Wejście Sabriego Bekdasa — początek wielkiego projektu
Końcówka lat 90. była dla Pogoni Szczecin czasem narastającego napięcia. Klub utrzymywał się w I lidze, ale trudno było mówić o stabilizacji w pełnym znaczeniu tego słowa. Sezony 1997/1998, 1998/1999 i 1999/2000 układały się w podobny obraz: Pogoń była obecna w ekstraklasie, lecz pozostawała bliżej dolnych rejonów tabeli niż miejsc, które pozwalałyby myśleć o sportowym bezpieczeństwie i spokojnym rozwoju.
Sezon 1999/2000 dobrze pokazuje stan wyjściowy przed wielkim przełomem. Pogoń zajęła wówczas 13. miejsce w I lidze. W 30 meczach zdobyła 34 punkty, przy bilansie 8 zwycięstw, 10 remisów i 12 porażek oraz bramkach 42–53. Najlepszym strzelcem drużyny był Robert Dymkowski z 8 bramkami, a najwięcej minut rozegrał Radosław Majdan — 2610. Był to sezon nierówny, chwilami efektowny, ale przede wszystkim pokazujący, że bez mocniejszego impulsu organizacyjnego Pogoń może na dłużej utknąć w roli zespołu walczącego głównie o przetrwanie.
Właśnie w takim momencie pojawił się Sabri Bekdas. Pod koniec rundy jesiennej 1999 roku doszło do podpisania trójstronnej umowy między Miastem, Pogonią Szczecin i tureckim inwestorem. Według relacji „Kuriera Szczecińskiego” Bekdas stał się właścicielem klubu, a w Szczecinie zaczęto mówić o zupełnie nowych perspektywach — nie tylko o uporządkowaniu finansów, lecz także o budowie drużyny zdolnej do walki o najwyższe cele.
Było to wejście w bardzo trudnym momencie. Pogoń nie była wówczas klubem gotowym do wielkiego projektu od strony finansowej. Wręcz przeciwnie — według „Kuriera Szczecińskiego” znajdowała się blisko granicy bankructwa, a jej zadłużenie przekraczało 5 mln zł. Bekdas najpierw realizował podstawowy obowiązek: spłacał zaległości i podpisywał z piłkarzami nowe kontrakty. Według tej samej relacji dług został spłacony w trzech transzach już w pierwszym półroczu jego rządów.
Ten etap jest bardzo ważny, bo pokazuje, że początek ery Bekdasa nie był od razu transferową ofensywą. Najpierw trzeba było ugasić pożar. Zawodnicy funkcjonowali w realiach poważnych opóźnień płatniczych, a wspomnienia z tamtego okresu pokazują codzienność daleką od profesjonalnego komfortu. W klubowej publikacji na 70-lecie Pogoni pojawia się obraz piłkarzy czekających na wypłaty, pieniędzy przekazywanych „do ręki” i atmosfery, w której finansowe zaległości stawały się częścią życia szatni.
Z tego powodu wejście Bekdasa zostało przez wielu odebrane jako wybawienie. Nie chodziło tylko o nazwisko inwestora ani o egzotyczny dla polskiej piłki rozmach. Chodziło o bardzo konkretną zmianę: w klubie pojawił się człowiek, który miał pieniądze, deklarował gotowość ich wydawania i w pierwszej kolejności zaczął porządkować sprawy, które przez lata ciążyły Pogoni. W świecie polskiego futbolu końca lat 90. był to sygnał niezwykle mocny.
Bekdas od początku nie ukrywał jednak, że jego zainteresowanie Pogonią miało nie tylko sportowy charakter. Projekt piłkarski był częścią szerszego planu biznesowego związanego z terenami wokół stadionu. Według „Kuriera Szczecińskiego” turecki biznesmen chciał stworzyć w Szczecinie duże centrum handlowe, halę sportową i obiekty sportowo-rekreacyjne w rejonie stadionu. W relacjach prasowych pojawiały się informacje o inwestycjach liczonych w bardzo dużych kwotach, przekraczających 100 mln w walucie obcej, choć źródła różnie opisywały szczegóły tych planów.
Właśnie tu od początku kryło się napięcie tej historii. Dla Pogoni Bekdas oznaczał szansę na sportowy skok, ale dla samego Bekdasa klub był również elementem większej układanki inwestycyjnej. Miasto, stadion, tereny przyległe, obietnice, rozmowy i oczekiwania — wszystko to tworzyło tło, bez którego nie da się zrozumieć ani późniejszego wicemistrzostwa, ani późniejszych konfliktów. Projekt był wielki, ale od początku zależał nie tylko od wyników na boisku.
Zimą sezonu 1999/2000 nie było jeszcze wielkiej rewolucji kadrowej. Do Pogoni przyszedł Dariusz Dźwigała, ale trener Albin Mikulski oczekiwał kolejnych wzmocnień. „Kurier Szczeciński” podkreślał, że Bekdas w pierwszej kolejności skupił się na spłacie zadłużenia, a dopiero potem na budowie silniejszej drużyny. Ta kolejność była logiczna: najpierw należało stworzyć minimalne warunki wiarygodności, potem można było zacząć przyciągać piłkarzy z wyższej półki.
Latem 2000 roku nastąpił moment, który zmienił skalę ambicji Pogoni. Doszło do jednej z największych rewolucji kadrowych w historii klubu.
Skala tych transferów robiła ogromne wrażenie. Do Szczecina trafiali zawodnicy z uznaną marką w polskiej lidze, reprezentacyjną przeszłością albo doświadczeniem z mocnych klubów. Wśród przywoływanych nazwisk byli m.in. Kazimierz Węgrzyn, Jacek Bednarz, Paweł Skrzypek, Dariusz Gęsior, Grzegorz Mielcarski, Grzegorz Kaliciak czy Brasília. „Przegląd Sportowy/Onet” zwracał uwagę, że Bekdas potrafił nakłaniać do przyjścia piłkarzy z dużo silniejszych wówczas ośrodków, takich jak Wisła Kraków czy Legia Warszawa.
