Pogoń z Zagłębiem, na piątkę z minusem
Portowcy zdali egzamin z odporności psychicznej za zimne i niesłuszne lanie z Jagiellonią, kiedy to rozgrywając najlepszy mecz w sezonie, oddając rekordową liczbę strzałów i tworząc zagrożenie pod bramką rywala co kilka minut, przegrali u siebie z drużyną z Białegostoku 1:2.
Zanim piłkarze przystąpili do działań operacyjnych na polu bitewnym, nasz kapitan, Kamil Grosicki, otrzymał miły upominek i owacje na stojąco od kibiców za dokonanie wydaje się niemożliwego. Bo przecież miał już zakończyć swoją przygodę z reprezentacją, żegnając się z nią za kadencji Michała Probierza.
A tu jednak Jan Urban potrzebował jeszcze ,,Naszego Turbo” i dzięki temu możemy powiedzieć o naszym wychowanku, że jest już po setce, choć wciąż przed pięćdziesiątką. Gratulujemy bardzo serdecznie i życzymy jeszcze wielu meczów z Orzełkiem na piersi, wszak wciąż piłka w grze i aby zagrać na Mistrzostwach Świata za wielką wodą, trzeba będzie pokonać Albanię w Warszawie i Ukrainę bądź Szwecję gdzieś na wyjeździe.
Po tym miłym wstępie do uwertury na plac boju wkroczyli pewni siebie piłkarze Zagłębia Lubin, dowodzeni przez trenera Leszka Ojrzyńskiego, którzy zanotowali bilans 4 pojedynków bez porażki z rzędu oraz żądni dobrych wyników i szukający szczęścia podopieczni trenera Thomasa Thomasberga.
Z uwagi na przerwę reprezentacyjną na możliwość poprawienia własnych i kibiców humorów nasi piłkarze musieli czekać blisko 2 tygodnie. Portowcy byli niezwykle zmotywowani ostatnią porażką, ale także niską pozycją w tabeli, tuż nad strefą spadkową. Przenikliwe zimno poniedziałkowego wieczoru dopingowało podwójnie do szybkiego przemieszczania się po boisku, z pewnością wg zaleceń trenera Thomasa Thomasberga, który szczególnie ceni sobie intensywność i stałe fragmenty gry.

A gdyby tej marchewki na zachętę i kija na tył było za mało, to nie brakowało naszym piłkarzom także gorącego i dobrego serca dla swojego trenera asystenta, Pawła Ozgi, dla którego warto było dziś wygrać, gdyż obchodził swoje 44. urodziny i prezent mu się zwyczajnie należał, bez dwóch zdań.
Na konferencji przedmeczowej trenerowi Thomasowi zwróciłem uwagę, że równo rok temu Pogoń, grając w moje urodziny w Gdańsku, przełamała długą serię porażek wyjazdowych, sprawiając mi prezent urodzinowy w ten sposób i życzyłem sobie, a także wszystkim kibicom granatowo-bordowych, aby i tym razem przełamali złą passę dwóch porażek z rzędu. Trener Thomas Thomasberg obiecał zwycięstwo jako prezent i słowa dotrzymał, za co serdecznie mu podziękowałem dziś na konferencji pomeczowej.
5:1 – w takim stosunku Pogoń dość szczęśliwie tym razem rozprawiła się z Zagłębiem Lubin, napoczynając rywali już na samym początku meczu, bo już w 3. minucie. Keramitsis wpakował piłkę do siatki gości z najbliższej odległości w zamieszaniu podbramkowym. Grek najlepiej znalazł się w polu karnym po rzucie różnym, wykonanym przez kapitana Kamila Grosickiego i zgraniu głową Loncara.
