Sezon 2013/2014 – Pogoń zaczęła patrzeć w górę
Rok wcześniej najważniejsze było utrzymanie. Pogoń wróciła do Ekstraklasy po pięcioletniej nieobecności, przeżyła długi wiosenny kryzys, zmieniła trenera i dopiero w końcówce zapewniła sobie pozostanie w lidze. Sezon 2012/2013 zakończył się ulgą, ale również świadomością, że sam status ekstraklasowicza nie może być ostatecznym celem klubu o takich tradycjach, zapleczu kibicowskim i ambicjach.
Latem 2013 roku sytuacja wyglądała już inaczej. Pogoń nie była zespołem wchodzącym do nieznanej rzeczywistości. Miała za sobą pełny sezon wśród najlepszych, znała skalę ligowych wymagań i wiedziała, które elementy kadry wymagają wzmocnienia. Dariusz Wdowczyk, zatrudniony kilka miesięcy wcześniej w roli trenera ratunkowego, otrzymał możliwość przygotowania drużyny według własnej koncepcji.
Cel wyznaczony przed rozpoczęciem rozgrywek był wyraźnie ambitniejszy niż rok wcześniej. Władze klubu oczekiwały miejsca w górnej połowie tabeli, a sam szkoleniowiec podkreślał, że nie zamierza ograniczać ambicji zespołu do walki o utrzymanie.
Pogoń miała już nie tylko przetrwać. Miała pokazać, że może rozpocząć drogę w stronę ligowej czołówki.
Drużyna Dariusza Wdowczyka
Wdowczyk budował zespół nastawiony na bardziej ofensywną i odważną grę. W przeciwieństwie do nerwowej końcówki poprzedniego sezonu Pogoń miała częściej utrzymywać się przy piłce, szybciej przechodzić do ataku i wykorzystywać techniczne możliwości pomocników.
W bramce ponownie podstawową postacią został Radosław Janukiewicz. Przed nim występowali między innymi Maciej Dąbrowski, Wojciech Golla, Hernâni, Mateusz Lewandowski oraz Adam Frączczak, który nadal był wykorzystywany na różnych pozycjach. Środek pola opierał się na doświadczeniu Bartosza Ławy i Maksymiliana Rogalskiego, kreatywności Takafumiego Akahoshiego oraz dynamice Takuya Murayamy.
W kadrze pojawiali się również młodzi zawodnicy, między innymi Sebastian Rudol, Dawid Kort, Michał Walski i później Dominik Kun. Nie byli jeszcze głównymi liderami drużyny, ale ich obecność pokazywała, że Akademia zaczyna stanowić coraz ważniejsze zaplecze pierwszego zespołu.
Największą zmianę w układzie sił przyniosło jednak pozyskanie napastnika, który w ciągu kilku miesięcy miał całkowicie odmienić ofensywę Pogoni.
Marcin Robak trafia do Szczecina
14 sierpnia 2013 roku Pogoń oficjalnie poinformowała o podpisaniu trzyletniego kontraktu z Marcinem Robakiem. Był to pierwszy gotówkowy transfer klubu tamtego lata. Napastnik rozpoczął sezon w Piaście Gliwice, ale po kilku kolejkach przeniósł się do Szczecina.
Pogoń od dawna potrzebowała zawodnika, który potrafiłby regularnie wykorzystywać sytuacje bramkowe. W poprzednim sezonie jej najskuteczniejszy piłkarz, Adam Frączczak, zdobył zaledwie pięć ligowych goli. Brakowało klasycznego środkowego napastnika, zdolnego utrzymać piłkę pod presją, wygrać pojedynek z obrońcą i samodzielnie zakończyć akcję.
Robak miał doświadczenie ligowe, dobre warunki fizyczne i naturalny instynkt strzelecki. Nie był jedynie zawodnikiem czekającym w polu karnym. Potrafił uczestniczyć w rozegraniu, przyjmować piłkę tyłem do bramki, wymuszać przewinienia i tworzyć miejsce dla ofensywnych pomocników.
Jego przyjście stało się jednym z najważniejszych momentów całego pięciolecia po powrocie Pogoni do Ekstraklasy.
