Puchar Polski 2023/2024. Droga, która miała zakończyć się spełnieniem
W całej konstrukcji Rozdziału XII Puchar Polski zajmuje miejsce szczególne. Nie jest jedynie jedną z kilku części sezonu 2023/2024, lecz osią narracji, która decyduje o historycznej ocenie pracy Jensa Gustafssona, rozwoju drużyny oraz całego projektu budowanego po odejściu Kosty Runjaicia.
Pogoń nie przystępowała do tych rozgrywek jak zwykły uczestnik. W Szczecinie krajowy puchar od dziesięcioleci pozostawał symbolem niespełnienia. Klub trzykrotnie docierał wcześniej do finału i za każdym razem przegrywał 0:1: z Legią Warszawa w 1981 roku, z Lechem Poznań w 1982 roku oraz z Jagiellonią Białystok w 2010 roku. Żaden z tych występów nie przyniósł pierwszego znaczącego trofeum w historii Pogoni.
W sezonie 2023/2024 wydawało się jednak, że wszystkie elementy zaczynają układać się w odpowiednią całość. Pogoń dysponowała nowoczesnym stadionem, jednym z najlepszych zawodników ligi w osobie Kamila Grosickiego, skutecznym napastnikiem Efthymisem Koulourisem oraz kadrą pozwalającą rywalizować z czołowymi zespołami Ekstraklasy. Przede wszystkim zaś kolejne losowania i rozstrzygnięcia zaczęły otwierać przed szczecińskim klubem drogę, która miała prowadzić do miejsca od dawna wyobrażanego, lecz nigdy nieosiągniętego.
Nie była to droga łatwa. Pogoń cztery razy znalazła się o kilka minut, a czasem o pojedynczą akcję od odpadnięcia albo konieczności rozstrzygania rywalizacji w rzutach karnych. Trzy z czterech spotkań poprzedzających finał wymagały dogrywki. Pierwszy mecz został rozstrzygnięty dopiero w 90. minucie. Drużyna Gustafssona uczyła się w tych rozgrywkach cierpliwości, odporności i gry pod rosnącą presją. Paradoks polegał na tym, że dokładnie te cechy, które prowadziły ją przez kolejne rundy, zawiodły w chwili najważniejszej.
Późniejszy początek pucharowej drogi
Jako jeden z czterech polskich uczestników europejskich pucharów Pogoń nie brała udziału w pierwszej rundzie. Do rozgrywek przystąpiła od 1/16 finału wraz z Rakowem Częstochowa, Legią Warszawa i Lechem Poznań. Losowanie przeprowadzone 29 września 2023 roku wyznaczyło szczecinianom wyjazdowe spotkanie z Podbeskidziem Bielsko-Biała.
Na papierze Pogoń była zdecydowanym faworytem. Podbeskidzie występowało na niższym poziomie rozgrywkowym, natomiast Portowcy pozostawali zespołem aspirującym do miejsc premiowanych występami w Europie. Tego rodzaju mecze wielokrotnie okazywały się jednak dla Pogoni pułapką. Historia jej udziałów w Pucharze Polski pełna była przedwczesnych eliminacji z przeciwnikami, których potencjał sportowy wydawał się znacznie mniejszy.
1/16 finału
Podbeskidzie Bielsko-Biała 0:1 Pogoń Szczecin
Pierwszy sygnał ostrzegawczy
7 listopada 2023 roku Pogoń wybiegła w Bielsku-Białej w bardzo mocnym składzie. Jens Gustafsson nie potraktował meczu jako okazji do masowej rotacji. Od pierwszej minuty wystąpili między innymi Valentin Cojocaru, Benedikt Zech, Mariusz Malec, Linus Wahlqvist, Leonardo Koutris, Fredrik Ulvestad, Alexander Gorgon, Kamil Grosicki i Efthymis Koulouris.
Sama obecność najważniejszych zawodników nie wystarczyła jednak do uzyskania wyraźnej przewagi. Podbeskidzie grało odważnie, szybko przenosiło piłkę w kierunku bramki Cojocaru i przez długie fragmenty pierwszej połowy sprawiało szczecińskiej defensywie poważne problemy. Gospodarze stworzyli kilka dogodnych sytuacji, podczas gdy gra Pogoni była wolna, mało płynna i pozbawiona odpowiedniego tempa.
