Purpurowe Serca – Odcinek 20: Jedna ręka, jedna chwila
3 minuty
Szczecin, Twardowskiego. Niedziela, 12:15:
Pierwszy domowy mecz w roku. Trybuny jeszcze niepełne, ale czujne. Jakby wszyscy przyszli sprawdzić, czy można znów zaufać.
Bolo był na miejscu wcześniej niż zwykle. Marta stała chwilę przy barierce, patrząc na murawę. Zefir milczał. Lubił te momenty tuż przed – gdy wszystko jeszcze jest możliwe.
– Dziś trzeba to wygrać – powiedział w końcu Bolo.
– Dziś trzeba wreszcie dostać coś w zamian – dodała Marta.
Gwizdek. 12:15:
Początek – dominacja. Pogoń zaczęła tak, jakby chciała od razu przejąć mecz. Krótko. Szybko. Na jeden, dwa kontakty. Nagle Mukairu wychodzi sam na sam.
– Teraz! – krzyczy Marta.
Strzał… wprost w bramkarza. Bolo łapie się za głowę.
– Takie sytuacje się musi kończyć…
Nieciecza cofa się głęboko. Czeka. Liczy na kontrę.
14. minuta – radość, która trwała chwilę:
Keramitsis pakuje piłkę do siatki. Stadion wstaje. Szaliki w górę. Sekunda. Druga. VAR.
– Nie… – Zefir już wie.
Gol anulowany. Trybuny siadają ciężko, jakby ktoś spuścił z nich powietrze.
– To wróci – mówi Marta, bardziej do siebie niż do innych.
Goście odpowiadają. Durdov strzela minimalnie obok. Bolo syczy:
– Widzisz? Wystarczy jeden moment…
37. minuta – przełamanie:
Kolejna akcja Pogoni. Faul tuż przed polem karnym. Piłka dotknięta ręką. Sam Greenwood ustawia futbolówkę. Cisza. Strzał. Techniczny. Mierzony. Siatka. 1:0.
Twardowskiego nie eksploduje – oddycha z ulgą.
Marta ma łzy w oczach.
– Wreszcie.
Bolo ściska szalik.
– Tak się wraca do domu.
Po przerwie – niewykorzystane szanse:
Pozo dostaje piłkę kilka metrów od bramki. Strzał… obok.
– To się zemści – rzuca Zefir. – Zawsze się mści.
Nieciecza się zmienia. Kurzawa. Zapolnik. Gra gości ożywa. Faßbender przegrywa pojedynek z Cojocaru – stadion dziękuje bramkarzowi oklaskami.
Pogoń ma kontry. Mukairu. Grosicki. I znów Grosicki sam na sam. Strzał za mocny. Nad bramką. Bolo odwraca się plecami do boiska.
– Nie można tylu prezentów rozdawać…
83. minuta – kara:
Kurzawa. Najpierw strzał, potem dobitka. Gol. 1:1. Na stadionie cisza, która boli bardziej niż gwizdy.
Marta nie siada.
– Jeszcze jest czas.
– Ale wiara już słabsza – odpowiada Bolo.
Końcówka nerwowa. Nieciecza atakuje. Jimenez strzela – Cojocaru ratuje. Ostatni gwizdek.
Po meczu:
Ludzie wychodzą wolno. Bez krzyków. Bez złości. Z poczuciem, że to już było w rękach.
– Najgorsze remisy są takie – mówi Marta. – Gdy czujesz, że sam sobie je zabrałeś.
Bolo kiwa głową.
– To był mecz na 2:0.
Zefir patrzy jeszcze raz na murawę.
– Ale to też jest Pogoń. Niedomknięta. Prawdziwa.
Za tydzień Arka. Nowy rozdział. A purpurowe serca… biją dalej. Nawet gdy boli.




Komentarze
Purpurowe Serca – Odcinek 20: Jedna ręka, jedna chwila — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>