SEZON 2: Odcinek 10: Paskudny poniedziałek
Poniedziałek był zimny i duszny. W Szczecinie nawet powietrze wydawało się cięższe niż zwykle. Nikt nie miał ochoty o tym rozmawiać – o tym, że Pogoń przegrała w Płocku 2:0. O tym, że piłka, mimo tylu prób, ani razu nie chciała wpaść do bramki. I że zamiast radości po triumfie z Legią – przyszło brutalne zderzenie z rzeczywistością.
Kicker po meczu:
W ,,Barze Kicker” panowała cisza. Nie taka zwykła, sportowa – tylko ta ciężka, w której każdy próbuje zrozumieć, co poszło nie tak. Na ekranie telewizora – powtórki. Słupek Grosickiego. Poprzeczka Molnara. I dwie bramki Wisły, które zabolały jak policzek.
Bolo odchylił się na krześle i powiedział sucho:
— Mieli wszystko. Piłkę, przewagę, sytuacje. A i tak wrócili z niczym.
— Jakby grali przeciwko losowi, nie drużynie — dodała Marta.
Zefir westchnął:
— Los ich dziś nie chciał. Proste.
Mecz, który wymknął się z rąk:
Od początku to była Pogoń z inicjatywą. Przyborek strzela – Leszczyński łapie. Grosicki próbuje zaskoczyć rożnym – słupek! Molnar trafia w poprzeczkę po akcji Juwary. Cztery sytuacje, zero goli.
A potem – ironia losu. Rogelj centruje, piłka odbija się od nogi Koutrisa i wpada do bramki Cojocaru. 1:0 dla Wisły. Zaskoczenie. Złość. Niedowierzanie.
Marta przygląda się ekranowi.
— Takie gole się nie zdarzają — mówi. — Chyba że akurat tobie.
Zefir kiwa głową.
— I wtedy zaczyna się efekt domina.
Do przerwy nic się nie zmieniło. Jeszcze jedna szansa Grosickiego – minimalnie obok. Jeszcze jeden strzał Molnara – w ręce bramkarza. A Sekulski mógł podwyższyć, gdyby nie interwencja Keramitsisa na linii.
Druga połowa – bez przełomu:
Po przerwie Pogoń ruszyła. Trzy zmiany, nowa energia, ale piłka dalej nie chciała słuchać. W 56. minucie – nokaut. Pacheco z wolnego, prosto w okienko. 2:0.
Bolo stuknął palcem w blat.
— I po meczu.
— Nie po meczu, po nadziei — poprawiła Marta.
Pogoń atakowała, ale wszystko kończyło się tak samo – na Leszczyńskim. Molnar miał piłkę kontaktową – instynktowna parada. Przyborek z dystansu – niecelnie. Statystyki rosły, ale wynik nie drgnął. Jakby futbol sam chciał dziś ukarać za brak skuteczności.
Wieczór po porażce:
W ,,Kickerze” powoli gasły światła. Bolo wstał, wrzucił monetę do automatu i włączył hymn Pogoni.
Taki dzień musiał przyjść — powiedział cicho. — Ale to nie wstyd przegrać, jeśli się walczyło.
Marta uśmiechnęła się słabo.
— Wstyd to się poddać. A oni grali do końca.
Zefir spojrzał w ekran, gdzie powtórzono słupek z pierwszej połowy.
— Czasem milimetr decyduje o nastroju całego tygodnia.
Za oknem zapalały się pierwsze światła Szczecina. W barze – tylko echo komentarza: ,,Wisła Płock – Pogoń Szczecin 2:0”. Brzmiało jak wyrok.




Komentarze
SEZON 2: Odcinek 10: Paskudny poniedziałek — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>