Udany początek i pierwsze sygnały zmiany
Sezon rozpoczął się 19 lipca 2013 roku wyjazdowym spotkaniem z Zagłębiem Lubin. Pogoń wygrała 2:0, rozpoczynając rozgrywki od zwycięstwa drugi rok z rzędu. Tydzień później przegrała jednak w Szczecinie z Legią Warszawa 0:3.
Kolejne spotkania pokazywały zarówno ofensywny potencjał drużyny, jak i jej brak stabilności. Portowcy zremisowali z Zawiszą Bydgoszcz i Śląskiem Wrocław, wygrali 3:2 z Jagiellonią w Białymstoku, a następnie bezbramkowo zremisowali z Wisłą Kraków.
20 września Pogoń odniosła jedno z najcenniejszych jesiennych zwycięstw. W Poznaniu pokonała Lecha 2:1. Trzy dni później wygrała z Podbeskidziem Bielsko-Biała 2:1, a następnie zwyciężyła na wyjeździe Cracovię 1:0. Była to seria trzech kolejnych ligowych wygranych, która po raz pierwszy pozwoliła realnie myśleć o miejscu w górnej części tabeli.
Pogoń przestawała zachowywać się jak beniaminek. Nie ograniczała się do defensywy i oczekiwania na błędy przeciwnika. Potrafiła przejmować inicjatywę, konstruować ataki pozycyjne i zdobywać bramki po kombinacyjnych akcjach.
Wysokie zwycięstwa i bolesne porażki
Największym problemem pozostawała nierówność. Po trzech kolejnych zwycięstwach Pogoń przegrała u siebie z Górnikiem Zabrze aż 1:4. Zespół potrafił imponować swobodą w ofensywie, ale nadal popełniał zbyt wiele błędów w obronie.
Pod koniec października Portowcy ponownie pokazali jednak swój potencjał. Najpierw pokonali Koronę Kielce 3:2, a trzy dni później rozbili Piasta Gliwice 4:0. Było to jedno z najwyższych zwycięstw Pogoni w całym sezonie.
Kolejne tygodnie nie przyniosły już tak dobrych wyników. Od początku listopada do połowy grudnia Pogoń nie wygrała siedmiu kolejnych spotkań. W tym okresie poniosła porażki z Widzewem Łódź, Legią Warszawa i Wisłą Kraków oraz zanotowała cztery remisy.
Była to drużyna trudna do jednoznacznej oceny. Potrafiła efektownie pokonać Piasta, wygrać w Poznaniu i strzelić trzy gole Jagiellonii, ale nie umiała utrzymywać wysokiego poziomu przez kilka tygodni.
Mimo tych wahań Pogoń kończyła rok jako zespół zdolny do rywalizacji o miejsce w grupie mistrzowskiej. Była to zasadnicza zmiana w porównaniu z poprzednim sezonem, gdy niemal do ostatniej kolejki musiała walczyć o utrzymanie.
Pożegnanie Ediego Andradiny
Jesień 2013 roku przyniosła również jedno z najbardziej symbolicznych wydarzeń w historii odbudowanej Pogoni.
13 listopada Edi Andradina oficjalnie zakończył zawodową karierę. Miał wówczas 39 lat. Klub zdecydował się zastrzec numer 5, z którym Brazylijczyk występował w szczecińskim zespole. Następnie Edi rozpoczął pracę szkoleniową w strukturach Pogoni.
Jego odejście zamykało ważny etap. Edi był jednym z liderów awansu do Ekstraklasy, najlepszym strzelcem Pogoni w sezonie 2011/2012 oraz zawodnikiem, który wnosił do drużyny technikę, doświadczenie i boiskową inteligencję.
W rozgrywkach 2013/2014 pojawił się już tylko w pięciu spotkaniach ligowych, rozgrywając łącznie 97 minut. Jego rola sportowa malała, ale znaczenie dla szatni i odbudowywanego klubu pozostawało ogromne.
Odejście Ediego symbolizowało zmianę pokoleniową. Pogoń stopniowo żegnała bohaterów drogi z I ligi i budowała drużynę mającą funkcjonować na poziomie Ekstraklasy przez kolejne lata.
Zimowe wzmocnienia
Przed rundą wiosenną klub postanowił zwiększyć doświadczenie i jakość środka pola. Do Pogoni dołączył Rafał Murawski, wielokrotny reprezentant Polski, były zawodnik Lecha Poznań i Rubina Kazań. Sprowadzono również Patryka Małeckiego oraz młodego Dominika Kuna.
