w eliminacjach do mistrzostw świata.
Podobnie zaproszenie może dostać do swojej reprezentacji Musa Juwara, który aktywnie pomaga Pogoni w akcjach ofensywnych na prawym skrzydle Portowej drużyny.
Wracając do tego, jak padł częstochowski mur w Szczecinie, warto podkreślić, że ten mecz był jak pojedynek dwóch bokserów wagi ciężkiej, gdzie każdy cios ma swoje znaczenie i wygrać mógł ten, który lepiej unikał ciosów rywala, a także popełniał mniej błędów własnych, nie dając możliwości zabójczego skontrowania po stracie piłki.
I tak właśnie było na Twardowskiego. To szczecinianie uniknęli kosztownych błędów własnych, które w poprzednich starciach kończyły się traconymi golami. Raków tym razem nie ustrzegł się błędów i dwukrotnie Pogoń umiała wykorzystać je skutecznie. A mogła nawet zrobić gościom jeszcze więcej krzywdy.
Zatem po kolei.
Na początku było dużo szachów i rozważań taktycznych, sporo biegania i walki wręcz. Zawodnicy nie szczędzili sobie zapasów i ,,uprzejmości” w trakcie całego spotkania. Taka to już natura pojedynków z Rakowem Częstochowa Marka Papszuna.
W 16. minucie mamy trochę jakości. Juwara dośrodkowuje do Przyborka. Ten miał zjeść hiszpańską Paelle przed meczem, aby strzelić gola. Tak mówił Pozo, który pomagał kucharzowi Pogoni wzmocnić nasz zespół na swój sposób. Adrian chyba coś tam zjadł, jednak za mało przynajmniej, bo choć uderzył celnie, to jednak za słabo dla bramkarza, który jego strzał sparował na bok. I to był jedyny celny strzał Portowców w pierwszej połowie, co nie znaczy, że nie mieli doskonałej innej sytuacji na otwarcie wyniku.
Jednak zanim do tego doszło to Jesus Diaz próbował zaskoczyć Cojocaru z dystansu w 28. minucie, lecz nieskutecznie. W 31. minucie Ivi Lopez również próbował szczęścia, ale także niecelnie, jak jego kolega wcześniej. No i właśnie skuteczny pressing Pogoni, konkretnie to Kostorz zabrał piłkę Racovicanowi i pobiegł z nią pod bramkę Trelowskiego, jednak będąc sam na sam uderzył ponad poprzeczką. To powinno być 1:0 dla Portowców.
Do przerwy bez goli. Zaraz po wznowieniu Lopez z ostrego konta wali w boczną siatkę.
W 57. minucie Pogoń pokazała, jak można mając jeden rzut rożny, zamienić go na bramkę. Juwara rozgrywa krótko z Przyborkiem, ten z powrotem odgrywa do Musy, następnie zawiesinka idzie w pole karne na głowę Loncara, goście wybijają nieudolnie przed siebie, do piłki na trzynastym metrze dopada kapitan Grosicki i ładuje mocny pocisk przy lewym słupku, ku uciesze eksplodujących radością kibiców w granatowo-bordowych barwach.
Później schodzą Smoliński i Kostorz, a na boisku witamy Sama Greenwooda oraz Paula Mukairu.
Nasi nowi alianci z Anglii. Sam grał w Leeds Utd, a Paul miał epizod w Reading. Obaj mieli wesprzeć ataki innego ,,naszego Anglika” – Kamila, który przecież w swojej bogatej karierze zaliczył między innymi Hull City i West Brom. No, a jak się ma taki angielski zestaw na boisku, to musi być święto. Zanim Pogoń dobiła rywala po angielsku, najpierw Brunes w 70. minucie chciał nam zrobić krzywdę, jednak nie miał mocy ten Norweg i rumuński bramkarz Pogoni – Cojocaru spokojnie przyjął piłkę do koszyczka.
W 76. minucie Mukairu podaje w stronę Juwary i ten chciał uderzyć piłkę, lecz okazało się, że ma za krótką prawą nogę. Po chwili Diaby Fadiga sprawdził, czy Cojocaru umie rzucać się. No i nie dał się nasz Walenty.
W 94. minucie Raków traci piłkę w środku pola na rzecz aktywnego Mukairu, który miał wielkie chęci na granie. Biegał, walczył i dryblował, dając kibicom nadzieje, że coś z tego chłopaka będzie dobrego. Zatem sprytnie przejął piłkę, podciągnął i oddał do Greenwooda. Sam po chwili dośrodkował w okolice trzeciego metra przed bramką Trelowskiego.