Po przerwie obraz spotkania długo się nie zmieniał. Dopiero potrójna zmiana przeprowadzona około 64. minuty zwiększyła dynamikę ofensywnych działań Pogoni. Na boisku pojawili się Adrian Przyborek, João Gamboa i Luka Zahovič, a Podbeskidzie zaczęło stopniowo tracić siły oraz cofać się coraz bliżej własnego pola karnego.
Gdy spotkanie zmierzało już w kierunku dogrywki, Adrian Przyborek przedarł się przed obrońcę gospodarzy i wycofał piłkę w stronę Kamila Grosickiego. Kapitan Pogoni uderzył bez przyjęcia, zdobywając w 90. minucie jedyną bramkę meczu. Portowcy awansowali, ale styl zwycięstwa nie dawał powodów do pełnej satysfakcji.
Pierwsza pucharowa przeszkoda została pokonana dopiero dzięki indywidualnej klasie dwóch zawodników reprezentujących skrajnie różne pokolenia. Akcję rozpoczął siedemnastoletni wówczas Przyborek, zakończył ją doświadczony Grosicki. Ten motyw miał powrócić również w finale.
Mecz w Bielsku-Białej nie był pokazem siły. Był raczej pierwszym ostrzeżeniem, że w rozgrywkach pucharowych nie wystarczą większy budżet, mocniejsza kadra i status faworyta. Każda kolejna runda miała wymagać od Pogoni czegoś więcej niż samej jakości piłkarskiej.
Zimowy wieczór, który zbudował odporność
Losowanie 1/8 finału przyniosło Pogoni spotkanie z Górnikiem Zabrze. Rywalizacja miała dodatkowy kontekst, ponieważ oba zespoły zmierzyły się cztery dni wcześniej w Ekstraklasie. W Zabrzu Górnik wygrał 1:0, dlatego pucharowy mecz przy Twardowskiego stał się dla Pogoni szybką okazją do rewanżu.
1/8 finału
Pogoń Szczecin 2:1 Górnik Zabrze po dogrywce
Pierwsza próba nerwów
5 grudnia 2023 roku warunki przy Twardowskiego były trudne, a zimowa aura dodatkowo podkreślała pucharowy charakter spotkania. Pogoń od początku posiadała przewagę i częściej przebywała na połowie przeciwnika, lecz długo nie potrafiła przełożyć kontroli nad grą na bramki.
Przełamanie nastąpiło w 72. minucie. Wynik otworzył Kamil Grosicki, który po raz drugi z rzędu został strzelcem niezwykle ważnego gola w Pucharze Polski. Wydawało się, że Pogoń znajduje się na drodze do spokojnego awansu, zwłaszcza że zabrzanie przez większość spotkania nie stwarzali poważnego zagrożenia.
W 90. minucie Sebastian Musiolik najpierw trafił w słupek, a następnie dobił piłkę do siatki. Górnik doprowadził do wyrównania praktycznie w ostatnim możliwym momencie. Pogoń, która kontrolowała większą część spotkania, została zmuszona do rozegrania dodatkowych trzydziestu minut.
Był to pierwszy moment tej kampanii, w którym drużyna Gustafssona musiała poradzić sobie z ciosem zadanym tuż przed końcem podstawowego czasu. W grudniu odpowiedź okazała się właściwa. Portowcy nie rozpadli się emocjonalnie i już w 95. minucie ponownie objęli prowadzenie.
Rafał Kurzawa precyzyjnie dośrodkował piłkę, a Léo Borges zdobył bramkę głową. Trafienie brazylijskiego obrońcy przesądziło o zwycięstwie 2:1 oraz pierwszym od sezonu 2016/2017 awansie Pogoni do ćwierćfinału Pucharu Polski.
