Turecki sen na Twardowskiego
4 minuty
Złote góry, transfery gwiazd z królem strzelców mundialu na czele i wielkie marzenia o podboju Europy. Kiedy na przełomie wieków w Szczecinie pojawił się turecki biznesmen Sabri Bekdas, kibice Portowców wierzyli, że buduje się tu prawdziwe piłkarskie imperium. Jak to się stało, że wicemistrzowski sen tak szybko zamienił się w finansowy koszmar?
Rok 2000. Pogoń Szczecin, klub z wielkimi tradycjami, ale i wiecznymi problemami finansowymi, trafia w ręce Sabriego Bekdasa. Turecki inwestor nie zamierzał oszczędzać. Z miejsca zaczął budować drużynę, o jakiej w Polsce wcześniej można było tylko pomarzyć.
Do Szczecina zaczął ściągać nazwiska, które elektryzowały całą ligę. Największym echem odbił się transfer Olega Salenki – króla strzelców Mistrzostw Świata z 1994 roku. Choć Rosjanin był już u schyłku kariery i zmagał się z kontuzjami (zagrał w Pogoni zaledwie jeden mecz), jego przyjazd pokazywał rozmach Bekdasa. Oprócz niego na Twardowskiego trafili wybitni polscy ligowcy: Grzegorz Mielcarski, Jerzy Podbrożny, Dariusz Gęsior, Kazimierz Węgrzyn czy Jacek Bednarz.
Efekt przyszedł niemal natychmiast. W sezonie 2000/2001 drużyna grała efektownie i efektywnie. Stadion przy Twardowskiego pękał w szwach, a Pogoń wywalczyła historyczne, drugie w dziejach klubu wicemistrzostwo Polski, ustępując jedynie Wiśle Kraków.
Dlaczego Bekdas pompował w Pogoń miliony? Odpowiedź nie kryła się wyłącznie w miłości do futbolu. Turek miał jasny biznesplan: w zamian za sponsorowanie drużyny i pokrycie jej długów, oczekiwał od władz Szczecina przekazania atrakcyjnych gruntów wokół stadionu (około 18 hektarów). Chciał tam zbudować potężne centrum handlowo-rozrywkowe.
To właśnie te tereny stały się początkiem konfliktu. Władze miasta i ówcześni radni byli podzieleni. Negocjacje przeciągały się w nieskończoność, pojawiały się problemy prawne i oskarżenia. Kiedy stało się jasne, że obiecane grunty nie trafią do spółki Bekdasa, biznesmen stracił cierpliwość.
Brak porozumienia z miastem oznaczał drastyczne zakręcenie kurka z pieniędzmi. Sabri Bekdas zaczął wycofywać się z finansowania klubu. Gwiazdy, skuszone wcześniej lukratywnymi kontraktami, przestały otrzymywać pensje. Drużyna, która jeszcze chwilę wcześniej szykowała się do europejskich pucharów (słynny dwumecz z Fylkirem Reykjavik), zaczęła się rozsypywać.
Piłkarze masowo rozwiązywali kontrakty z winy klubu, a Pogoń zaczęła tonąć w gigantycznych długach sięgających kilkunastu milionów złotych. Bekdas ostatecznie opuścił Szczecin, zostawiając klub na krawędzi bankructwa. Niedługo później Pogoń spadła z Ekstraklasy, a chaos organizacyjny utorował drogę do kolejnego, równie kontrowersyjnego epizodu – ery Antoniego Ptaka.
Era Sabriego Bekdasa to dla kibiców w Szczecinie do dziś temat budzący skrajne emocje. Z jednej strony, to właśnie wtedy Portowcy grali najpiękniejszą piłkę, zdobyli wicemistrzostwo, a trybuny żyły prawdziwym piłkarskim świętem. Z drugiej – był to bolesny dowód na to, jak kończy się budowanie klubu na polityczno-biznesowych obietnicach bez solidnych fundamentów.
Turecki sen trwał krótko, ale na stałe zapisał się w historii polskiej piłki jako jedna z najbardziej barwnych – i jednocześnie przestrzegających – opowieści o mariażu wielkiego biznesu z futbolem.
Moim zdaniem Sabri zbudował by tu wielką drużynę, ale władze miasta miały inny pomysł! Nie chciałbym wchodzić w szczegóły, ale ludzie, kibice wiedzą o czym mowa. Najpierw koperta później walizka.




Komentarze
Turecki sen na Twardowskiego — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>