Dla kibiców piłka nożna!
Temperatura -13 stopni C, a może nawet -18 stopni C, gęste opady śniegu. Mróz, śnieg i lód – idealne warunki na sporty zimowe. Być może to coś idealnego dla fanów skoków narciarskich i łyżwiarstwa na lodzie.
Jak wywinąć orła to lepiej, chociaż być świadomym, że jeżdżąc na nartach lub łyżwach, takie rzeczy mogą się przytrafić i są wpisane niczym pewniak, którego nie uniknie się.
Jednak czy musimy tego samego doświadczać w związku z piłką nożną w Polsce?
Czy nasi piłkarze muszą grać w zimie, ryzykując kontuzje i choroby? Są przecież tylko ludźmi. Tak samo jak kibice na stadionach…
Pytam, jaki jest sens rozgrywania meczów w Polsce w styczniu i lutym, kiedy mamy pewność zimowych warunków pogodowych, że temperatura będzie poniżej zera, że boiska będą zaśnieżone i oblodzone. Kto przyjdzie oglądać mecze swoich drużyn zimą, a kto latem?

Może 20-30% najbardziej zagorzałych i zdrowych byków przyjdzie na stadiony zimą po to, by rzucać śnieżkami w piłkarzy drużyn przeciwnych, wykonywujących stałe fragmenty gry przy linii bocznej.
Czy przyprowadzą te zdrowe młode byki swoje żony, dziewczyny, dzieci, rodziców i dziadków ze sobą na mecz? Na pewno nie. Przecież byłoby im szkoda patrzeć na swoich ukochanych, marznących i cierpiących z każdą minutą coraz bardziej.
Czy w zimie ma się ochotę napić zimnego piwka lub innego zimnego napoju podczas meczu?
Też nie. Toż to byłby masochizm i proszenie się o anginę w krótkim czasie. Czy piłkarzom jest na rękę jeżdżenie na przysłowiowej dupie po zmrożonych murawach boisk?
Też nie! Nie na rękę im kontuzje – to wiadome.
Zatem grając w grudniu, styczniu i lutym wszyscy tracą. Kluby sprzedają mniej biletów na mecze, tak samo logicznie mniej sprzedają zimnych napojów, w tym ulubionego przez kibiców piwa.

Brak dzieci i kobiet na stadionach zimą to także mniejsze przychody ze sprzedaży kawy, herbaty, soczków i napojów gazowanych, a także wszelkich posiłków i przekąsek, o klubowych gadżetach nawet nie wspominając.
Wiadomo przecież, że to głównie kobiety i dzieci generują popyt na bajery w dniu meczowym. Mężczyźni, zanim pójdą na mecz, zazwyczaj są już gotowi i mają pod ręką wszystko to, co im potrzeba…
No więc zimowa frekwencja i przychody z dnia meczowego są zdecydowanie niższe, niż w ciepłe dni. Kontuzje zawodników wręcz są gwarantowane na trudnych boiskach.
Dodatkowo zdarza się każdego roku, że mecze bywają przekładane na inne cieplejsze dni. Zatem dochodzą kolejne koszty podwójnego przygotowania się do rozgrywek. Kibicom też nie na rękę jest przebywać w zimnie przez dwie godziny. Nie raz nawet trudno dojechać jest na stadion. Oblodzone są drogi, nie działa komunikacja miejska, nieprzejezdne bywają drogi, wypadki, korki, itd.

Zatem rozgrywanie meczów zimą moim zdaniem jest strzałem w kolano dla całego szerokiego spektrum polskiego świata futbolu. Tracą na tym kluby, piłkarze i kibice. Dlatego pytam: po co komu piłka jest potrzebna w grudniu, styczniu i lutym?
Życie nauczyło mnie, że należy zawsze współgrać z naturą. Wtedy są najlepsze rozwiązania, generujące najniższe koszty. Są zatem naturalne i efektywne oraz dają najlepsze efekty w każdym aspekcie.
Jeśli piłkarze mieliby nie grać zimą, to kiedy mieliby grać? Odpowiedź jest tak prosta i szybka, że aż dziwne, że od lat 70. w Polsce o niej zapomniano.
Latem!
Mamy taki ciekawy klimat, że u nas najlepsze warunki do grania w piłkę i oglądania meczów na stadionach są pomiędzy marcem a końcem listopada.
A skoro tak, to najlepszym systemem rozgrywkowym dla polskiego klimatu jest przedział wiosna-jesień, z bardzo krótką przerwą w lipcu, na tydzień lub maksymalnie dwa.
Dłuższa przerwa obejmowałaby styczeń, luty i większą część grudnia. To byłby czas dla klubów na przygotowanie zespołu na kolejny sezon. Wówczas w klubach znalazłoby się mnóstwo czasu na lepiej trafiane transfery, leczenie kontuzji, regeneracje, urlopy, obozy kondycyjne, itd.