Spotkanie z Górnikiem miało znaczenie większe niż sam awans. Drużyna po raz pierwszy pokazała, że potrafi odbudować się po utracie prowadzenia w końcówce i rozstrzygnąć mecz w dogrywce. Wówczas można było uznać to za dowód rosnącej odporności. Kilka miesięcy później wydarzenia z tego spotkania zaczęły jednak wyglądać jak zapowiedź finałowego dramatu.
Zimą Puchar Polski zaczął zmieniać znaczenie sezonu
Po awansie do ćwierćfinału rozgrywki przestały być dodatkiem do ligowej kampanii. Pogoń znalazła się wśród ośmiu zespołów pozostających w walce o trofeum, a coraz więcej potencjalnych rywali odpadało z turnieju.
Losowanie nie było jednak łaskawe. Portowcy trafili na Lecha Poznań i ponownie mieli zagrać na wyjeździe. Było to jedno z najtrudniejszych możliwych zestawień. Lech, podobnie jak Pogoń, rozpoczynał wiosnę w dobrej formie i traktował Puchar Polski jako realną szansę na uratowanie sezonu.
Dla Pogoni był to test nie tylko sportowy. Zwycięstwo w Poznaniu oznaczało, że do finału pozostanie już tylko jeden mecz. Porażka po raz kolejny sprowadziłaby cały sezon do ligowej walki o europejskie puchary.
Ćwierćfinał
Lech Poznań 0:1 Pogoń Szczecin po dogrywce
João Gamboa w 119. minucie
27 lutego 2024 roku na stadionie w Poznaniu spotkały się drużyny, które po przerwie zimowej nie poniosły jeszcze ligowej porażki. Pogoń wygrała wszystkie trzy wcześniejsze wiosenne mecze Ekstraklasy, zdobywając w nich dziewięć bramek. Lech również rozpoczynał rundę w dobrej dyspozycji.
Mecz był znacznie bardziej wyrównany i ostrożny niż efektowne występy ligowe obu zespołów. Już w 16. minucie piłka znalazła się w bramce Pogoni po uderzeniu Radosława Murawskiego, lecz wcześniej Kristoffer Velde sfaulował zawodnika szczecińskiego zespołu i trafienie nie zostało uznane.
Cztery minuty później najlepszą sytuację pierwszej połowy stworzyła Pogoń. Alexander Gorgon zagrał prostopadle do Kamila Grosickiego, który znalazł się sam przed Filipem Bednarkiem. Kapitan Portowców nie wykorzystał jednak okazji, posyłając piłkę obok bramki.
Po przerwie bardzo ważną rolę odegrał Valentin Cojocaru. Rumuński bramkarz zatrzymał między innymi uderzenia Filipa Marchwińskiego i Kristoffera Velde. Żadna z drużyn nie zdobyła bramki w ciągu dziewięćdziesięciu minut, dlatego Pogoń po raz drugi z rzędu musiała rozegrać dogrywkę.
W 117. minucie Lech trafił do siatki po akcji Velde i Adriela Ba Louy, lecz bramka została anulowana z powodu spalonego. Zespoły znajdowały się już bardzo blisko serii rzutów karnych, gdy w 119. minucie nastąpiło rozstrzygnięcie.
João Gamboa został sfaulowany w środkowej części boiska. Vahan Bichakhchyan dośrodkował z rzutu wolnego, Mariusz Malec zgrał piłkę głową, a Gamboa zamknął akcję z najbliższej odległości. Portugalczyk, który rozpoczął całe zdarzenie, zakończył je bramką dającą Pogoni półfinał.
Był to jeden z najbardziej symbolicznych momentów całej kampanii. Pogoń wyeliminowała na wyjeździe jednego z najpoważniejszych rywali, zdobywając decydującego gola minutę przed zakończeniem dogrywki. Zespół Gustafssona nie rozegrał meczu efektownego, ale wykazał się cierpliwością, organizacją oraz zdolnością przetrwania trudniejszych fragmentów.
Po zwycięstwie w Poznaniu Puchar Polski przestał być jedynie możliwą drogą do sukcesu. Stał się celem znajdującym się w zasięgu dwóch zwycięstw.
Półfinał, który opanował Szczecin
1 marca 2024 roku wylosowano pary półfinałowe. Pogoń otrzymała prawo organizacji meczu z Jagiellonią Białystok. Drugą parę stworzyły Wisła Kraków i Piast Gliwice.