To był przełom nie tylko kadrowy, ale także psychologiczny. Pogoń z klubu walczącego o stabilizację nagle zaczęła być postrzegana jako miejsce, do którego warto przyjść. Jeszcze niedawno problemem były zaległości, niepewność i codzienna walka o funkcjonowanie. Po wejściu Bekdasa Szczecin stał się jednym z najgłośniejszych punktów na piłkarskiej mapie Polski. Klub, który przez kilka sezonów żył przede wszystkim troską o utrzymanie, zaczął mówić językiem ambicji.
Nie była to jednak wyłącznie drużyna najemników. Wciąż ważną rolę odgrywali zawodnicy związani z miastem i klubem. „Kurier Szczeciński” przypominał, że w zespole Bekdasa grali również wychowankowie lub piłkarze mocno związani ze Szczecinem, m.in. Radosław Majdan, Dariusz Szubert, Bartosz Ława, Maciej Kaczorowski czy Paweł Drumlak. To istotne, bo pozwala spojrzeć na tamtą drużynę szerzej: była budowana dużymi pieniędzmi, ale nie była całkowicie oderwana od lokalnej tożsamości.
Wejście Bekdasa zmieniło również atmosferę wokół klubu. Pogoń stała się tematem ogólnopolskim. Do Szczecina zaczęły przyjeżdżać nazwiska, o których wcześniej trudno było realnie myśleć. Wokół zespołu rosło zainteresowanie kibiców, mediów i środowiska piłkarskiego. „Przegląd Sportowy/Onet” przywoływał wspomnienia o stadionie wypełnionym ponad 20 tysiącami kibiców i atmosferze, którą Dariusz Dźwigała porównywał do wielkiego południowoamerykańskiego widowiska.
Warto jednak od razu zaznaczyć, że był to projekt o dwóch twarzach. Pierwsza była jasna: pieniądze, transfery, nadzieja, pełny stadion, wicemistrzowska drużyna i poczucie, że Pogoń może wrócić do miejsc, do których aspirowała już w latach 80. Druga była bardziej niepokojąca: silne uzależnienie klubu od jednego inwestora, skomplikowane relacje z miastem, oczekiwania dotyczące terenów wokół stadionu i biznesowe tło całej operacji.
Już w 2001 roku, a więc krótko po największym sportowym sukcesie tej ery, prasa pisała o narastających problemach w relacjach między Bekdasem a miastem. Sport.pl informował, że prezes SSA Pogoń uzależniał swoje dalsze pozostanie w klubie od porozumienia ze Szczecinem w sprawie dzierżawy terenów wokół stadionu, na których chciał wybudować kompleks rozrywkowo-handlowy. W tekście pojawiała się także informacja, że Bekdas wielokrotnie groził wycofaniem się z Pogoni, jeśli porozumienie nie zostanie osiągnięte.
Dlatego początek ery Bekdasa trzeba opowiadać z wyczuciem. Nie można sprowadzić go wyłącznie do bajki o bogatym inwestorze, który przyszedł i natychmiast zbudował wielką drużynę. Nie można też od razu pisać tej historii tylko przez pryzmat późniejszych rozczarowań. W chwili wejścia do Pogoni Bekdas realnie uporządkował najpilniejsze sprawy finansowe, wlał w klub ogromną energię, podniósł skalę ambicji i stworzył warunki do wyniku, który na trwałe zapisał się w historii szczecińskiej piłki.
Jednocześnie od początku było widać, że fundament tego projektu nie był typowo sportowy. Pogoń stała się częścią większej wizji: klubu, stadionu, inwestycji, terenów miejskich i biznesu. To sprawiało, że sukces sportowy mógł być spektakularny, ale jego trwałość zależała od spraw, na które piłkarze i trenerzy mieli ograniczony wpływ.
W tym sensie wejście Sabriego Bekdasa było jednym z najważniejszych momentów w historii Pogoni po 1989 roku. Zmieniło sposób myślenia o klubie. Po latach walki o utrzymanie i odbudowę pojawiła się wizja Pogoni silnej, bogatszej, medialnej i zdolnej do rywalizacji z największymi. W krótkiej perspektywie ta wizja przyniosła efekt niezwykły — wicemistrzostwo Polski w sezonie 2000/2001. W dłuższej perspektywie ujawniła jednak pytanie, które powracało w historii klubu wielokrotnie: czy sukces budowany gwałtownie, wokół jednego człowieka i jednej wielkiej obietnicy, może stać się trwałym fundamentem?
Era Bekdasa zaczynała się więc jak obietnica przełomu. Pogoń wychodziła z finansowego chaosu, porządkowała zaległości, przyciągała znanych piłkarzy i odzyskiwała miejsce w krajowej wyobraźni. Ale pod tą obietnicą od początku kryło się ryzyko. Wielki projekt dawał klubowi ogromną szansę, lecz jednocześnie uzależniał go od decyzji inwestora, relacji z miastem i powodzenia planów, które wykraczały daleko poza samą piłkę nożną.
Bez wejścia Bekdasa nie byłoby wicemistrzostwa 2001 roku, wielkich transferów, wielkiej euforii i poczucia, że Pogoń znów może być jedną z najważniejszych drużyn w Polsce. Ale bez zrozumienia warunków tego wejścia nie da się też zrozumieć, dlaczego ten sukces okazał się tak intensywny, a zarazem tak kruchy.
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Wejście Sabriego Bekdasa — początek wielkiego projektu — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>