Murawski miał pełnić rolę piłkarza porządkującego grę. Nie potrzebował wielu spotkań, aby stać się ważną postacią zespołu. Wiosną rozegrał trzynaście ligowych meczów, z czego jedenaście rozpoczął w podstawowym składzie.
Jego obecność podnosiła poziom rywalizacji i zmieniała pozycję Pogoni na rynku transferowym. Klub nie pozyskiwał już wyłącznie zawodników szukających odbudowy swojej kariery. Zaczynał przekonywać doświadczonych piłkarzy, którzy wcześniej grali o mistrzostwo Polski i występowali w reprezentacji.
Był to kolejny sygnał, że Pogoń zamierzała stopniowo przesuwać granicę własnych ambicji.
Początek wiosny, który rozpalił Szczecin
Rundę wiosenną Pogoń rozpoczęła 15 lutego 2014 roku od wyjazdowego zwycięstwa nad Lechią Gdańsk 3:2. Zespół pokazał dużą siłę ofensywną i potrafił odpowiedzieć na trudne momenty spotkania.
Sześć dni później do Szczecina przyjechał Lech Poznań.
Mecz rozegrany 21 lutego 2014 roku stał się jednym z najbardziej pamiętnych spotkań Pogoni po powrocie do Ekstraklasy.
Portowcy wygrali 5:1.
Wszystkie pięć bramek dla Pogoni zdobył Marcin Robak. Trafiał w 15., 31., 39., 44. i 72. minucie. Cztery gole strzelił jeszcze przed przerwą.
Był to występ niemal kompletny. Robak wykorzystywał błędy obrońców, wygrywał pojedynki fizyczne, zachowywał spokój w polu karnym i bezlitośnie kończył kolejne akcje. Każda następna bramka zwiększała poczucie, że w Szczecinie dzieje się coś wyjątkowego.
Zwycięstwo nad Lechem nie było tylko wysoką wygraną nad jednym z najsilniejszych zespołów w kraju. Stało się symbolicznym potwierdzeniem, że Pogoń ponownie potrafi tworzyć wielkie ligowe widowiska.
Jeszcze rok wcześniej klub walczył o uniknięcie spadku. Teraz rozbijał kandydata do mistrzostwa Polski, a jego napastnik osiągał wynik, który przeszedł do historii Ekstraklasy.
Dziesięć meczów bez porażki
Zwycięstwo nad Lechem rozpoczęło okres największej sportowej stabilności Pogoni w tym sezonie. Od 15 lutego do 28 kwietnia zespół nie przegrał dziesięciu kolejnych spotkań ligowych.
Po wygranych z Lechią i Lechem przyszły remisy z Podbeskidziem, Cracovią oraz Górnikiem Zabrze. Następnie Pogoń pokonała Ruch Chorzów 3:1, zremisowała z Koroną Kielce i Piastem Gliwice, wygrała z Widzewem Łódź 1:0, a w pierwszym meczu grupy mistrzowskiej podzieliła się punktami z Górnikiem.
Portowcy nie zawsze zachwycali, ale zdobywali punkty z dużą regularnością. Drużyna Wdowczyka potrafiła odrabiać straty, utrzymywać korzystne wyniki i wykorzystywać skuteczność Robaka.
Coraz większe znaczenie miał również Akahoshi. Japoński pomocnik dobrze współpracował z napastnikiem, znajdował przestrzenie pomiędzy liniami rywala i uczestniczył w tworzeniu większości ofensywnych akcji.
Pogoń po raz pierwszy od wielu lat zaczynała wyglądać jak zespół posiadający własny, rozpoznawalny styl.
Czwarte miejsce po sezonie zasadniczym
Rozgrywki 2013/2014 były pierwszym sezonem Ekstraklasy rozgrywanym według nowego systemu. Po trzydziestu kolejkach tabelę dzielono na grupę mistrzowską i spadkową. Dorobek punktowy wszystkich drużyn zmniejszano o połowę, a następnie rozgrywano siedem dodatkowych spotkań.
Pogoń zakończyła fazę zasadniczą na czwartym miejscu.