Spotkanie z Jagiellonią zapowiadało się jak jeden z najważniejszych meczów rozegranych dotąd na nowym stadionie. Białostoczanie byli liderem Ekstraklasy i prezentowali najbardziej efektowny futbol w kraju. Walczyli jednocześnie o mistrzostwo oraz Puchar Polski.
Pogoń pozostawała zespołem nieprzewidywalnym. Potrafiła rozgrywać znakomite mecze, lecz nadal traciła zbyt wiele punktów w lidze. Puchar stawał się więc dla niej coraz bardziej realną drogą do trofeum, Europy i nadania całemu sezonowi historycznego znaczenia.
Półfinał
Pogoń Szczecin 2:1 Jagiellonia Białystok po dogrywce
Noc, podczas której uwierzono
3 kwietnia 2024 roku na trybunach stadionu imienia Floriana Krygiera zasiadło 19 739 widzów. Była to atmosfera odpowiadająca randze wydarzenia. Pogoń znajdowała się o jedno zwycięstwo od czwartego finału Pucharu Polski w swojej historii.
Portowcy rozpoczęli spotkanie od dłuższego utrzymywania się przy piłce. Jagiellonia odpowiedziała groźną akcją Jesúsa Imaza, po której defensywa Pogoni zdołała zapobiec utracie bramki. Z czasem gospodarze uzyskiwali coraz większą przewagę, lecz długo nie potrafili stworzyć klarownej sytuacji.
Po przerwie Pogoń zwiększyła tempo. W 54. minucie Efthymis Koulouris skierował piłkę do siatki, ale po analizie VAR gol został anulowany. Szczecińscy kibice nie czekali jednak długo na kolejną eksplozję radości.
W 59. minucie Kamil Grosicki dośrodkował z lewej strony, Adrian Przyborek zgrał piłkę, a Koulouris z bliska pokonał Sławomira Abramowicza. Tym razem trafienie zostało uznane. Pogoń prowadziła i znajdowała się coraz bliżej Warszawy.
Po zdobyciu bramki gospodarze mieli okazje, aby powiększyć przewagę. Grosicki znalazł się w dogodnej sytuacji, lecz nie zdołał pokonać Abramowicza. Niewykorzystane okazje zemściły się w 79. minucie, gdy Bartłomiej Wdowik odnalazł przestrzeń w polu karnym i doprowadził do wyrównania.
Po raz trzeci w czterech pucharowych meczach Pogoni potrzebna była dogrywka. W 98. minucie Rafał Kurzawa wykonał stały fragment gry, a Fredrik Ulvestad uderzeniem głową skierował piłkę do bramki. Norweg, sprowadzony latem jako doświadczony pomocnik, zdobył najważniejszego gola w swojej dotychczasowej przygodzie ze szczecińskim klubem.
Jagiellonia miała jeszcze szansę na wyrównanie, lecz Kristoffer Hansen nie wykorzystał dogodnej sytuacji. Pogoń tym razem skutecznie zarządzała końcówką, ograniczała płynność gry przeciwnika i obroniła prowadzenie.
Końcowy gwizdek rozpoczął święto. Po czternastu latach Pogoń ponownie awansowała do finału Pucharu Polski. Tym razem miała udać się na PGE Narodowy jako przedstawiciel krajowej czołówki, posiadający doświadczony zespół, lidera reprezentacyjnego formatu i tysiące kibiców wierzących, że właśnie nadszedł koniec wieloletniego oczekiwania.
