Andrzejkowe lanie w Katowicach
Piłkarze Pogoni Szczecin wybrali się na Śląsk już w piątek, aby być dobrze przygotowanym na sobotni wieczór andrzejkowy w Katowicach. Niestety gęsta mgła i to ciężkie śląskie powietrze nie wróżyły naszym piłkarzom niczego dobrego.
Portowcy coś słabo widzieli bramkę rywala i wolne przestrzenie do gry, których było i tak bardzo mało, gdyż gospodarze, czyli popularna GieKSa, mając nóż na gardle, będąc w strefie spadkowej, potrzebowali punktów jak ryba wody. Grali bardzo blisko siebie i kiedy trzeba było postawić autobus w polu karnym, to go postawili, a kiedy mogli skontrować, to zrobili to skutecznie aż do bólu.
Gdyby spojrzeć na statystyki to przewaga Portowców nie podlegała dyskusji. Posiadanie piłki 77 do 23 procent czasu, 27 oddanych strzałów, z czego aż 15 zablokowanych i 9 niecelnych. Tylko 3 akcje zakończyły się celnymi strzałami na bramkę i 2 z nich mogły zaskoczyć bramkarza.
Gospodarze oddali 5 celnych strzałów, z czego 2 z nich znalazły swoją drogę do naszej sieci.
Dwa błędy w obronie na pozycji środkowego obrońcy zostały wykorzystane przez Nowaka i Zrelaka w pierwszej połowie meczu. Na tych piłkarzy zwracałem uwagę na konferencji przedmeczowej, że stanowią siłę napędową swojego zespołu w systemie 3-4-3 i niestety obaj zrobili nam krzywdę.
Trener Thomas Thomasberg na konferencji przedmeczowej także dał do zrozumienia, że Pogoń potrzebuje wzmocnień w grze obronnej, a w szczególności na pozycjach centralnych, czyli śmiało można przyjąć, że miał na myśli środkowego obrońcę i pomocnika defensywnego, zabezpieczającego środek pola i wspomagającego parę środkowych obrońców.
Nasz zespół traci za dużo goli. Na tę chwilę mamy straconych już 30 bramek, co daje nam niechlubną 4. pozycję od końca w PKO BP Ekstraklasie pod względem wyciągania piłek wrzucanych do sieci Cojocaru.
Wydaje się, że problem z grą obronną przyjął na klatę także właściciel Dumy Pomorza, Alex Haditaghi, którego zapał do budowy silnego klubu nie słabnie, pomimo niepowodzeń w meczach ligowych. To była już 9 porażka w PKO BP Ekstraklasie na 17 meczów rozegranych. Portowcy zaliczyli też 6 zwycięstw i 2 remisy, co daje zaledwie 20 punktów i tylko 3 punkty zapasu nad strefą spadkową.

Alex zapowiedział już kontynuowanie przebudowy drużyny. Zatem czekamy na zimowe transfery do drużyny, bo jak na dłoni widać, że pakiet minimum potrzebny do odmiany oblicza gry obronnej to wysokiej klasy środkowy obrońca oraz środkowy pomocnik defensywny. A, zwłaszcza że Loncarowi i Ulvestadowi kończą się kontrakty z dniem 30 czerwca 2026 roku. Warto byłoby poszukać młodszych i piłkarsko lepszych zawodników do realizacji zadań w grze obronnej zespołu.
Chimeryczność naszych napastników, czy też całej formacji ofensywnej także wskazuje na potrzebę wzmocnienia o super strzelca, coś na wzór speca od zadawania przeciwnikom bólu, byłego naszego ”Złotego Kulu”.
Zanim dojdzie do kolejnej sagi transferowej, Duma Pomorza zmierzy się jeszcze w pojedynku o ćwierćfinał Pucharu Polski z Czerwoną Armią łódzkiego Widzewa. Mecz odbędzie się we wtorek, 2 grudnia, o godzinie 20:30 i gorąco zapraszam wszystkich na stadion, aby ponieść naszą drużynę do zwycięstwa.
