Purpurowe Serca – Odcinek 25: 97. minuta
3 minuty
Poniedziałek. 19:00. Szczecin:
Miasto żyło tym meczem od rana. Tramwaje jadące na Twardowskiego były pełne szalików. Granat i bordo wypełniały wagony jak fala.
Bolo patrzył przez szybę.
– Czujesz to? – zapytał.
Marta kiwnęła głową.
– Dzisiaj stadion oddycha inaczej.
Zefir milczał. Patrzył na telefon.
– Kielce przyjechały po punkty – powiedział w końcu.
– A my po coś więcej.
Cisza:
Przed pierwszym gwizdkiem spiker poprosił o powstanie. Na stadionie zapadła cisza. Minuta dla Mariana Kielca. Jednej z legend Pogoni. Szalikowcy unieśli szaliki nad głowy. Nie było śpiewu. Nie było bębnów. Tylko cisza.
Bolo ścisnął materiał swojego szalika.
– Tacy ludzie budowali ten klub – powiedział cicho.
– My tylko pilnujemy, żeby to dalej trwało.
Marta miała łzy w oczach.
– Dzisiaj trzeba wygrać dla niego.
24. minuta:
Najpierw niedowierzanie. Dośrodkowanie Korony. Piłka odbita w polu karnym. Valentin Cojocaru próbuje ją złapać. Piłka odbija się dziwnie. I… wpada do bramki. 0:1. Stadion na moment zamiera.
Bolo uderza dłonią w barierkę.
– Niemożliwe…
Zefir kręci głową.
– Najgorszy scenariusz.
Nerwy:
Mijają minuty. Pogoń atakuje, ale wszystko kończy się przed polem karnym. Mukairu próbuje dryblingu. Greenwood szuka strzału. Nic.
Bolo odwraca się do Zefira.
– Mówiliśmy o tym.
– Ta drużyna gra za wolno.
– Nie chodzi o tempo – odpowiada Zefir.
– Chodzi o głowę.
– Głowa nie strzela goli!
Między nimi robi się gorąco. Marta staje między nimi.
– Przestańcie!
– To nie wy jesteście na boisku.
Zmiany:
60. minuta. Na murawie pojawiają się zmiennicy. Pozo. Grosicki. Stadion ożywa.
– Teraz coś się wydarzy – mówi Zefir.
68. minuta:
Rzut rożny. Piłka leci w pole karne. Chaos. Głowy. Odbicia. I nagle… POZO! Strzał. GOOOOOOL! 1:1. Stadion wybucha.
Bolo śmieje się jak dziecko.
– Mówiłem! Joker!
Końcówka:
Czas płynie. 88. minuta. Młody Natan Ława przepuszcza piłkę. Grosicki ma okazję. Strzał… Nad poprzeczką.
Bolo łapie się za głowę.
– To była piłka meczowa…
97. minuta:
Ostatnia akcja. Piłka wpada w pole karne Korony. Gąszcz nóg. Zamieszanie. Pozo znajduje pół metra miejsca. Uderza. Sekunda ciszy. GOOOOOOL!!! 2:1. Stadion eksploduje. Ludzie skaczą, ściskają się, krzyczą.
Bolo obejmuje Zefira.
– I co? Tempo czy głowa?!
Zefir śmieje się.
– Jedno i drugie.
Po meczu:
Kiedy stadion powoli pustoszeje, Marta patrzy na murawę.
– Wiesz co jest najpiękniejsze?
Bolo wzrusza ramionami.
– Co?
– Że ten klub zawsze wstaje.
Zefir patrzy na trybuny. Na szaliki. Na światła stadionu.
– I dlatego właśnie – mówi – Purpurowe serca nigdy nie przestają bić.
Ciąg dalszy nastąpi…




Komentarze
Purpurowe Serca – Odcinek 25: 97. minuta — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>