Droga do finału w liczbach
| Etap | Data | Spotkanie | Wynik | Strzelcy Pogoni |
|---|---|---|---|---|
| 1/16 finału | 7 listopada 2023 | Podbeskidzie Bielsko-Biała, Pogoń | 0:1 | Kamil Grosicki, 90. minuta |
| 1/8 finału | 5 grudnia 2023 | Pogoń, Górnik Zabrze | 2:1 po dogrywce | Kamil Grosicki, Léo Borges |
| Ćwierćfinał | 27 lutego 2024 | Lech Poznań, Pogoń | 0:1 po dogrywce | João Gamboa, 119. minuta |
| Półfinał | 3 kwietnia 2024 | Pogoń, Jagiellonia Białystok | 2:1 po dogrywce | Efthymis Koulouris, Fredrik Ulvestad |
| Finał | 2 maja 2024 | Pogoń, Wisła Kraków | 1:2 po dogrywce | Efthymis Koulouris |
Pogoń wygrała cztery mecze prowadzące do finału, zdobywając sześć bramek i tracąc dwie. Trzy spotkania zakończyły się dopiero po dodatkowych trzydziestu minutach. Każde zwycięstwo miało innego bohatera, choć najważniejszą postacią początku kampanii pozostawał Grosicki.
Finał z Wisłą Kraków
Faworyt, który nie potrafił narzucić swoich warunków
W finale na Pogoń czekała Wisła Kraków. Biała Gwiazda występowała wówczas w pierwszej lidze, ale jej awans nie był przypadkiem. Krakowianie wyeliminowali między innymi ekstraklasowe Widzew Łódź i Piasta Gliwice. Mieli w składzie doświadczonych zawodników oraz piłkarzy potrafiących decydować o losach spotkań w końcowych minutach.
Mimo tego Pogoń przystępowała do finału jako faworyt. Była klubem z wyższej ligi, dysponowała mocniejszą i droższą kadrą, a jej kapitan został później wybrany najlepszym zawodnikiem całego sezonu Ekstraklasy. Najważniejszy był jednak wymiar historyczny.
Był to czwarty finał Pogoni. Trzy wcześniejsze zakończyły się porażkami po 0:1. Zwycięstwo miało oznaczać nie tylko zdobycie Pucharu Polski, lecz również pierwsze znaczące trofeum w dziejach klubu.
Szczególne miejsce w tej historii zajmował Kamil Grosicki. W 2010 roku jako zawodnik Jagiellonii uczestniczył w finale wygranym z Pogonią 1:0. Czternaście lat później miał poprowadzić macierzysty klub do przełamania pucharowej klątwy. Przed meczem mówił o najważniejszym spotkaniu w swojej klubowej karierze i możliwości spełnienia największych marzeń.
2 maja 2024 roku na PGE Narodowym zgromadziło się 47 506 widzów. Trybuny wypełniły się barwami obu klubów, a atmosfera nie przypominała zwykłego spotkania ligowego. Stawką było trofeum, miejsce w europejskich pucharach oraz możliwość zapisania się w historii.
Pogoń rozpoczęła mecz od dynamicznej akcji Grosickiego, ale szybko oddała inicjatywę. Wisła grała agresywniej, swobodniej i z większą determinacją. Szczecinianie wyglądali na zespół obciążony rangą spotkania. Zamiast przejąć kontrolę nad finałem, zaczęli reagować na działania pierwszoligowca.
Valentin Cojocaru kilkukrotnie ratował drużynę. W 33. minucie obronił uderzenie Jesúsa Alfaro, a kilka chwil później zatrzymał strzał głową Szymona Sobczaka, zbijając piłkę na słupek. Również Léo Borges był bliski skierowania futbolówki do własnej bramki. Do przerwy utrzymał się bezbramkowy remis, lecz to Wisła stworzyła więcej niebezpiecznych sytuacji.
Gol, który miał otworzyć klubową gablotę
Po przerwie Pogoń stopniowo zaczęła odzyskiwać równowagę. Gra nadal nie była płynna ani efektowna, ale Portowcy częściej pojawiali się w pobliżu pola karnego Wisły.
W 75. minucie Adrian Przyborek zagrał prostopadle do Efthymisa Koulourisa. Grecki napastnik wykorzystał moment zawahania krakowskiej defensywy, znalazł się przed Antonem Cziczkanem i pewnym uderzeniem zdobył bramkę.
Pogoń prowadziła 1:0. Gol Koulourisa był w tamtym momencie najważniejszym trafieniem w całej historii klubu. To właśnie on miał zakończyć trwające od 1948 roku oczekiwanie na pierwsze trofeum. Przy bramce ponownie uczestniczył Przyborek, młody wychowanek, który wcześniej asystował Grosickiemu w Bielsku-Białej i odegrał ważną rolę w półfinale z Jagiellonią.