Bramka niezwykle ucieszyła kibiców i samych piłkarzy, że poszło tak szybko i tak łatwo, zupełnie inaczej niż w meczu z Jagiellonią… Ta bramka jednak jakby zaszkodziła naszej drużynie, bo później po jej strzeleniu granatowo-bordowi byli jacyś spięci, elektryczni, niedokładni. Tracili piłkę w łatwy sposób, w środku pola, gra nie układała się. A Zagłębie próbowało swoich sił, pressowali i zmuszali do błędów naszych pomocników, którzy zbyt szybko oddawali przestrzeń i pozbywali się piłki. Nie potrafili wymienić kilku podań ze sobą.
W 10. minucie goście swoją lewą stroną oszukali naszą obronę i Jakub Kolan uderzył w spojenie słupka z poprzeczką.

Na szczęście udało się naszym piłkarzom wyjść z opresji obronną ręką i odpowiedzieli tym, co lubią najbardziej, czyli szybkim atakiem, grą na jeden, dwa kontakty.
W 38. minucie naszym prawym skrzydłem pokaz szybkiej gry zademonstrowali Greenwood, Grosicki, Wahlqvist, który finalnie obsłużył Molnara, a Węgier trochę w stylu Koulourisa przyjął piłkę w polu karnym, zwodem położył obrońcę na ziemię, nawinął rywala, aż miło i strzelił w długi róg, obok bezradnego Buricia, bramkarza Miedziowych.
W 40. minucie w środku pola Portowcy przejmują piłkę. Molnar agresywnie doskoczył do rywala, zabierając mu piłkę, podaje do ”Grosika”, piłka jednak nie dociera do niego, odbija się od obrońcy, dopada do niej Przyborek, który z 18 metrów uderza futbolówkę wewnętrzną częścią stopy, podkręcając ją po ziemi i ta wpada tuż przy słupku. Mamy 3:0 do przerwy.
Pogoń oddała 5 strzałów i zdobyła 3 gole w pierwszej połowie. Szczęście zatem było po naszej stronie tym razem.
Po przerwie w 49. minucie Zagłębie odpowiada akcją bramkową. Szmyt podaje na głowę 18-letniego Mateusza Dziewiatowskiego, który precyzyjnie uderza, nie dając żadnych szans Cojocaru.
W 60. minucie zrobiło się ponownie nerwowo i nieprzyjemnie, bo w polu karnym gospodarzy doszło do szarpaniny za koszulkę dwumetrowego Rochy przez Keramitsisa i zespół sędziowski długo posiłkował się VAR-em. Na szczęście, sędziowie dopatrzyli się wcześniej pozycji spalonej gości. Gdyby nie to, pewnie zostałby podyktowany rzut karny dla Zagłębia i kto wie, jak potoczyłyby się losy tego spotkania.
W 70. minucie znowu VAR idzie w ruch. Tym razem Mor Ndiaye upada ścięty w polu karnym Miedziowych. Po 5 minutach weryfikacji do rzutu karnego podszedł Greenwood i uderzył w słupek. Na szczęście futbolówka powędrowała wprost do Molnara, a Węgier tylko celnie skierował ją do bramki Zagłębia i mamy już 4:1.

W 86. minucie podrażniony swoim niepowodzeniem Sam Greenwood oddaje mocny i celny strzał, mierzony, tuż przy słupku z 16 metrów. Bramkarz mógł tylko wyciągnąć piłkę z siatki.
Zatem na tablicy wyników wyświetliło się 5:1 dla Pogoni i choć gospodarze mieli ochotę na więcej, a kolejne ataki sunęły raz za razem, głównie w wykonaniu Mukairu, to wynik meczu już nie zmienił się.
Ostatnio mocno lansowane są piątki. Premier Donald Tusk przedstawił 5 przykazań w Sejmie na 2026 rok. Po czym szybko przypomniał Premierowi Prezydent Karol Nawrocki 5 prawd Polaków. Obaj liderzy są w przeciwnych obozach politycznych, a łączy ich futbol i przywiązanie do Lechii Gdańsk, której kibicują od zawsze.