W trzydziestu meczach zdobyła 47 punktów. Odniosła jedenaście zwycięstw, czternaście razy zremisowała i poniosła tylko pięć porażek. Bilans bramkowy wynosił 47:38.
Tylko Legia Warszawa, Lech Poznań i Ruch Chorzów znajdowały się przed szczecińskim zespołem.
Był to ogromny postęp. Rok wcześniej Pogoń przegrała połowę spotkań i do końca obawiała się spadku. Teraz po trzydziestu kolejkach miała zaledwie pięć porażek, awansowała do grupy mistrzowskiej i mogła realnie myśleć o walce o europejskie puchary.
Czwarte miejsce nie było dziełem jednego efektownego meczu. Wynikało z całego sezonu zasadniczego, w którym Pogoń potrafiła zdobywać punkty zarówno przeciwko drużynom z dolnej części tabeli, jak i uznanym ligowym markom.
Podział punktów i utracona szansa
Nowy system rozgrywek sprawił jednak, że przewaga wypracowana przez trzydzieści kolejek została znacząco zmniejszona. Pogoń rozpoczynała grupę mistrzowską z 24 punktami, ponieważ jej dotychczasowy dorobek został podzielony na pół i zaokrąglony w górę.
Pierwsze spotkanie dodatkowej fazy zakończyło się remisem 2:2 z Górnikiem Zabrze. Później przyszło jednak gwałtowne załamanie.
Pogoń przegrała na wyjeździe z Wisłą Kraków 0:5. Była to najwyższa porażka zespołu w całym sezonie. Następnie uległa Lechii Gdańsk 0:2 i Zawiszy Bydgoszcz 1:2.
Seria porażek odebrała Portowcom szansę na walkę o europejskie puchary. Drużyna, która po fazie zasadniczej zajmowała czwarte miejsce, w najważniejszym momencie sezonu straciła formę i pewność siebie.
W ostatnich trzech kolejkach Pogoń zremisowała bezbramkowo z Lechem Poznań i Ruchem Chorzów, a pomiędzy tymi spotkaniami przegrała z Legią Warszawa 0:1.
W siedmiu meczach grupy mistrzowskiej nie odniosła ani jednego zwycięstwa. Zdobyła zaledwie trzy punkty, strzeliła trzy bramki i straciła dwanaście.
To właśnie słaba końcówka sprawiła, że bardzo dobry sezon pozostawił również poczucie niespełnienia.
Siódme miejsce, ale większe możliwości
Pogoń zakończyła rozgrywki na siódmym miejscu. W oficjalnej tabeli posiadała 27 punktów, co wynikało z podzielenia dorobku po trzydziestu kolejkach i dodania punktów zdobytych w grupie mistrzowskiej.
W całym sezonie drużyna rozegrała 37 spotkań. Odniosła 11 zwycięstw, zanotowała 17 remisów i poniosła 9 porażek. Zdobyła oraz straciła po 50 bramek.
Siódma pozycja nie oddawała w pełni przebiegu rozgrywek. Po fazie zasadniczej Pogoń była czwarta, a przez znaczną część sezonu pozostawała jedną z najtrudniejszych do pokonania drużyn w lidze.
Portowcy przegrali tylko pięć z pierwszych trzydziestu spotkań. Problemem była duża liczba remisów oraz całkowita utrata skuteczności w grupie mistrzowskiej.
Sezon nie zakończył się więc europejskimi pucharami, ale zmienił sposób postrzegania Pogoni. Klub przestał być traktowany wyłącznie jako zespół walczący o zachowanie ligowego bytu. Stał się drużyną zdolną przez wiele miesięcy utrzymywać się w ścisłej czołówce.
Król strzelców ze Szczecina
Marcin Robak rozegrał w barwach Pogoni 32 mecze ligowe i zdobył 21 bramek. Do tego należy doliczyć jedno trafienie uzyskane wcześniej dla Piasta Gliwice. Z dorobkiem 22 goli został królem strzelców całej Ekstraklasy.
Był pierwszym piłkarzem Pogoni od Mariana Kielca, który sięgnął po koronę najlepszego ligowego strzelca. Kielec dokonał tego w sezonie 1962/1963, zdobywając 18 bramek.