Dla obu drużyn runda jesienna jest nieudana. Pomimo wydanych milionów, szumnych zapowiedzi, przebudowy większości zespołu, olbrzymich przeobrażeń organizacyjno-finansowych, budujących solidne podstawy pod sukces sportowy, tego ostatniego brakuje obu ekipom. Niemalże identyczne zdobycze ligowe – ta sama ilość punktów, niewielka różnica bramkowa na korzyść Widzewa. To nie może cieszyć nikogo. Ani kibiców, ani piłkarzy, a już na pewno włodarzy obu klubów.
Zatem teraz Puchar Polski staje się dla obu klubów szansą na coś więcej w tym sezonie, niż tylko marazm, przeciętność i obijanie się po dolnych rejonach tabeli, ocierając się wręcz po strefę spadkową.
Zwycięstwo we wtorkowym meczu otwiera szybką, krótką ścieżkę do walki o prawo do gry w europejskich rozgrywkach. Wszak pozostaną już wtedy tylko 3 kroki do podniesienia Pucharu Polski do góry, a także 5 milionów zł z murawy boiska, a potem znacznie więcej z europejskich boisk i stadionów.
Przypominam, że zdobywca Pucharu Polski rozpocznie grę o wielkie pieniądze od trzeciej rundy kwalifikacji Ligi Europy, a tam z pewnością będą kluby o rankingu znacznie wyższym niż Pogoń i Widzew. Odpadnięcie na tym etapie kieruje polską drużynę do czwartej (ostatniej) rundy kwalifikacji Ligi Konferencji Europy, gdzie nasze zespoły od kilku lat robią piękną robotę i budują nasz ranking, przesuwając Polskę w górę.
Aktualnie jesteśmy na 12. pozycji i wciąż liczymy się w walce o 11. pozycję, ponieważ gonimy Greków. A kto wie, być może nawet uda się wskoczyć na 10. pozycję, którą zajmują Czesi? A wtedy Mistrz Polski zagra w Lidze Mistrzów.
Na razie trzeba zejść na ziemię.
Andrzejkowa porażka z GieKSą nie napawa optymizmem. Z pewnością nie jest też dobrą wróżbą na pucharowy mecz z Widzewem Łódź, któremu ciężkie śląskie powietrze wcale nie zaszkodziło tak jak nam. Łodzianie pokonali w Gliwicach zespół Piasta 2:0 i to oni w znacznie lepszych humorach przyjadą do Szczecina na bój o wszystko.
Mało tego, w łódzkim Widzewie jest niemała szczecińska kolonia byłych Portowców, którzy są żądni udowodnienia Alexowi Haditaghiemu, kto powinien rządzić w Szczecinie.
Pośród piłkarzy gości, niewykluczone, że zobaczymy Mariusza Fornalczyka i Antoniego Klukowskiego.
W klubie na różnych stanowiskach zatrudnieni są także: Dariusz Adamczuk, Sławomir Rafałowicz oraz Krzysztof Ufland. Zatem dodatkowych smaczków przy tym bardzo ważnym meczu nie będzie brakowało. Kibiców obu drużyn łączy sympatia, a może nawet zgoda.
Od kilku lat relacje pomiędzy kibicami były serdeczne i podczas przebudowy stadionu Widzewiacy zasiadali wspólnie z Portowcami na jednej trybunie za bramką.
Z pewnością solidna grupa łodzian przyjedzie do Szczecina. Zatem na trybunach powinno być serdecznie, ale i gorąco, bo stawką jest awans do ćwierćfinału Pucharu Polski i dalsza walka o uratowanie sezonu.
Zwycięstwo Pogoni może nakręcić jeszcze mocniej Alexa do głębszego sięgnięcia do kieszeni zimą, aby zmontować tu ekipę gotową do boju o prawo do gry w europejskich rozgrywkach. Póki co mamy tylko momenty, a potrzebna jest dyscyplina i konsekwencja w punktowaniu za 3.
Na to czekają kibice. Tego chce Miasto Szczecin. Tego chce Alex i Tan Kesler. Z takim zamiarem do Pogoni przyszedł Thomas Thomasberg, by ,,coś” wygrać i takich jakościowych, walczących piłkarzy, trener chce do siebie ściągnąć w przerwie zimowej i oby wspólnie z włodarzami klubu podjęli trafne decyzje, bo czasu do stracenia w rundzie rewanżowej już nie będzie. W tabeli jest ścisk. Przy serii 3 zwycięstw lub porażek można trafić z piekła do nieba i z powrotem.
