Znów wracamy na tarczy. Kto ciągnął ten wózek, a kto zapomniał wyjść z autokaru w Gdańsku?
3 minuty
Kolejny wyjazd i znów wracamy nad Odrę bez punktów. Porażka 1:2 na Polsat Plus Arenie z Lechią Gdańsk boli podwójnie. Z jednej strony mierzyliśmy się z drużyną, która ucieka przed strefą spadkową, a z drugiej – ten mecz absolutnie był do uratowania. Gdyby nie kosmiczna postawa Alexa Paulsena w bramce gospodarzy, wracalibyśmy przynajmniej z remisem. Tracimy jednak za dużo goli na obcych stadionach – to staje się już naszą niechlubną tradycją.
Ale zostawmy na chwilę sam wynik i xG (które mieliśmy na żałosnym poziomie 1,31 przy 2,61 Lechii). Kto w granatowo-bordowych barwach błysnął, a kto przeszedł obok meczu? Oto moje subiektywne podsumowanie po wizycie w Trójmieście.
Najlepszy na placu – Paul Mukairu:
Bez dwóch zdań najlepszym Portowcem na murawie był Paul Mukairu. To on dał nam nadzieję w 37. minucie. Uderzył z dystansu, piłka odbiła się jeszcze od obrońcy, całkowicie myląc bramkarza Lechii i wpadła do siatki. Paul nie tylko zdobył wyrównującą bramkę do szatni, ale autentycznie mu się chciało. Brał na siebie ciężar gry, szarpał, szukał pojedynków i kreował to, czego reszta zespołu nie potrafiła.
Mały plusik: Muszę też pochwalić 16-letniego Natana Ławę. Wszedł bez kompleksów, świetnie rozumiał się z partnerami i wywalczył sobie świetną okazję do strzału pod koniec pierwszej połowy. Brakuje jeszcze trochę siły fizycznej, ale rośnie nam kawał piłkarza! Solidnie jak zwykle zagrał też Fredrik Ulvestad.
Najsłabsze ogniwo – Attila Szalai (i spółka):
Z bólem serca muszę tu wskazać węgierskiego obrońcę, choć konkurencja do tytułu ”najsłabszego” była w Gdańsku ogromna. Attila Szalai zagrał po prostu kryminał. Zawodnik z takim CV, który miał być szefem naszej defensywy, wyglądał w sobotę momentami jak stoper z B-klasy. Duży, ociężały, elektryczny. Piłkarze Lechii, a zwłaszcza Aleksandar Cirković w drugiej połowie, wchodzili w naszą obronę jak w masło i objeżdżali Węgra niemiłosiernie. Byliśmy spóźnieni niemal w każdym stykowym momencie pod własnym polem karnym.
Wyróżnienie w kategorii ”Dramat”: Niestety, ofensywa (poza Mukairu) również nie dojechała. Filip Čuić i Mads Agger zaliczyli pusty przebieg. Byli odcięci, zagubieni i nie wnieśli kompletnie żadnego konkretu. Zmiany też nie zrobiły żadnej różnicy – ani Koutris, ani Angielski, ani nawet wprowadzony Grosicki z Pozo nie odwrócili losów spotkania.
Co dalej?
Końcówka meczu to była z naszej strony wrzutkowa jazda bez trzymanki i ostatecznie znowu zostajemy z niczym. Przed przerwą na kadrę Thomas Thomasberg ma o czym myśleć, bo jeśli na wyjazdach dalej będziemy tak hojnie rozdawać prezenty w obronie, to czeka nas bardzo nerwowa końcówka sezonu PKO BP Ekstraklasy.
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Znów wracamy na tarczy. Kto ciągnął ten wózek, a kto zapomniał wyjść z autokaru w Gdańsku? — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>