A Pogoń zaaplikowała swoją piątkę Zagłębiu i gdyby nie przenikliwe zimno, to nie tylko szalikami kibice fetowaliby każdą brameczkę. Na koncertach tak pięknej i skutecznej gry latałyby marynarki jak nic.
Może Premier Tusk był na meczu Lechii w Warszawie i tam wywijał marynarką dwa razy i zgubił ją gdzieś w emocjach, bo dziś brakło mu jej na płycie lotniska w Angoli, gdzie poleciał na spotkanie polityczne i był witany z honorami godnymi tej marynarki, której niestety nie włożył.
No dobrze zostawmy politykę na bok, choć ta z piłką nożną łączy się od zawsze.
Sukces ma wielu ojców.
To prawda znana tak długo, jak stary jest świat. Warto zatem powiedzieć, że cały zespół zasłużył na słowa uznania. Każdy z zawodników dołożył swoją ważną cegiełkę do tego zwycięstwa. Dobre zmiany znowu podkręciły grę Pogoni.
Udały się stałe fragmenty gry. Trenerzy nakreślili dobry plan gry, zmotywowali piłkarzy do dużego wysiłku, popartego skutecznością i dobrym balansem pomiędzy grą w obronie i ataku.

6 celnych strzałów na bramkę i 5 goli. Nie można narzekać. Goście mieli 5 strzałów celnych, ale tylko jeden znalazł drogę do bramki, bo tam dobrze spisywał się Cojocaru.
Po meczu zapytałem trenera gości o to, że nie potrafili wykorzystać 2-metrowego napastnika Rochy i tylko raz, w doliczonym czasie gry, skorzystano z jego wzrostu i miał bardzo dobre uderzenie głową. Dziwiło mnie to, że zaledwie tylko jeden raz otrzymał taką piłkę w całym meczu. Ojrzyński odpowiedział, że Pogoń odcinała od możliwości dogrania do niego, był skutecznie wypychany z pozycji, w których mógł zaskoczyć gospodarzy i za mało adresowano piłek do niego.
Trener gości był też niezadowolony z poziomu sędziowania, z decyzji VAR i długości czasu oczekiwania na decyzje zespołu sędziowskiego. Nie brakło oczywiście gratulacji dla Pogoni za skuteczność i wykorzystanie błędów w grze obronnej jego zespołu.
Thomas Thomasberg, trener Portowców, był szczęśliwy, że jego piłkarze zagrali przede wszystkim skutecznie, zachowując dobre proporcje w grze obronnej i ataku. Żal mu tylko było tego początku po strzeleniu gola, kiedy to jego zespół nie grał tego, co było ustalone. Chaos w poczynaniach jego podopiecznych mógł źle się skończyć. Na szczęście udało się ogarnąć własne błędy w taki sposób, że rywal nie wykorzystał dłuższych momentów słabości Pogoni Szczecin.

Bramki cieszą szczególnie i teraz przed naszym zespołem przyjdzie czas na pojedynek z GKS-em Katowice.
Mecz odbędzie się 29 listopada, o godzinie 20:15, w Katowicach. Jeśli ktoś ma wtedy urodziny, to myślę, że warto podać taką informację trenerowi, który ma też za zadanie przygotować nie tylko zwycięską taktykę na mecz na Śląsku, ale także popytać w klubie, dla kogo jeszcze mają zdobyć trzy punkty, by pójść w górę tabeli.
Pogoń aktualnie jest 10. w tabeli i ma tylko 3 punkty straty do piątej Korony Kielce. Zatem wystarczy seria dwóch, trzech wygranych lub przegranych meczów, by znaleźć się na antypodach naszej nieobliczalnej PKO BP Ekstraklasy, w której nie ma rzeczy niemożliwych.