Rok temu, aż do marca 2025, mieliśmy jazdę bez trzymanki w klubie, jak na przejażdżce kolejką górską. Emocje sięgające zenitu, ciągłe zjazdy i podjazdy, obroty spraw, mocne szarpnięcia, tak teraz podobne wrażenia zapewnia nam cała PKO BP Ekstraklasa, gdzie zespoły tasują się w tabeli przed każdym rozdaniem.
Za mecz w Katowicach trudno kogoś wyróżnić w naszym zespole. Około 60 minut zagrał Mendy i pokazał, że możemy na niego liczyć w rundzie rewanżowej. Potrafi zagrać jakościowo, do nogi, ma dobre przyjęcie i podłącza się do gry ofensywnej. Z pewnością powalczy o miejsce na lewej obronie i może w tym temacie być bardzo skuteczny.
Słabsze momenty zaliczyli Molnar, Huja i Wahlqvist. Brak skuteczności w ataku i dziury w obronie mówią wszystko. Jest nad czym popracować.
Teraz głowy i myśli naszych piłkarzy są przestawiane na mecz z Widzewem i oby trener Portowców znalazł remedium na nasze słabości. Na tyle efektywnie, abyśmy mogli cieszyć się z awansu do ćwierćfinału Pucharu Polski.
GKS Katowice 2:0 Pogoń Szczecin
Bramki: Adam Zreľák 7′, Bartosz Nowak 37′
Składy:
GKS: 12. Rafał Strączek – 30. Alan Czerwiński (88, 28. Alan Bród), 2. Märten Kuusk (12, 16. Grzegorz Rogala), 4. Arkadiusz Jędrych, 6. Lukas Klemenz, 8. Borja Galán – 15. Eman Markovic (65, 10. Marcel Wędrychowski), 5. Jesse Bosch, 77. Mateusz Kowalczyk (46, 19. Kacper Łukasiak), 27. Bartosz Nowak – 99. Adam Zreľák (65, 80. Ilja Szkurin).
Pogoń: 77. Valentin Cojocaru – 28. Linus Wahlqvist, 13. Dimítris Keramítsis, 2. Marian Huja, 23. Benjamin Mendy (64, 32. Leonárdo Koútris) – 10. Adrian Przyborek, 8. Fredrik Ulvestad, 6. Jan Biegański (75, 14. José Pozo), 90. Sam Greenwood (46, 7. Musa Juwara) – 9. Rajmund Molnár (46, 18. Paul Mukairu), 11. Kamil Grosicki (70, 20. Patryk Paryzek).
Sędziował: Sebastian Krasny (Kraków).
Widzów: 11 369.
Zdjęcie: Ekstraklasa TV




Jeżeli scisną tylko włącza turbo doładowanie, będą widzieli bramkę ,do której ma trafiać piłka ⚽⚽⚽⚽ to może coś z tego będzie.mamy przewagę bo gramy u na swoim terenie,kibice jak zawsze dopiszą jako 12 zawodnik więc może się da wygrać ,a jest o co walczyć Pogoń grać ,i do zwycięstwa au au…
Żarty się skończyły. Miejsca na błędy też już nie ma. Przegrywający odpada i może ten sezon spisać na straty. Szanse na puchary będą już tylko matematyczne i to raczej w okolicy 10 procent, zatem niewiele. Tym bardziej jutro będzie wielka presja i mobilizacja, aby wciąż być w grze o Europę.
Szkoda że przegraliśmy, może ciężki klimat i zeszło z kopaczy zeszło powietrze,a może czekali na tą piłkę pomarańczową,haha . Faktycznie cały zespół gra bez ładu i składu . przebudowa Pogoni pilnie potrzebna, zobaczymy we wtorek czy dadzą radę na swoim terenie a jest to ważny dla nas maczyk., Będzie ciężko bo przeciwnik ma i zna nasze możliwości pożyjemy zobaczymy
Wtorkowy mecz może okazać się spotkaniem tej rundy, aczkolwiek pucharowe, zwycięskie starcie z Legią w Warszawie na tę chwilę zasługuje na takie miano. Oby piłkarze pokazali na boisku, że jednak to najważniejszym i przy okazji najcenniejszym w tej rundzie będzie właśnie sukces we wtorkowym meczu z Widzewem.