Bramkarz piłkę trąca, jedna nie ubezpieczył go żaden obrońca. A do podbitej futbolówki tyłem ustawiony był właśnie Mukairu, który do końca poszedł za akcją, złożył się do przewrotki i wpakował piłkę do sieci z najbliższej odległości, dobijając tym samym piłkarzy gości.
I tak Pogoń zrobiła ogromną radość swoim kibicom, właścicielowi – Alexowi Haditaghiemu, a także prezesowi Tanowi Keslerowi, którzy byli obecni na stadionie, świętując wspólnie marsz Dumy Pomorza w górę tabeli, a także wspólnie z zespołem mogli później z podniesiona głową podziękować Pani Gosi za 16 lat pracy w klubie, wręczając jej pamiątkowe zdjęcie oprawione w ramy, zwycięstwa ramy.

Cieszymy się wszyscy, że zespół nabiera jakości, szybkości na boisku, wiary w sukces i rośnie mental. Piłkarze zostawiają mnóstwo zdrowia, potu i energii, dużo biegają. Mamy wreszcie mocną ławkę rezerwowych. Dzięki temu nasz zespół gdy chce, to może być groźny dla każdego przeciwnika przez całe 90 minut, grając bardzo intensywnie, mądrze i skutecznie tak jak właśnie w pojedynku z Medalikami.
Teraz przerwa na reprezentacje. Czekamy na zapowiadane kolejne transfery do 8 września.
W międzyczasie Pogoń zagra jeszcze sparing w czwartek z Górnikiem Łęczna, w Szczecinie o godzinie 10:30. Dochód z tego meczu kontrolnego ma zostać przekazany na leczenie ikony Dumy Pomorza, Roberta Dymkowskiego. Zapraszamy.
Na tę chwilę Portowcy po 7 meczach zajmują 7. lokatę w tabeli PKO BP Ekstraklasy.
A grający z numerem 77, Valentin Cojocaru zanotował pierwszy mecz na zero z tyłu w tym sezonie. I jak tu nie wierzyć w magię liczb. To musiało się udać. Takie podwójne szczęście – wygrać z Rakowem i zachować czyste konto.
To jest to! Na 77-lecie istnienia naszego klubu. Niech szczęście będzie z nami dalej, to kibice w każdym meczu będą skandować: Robert Kolendowicz, a Alex Haditaghi będzie tylko utwierdzał się w przekonaniu, że projekt zmierza w dobrym kierunku. Tak, abyśmy za rok, dwa lub trzy mogli mierzyć się w Lidze Mistrzów np. z Realem Madryt, czego wszystkim nam życzę z całego serca.
Pogoń Szczecin 2:0 Raków Częstochowa
Gole: Kamil Grosicki 57′, Paul Mukairu 90′
Składy:
Pogoń: 77. Valentin Cojocaru – 28. Linus Wahlqvist, 22. Danijel Lončar, 2. Marian Huja, 32. Leonárdo Koútris – 7. Musa Juwara, 6. Jan Biegański (80, 13. Dimítris Keramítsis), 10. Adrian Przyborek (80, 19. Mor N’Diaye), 61. Kacper Smoliński (63, 90. Sam Greenwood), 11. Kamil Grosicki (72, 14. José Pozo) – 99. Kacper Kostorz (64, 18. Paul Mukairu).
Raków: 1. Kacper Trelowski – 25. Bogdan Racovițan, 24. Zoran Arsenić, 4. Strátos Svárnas (17, 11. Adriano Amorim) – 7. Fran Tudor, 88. Péter Baráth (46, 6. Oskar Repka), 5. Marko Bulat, 28. Jesús Díaz (46, 80. Lamine Diaby-Fadiga), 10. Ivi López (73, 8. Tomasz Pieńko), 20. Jean Carlos Silva – 17. Leonardo Rocha (58, 18. Jonatan Braut Brunes).
Żółte kartki: Lončar, Biegański, Juwara, Huja – López, Tudor, Amorim.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Widzów: 18 834.
Zdjęcia: Marcin Zapart




Sport na różne oblicza,raz z góry raz pod górę.To jest pierwszy mecz wgrany z nowymi zawodnikami w Szczecinie . Będę chwalić po meczach wjazdowych jeżeli będą na plus dla Pogoni.Ale zawsze się cieszę naszą wygraną,a że obstawiam na przegraną to już tak trochę przekornie dla jaj…haha ale super napisałeś choć trzeba czytać ze zrozumieniem daję Ci 4+,i życzę dobrego pióra powodzenia
Dzięki bardzo. Mecz był świetny na boisku i na trybunach. Oby tak dalej mądrze taktycznie grali i wykorzystywali swoje okazje. To drugie domowe zwycięstwo w tym sezonie. Czekamy na więcej.
za dużo tego napisane, można z tego zrobić 3 różne artykuły. Nie chce się nawet czytać.