Po utracie gola Wisła przejęła inicjatywę. Pogoń cofnęła się, skupiając się na obronie coraz bardziej kruchej przewagi. W 90. minucie Goku Román skierował piłkę obok Cojocaru, ale zmierzającą do bramki futbolówkę wybił Mariusz Malec.
Była to interwencja, która przez kilka kolejnych minut mogła uchodzić za najważniejsze zagranie w historii szczecińskiego klubu.
Ostatnia akcja podstawowego czasu
Pogoń znajdowała się o kilkadziesiąt sekund od zdobycia Pucharu Polski. Kibice na trybunach czekali już tylko na końcowy gwizdek. Zawodnicy Wisły nie mieli czasu na budowanie uporządkowanej akcji.
Bramkarz Anton Cziczkan posłał długą piłkę w kierunku pola karnego Pogoni. Alan Uryga przedłużył podanie, a futbolówka spadła pod nogi Eneko Satrústeguiego. Hiszpański obrońca, który pojawił się na boisku w drugiej połowie, pokonał Cojocaru.
Była to ostatnia akcja podstawowego czasu gry. Oficjalny zapis umieścił trafienie w 90+9. minucie. Pogoń straciła prowadzenie w chwili, gdy wydawało się, że nic nie może już odebrać jej trofeum.
Największy problem nie polegał wyłącznie na utracie bramki. Zespół Gustafssona całkowicie utracił równowagę emocjonalną. Pogoń, która w poprzednich rundach potrafiła odpowiadać na trudne sytuacje, tym razem nie była gotowa na dogrywkę.
Trzy minuty, które zmieniły wszystko
Dogrywka rozpoczęła się dla Pogoni najgorzej, jak mogła. W 93. minucie Léo Borges popełnił poważny błąd przy próbie opanowania piłki. Ángel Rodado przejął futbolówkę, ruszył w stronę bramki i pokonał Cojocaru.
W ciągu kilku minut Pogoń przeszła od oczekiwania na końcowy gwizdek i zdobycia pierwszego trofeum do konieczności odrabiania strat.
Portowcy przejęli później inicjatywę, ale ich ataki były coraz bardziej nerwowe. Wisła broniła prowadzenia z determinacją, opóźniała grę i zamykała przestrzeń przed własnym polem karnym. Pogoń nie stworzyła akcji, która mogłaby odwrócić losy finału.
Po ostatnim gwizdku wynik brzmiał 1:2. Wisła Kraków po raz piąty zdobyła Puchar Polski, natomiast Pogoń po raz czwarty opuściła finał bez trofeum.
Kampania późnych rozstrzygnięć
W perspektywie całej pucharowej drogi finał posiadał szczególnie bolesną symbolikę.
W Bielsku-Białej Pogoń awansowała dzięki bramce zdobytej w 90. minucie. Z Górnikiem straciła prowadzenie w końcówce, lecz odpowiedziała golem w dogrywce. W Poznaniu João Gamboa zapewnił zwycięstwo w 119. minucie. W półfinale Fredrik Ulvestad zdobył decydującą bramkę w 98. minucie.
Przez całą kampanię końcówki spotkań sprzyjały Pogoni. Zespół cierpliwie czekał na swoją szansę, nie rezygnował i wielokrotnie rozstrzygał rywalizację w ostatnich minutach.
W finale ten sam mechanizm zadziałał przeciwko niemu. To przeciwnik przetrwał trudny moment, wyrównał w ostatniej akcji i rozstrzygnął spotkanie w dogrywce. Właśnie dlatego porażka z Wisłą była czymś więcej niż przegranym meczem. Stanowiła tragiczne odwrócenie całej drogi, która wcześniej prowadziła Pogoń ku spełnieniu.
Bohaterowie drogi do finału
Najważniejszym zawodnikiem pierwszych rund był Kamil Grosicki. Kapitan zdobył zwycięską bramkę z Podbeskidziem, otworzył wynik meczu z Górnikiem i uczestniczył w akcji bramkowej w półfinale z Jagiellonią.