Robak odpowiadał za niemal połowę ligowych goli Pogoni w całym sezonie. Jego znaczenie nie ograniczało się jednak do statystyki. Dawał drużynie poczucie, że niemal każda dobrze przeprowadzona akcja może zakończyć się bramką.
Pięć trafień przeciwko Lechowi stało się najbardziej spektakularnym momentem, ale jego skuteczność rozkładała się na wiele kolejek. Potrafił zdobywać bramki z gry, po stałych fragmentach oraz z rzutów karnych.
Po latach poszukiwań Pogoń wreszcie miała napastnika, którego obawiała się cała liga.
Akahoshi, drugi lider ofensywy
Takafumi Akahoshi rozegrał 35 spotkań, zdobył siedem bramek i spędził na boisku 2948 minut. Pod względem liczby występów oraz minut był jednym z najbardziej eksploatowanych zawodników drużyny.
Jego współpraca z Robakiem stanowiła podstawę ofensywnej siły Pogoni. Japończyk dobrze poruszał się pomiędzy formacjami, potrafił przyspieszyć akcję jednym podaniem i wykorzystywał przestrzenie tworzone przez środkowego napastnika.
Nie był klasycznym liderem opartym na sile fizycznej czy głośnej obecności w szatni. Jego wpływ widoczny był przede wszystkim w sposobie gry zespołu. Gdy Akahoshi znajdował rytm, Pogoń grała szybciej, płynniej i bardziej nieprzewidywalnie.
Sezon 2013/2014 był jednym z najlepszych okresów w jego szczecińskiej karierze.
Janukiewicz ponownie numerem jeden
Radosław Janukiewicz odzyskał niepodważalną pozycję w bramce. Rozegrał 36 ligowych spotkań i spędził na boisku 3240 minut, najwięcej w całej drużynie. Tylko raz zastąpił go Dawid Kudła.
Była to ważna odpowiedź bramkarza na wydarzenia poprzedniego sezonu, gdy wiosną częściej występował Dušan Perniš. Janukiewicz potwierdził, że nadal może być podstawowym zawodnikiem ekstraklasowej Pogoni.
Jego pewność, refleks i więź z kibicami powodowały, że pozostawał jednym z najważniejszych symboli drużyny. Nadal łączył okres odbudowy z nowymi ambicjami klubu.
Zawodnicy ciągłości i nowa hierarchia
Adam Frączczak wystąpił w 34 spotkaniach i zdobył cztery bramki. Po raz kolejny był wykorzystywany w wielu rolach. Rozegrał 2982 minuty, ustępując pod tym względem jedynie Janukiewiczowi.
Wojciech Golla rozegrał 32 mecze, Maciej Dąbrowski 31, a Maksymilian Rogalski również 32. Takuya Murayama wystąpił w 35 spotkaniach i zdobył cztery gole. Taki sam dorobek bramkowy miał Jakub Bąk, który zagrał 34 razy, w tym siedemnaście razy wchodził z ławki.
Drużyna miała już wyraźniejszy trzon niż w pierwszym sezonie po awansie. Janukiewicz zapewniał ciągłość w bramce, Dąbrowski i Golla stanowili ważne punkty defensywy, Akahoshi kreował grę, a Robak kończył akcje.
Pogoń zaczynała budować ekstraklasową hierarchię opartą nie tylko na zasługach z czasów odbudowy, ale przede wszystkim na aktualnej jakości sportowej.
Młodzież coraz bliżej pierwszego zespołu
Sezon przyniósł również kolejne sygnały rozwoju Akademii. Sebastian Rudol rozegrał dwanaście spotkań i zdobył jedną bramkę. Michał Walski wystąpił cztery razy, podobnie jak Dawid Kort. Minuty otrzymali także Filip Kozłowski i Patryk Paczuk.
Walski zadebiutował w Ekstraklasie w meczu z Zawiszą Bydgoszcz, mając 16 lat i 275 dni. Był jednym z najmłodszych zawodników w historii pierwszego zespołu Pogoni.
Nie oznaczało to jeszcze, że młodzież stanowiła podstawę drużyny. Najważniejsze role nadal należały do doświadczonych zawodników. Klub coraz odważniej dawał jednak szanse piłkarzom szkolonym w Szczecinie.
