Stawka większa niż VAR!
W artykule:
Nie zamierzam dziś bronić pierwszej bramki Pogoni Szczecin w meczu z Motorem Lublin, nie będę udowadniał, że Darko Churlinov był na pozycji prawidłowej. Nie będę też szukał klatki, która pasuje do wygodnej dla Dumy Pomorza wersji wydarzeń.
Kolegium Sędziów PZPN uznało, że był spalony. Sędzia na boisku uznał bramkę, VAR ją podtrzymał, a późniejsza analiza wykazała błąd w wyznaczeniu linii spalonego. Przyjmijmy to. Bo problem, o którym chcę napisać, jest znacznie większy niż jedna bramka.
VAR miał być lekarstwem. Nie kolejnym źródłem choroby:
Kiedy wprowadzano VAR, idea była prosta: sędzia jest człowiekiem. Ma ułamek sekundy na podjęcie decyzji, może mieć zasłonięte pole widzenia, może czegoś nie dostrzec. Technologia miała mu pomóc, nie zastąpić sędziego. Nie zdjąć z niego odpowiedzialność. Nie stworzyć drugiego, równoległego świata sędziowania. Miała sprawić, żeby liczba poważnych błędów była mniejsza.
Tymczasem dochodzimy do sytuacji wręcz absurdalnej: sędzia podejmuje decyzję, VAR ją sprawdza. Technologia zostaje wykorzystana. Jednak kilka dni później dowiadujemy się, że cały proces zakończył się błędnym werdyktem.
I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa dyskusja. Pogoń już była po drugiej stronie. Warto o tym przypomnieć właśnie teraz. Szczególnie kiedy pomyłka wydarzyła się na korzyść Portowców.
20 maja 2023 roku. Górnik Zabrze – Pogoń Szczecin:
Marcel Wędrychowski pada w polu karnym. Tomasz Kwiatkowski nie dyktuje jedenastki. VAR również nie naprawia decyzji. Chwilę później Lukas Podolski zdobywa zwycięską bramkę dla Górnika. Po spotkaniu sam arbiter miał przyznać, że rzut karny powinien zostać podyktowany.
Dla Pogoni nie była to akademicka dyskusja o przepisach. To był kończący się sezon. To była walka o miejsce w tabeli. To były konkretne pieniądze i konkretne konsekwencje sportowe.
2 maja 2024 roku i finał Pucharu Polski z Wisłą Kraków:
Pogoń prowadziła 1:0 i była o sekundy od pierwszego Pucharu Polski w swojej historii. Przed akcją zakończoną wyrównującą bramką Wisły piłka przy wznowieniu gry została ustawiona wyraźnie bliżej bramki Pogoni niż miejsce przewinienia. Sędzia tego nie skorygował. Wisła przeprowadziła ostatnią akcję, doprowadziła do dogrywki, a później zdobyła Puchar Polski.
Finał prowadził Tomasz Kwiatkowski, a za VAR odpowiadali Bartosz Frankowski i Paweł Pskit. Czy można powiedzieć, że samo przesunięcie piłki odebrało Pogoni Puchar? Nie. Futbol jest zbyt złożony. Dlatego nie można uczciwie postawić takiego znaku równości.
Można i trzeba zapytać:
Dlaczego w najważniejszych momentach spotkań procedury, których przestrzegania wymaga się od piłkarzy z dokładnością do centymetrów, nie zawsze są z taką samą dokładnością egzekwowane przez arbitrów?
I dochodzimy do roku 2026.
Pogoń – Motor:
Tym razem błąd działa na korzyść Portowców. I wiecie co? To nadal jest zły błąd. Nie staje się dobry, tylko dlatego, że tym razem pomógł Pogoni.
Nie chcemy zwrotu krzywd. Najgorszym wnioskiem byłoby powiedzieć: ,,Kiedyś zabrali nam, teraz oddali”. Nie. Tak nie może funkcjonować profesjonalny futbol. Sprawiedliwość nie polega na prowadzeniu jakiegoś niewidzialnego rachunku krzywd, w którym jeden błąd sędziego kasuje drugi. Nie chcemy, żeby sędziowie oddawali Pogoni punkty. Chcemy, żeby ich nie zabierali ani nie dawali przez własne pomyłki.
