Już dziś wyruszaj ze mną tam
To nie będzie podróż w nieznane. Nie będziemy wsiadać do pociągu byle jakiego. O nie!
Nie będziemy też śnić o Warszawie i czekać, aż sen się spełni. Nie będziemy też śpiewać z Beatą, że giniemy w niej jak cień. Oj nie!
Od dziś wiemy, że Warszawa da się lubić. Szczególnie po zakończonym zwycięskim meczu 1/16 Pucharu Polski pomiędzy Legią Warszawa a Pogonią Szczecin.

Po ostatnich przegranych dwóch finałach Pucharu Polski oraz meczu ligowym w Warszawie rozegranym trochę ponad miesiąc temu, stolica raczej kojarzyła nam się z tym, że ginęliśmy w niej jak cień.
Na całe szczęście ten sen ,,se ne vrati” jak to mówią Czesi. Czasy zaginionej, przegrywającej Pogoni skończyły się wraz z przybyciem do Szczecina trenera Thomasa Thomasberga, który odmienił oblicze szczecińskiej Pogoni, tej Pogoni.
Nabieram pewności, że nasz Tom Tom potrafi nawigować tak, że nie da się z nim zabłądzić, a gdyby nawet zjechał gdzieś na bok, to celowo, by poznać coś nowego, nauczyć się, wyciągnąć wnioski i pojechać dalej w podróż po zwycięstwa, puchary, trofea, sławę i pieniądze, które chce on podnosić wraz ze swoimi zawodnikami z murawy boisk piłkarskich.
Zatem nie mam obaw i chętnie wsiadam do jego wehikułu, napędzanym hybrydowo, a i gazu oraz mocy w nim nie brakuje. To taka pragmatyczna Toyota, co potrafi dowieźć z punktu A do B, taniej od mocnej konkurencji, a gdy naciśnie na gaz, to i emocji w niej nie brakuje, czego wszyscy razem mogliśmy doświadczyć na pokonywanych odcinkach: Wisła Kraków, Piast Gliwice, Lech Poznań, Cracovia i teraz Legia Warszawa.
Drużyna przechodzi testy wytrzymałości i w trudnych warunkach sprawuje się idealnie. Co prawda konkurencja chwali się jakimiś droższymi elementami silnika swoich niezłych maszyn. Jednak to nasza hybryda potrafi zaskakiwać wyższą efektywnością w działaniu i niższym spalaniem.
Nie ma co się nabierać na jakieś cuda opowiadane przez warszawskich dilerów, że mają zwycięski model. Po ostatnim sprawdzianie okazało się, że te opowieści można włożyć między bajki, a w nie uwierzyć mogą co najwyżej małe dzieci bogatych rodziców z Wilanowa.
No dobra. Zostawmy konkurencje w tyle i już. Co będziemy się nad nimi znęcać.
Pokonaliśmy ważny etap, ale to tylko jeden z kilku odcinków do pokonania, by ponownie znaleźć się w finale Pucharu Polski na Stadionie Narodowym w Warszawie. Choć to będzie dopiero w maju, jednak tym razem nie pojedziemy tam na majówkową wycieczkę z grillem włącznie, tylko skupimy się na zaprezentowaniu naszego efektywnego modelu, który już dziś potrafi bić konkurencję na łeb i jeńców nie bierze.
Właśnie okazuje się, że pokonaliśmy najlepszy model z zeszłego sezonu i to nie jest bajka.

Rywale mają swoje bajki do opowiedzenia. A my tworzymy legendę.
Legenda o Napoleonie III Szczecińskim właśnie zaczyna się pisać z każdym kolejnym meczem.
Podniósł z kolan zespół po 3 porażkach. Szybko zorientował się, że Portowcom brakowało intensywności, skuteczności w działaniach ofensywnych, dopieścił stałe fragmenty gry, wspaniale rotuje zawodnikami, przydzielając konkretne zadania na boisku, stawia na odpowiedzialność taktyczną, kompaktowość i szuka optymalnych ustawień pod każdego z przeciwników z osobna. Jest w tym na tyle skuteczny, że z miejsca wygrał 3 mecze i zremisował 2, wliczając sparing z Wisłą Kraków.
Ten pragmatyzm jest niezwykle efektywny. Cieszy nie tylko samego trenera, ale także kibiców, właściciela, prezesa i rzecz jasna samych piłkarzy, którzy z olbrzymią radością tańczą i śpiewają w szatni po wygranych pojedynkach: Pogoń on Fire!
Aby podnieść Puchar Polski do góry, potrzebujemy wygrać jeszcze z czterema rywalami. Losowanie par 1/8 finału PP obędzie się we wtorek, 4 listopada, o godzinie 12:00 w siedzibie TVP.
Oto komplet drużyn, które wciąż są w grze. 10 zespołów z PKO BP Ekstraklasy, 3 z Betclic 1. Ligi, jedna z Betclic 2. Ligi i dwie z Betclic 3. Ligi. Nie ma rozstawień, zatem ślepy los zadecyduje o tym, na kogo trafimy w drodze nie po nasze marzenia, ale po zdobycie Pucharu Polski.