Kto to słyszał, aby ostatnia drużyna w tabeli, Lechia Gdańsk, miała trzecią największą zdobycz bramkową, a przedostatni Piast Gliwice miał trzecią najmniejszą ilość straconych goli.
Pomiędzy 5. a 15. miejscem w tabeli panuje niemiłosierny 6-punktowy ścisk.
Takie rzeczy nie śniły się największym filozofom, a proszę, my mamy je wszystkie w naszej lidze.
Do zakończenia pierwszej części sezonu zostały już tylko dwie kolejki + zaległości, a także 1/8 Pucharu Polski. Kolejny mecz u siebie Pogoń zagra właśnie w Pucharze Polski z Widzewem Łódź. We wtorek, 2 grudnia, o godzinie 20:30.
Może być zimno, ale zapewne na trybunach i na boisku temperatura będzie rosła z każdą minutą boiskowych zdarzeń, gdyż obie drużyny wciąż walczą o prawo do europejskich rozgrywek, choć w tabeli na tę chwilę są za daleko, by móc mocniej marzyć o takiej przygodzie. Tym bardziej rozgrywki pucharowe stają się dla obu klubów szansą na chwałę, promocję, kontrakty, trofeum i wielkie pieniądze.
Warto było pójść na ten mecz. Niech żałują ci, którzy nie wybrali się na Twardowskiego. Choć może są też tacy, co myślą, że to przez nich Pogoń przegrywa i tym razem nie pojawili się na trybunach…
Tadam!
Może jednak nieobecni mają rację?
Ja tego nie wiem. Zachęcam gorąco każdego do przybycia na pozostałe dwa mecze w tym roku na Twardowskiego. Najpierw Widzew, potem Radomiak. A w międzyczasie Portowców czeka oby zwycięska batalia o punkty w Katowicach. Trzymam kciuki mocno ściśnięte i wciąż wierzę w to, że jeszcze wiele dobrego przed nami w tym sezonie.
W czwartek czekają nas jeszcze emocje związane z 4. kolejką Ligi Konferencji Europy i pogoń naszych drużyn za czołową dziesiątką rankingu UEFA. Oby udana, bo przecież chcemy zobaczyć polskie drużyny w Lidze Mistrzów, a wśród nich naszą ukochaną szczecińską Pogoń.
Pogoń Szczecin 5:1 Zagłębie Lubin
Gole: Dimítris Keramítsis 3′, Rajmund Molnár 38′, 75′, Adrian Przyborek 40′, Sam Greenwood 85′ – Mateusz Dziewiatowski 49′
Składy:
Pogoń: 77. Valentin Cojocaru – 28. Linus Wahlqvist (84, 15. Hussein Ali), 22. Danijel Lončar (89, 2. Marian Huja), 13. Dimítris Keramítsis, 32. Leonárdo Koútris – 90. Sam Greenwood, 8. Fredrik Ulvestad (89, 35. Maciej Wojciechowski), 19. Mor Ndiaye, 10. Adrian Przyborek (76, 7. Musa Juwara) – 9. Rajmund Molnár, 11. Kamil Grosicki (84, 18. Paul Mukairu).
Zagłębie: 1. Jasmin Burić – 31. Igor Orlikowski (77, 9. Michális Kossídis), 5. Aleks Ławniczak, 25. Michał Nalepa, 3. Roman Jakuba, 35. Luka Lučić (46, 16. Josip Ćorluka) – 77. Kajetan Szmyt, 39. Filip Kocaba (46, 20. Mateusz Dziewiatowski), 26. Jakub Kolan, 19. Jakub Sypek (46, 27. Jesús Díaz; 54, 17. Mateusz Wdowiak) – 55. Leonardo Rocha.
Żółte kartki: Lončar, Ulvestad – Burić.
Sędziował: Łukasz Kuźma (Białystok).
Widzów: 11 644.
Zdjęcia: Marcin Zapart




Komentarze
Pogoń z Zagłębiem, na piątkę z minusem — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>