I właśnie dlatego warto mówić o tej sytuacji, teraz kiedy beneficjentem błędu jest nasz klub. Bo wtedy krytyka ma znaczenie.
Po co nam VAR, jeżeli po VAR-ze potrzebujemy VAR-u dla VAR-u? To pytanie brzmi prowokacyjnie, ale przestaje być zabawne. Przy spalonym nie rozmawiamy przecież o interpretacji intensywności kontaktu. Nie pytamy, czy zawodnik ,,miał podstawy, żeby upaść”. Mamy obraz. Mamy technologię. Mamy możliwość zatrzymania akcji. Mamy ludzi specjalnie oddelegowanych do jej przeanalizowania.
A mimo tego źle wyznaczono linię spalonego. PZPN sam potwierdził błąd. Skoro więc technologia nie zawiodła, tylko zawiódł człowiek obsługujący technologię, to nie jest argument przeciwko VAR. To argument za pytaniem o standard jego obsługi i odpowiedzialność ludzi podejmujących decyzje.
Bo VAR nie podejmuje decyzji. Podejmują je ludzie. I chyba właśnie o tym czasami zapominamy. Sędzia nadal musi być sędzią. VAR nie został wymyślony po to, żeby arbiter główny mógł mentalnie przenieść odpowiedzialność do wozu. Ma prowadzić mecz. Reagować. Kontrolować wydarzenia. Podejmować decyzje. A VAR powinien być jego systemem bezpieczeństwa, kiedy wydarzy się oczywisty i poważny błąd. Nie odwrotnie.
Bo jeśli zaczniemy traktować technologię jak wyrocznię, dochodzimy do paradoksu: wierzymy obrazowi nie dlatego, że został prawidłowo przeanalizowany, lecz dlatego, że na ekranie pojawiła się kolorowa linia. A przecież ktoś tę linię musi prawidłowo wyznaczyć.
STAWKA JEST WIĘKSZA NIŻ VAR:
To nie jest tekst przeciwko sędziom. Bez nich nie ma futbolu. Będą popełniać błędy, tak jak mylą się piłkarze, trenerzy i działacze. Tyle że właśnie po to powstał VAR, aby te najpoważniejsze pomyłki ograniczać. Co ważne, nie po to, by je sankcjonować technologicznym stemplem. Pogoń raz była ofiarą błędnej decyzji. Innym razem znalazła się w centrum wielkiej kontrowersji. Dziś sama skorzystała na błędzie VAR.
Kluby się zmieniają. Sędziowie się zmieniają. Sytuacje się zmieniają. Standard powinien pozostać jeden. Nie chcę za tydzień kolejnego komunikatu Kolegium Sędziów wyjaśniającego, dlaczego w sobotę coś zostało źle ocenione.
Chciałbym przede wszystkim, żeby w sobotę zostało ocenione prawidłowo. Bo punktów nikt później nie dopisuje i nie odejmuje na podstawie wtorkowego komunikatu. Mecz nie jest powtarzany. Utraconej szansy nikt nie zwraca.
Dlatego problemem nie jest dzisiaj Churlinov. Problemem nie jest nawet sam VAR. Problemem jest odpowiedzialność za decyzję w czasach, w których sędzia otrzymał technologiczne narzędzia pozwalające ograniczyć własne błędy. Jednak mimo tego nadal potrafimy kilka dni po meczu dowiedzieć się, że pomylili się i sędzia, i ludzie mający tę pomyłkę naprawić.
I dlatego na koniec warto powiedzieć coś, co powinno obowiązywać bez względu na barwy klubowe: Sprawiedliwość nie polega na tym, że raz VAR zabierze ci, a za dwa lata pomyli się na twoją korzyść. Sprawiedliwość polega na tym, żeby nie mylił się ani wtedy, ani teraz. Bo stawka jest większa niż VAR.
6 minut
Ostatnia aktualizacja:


W punkt !!!