Purpurowe Serca – Odcinek 34: Tajemnica Zefira
4 minuty
Szczecin. Przedostatnia kolejka:
Wieczór był dziwny. Nie nerwowy. Nie gorący. Jakby całe miasto wstrzymało oddech. Pogoń nie walczyła już o marzenia. Walczyła o spokój. A czasami to cięższe.
Bolo wszedł na stadion wcześniej niż zwykle. Sam. Bez śmiechu. Bez gadania. Usiadł w swoim miejscu i długo patrzył na pustą murawę.
– Czujesz to? – usłyszał za sobą głos Marty.
– Co?
– Jakby coś się kończyło.
Bolo spuścił wzrok.
– Albo zaczynało.
Zefir pojawił się kilka minut później. Kaptur na głowie. Jak zawsze spokojny. Ale Marta zauważyła coś od razu. Drżące ręce. Pierwszy raz.
– Wszystko okej? – zapytała.
– Tak.
Skłamał. I ona to wiedziała.
Pierwsza połowa:
Mecz był… ciężki. Piętnaście strzałów. Prawie żadnych emocji. Jak walka ludzi zmęczonych własnym sezonem. 0:0.
Bolo prychnął.
– Człowiek czeka cały tydzień na taki mecz…
Marta: – Oni się bardziej boją stracić niż chcą wygrać.
Zefir patrzył gdzieś daleko.
– Strach zawsze zabija futbol pierwszy.
Przerwa:
Ludzie stali w kolejkach po kawę. Nikt prawie nie rozmawiał o meczu. Bolo spojrzał na Zefira.
– Ty dziś jesteś jakiś nieobecny.
Cisza.
Marta nagle: – On coś ukrywa.
Zefir uśmiechnął się blado.
– Za dużo czytasz tych swoich historii.
Ale Bolo już widział. To nie był ten sam człowiek.
Druga połowa:
Jeszcze gorzej. Chaos. Niedokładność. Nerwy. Coraz więcej gwizdów. Coraz mniej wiary.
79. minuta. Akcja Pogoni. Dośrodkowanie na dalszy słupek. Zgranie. Piłka spada pod nogi Husseina Aliego. Strzał. Gol. 1:0. Eksplozja. Nie piękna. Brutalna. Jak wyrzucenie z siebie całego strachu.
Bolo rzucił się na Martę.
– MAMY TO!
Marta śmiała się i płakała jednocześnie.
– W końcu… w końcu…
A Zefir? Nie cieszył się. Patrzył tylko w murawę. Jakby wiedział coś, czego oni jeszcze nie wiedzieli.
Po meczu:
Ludzie świętowali skromnie. Bez euforii. Bardziej z ulgą niż szczęściem. Bolo zauważył, że Zefir odchodzi sam.
– Ej! Gdzie idziesz?!
Nie odpowiedział.
Dogonił go dopiero pod stadionem. Deszcz zaczynał lekko padać.
– Co jest z tobą?
Zefir długo milczał. A potem wyjął z kieszeni stary, zniszczony bilet. Data. Sprzed lata. Bolo zmarszczył brwi.
– Co to jest?
Zefir patrzył gdzieś obok.
– Ostatni mecz, na którym byłem z ojcem.
Cisza.
– To tutaj zaraził mnie Pogonią.
Marta zamarła.
– Nigdy o nim nie mówiłeś…
– Bo nie wrócił już z kolejnego wyjazdu.
Wiatr ucichł. Jakby nawet miasto przestało oddychać.
Bolo: – Co się stało?
Zefir zacisnął dłoń na bilecie.
– Wypadek.
Cisza. Długa. Ciężka.
– I dlatego zawsze jesteś taki chłodny? – spytała Marta.
Zefir uśmiechnął się smutno.
– Nie.
Spojrzał na stadion.
– Dlatego nigdy nie pozwalam sobie uwierzyć za wcześnie.
Bolo nic nie powiedział. Pierwszy raz od dawna.
Ostatnia scena:
Trójka stoi pod stadionem w ciszy. Deszcz spływa po szalikach. Światła powoli gasną. Marta łapie Zefira za rękę. Delikatnie. Bez słów. A on pierwszy raz… nie cofa dłoni. A purpurowe serca… biją dalej. Ale tej nocy… po raz pierwszy ktoś naprawdę zrozumiał Zefira.

Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Purpurowe Serca – Odcinek 34: Tajemnica Zefira — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>