Napoleon III Szczeciński, czyli Thomas Thomasberg, potwierdził zdecydowanie na konferencji przedmeczowej, że jeśli miałby wybierać pomiędzy wicemistrzostwem Polski a zdobyciem Pucharu Polski, bez wątpienia wskazał na PP. Nie mam wątpliwości, że uczyni wszystko, co w jego mocy, abyśmy wrócili na Stadion Narodowy i przy trzecim podejściu z rzędu w końcu podnieśli trofeum wszyscy razem.
Zatem już dziś wyruszam razem z trenerem w tę dobrze zaplanowaną podróż. Wiemy, gdzie się zatrzymamy, gdzie uzupełnimy paliwo, mamy nawigację, mapę, dotarty i naoliwiony silnik, w którym wszystkie podzespoły ze sobą świetnie działają, a właściciel pojazdu dba o cykliczne przeglądy i wymienia lub uzupełnia to, co potrzeba, by auto nie nawaliło gdzieś po drodze.
Kolejny etap do zaliczenia to Wisła Płock. W sumie niedaleko od Warszawy. Myślę, że nie będziemy tam się zatrzymywać, tylko pojedziemy na rozpędzie. Może raczej nie na luzie, bo wtedy można stracić kontrolę jazdy, jednak wciąż na gazie, a skoro to hybryda, to podróż powinna być przyjemna i nawet nie zorientujemy się kiedy będziemy z powrotem w domu na mecz z Jagiellonią Białystok.
O samym meczu:
To było 120 minut emocji od początku do końca spotkania. Choć pierwsza połowa meczu może trochę rozczarowała kibiców, to jednak Ci, co znają szczecińską Pogoń, to wiedzą, że im bliżej końca pojedynku, tym Portowcy grają lepiej, wydajniej, bo przecież Pogoń jest walcząca do końca, a poza tym: ,,Nasz Charakter Siłą Jest”.
I tak jak w meczu z Cracovią przy życiu utrzymał nas Valentin Cojocaru, tak i w tym starciu kilkukrotnie dokonywał cudów w bramce i choć także raz został pokonany w Warszawie, to jednak jego interwencje pozwoliły zespołowi na nabranie mocy i wiary, że trzeba także wypełnić treść konkretami z przodu. I to się udało dwukrotnie.
Mocne 72 minuty dał z siebie pierwszoplanowy wojownik zespołu, kapitan Kamil Grosicki, który w 58. minucie zaliczył konkret, pakując piłkę do siatki Kobylaka, ośmieszając obrońców i samego bramkarza w polu karnym, tuż przed dokonaniem egzekucji. Tę bramkę Kamil dedykował swojej ukochanej babci, która niestety odeszła tuż przed tym wielkim meczem.
Humory naszym piłkarzom popsuł Piątkowski w 77. minucie, kiedy to miał podwójne szczęście, bo Legia miała dwie sytuacje strzeleckie w jednej akcji. Po pierwszej ”Cojo” wyciągnął się jak długi, ratując nas przed stratą gola. Jednak ponowienie akcji zakończyło się celną i skuteczną główką stołecznego obrońcy. Obie drużyny miały jeszcze swoje okazje na zmianę wyniku. Jednak doceniając klasę rywala i rangę spotkania, nie forsowały tempa, raczej wyczekując błędów przeciwnika.
I jak to mawiał Napoleon: ,,Nie przeszkadzaj swojemu wrogowi, gdy popełnia błędy”. Zatem Pogoń cierpliwie grając trochę schowana, czekała na swój moment, pozwalając rywalom atakować i popełniać błędy, a przy tym Portowcom dopisywało szczęście i intuicja oraz bardzo wysoka forma naszego bramkarza.
W decydującym momencie, kiedy Legioniści już myśleli, że witają się z gąską, mocniej zaatakowali w 116. minucie, otworzyli się bardzo z tyłu, nie zabezpieczając się na kontrę, po wspaniałej obronie Cojocaru. Piłka trafia do Smolińskiego, który posyła dalekie podanie na środek boiska do Molnara. Węgier ogrywa Piątkowskiego i posyła w bój na lewe skrzydło Juwarę. Musa popędził, ile miał sił w nogach, lewą nogą podaje do Przyborka, który urwał się obrońcom, wpadł w pole karne, aby z pięciu metrów pokonać Kobylaka.

