ROZDZIAŁ IX -2012-2017 – Powrót do miejsca, które Pogoń uważała za swoje
Kiedy wiosną 2012 roku Pogoń Szczecin zapewniła sobie awans do Ekstraklasy, zakończyła jedną z najbardziej niezwykłych dróg w historii polskiego futbolu. Pięć lat wcześniej klub rozpoczynał rywalizację na czwartoligowych boiskach, odbudowywany niemal od podstaw przez ludzi, którzy nie pogodzili się z jego upadkiem. Teraz wracał na najwyższy szczebel rozgrywek, do miejsca, które przez dziesięciolecia stanowiło naturalną przestrzeń jego sportowych ambicji.
Nie był to jednak powrót dawnej potęgi ani wejście zespołu gotowego do natychmiastowej walki o ligowe podium. Pogoń wracała jako klub ostrożny, świadomy własnych ograniczeń i pamiętający, jak wysoką cenę zapłacił wcześniej za nieodpowiedzialne zarządzanie. Najważniejsze nie były wielkie zapowiedzi, kosztowne transfery ani spektakularne deklaracje. Najważniejsze było zbudowanie trwałych podstaw i niedopuszczenie do powtórzenia błędów, które dwukrotnie doprowadzały szczeciński futbol na skraj przepaści.
10 kwietnia 2012 roku trenerem pierwszego zespołu został Ryszard Tarasiewicz. To pod jego wodzą Pogoń zakończyła pierwszoligową rywalizację awansem i po pięcioletniej przerwie ponownie znalazła się w Ekstraklasie.
Awans miał znaczenie wykraczające daleko poza sportowy rezultat. Był potwierdzeniem, że odbudowany klub przetrwał najtrudniejszy egzamin. Pogoń nie wracała już jako sztucznie przeniesiona spółka, projekt zależny od jednego właściciela czy drużyna oderwana od Szczecina. Wracała jako klub ponownie osadzony w swoim mieście, wspierany przez kibiców i stopniowo odzyskujący społeczne zaufanie.
Droga z IV ligi do Ekstraklasy została zakończona. Rozpoczynała się jednak kolejna, znacznie trudniejsza próba.
Awans nie kończył odbudowy
Najwyższa klasa rozgrywkowa szybko przypomniała Pogoni, że sam powrót nie oznacza jeszcze odzyskania dawnej pozycji. Różnica pomiędzy zapleczem a Ekstraklasą dotyczyła nie tylko poziomu sportowego. Klub musiał rozwijać organizację, zaplecze szkoleniowe, marketing, struktury drużyny oraz system pozyskiwania zawodników. Każdy błąd transferowy, każda seria porażek i każda nietrafiona decyzja mogły ponownie skierować zespół w stronę niższej ligi.
Pierwszy sezon po awansie stał się więc walką o zachowanie tego, co z tak wielkim trudem udało się odzyskać. W rozgrywkach 2012/2013 Pogoń zajęła 12. miejsce, zdobywając 35 punktów. W trzydziestu spotkaniach odniosła dziesięć zwycięstw, pięć razy zremisowała i poniosła piętnaście porażek. Bilans bramkowy 29:39 dobrze oddawał problemy drużyny, która potrafiła wygrywać ważne mecze, lecz nie była jeszcze zespołem stabilnym.
Utrzymanie miało wówczas większą wartość niż efektowny styl. Pozwalało pozostać w Ekstraklasie, zwiększało możliwości finansowe i dawało czas na dalszą budowę drużyny. Po latach chaosu Pogoń nie potrzebowała kolejnej rewolucji. Potrzebowała cierpliwości, rozsądku i kolejnych sezonów spędzonych wśród najlepszych.
Szczecin ponownie przyzwyczajał się do ligowych spotkań z Legią Warszawa, Lechem Poznań, Wisłą Kraków czy Śląskiem Wrocław. Na stadion wracały emocje charakterystyczne dla najwyższej klasy rozgrywkowej, ale razem z nimi powracały oczekiwania. Kibice pamiętali przecież wicemistrzostwa, europejskie puchary i drużyny, które potrafiły rywalizować z największymi klubami w Polsce.
Samo utrzymanie nie mogło wystarczać na zawsze.
Pierwszy przebłysk większych możliwości
Już w kolejnym sezonie Pogoń pokazała, że jej ambicje nie muszą ograniczać się do dolnej części tabeli. Rozgrywki 2013/2014 stały się pierwszym wyraźnym sygnałem, że odbudowany klub może ponownie odgrywać znaczącą rolę w Ekstraklasie.
Drużyna potrafiła grać odważnie, zdobywać bramki i przeciwstawiać się zespołom posiadającym większe możliwości finansowe. Jedną z najważniejszych postaci tego okresu został Marcin Robak. Napastnik zdobył w całym sezonie 22 ligowe bramki, z czego 21 w barwach Pogoni, i sięgnął po koronę króla strzelców Ekstraklasy.
