Dwa żądła ”Grosika” i od razu spora opuchlizna!
Gdy już wydaje się, że wszyscy szukają nowych bohaterów, a o starym kapitanie robi się jakby ciszej… przychodzi mecz, w którym ważą się punkty. Pogoń potrzebuje impulsu. Kogoś, kto weźmie piłkę i odpowiedzialność. I wtedy wkracza ON. KAMIL GROSICKI.
Z ławki prosto w sam środek wydarzeń. Przy remisie 2:2, przeciwko Radomiakowi, który walczył o każdy metr boiska. Pierwsze żądło w postaci strzału zza pola karnego i piłka w siatce. Drugie żądło bramkarz broni, ale ”Grosik” dopada do własnej dobitki. Poprawia. Trafia.
Dwa ukłucia w odstępie sześciu minut spowodowały w radomskiej defensywie sporą opuchliznę. A na szczecińskich trybunach potężny wybuch radości!
W takich chwilach wychodzi doświadczenie. Pierwszy strzał obroniony? Trzeba iść za piłką. Jest miejsce przed polem karnym? Trzeba uderzyć. ”Grosik” podjął decyzje, które przyniosły dwa bezcenne gole. Przy końcowym 4:3 każde z tych trafień ważyło ogromnie.
Można na chwilę odwrócić wzrok od kapitana. Można zacząć wypatrywać kolejnych nazwisk. Tylko że kiedy robi się naprawdę gorąco, on wciąż potrafi wejść i przypomnieć całemu stadionowi, dlaczego na plecach nosi numer 11.
”GROSIK” JESZCZE MA ŻĄDŁO i DZISIAJ UŻYŁ GO DWA RAZY!
2 minuty
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Dwa żądła ”Grosika” i od razu spora opuchlizna! — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>