Efthymis Koulouris zdobył gola w półfinale i finałowe trafienie, które przez kilkadziesiąt minut wydawało się bramką na wagę trofeum.
João Gamboa przesądził o zwycięstwie nad Lechem. Fredrik Ulvestad zapewnił awans do finału. Léo Borges zdobył zwycięską bramkę z Górnikiem, ale w finale jego błąd otworzył Rodado drogę do decydującego trafienia.
Szczególną rolę odegrał także Adrian Przyborek. Młody pomocnik asystował przy golu Grosickiego w Bielsku-Białej, uczestniczył w bramkowej akcji z Jagiellonią oraz otworzył Koulourisowi drogę do zdobycia gola w finale. Wprowadzenie wychowanka do najważniejszych meczów było jednym z najcenniejszych elementów pracy Gustafssona.
Nie można pominąć Valentina Cojocaru. Rumuński bramkarz był jednym z bohaterów ćwierćfinału w Poznaniu, a w finale przez długi czas utrzymywał Pogoń w grze. Porażka 1:2 nie wynikała ze słabej postawy golkipera, lecz z problemów całego zespołu z opanowaniem najważniejszych fragmentów spotkania.
Sportowe i historyczne konsekwencje
Porażka pozbawiła Pogoń nie tylko trofeum. Wisła jako zdobywca Pucharu Polski uzyskała miejsce w eliminacjach Ligi Europy. Szczeciński klub zakończył Ekstraklasę na czwartej pozycji, ale nie otrzymał przepustki do europejskich rozgrywek.
W ten sposób jeden stracony gol wpłynął na ocenę całego sezonu, możliwości finansowe klubu oraz plan przygotowań do kolejnej kampanii. W oficjalnym sprawozdaniu zarządu finał określono jako najważniejsze wydarzenie sezonu 2023/2024, zakończone jednak porażką.
Jens Gustafsson doprowadził Pogoń dalej niż jakikolwiek jej trener od 2010 roku. Wyeliminował między innymi Lecha Poznań i późniejszego mistrza kraju, Jagiellonię Białystok. Nie potrafił jednak przygotować zespołu do udźwignięcia finałowej presji ani przeprowadzić go przez ostatnie sekundy spotkania.
Najbardziej bolesne pozostawało przekonanie, że szansa była rzeczywista. Pogoń nie przegrała finału po zdecydowanej dominacji przeciwnika. Prowadziła w ostatniej akcji meczu. Trofeum znajdowało się nie w sferze marzeń, lecz w zasięgu jednego wybicia piłki, jednego wygranego pojedynku albo jednej skutecznej interwencji.
Droga, która miała zakończyć się spełnieniem
Pucharowa kampania sezonu 2023/2024 była najlepszą drogą Pogoni do trofeum od czternastu lat. Zespół przechodził przez kolejne próby, wygrywał po dogrywkach, eliminował silnych przeciwników i znajdował nowych bohaterów.
Każda runda wzmacniała przekonanie, że tym razem historia może zostać napisana inaczej. Grosicki trafiał w końcówce. Borges odpowiadał w dogrywce. Gamboa strzelał w 119. minucie. Ulvestad zapewniał finał przy niemal pełnym stadionie. Koulouris dawał prowadzenie na PGE Narodowym.
Wszystko prowadziło do jednego momentu.
Gdy jednak spełnienie znajdowało się najbliżej, Pogoń nie potrafiła wykonać ostatniego kroku. Zespół, który przez całą kampanię wygrywał mecze w końcowych minutach, stracił trofeum w ostatniej akcji podstawowego czasu.
Dlatego droga w Pucharze Polski 2023/2024 nie może być oceniana wyłącznie jako sukces zakończony porażką w finale. Była jednocześnie największym osiągnięciem projektu Jensa Gustafssona i wydarzeniem, które najmocniej ujawniło jego ograniczenia.
Pogoń znalazła się o kilkadziesiąt sekund od przełamania całej swojej historii.
I właśnie dlatego niespełnienie bolało bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Puchar Polski 2023/2024. Droga, która miała zakończyć się spełnieniem — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>