Symbolem tamtej drużyny stało się zwycięstwo nad Lechem Poznań 5:1. Wszystkie pięć bramek dla Pogoni zdobył Robak. Był to jeden z najbardziej efektownych indywidualnych występów zawodnika Dumy Pomorza w historii ligowych rozgrywek.
Ten mecz przypomniał Szczecinowi smak wielkich piłkarskich wieczorów. Pokazał również, jak szybko mogą odrodzić się ambicje klubu, który jeszcze niedawno walczył na niższych szczeblach. Pogoń zakończyła sezon w czołowej części tabeli, a czwarte miejsce po rozegraniu 37 spotkań stało się najlepszym wynikiem klubu od czasu powrotu do Ekstraklasy.
Nie był to jeszcze powrót do krajowej elity w pełnym znaczeniu tego słowa. Pogoń nie dysponowała kadrą pozwalającą regularnie walczyć o medale, a dobre okresy nadal przeplatała słabszymi. Zmieniały się koncepcje trenerów, zawodnicy i sposób budowania zespołu. Klub szukał własnej drogi pomiędzy ostrożnością finansową a rosnącymi oczekiwaniami trybun.
Mimo tych trudności zaczynał odzyskiwać coś niezwykle ważnego: sportową wiarygodność.
Drużyna nowych symboli
Lata po powrocie do Ekstraklasy miały również swoich bohaterów. Nie wszyscy byli gwiazdami ligi, ale wielu stało się symbolami ciągłości pomiędzy okresem odbudowy a ekstraklasową stabilizacją.
Radosław Janukiewicz wyrastał razem z klubem, przechodząc z nim drogę od niższych lig do najwyższej klasy rozgrywkowej. Adam Frączczak stał się zawodnikiem utożsamianym z Pogonią dzięki uniwersalności, zaangażowaniu i wieloletniej obecności w drużynie. Takafumi Akahoshi wnosił do jej gry technikę i kreatywność. Bartosz Ława przypominał o znaczeniu piłkarzy związanych ze Szczecinem, a Marcin Robak przez krótki czas dawał Pogoni skuteczność, jakiej klub nie posiadał od wielu lat.
Obok nich pojawiali się kolejni zawodnicy, trenerzy i działacze próbujący podnieść sportowy poziom zespołu. Dariusz Wdowczyk, Jan Kocian, Czesław Michniewicz, Kazimierz Moskal i Maciej Skorża reprezentowali różne koncepcje prowadzenia drużyny. Każdy z nich pozostawił po sobie inny ślad, lecz żadnemu nie udało się jeszcze zbudować fundamentów tak trwałych, aby Pogoń mogła na stałe dołączyć do walki o medale.
Sezon 2015/2016, zakończony przez zespół prowadzony przez Czesława Michniewicza na szóstym miejscu, potwierdził, że Pogoń potrafi znajdować się w górnej połowie tabeli. Jednocześnie pokazał, że klub nadal nie potrafił wykonać decydującego kroku prowadzącego do europejskich pucharów.
Od odbudowy do oczekiwania na przełom
W latach 2012–2017 Pogoń przestała być klubem odbudowującym się po katastrofie. Stała się ponownie pełnoprawnym uczestnikiem Ekstraklasy. Nie groziło jej już organizacyjne unicestwienie, a kolejne sezony nie były walką o samo istnienie.
Zmieniły się również oczekiwania kibiców. Jeszcze kilka lat wcześniej sukcesem był każdy awans i każdy krok przybliżający klub do elity. Po powrocie do Ekstraklasy cierpliwość stopniowo ustępowała ambicji. Szczecin nie chciał jedynie oglądać Pogoni w najwyższej lidze. Chciał widzieć ją walczącą o najwyższe cele.
Jesienią 2017 roku okazało się jednak, że osiągnięta stabilizacja była bardziej krucha, niż mogło się wydawać. Nietrafione decyzje sportowe i seria słabych wyników zepchnęły drużynę na ostatnie miejsce w tabeli. Klub, który miał wykonać kolejny krok w rozwoju, ponownie znalazł się w obliczu realnego zagrożenia spadkiem.
Wtedy do Szczecina przyjechał Kosta Runjaić.
Jego zatrudnienie zakończyło pierwszy etap ekstraklasowej historii odbudowanej Pogoni. Rozpoczynała się era, która miała przynieść klubowi nową tożsamość sportową, powrót na podium mistrzostw Polski, europejskie puchary oraz przeprowadzkę na całkowicie przebudowany stadion.
Lata 2012–2017 nie były więc okresem wielkich trofeów. Były czasem odzyskiwania normalności, budowania ligowej pozycji i dojrzewania do większych ambicji. Bez tego etapu późniejszy rozwój Pogoni nie byłby możliwy.
Zacznijmy wszystko po kolei…
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
ROZDZIAŁ IX -2012-2017 – Powrót do miejsca, które Pogoń uważała za swoje — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>