SEZON 2: Odcinek 12: Golobicie na Paprykanie
Szczecin żył tym meczem od rana. Na Paprykanie – jak bohaterowie nazywali sektor, w którym zawsze siadali – było gwarno, głośno i w granatowo-bordowych barwach.
Bolo, Marta i Zefir przyszli wcześniej. Po ostatnim bolesnym meczu ich serca były jakby cięższe, ale dziś… dziś wszyscy czuli, że będzie inaczej. Że to ten wieczór, kiedy miasto znowu odetchnie pełną piersią.
– Dzisiaj robią koncert – powiedział Zefir, patrząc na rozświetlający się stadion.
– A my jesteśmy w pierwszym rzędzie – dodała Marta z uśmiechem.
Gwizdek. I nagle – eksplozja.
3’ – (1:0) Keramitsis:
Grosicki biegnie prawą stroną jak na skrzydłach. Centra. Loncar zgrywa głową. A Keramitsis… z metra wciska piłkę do siatki. Paprykan wybucha.
Bolo podrywa się, obejmuje Martę, Zefir kręci, jakby chciał zatrzymać w kadrze cały ten wybuch szczęścia.
– Zaczęło się, kochani! – wrzeszczy ktoś za nimi.
38’ – (2:0) Molnar:
Wahlqvist podaje precyzyjnie na szesnasty metr. Molnar nie czeka. Nie musi. Strzela pewnie, zimno, jakby to była formalność. Purpurowe Serca na Paprykanie wrzeszczą jak jeden organizm.
Marta aż przeciera oczy.
– On jest w transie!
– On jest w Szczecinie… to zobowiązuje – odpowiada Bolo.
40’ – (3:0) Przyborek:
Molnar nie dość, że strzela, to jeszcze kreuje. Piłka spada pod nogi Przyborka. Ten ładuje z dystansu, bez ceregieli, jak typowy chłopak z nabrzeża. 3:0. To już nie mecz – to golobicie.
Paprykan tańczy. Cały stadion śpiewa:
,,Portowcy gol za golem! Idziemy po swoje!”
Zefir patrzy w kamerę i mówi do nagrania:
– Proszę państwa, historia dzieje się dziś. I my w niej jesteśmy.
49’ – (3:1) Dziewiatowski:
Krótki cień nad stadionem. Zagłębie strzela głową. Ale nawet to nie gasi ognia.
– Jedna rysa nie niszczy obrazu – rzuca Bolo.
Marta kiwa głową.
– My dziś malujemy dzieło.
75’ – (4:1) Molnar (po karnym Greenwooda):
Ndiaye faulowany. Karny. Nie Grosicki, nie Koulouris. Piłkę bierze Greenwood. Strzela… w słupek! Ale Molnar dopada jako pierwszy i robi to, co robi najlepiej. Dokłada czwartego gola dla Pogoni.
Zefir krzyczy tak, że zagłusza stadion:
– ON! ZNOWU ON! RAJMUND ,,MŁOT” MOLNAR!
85’ – (5:1) Greenwood:
Anglik poprawia to, co wcześniej nie wyszło. Mija dwóch, strzela pewnie, nisko, mocno.
Paprykan wrze. Cały stadion faluje.
Bolo patrzy na murawę jak na objawienie:
– To nie mecz. To manifest.
Marta uśmiecha się szeroko:
– Tak właśnie gra drużyna z purpurowym sercem.
Finał wieczoru:
Gdy sędzia kończy spotkanie, nikt nie chce iść do domu. Stadion śpiewa. Zawodnicy tańczą pod trybuną A. Dzieci machają flagami. Wszyscy są jednością.
Zefir odwraca kamerę do Bolo i Marty:
– Widzicie? To jest Paprykan.
To tutaj rodzi się wiara. Tutaj piszą się historie, które nigdy nie umrą.
A Bolo, patrząc w granatowo-bordowy tłum, mówi:
– To dopiero początek.




Komentarze
SEZON 2: Odcinek 12: Golobicie na Paprykanie — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>