Zaczęli na ziemi, spadli do piekła, skończyli w niebie
Zaczęli na ziemi, spadli do piekła, skończyli w niebie. Thomas Thomasberg niepokonany od kwietnia. Pogoń wraca na właściwe tory.
Był moment, w którym wielu z nas westchnęło z rezygnacją. 0:1 po pół godziny, bez błysku, z rywalem, który wydawał się pewniejszy, konkretniejszy. Cracovia grała swoje – twardo, agresywnie, z wiarą, że wreszcie przerwie tę szczecińską klątwę. Ale historia przy Twardowskiego znowu napisała się po granatowo-bordowemu.
Druga połowa to już inna drużyna. Inna energia. Inny duch. I znów – Kamil Grosicki, kapitan z krwi i kości, który nie potrzebuje mikrofonów, by motywować. W 61. minucie zrobił to, co potrafi najlepiej – dopadł do odbitej piłki i dał Pogoni oddech, iskrę, nadzieję. Trzeci mecz z rzędu z golem. Trzeci raz, gdy to on daje impuls.
A potem? Typowy scenariusz Pogoni – dramat, napięcie i eksplozja w końcówce. Paul Mukairu pojawił się z ławki, by w 89. minucie postawić kropkę nad ,,i”. Piłka po centrze Juwary, zgraniu Ulvestada, i… stadion wybuchł. 2:1!
To nie był mecz idealny, ale był charakter. A tego od Pogoni zawsze oczekiwaliśmy.
Czwarta z rzędu wygrana z Cracovią u siebie, ósme miejsce w tabeli i coraz wyraźniejszy sygnał, że Thomas Thomasberg zaczyna układać zespół po swojemu. Nie ma już chaosu, jest cierpliwość, pressing i momenty, gdy widać dawny błysk Dumy Pomorza.
Ktoś powie: ,,to tylko Cracovia”. A ja powiem: to właśnie takie mecze budują drużynę. Takie zwycięstwa cementują szatnię. Bo odwrócić wynik, walczyć do końca i wygrać w ostatnich minutach – to nie przypadek. To znak, że serce Pogoni znowu bije w dobrym rytmie.




Komentarze
Zaczęli na ziemi, spadli do piekła, skończyli w niebie — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>