Passa bez porażki trwa
Passa bez porażki trwa. To chyba najlepsze co można powiedzieć po takim meczu, gdzie przez jego większość nerwowo zaciska się kciuki w nadziei, że drużyna dowiezie remis, grając przez około 70 minut w osłabieniu. Sam pojedynek dostarczył tyle emocji co grzybobranie w sierpniu w okolicach Szczecina.
Wszyscy wiedzą, że grzybów u nas wtedy nie ma, a i tak człowiek się łudzi, że coś jednak znajdzie. A kończy się jak zawsze o tej porze. 0:0 i w koszyczku nie ma niczego, oprócz jednego punktu.
W lesie jest gorąco i co najwyżej można rozpalić się do czerwoności. I tak właśnie było w Lubinie, gdzie do czerwoności rozpalił wszystkich nas, kibiców oraz swój zespół napastnik Pogoni, Filip Cuić, który nie wytrzymał ciśnienia, zagotował się na boisku, kopnął przeciwnika po gwizdku i za to otrzymał czerwoną kartkę.

I w sumie można byłoby na tym zakończyć relację z meczu, chociaż wydaje się, że po takim boiskowym trzęsieniu ziemi, fabuła kręcona na Zagłębiu powinna teraz dopiero się rozkręcić.
Nic z tych rzeczy. Pogoń umiejętnie ustawiła autobus na 20. metrze i nie pozwoliła na zbyt wiele gospodarzom. Zagłębie też nie miało specjalnie pomysłu, jak się dobrać Portowcom do skóry.
Z ciekawostek boiskowych można zaznaczyć przypadkowy, niedozwolony udział w grze Mistrza Świata, który jako zawodnik rezerwowy rozgrzewał się za końcową linią i był tak głodny gry, że udało mu się zatrzymać piłkę przy linii końcowej, zanim opuściła ona boisko.
Tę aktywność dostrzegł nie tylko sędzia, który odgwizdał rzut wolny pośredni dla rywali i zrobiło się gorąco ponownie, zupełnie niepotrzebnie. Także trener Garcia zauważył wielkie chęci Mendy’ego, wprowadzając go na boisko zaraz po przerwie.
Francuz był tak napalony do gry, że zaraz otrzymał nawet żółtą kartkę za łapanie uciekającego mu rywala za koszulkę, a że ”Benji” był spóźniony, to ratował się taktycznym faulem.
W ogóle w pierwszej połowie na murawie zrobiło się kolorowo od kartek. Cztery żółte dla Zagłębia, trzy dla Pogoni i jedna czerwona. Zatem sędzia Raczkowski pomalował nam świat na żółto i czerwono w pierwszej części spotkania studząc rozgrzane głowy piłkarzy obu zespołów.

Trenerzy w przerwie pewnie także na to zwrócili uwagę, by, zamiast grać w kości, piłkarze wzięli się za grę w piłkę. O ile te pierwsze przesłanie skórokopy obu drużyn wzięły sobie do serca, to z tą drugą częścią wyzwania ewidentnie nie poradzili sobie.
Zagłębie coś tam próbowało, ale było jak marynarz bez kompasu. A Pogoń była bardzo zdyscyplinowana w obronie i w grę ofensywną angażowała się dość rzadko, licząc głównie na stałe fragmenty gry, czyli głównie dalekie wrzutki Dziczka z autu i rzuty rożne. A że tego było jak na lekarstwo, to w czasie oglądania meczu można było usnąć.
To był mecz dla koneserów, dla trenera Garcii, który wykazał się taktownymi zmianami, które miały na celu utrzymanie poziomu zaangażowania i wybiegania, tak aby motorycznie wywalczyć remis i to się udało.
W przerwie zszedł Churlinov, z którego i tak nie było żadnego pożytku w ofensywie w pierwszej połowie. Za niego wszedł Mendy. W 45 minut pokazał, że może grać także jako wahadłowy. Na całej długości boiska próbował swoich sił w akcjach zaczepnych. Raz nawet oszukał przeciwnika przy linii końcowej, został powalony i sędzia na ten ewidentny faul nie zareagował, zabierając Portowcom szansę na zdobycie gola z rzutu wolnego.
Cojocaru ratował zespół trzy razy. Najważniejszą interwencję miał na samym końcu meczu. Popisując się refleksem na linii bramkowej, obronił strzał z bliska.

W Pogoni jest taka reguła, że w trudnych momentach można liczyć na naszego bramkarza. I nie było tu wyjątku nawet dla najlepszego zawodnika Zagłębia. Zasady zasadami pozostać muszą, nawet gdy gospodarze mają w swoim składzie Marcela Regułę, który pragnął pokazać swoje reguły gry. ”Cojo” wyjaśnił młodego zawodnika Miedziowych bezbłędnie.