Olbrzymim zyskiem cieszyć mogłyby się te kluby, których drużyny uczestniczą w kwalifikacjach do europejskich rozgrywek pucharowych. W lipcu i sierpniu zaczynają się wtedy pierwsze rundy i nasze zespoły wówczas byłyby idealnie w środku rozgrywek ligowych. Zatem byłyby w pełnym biegu i z impetem mogłyby przechodzić przez kolejne rundy eliminacji, zanim trafiłyby do etapu ligowego UEFA.
Dziś w okolicach końcówki lipca polskie zespoły ledwo mają rozegraną 1 kolejkę i są dalekie od automatyzmów w grze. Zdarza im się odpaść z niżej notowanymi drużynami, które akurat są w dobrej dyspozycji. Pogoń coś o tym wie, kiedy przegrywała mecze z drużynami z Islandii…
Tak się właśnie składa, że w krajach skandynawskich oraz właśnie we wspomnianej Islandii, a także na wschód od nas w krajach bałtyckich, ale także przede wszystkim na Białorusi, w Rosji i Kazachstanie, rozgrywki ligowe toczone są z duchem natury oraz klimatu. Właśnie mecze odbywają się tam głównie pomiędzy marcem i końcem listopada, w systemie wiosna-jesień.

W Polsce było podobnie jeszcze w latach 60. i na początku lat 70.
Ktoś powie, że przecież mamy stadiony wyposażone w siły i środki do walki ze skutkami zimy.
To tylko teoria, bo jak okazuje się, każdego roku mamy kilka meczów odkładanych na cieplejsze dni. Często bywa tak, że moc energii dostarczana stadionom jest niewystarczająca do synchronicznego używania oświetlenia i nagrzewania boisk. Kluby musiały wybierać priorytety i koniec końców służby stadionowe przegrywały walkę o dobre warunki do gry w piłkę. Poza tym koszty takich operacji są olbrzymie i ponoszone są zupełnie bez sensu.
Po co to robić? Dla kogo?
Przecież kibic woli przyjść latem na stadion i w komfortowych warunkach obejrzeć mecz, napić się zimnego napoju i zostać nawet dłużej na stadionie, niespiesznie korzystając z cateringu klubowego. A przy okazji przyprowadzi rodzinę ze sobą, która także skorzysta z atrakcji wokoło meczowych.
Dziś hasło ,,piłka nożna – dla kibiców” kojarzy się głównie z zagorzałymi kibicami, skandującymi te słowa, gdy któryś z nich coś nabroi i zostanie schwytany przez służby stadionowe lub Policję.
Moim zdaniem władze wszystkich klubów oraz PZPN czy też Ekstraklasa powinni przemyśleć ten temat i wykorzystać możliwość mocniejszej piknikizacji stadionów, tak aby na trybunach pojawiało się jak najwięcej całych rodzin, mam z dziećmi i seniorów. Oni z pewnością chętniej pójdą na stadiony w czerwcu i lipcu niż w styczniu i lutym oraz z pewnością nie będą rzucać kulkami śnieżnymi w piłkarzy swoich rywali.

Wypełnione stadiony to marketing, który sam się robi i świetnie sprzedaje się w telewizji. Stacje telewizyjne, jej komentatorzy, potrafią wówczas stworzyć wartość dodaną do relacji z zawodów. Klimat trybun udziela się wtedy wszystkim. A na wpół wypełnione trybuny zimą wyglądają jak najgorsza antyreklama futbolu.
Reasumując, wykorzystajmy swoją szansę na lepsze wyniki finansowe naszych klubów, miejmy zadowolonych i zdrowych kibiców od małego po starego, na całego. Dajmy też większe szanse naszym eksportowym drużynom na bycie lepiej przygotowanym do europejskich pucharów. Mamy swoje atuty i nie bójmy się ich użyć dla dobra polskiej piłki mierzonego finansami i większym zadowoleniem kibiców, którzy chętniej wypełniają stadiony gdy jest ciepło.
To się nam wszystkim opłaci. Nam, tu w Polsce, przede wszystkim z pewnością to się opłaci. Mamy inny klimat niż na zachód od naszej granicy i nie powinniśmy małpować ich podejścia do tematu. Mało tego, nawet w Niemczech także, ze względu na zimowe utrudnienia przeniesiono kilka meczów na inny termin.
Nie dajmy się zwieść w ,,globalne ocieplenie”. Ewidentnie życie w Polsce uczy pokory, także do pogody i klimatu. Nie ma co z naturą walczyć. Zostawmy zimę dla skoków narciarskich, a w piłkę grajmy, gdy jest cieplej.
Argument o meczach reprezentacji na EURO i Mundialu można także szybko wyjaśnić.
Zazwyczaj zaledwie 5-6 zawodników z naszej ekstraklasy gra w polskiej reprezentacji i niestety nasz udział kończy się po 3-4 meczach. Zatem dwa tygodnie i jest po zawodach. Można zatem na okres 2 tygodni zwyczajnie przesunąć rozgrywki, tak aby na mecze w mistrzostwach piłkarze i ich kluby mieli wolne.
A można także zmniejszyć ilość drużyn w lidze do 16 i w ten sposób mieć więcej wolnego na czas mistrzowskich rozgrywek.
Bardzo fajnie temat został poruszony m.in. przez Czesława Michniewicza i warto odnieść się do niego.
Bardzo proszę o Wasze przemyślenia na ten temat. Kiedy wolicie chodzić na mecze?
W ciepłe, czerwcowe i lipcowe dni, czy może w mroźne i śnieżne, w styczniu i lutym?
Kiedy chętniej korzystanie z cateringu klubowego?
Czy przyprowadzacie dzieci i rodziny zimą na stadiony?
Zdjęcia: Pogoń Szczecin SA, znalezione w Internecie: Mielec, Białystok, Płock, Kielce i Szczecin




Komentarze
Dla kibiców piłka nożna! — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>