W dłuższej perspektywie miało to ogromne znaczenie. Akademia stopniowo przestawała być jedynie deklarowanym elementem strategii, a zaczynała realnie dostarczać zawodników do pierwszego zespołu.
Puchar Polski znów zakończony zbyt wcześnie
Znacznie gorzej Pogoń poradziła sobie w Pucharze Polski. 17 sierpnia 2013 roku przegrała w Szczecinie z Zawiszą Bydgoszcz 1:3 i odpadła już po swoim pierwszym spotkaniu.
Jedyną bramkę dla Portowców zdobył Marcin Robak. Dla rywali trafiali Bernardo Vasconcelos, były piłkarz Pogoni Piotr Petasz oraz Michał Masłowski.
Po raz kolejny pucharowa przygoda zakończyła się bardzo szybko. Wydarzenie nie miało jednak takiego znaczenia jak rok wcześniej. Dobra postawa w Ekstraklasie sprawiła, że uwaga kibiców szybko przeniosła się na ligową walkę o grupę mistrzowską.
Sezon nadziei i pierwszego niedosytu
Rozgrywki 2013/2014 były najlepszym sezonem Pogoni od czasu jej powrotu do Ekstraklasy. Zespół zajął czwarte miejsce po fazie zasadniczej, awansował do grupy mistrzowskiej, pokonał Lecha w Poznaniu, rozbił go w Szczecinie 5:1 i przez dziesięć kolejnych spotkań pozostawał niepokonany.
Marcin Robak został królem strzelców, Akahoshi rozegrał jeden z najlepszych sezonów w klubie, Janukiewicz odzyskał pozycję podstawowego bramkarza, a do drużyny dołączył Rafał Murawski.
Jednocześnie końcówka ujawniła ograniczenia zespołu. Pogoń nie potrafiła utrzymać wysokiej dyspozycji w grupie mistrzowskiej. Gdy pojawiła się realna możliwość walki o europejskie puchary, nie odniosła już żadnego zwycięstwa.
Siódme miejsce było więc wynikiem dobrym, ale pozostawiało poczucie, że drużyna mogła osiągnąć więcej.
Ocena historyczna sezonu
Sezon 2013/2014 stanowił pierwszy moment po odbudowie klubu, w którym Pogoń zaczęła być postrzegana jako potencjalny uczestnik walki o wysokie miejsca.
Rok wcześniej sukcesem było uniknięcie spadku. Teraz niezadowolenie wywoływało dopiero niewykorzystanie szansy na europejskie puchary. Ta zmiana oczekiwań najlepiej pokazywała, jak szybko rozwijały się sportowe ambicje klubu.
Pogoń nie była jeszcze gotowa do regularnej walki o podium. Zbyt mocno uzależniała ofensywę od Robaka, miała problemy z utrzymaniem formy i nie posiadała wystarczająco szerokiej kadry, aby równie skutecznie przejść przez wszystkie fazy sezonu.
Zbudowała jednak coś niezwykle ważnego: przekonanie, że po latach kryzysów może ponownie znaleźć się blisko krajowej czołówki.
Pierwszy rok po powrocie należało przetrwać. W drugim można już było zacząć marzyć.
Najważniejsze dane sezonu
Trener: Dariusz Wdowczyk
Miejsce po fazie zasadniczej: 4.
Miejsce końcowe: 7.
Mecze ligowe: 37
Bilans całego sezonu: 11 zwycięstw, 17 remisów, 9 porażek
Bramki: 50:50
Punkty po fazie zasadniczej: 47
Oficjalny dorobek końcowy po podziale punktów: 27
Najlepszy strzelec Pogoni: Marcin Robak, 21 bramek
Król strzelców Ekstraklasy: Marcin Robak, 22 bramki łącznie z golem dla Piasta Gliwice
Najwięcej występów: Radosław Janukiewicz, 36
Najwięcej minut: Radosław Janukiewicz, 3240
Najwyższe zwycięstwa: 4:0 z Piastem Gliwice oraz 5:1 z Lechem Poznań
Najwyższa porażka: 0:5 z Wisłą Kraków
Najdłuższa seria bez porażki: 10 spotkań
Puchar Polski: porażka 1:3 z Zawiszą Bydgoszcz w pierwszym meczu
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Sezon 2013/2014 – Pogoń zaczęła patrzeć w górę — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>