Bardzo dużo potu na boisku zostawili Wojciechowski, Mukairu i Acosta. To za nich w trakcie trwania drugiej połowy gotowi do walki o remis weszli Ulvestad, Biegański oraz Juwara. Wykonali robotę prawidłowo, choć bez żadnych fajerwerków. Zwyczajnie i solidnie dowieźli swoje zaangażowanie, co miało swój wymierny sukces.
Duma Pomorza miała dwie okazje do strzelenia gola. Mukairu w pierwszej połowie główkował niecelnie w dogodnej sytuacji.

A także Dziczek oddał strzał z dystansu, lecz piłka przeszła tuż obok słupka. Poza tym Keramitsis popisał się piruetem w powietrzu, przy tym główkując celnie, ale dorzucił piłkę do koszyczka bramkarza Zagłębia.
O ile z remisu z Wisłą Kraków nie można było się cieszyć, tak z bezbramkowego wyniku z Zagłębiem trzeba zwyczajnie pocieszyć się, że mogło być gorzej.

Za solidność, wybieganie, poświęcenie i rozważną grę bez ryzyka trzeba pogratulować drużynie Pogoni i trenerowi za właściwą taktykę i zmiany, które przyczyniły się do tego, że mamy czwarty mecz z rzędu, którego nie przegraliśmy.
Stare piłkarskie porzekadło mówi: jak nie możesz meczu wygrać, to go przynajmniej zremisuj. I jeśli miałbym szukać pozytywów, to mam nadzieję, że tym meczem naszym piłkarzom przybędzie jakiś pierwiastek walki i zaangażowania w grze w osłabieniu, co zaprocentuje na przyszłość. Charakter buduje się w walce i dziś z pewnością nie można odmówić zaangażowania oraz walki przez całe spotkanie.
Szkoda tylko głupiej czerwonej kartki Cuicia. Nasz napastnik otrzyma karę minimum dwóch meczów pauzy. Do tego dochodzą nas słuchy, że wkrótce odejdzie Karol Angielski. Zatem w tym samym momencie tracimy dwóch napastników, a trzeci, Nsame, raczej jest bez formy.
Wygląda na to, że w czwartek w Pucharze Polski trener Garcia będzie znowu musiał liczyć na Mukairu, który dziś tyrał na boisku za dwóch przez 70 minut po osłabieniu czerwoną kartką Cuicia.
Oby Molnar wkrótce był gotowy do powrotu na boiska Ekstraklasy.
Skoro zagraliśmy na zero z tyłu, to można pochwalić nasz blok obrony: Borges, Szalai, Keramitsis oraz Ali. W drugiej połowie dużo pomagał także Mendy, jako piąty obrońca i wahadłowy.
To nie był mecz, który mógłby podobać się, ale liczy się punkt. Kto wie, być może w końcowym rozrachunku remis z Zagłębiem przyczyni się do tego, że wskoczymy do grupy drużyn eksportowych, walczących na europejskich stadionach. Na razie, trzeba szykować się na pojedynek w Pucharze Polski ze Śląskiem we Wrocławiu.

Jeśli mamy bić się o puchary, to warto skorzystać z tej drogi dla tysiąca drużyn.
Następny mecz ligowy gramy z Wisłą Płock w Szczecinie w poniedziałek, 7 września, o godzinie 20:30. Wtedy liczyć się będą tylko trzy punkty. Na tę chwilę po pięciu rozegranych meczach mamy 8 punktów i 4. lokatę w tabeli.
Zagłębie Lubin 0:0 Pogoń Szczecin
Składy:
Zagłębie: 33. Zlatan Alomerović – 13. Mateusz Grzybek (84, 19. Szymon Łyczko), 5. Aleks Ławniczak, 4. Damian Michalski, 3. Roman Jakuba, 71. Kamil Nowogoński (46, 37. Sebastian Kerk) – 44. Marcel Reguła, 39. Filip Kocaba, 26. Jakub Kolan, 88. Mihael Mlinarić (69, 7. Jakub Sypek) – 9. Michális Kossídis (69, 18. Filip Szymczak).
Pogoń: 77. Valentin Cojocaru – 15. Hussein Ali, 13. Dimítris Keramítsis, 41. Attila Szalai, 4. Léo Borges – 18. Paul Mukairu (90, 7. Musa Juwara), 3. Kellyn Acosta (63, 8. Fredrik Ulvestad), 16. Patryk Dziczek, 35. Maciej Wojciechowski (74, 6. Jan Biegański), 21. Darko Čurlinov (46, 23. Benjamin Mendy) – 10. Filip Čuić.
Żółte kartki: Kocaba, Kossídis, Nowogoński, Jakuba – Cojocaru, Acosta, Mendy.
Czerwona kartka: Filip Čuić (23. minuta, Pogoń, za kopnięcie przeciwnika).
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 6123.
Zdjęcia: Ekstraklasa TV
9 minut
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Passa bez porażki trwa — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>