Zatem w tej bramkowej akcji wzięło udział trzech zmienników: Smoliński, Molnar i Przyborek. I jak tu nie docenić trenera Thomasa Thomasberga, który ma wiedzę i wyczucie, co do czasu zmian i właściwego doboru piłkarzy potrzebnych do realizacji planu gry.
Cieszy też fakt, że przecież w akcjach bramkowych udział wzięło trzech wychowanków Pogoni: Grosicki, Smoliński i Przyborek, choć ten ostatni do Szczecina przybył parę lat temu z Bałtyku Koszalin. Jednak kształtował swoje umiejętności także w Akademii Dumy Pomorza.
Zachęcam do obejrzenia skrótu tego spotkania. Teraz jest czas na krótki odpoczynek, sprawdzenie elementów naszego świetnie pracującego mechanizmu, przygotowania nawigacji na Płock i doboru najlepszej drogi po kolejne zwycięstwo. Tym zajmie się oczywiście nasz Tom Tom. Mistrz nawigacji i strateg zasługujący na miano Napoleona III Szczecińskiego.

W dzielnicy Pogodno znajduje się sztucznie usypany kopiec, zwany Wzgórzem Napoleona. Na szczycie kopca ustawiona została kolumna z popiersiem Napoleona I. Może warto będzie tam się spotkać z trenerem i wręczyć mu buławę lub kapelusz tego wielkiego wodza, bo zasługuje na to.
A póki co trener tworzy swoją legendę i buduje w naszych sercach nadzieję, że ten sezon pod jego dowództwem przyniesie nam wszystkim olbrzymią radość i trofea, na które ten klub i kibice czekają już 77 lat. Oby te dwie siódemki dały nam podwójne szczęście. To wciąż jest realne.
A ten duński trener przecież ma plan na wszystko, zatem na koniec musi być klawo jak cholera.
Legia Warszawa 1:2 Pogoń Szczecin (po dogrywce)
Bramki: Kamil Piątkowski 77′ – Kamil Grosicki 58′, Adrian Przyborek 117′
Składy:
Legia: 27. Gabriel Kobylak – 30. Petar Stojanović (106, 7. Paweł Wszołek), 91. Kamil Piątkowski, 3. Steve Kapuadi, 13. Arkadiusz Reca (45, 19. Rúben Vinagre) – 11. Kacper Chodyna, 44. Damian Szymański, 5. Claude Gonçalves (66, 22. Juergen Elitim), 82. Kacper Urbański (66, 21. Wahan Biczachczjan), 77. Ermal Krasniqi – 29. Mileta Rajović (66, 14. Antonio Čolak).
Pogoń: 77. Valentin Cojocaru – 28. Linus Wahlqvist, 13. Dimítris Keramítsis, 2. Marian Huja, 32. Leonárdo Koútris (106, 4. Léo Borges) – 7. Musa Juwara, 8. Fredrik Ulvestad (106, 6. Jan Biegański), 19. Mor N’Diaye, 90. Sam Greenwood (87, 61. Kacper Smoliński) – 18. Paul Mukairu (61, 9. Rajmund Molnár), 11. Kamil Grosicki (72, 10. Adrian Przyborek).
Żółte kartki: Piątkowski, Vinagre, Szymański, Kapuadi – Ndiaye, Przyborek, Molnár.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 18 741.
Zdjęcia: Pogoń Szczecin SA, Pogoń 24.info, Marcin Zapart, Robert Laskowski, Piotr Klimek




No super nic dodać nic ująć,ale z tym pomnikiem to poczekajmy aż zdobędziemy puchar , może wtedy pomyśli ktoś i coś z tego będzie haha.pierwsxa połowa to była gra na wyczucie przeciwnika że aż chciało się być na piekiełku i posłać parę okrzyków godnej gry nie będę tu bluzgać.no ale już druga połowa to majstersztyk, Grosicki i prowadzenie,,schodzi Grosik i masakra gol wyrównanie bo, Boże co wyprawia nasz bramkarz to same mistrzostwo brawo.Dogrywkai mamy toPrzyborekjest jest legła Legia przed nami brawo Pogoń gramy dalej,hura au⚽⚽⚽⚽
Emocje sięgały zenitu wczoraj wieczorem, we mnie wciąż to siedzi, bo czuje, że ten sezon będzie dla nas wyjątkowy. Jeszcze będzie przepięknie.
przepiekny felieton marcinie, pisz wiecej i czesciej!
Napoleon, tygrysy i inne bajery. Troche to mało powazne