SEZON 2: Odcinek 9: 117. minuta
Warszawa. Chłodne powietrze, ale bez kropli deszczu. Stadion rozświetlony jak scena teatru. Wokół dziesiątki tysięcy ludzi, a nad nimi napięcie, które można było kroić nożem. To nie był zwykły mecz. To był wieczór, na który kibice Pogoni czekali od dawna – mecz o charakter, o pamięć, o dumę.
Kicker przed meczem:
W ,,Barze Kicker” panowała cisza inna niż zwykle. Bolo, Marta, Zefir i Młody przyszli wcześniej, każdy z własnym rytuałem przedmeczowym.
— Dziś to nie jest mecz o punkty — powiedziała Marta, poprawiając szalik. — To mecz o to, żeby wreszcie przestać się bać.
— I o to, żebyśmy znowu uwierzyli, że możemy wszystko — dodał Bolo, stukając kuflem o blat.
Zefir przewinął transmisję na żywo. Na ekranie – Alex Haditaghi w loży, Thomasberg spokojny jak zawsze.
— Patrzcie, ten Duńczyk wygląda, jakby zaraz miał iść na spacer, nie na bitwę — mruknął Zefir.
— Bo on już wie, co się wydarzy — odpowiedział Młody. — On to zaplanował.
Pierwsza połowa – Legia naciska:
Legia zaczęła agresywnie. Urbański, Gonçalves, Chodyna – jeden atak za drugim. W 36. minucie piłka odbiła się od słupka po interwencji Cojocaru.
W Kickerze Bolo uderzył pięścią w stół.
— Słupek życia! — krzyknął. — Ale ile można tak żyć na granicy?
Pogoń przetrwała. Do przerwy 0:0. Na twarzy Thomasberga spokój. Wiedział, że w drugiej połowie nadejdzie moment.
Druga połowa – oddech kapitana:
W 58. minucie to się stało. Mor Ndiaye wypuścił prostopadłe podanie, a Grosicki wystartował jak błyskawica. Jeden zwód, Kapuadi zgubiony, strzał po rykoszecie – i piłka w siatce. 1:0 dla Pogoni!
Na stadionie konsternacja, w sektorze gości szał. W Kickerze kufle podskoczyły na stole.
— Kapitan znowu ratuje świat! — krzyknął Zefir.
Marta uśmiechnęła się. — On nie gra. On oddycha tą drużyną.
77. minuta – Legia wraca:
Ale Legia to Legia. Po serii akcji Elitim wrzuca piłkę, Piątkowski wyskakuje i głową pakuje do siatki. 1:1.
Wszystko zaczyna się od nowa. Marciniak rozdaje kartki, zawodnicy się przepychają. Trybuny buzują.
Thomasberg nie krzyczy. Patrzy. Myśli. Ustawia.
— On już ma plan B — mówi cicho Marta. — Zawsze ma.
Dogrywka – serce zamiast sił:
110. minuta. Legia napiera, Biczachczian uderza, ale Marian Huja wybija z linii głową.
W barze wybuch radości.
— On to zrobił głową, nie sercem — śmieje się Bolo. — Bo serce już dawno oddał Pogoni.
Czas zwalnia. 114., 115., 116. minuta…
117. minuta – historia:
Legia znowu przy piłce. Strzał, Cojocaru broni, piłka odbija się w górę. I wtedy rusza kontratak. Juwara pędzi skrzydłem, jakby czas stanął. Podaje w tempo do Adriana Przyborka. Chłopak przyjmuje, poprawia, uderza! Piłka odbija się od murawy i wpada do siatki! 2:1 dla Pogoni!
Stadion zamiera. Thomasberg unosi ręce. Alex Haditaghi krzyczy z loży. A w Kickerze nikt już nie siedzi. Bolo tańczy na stole, Zefir bije brawo, Marta płacze.
— 117. minuta! — wrzeszczy Bolo. — To jest nasza historia!
Po końcowym gwizdku:
Na murawie łzy, uściski, uniesione ręce. Przyborek tonie w objęciach kolegów, Grosicki klęka przy chorągiewce, Thomasberg stoi w milczeniu i tylko kiwa głową. Wie, że ten mecz zmienił wszystko.
W Kickerze cisza. Tylko echo komentarza: ,,Pogoń w kolejnej rundzie. Thomas Thomasberg – niepokonany od kwietnia.”
Bolo dopija piwo i mówi:
— Nie trzeba grać idealnie. Trzeba grać do końca.




To się będzie pamiętać latami.