SEZON 2025/2026 – Wielka przebudowa, zmiana trenera i utracony kurs na czołówkę
- Lato wielkich zmian
- Radom. Ostrzeżenie już pierwszego dnia
- Od Kolendowicza do Thomasberga
- Jesień bez prawdziwego przełomu
- Puchar Polski. Wielki rewanż i szybki koniec marzeń
- Zima. Druga przebudowa w ciągu jednego sezonu
- Wiosna. Nadzieja wraca na chwilę
- Końcówka sezonu. Już nie o Europę
- Kamil Grosicki. Nadal punkt odniesienia
- Paul Mukairu. Najskuteczniejszy Portowiec
- Valentin Cojocaru. Ostatnia linia obrony
- Fredrik Ulvestad. Doświadczenie i charakter
- Filip Čuić. Nadzieja znaleziona na końcu sezonu
- Natan Ława. Sygnał z Akademii
- Bilans, który nie pozostawiał wątpliwości
- Miejsce sezonu 2025/2026 w historii Pogoni
- Epilog
Sezon 2025/2026 miał otworzyć w historii Pogoni Szczecin zupełnie nowy etap. Był pierwszym pełnym sezonem po zmianie właścicielskiej, która dokonała się w marcu 2025 roku, gdy kontrolę nad klubem przejął Alex Haditaghi. Jednocześnie rozpoczynał się w szczególnym momencie sportowym. Pogoń przez kilka wcześniejszych lat przyzwyczaiła swoich kibiców do obecności w krajowej czołówce, dwukrotnie zdobywała brązowy medal mistrzostw Polski, a w 2024 i 2025 roku dwa razy z rzędu docierała do finału Pucharu Polski. Oba finały przegrała. Najpierw z Wisłą Kraków 1:2 po dogrywce, później z Legią Warszawa 3:4.
To właśnie dlatego przed rozgrywkami 2025/2026 trudno było traktować Pogoń jako zespół, którego zadowoli spokojne miejsce w środku tabeli. W poprzednim sezonie Portowcy zajęli czwarte miejsce, zdobyli 58 punktów, strzelili 59 goli, a stracili 40. Efthymis Koulouris z 28 bramkami został królem strzelców Ekstraklasy, a także Piłkarzem Sezonu. Zespół miał więc sportowe podstawy do myślenia o podium, europejskich pucharach i kolejnej próbie zdobycia pierwszego w dziejach klubu wielkiego trofeum.
Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna.
Lato wielkich zmian
Przed rozpoczęciem sezonu Pogoń weszła w jedną z największych przebudów kadry w swojej najnowszej historii. Z klubu odeszli zawodnicy przez lata tworzący trzon zespołu lub będący istotną częścią jego zaplecza. Z Pogonią pożegnali się między innymi Rafał Kurzawa, Mariusz Malec, Marcel Wędrychowski i Olaf Korczakowski. Była to zmiana nie tylko personalna. Zespół tracił ludzi znających klub, ligę i wymagania szczecińskiego środowiska.
Jednocześnie nowi właściciele rozpoczęli bardzo aktywną politykę transferową. Do Szczecina trafili Sam Greenwood, Rajmund Molnár, Musa Juwara, Marian Huja, Mor Ndiaye, José Pozo, Jan Biegański i Paul Mukairu. Klub sam określał letnie okno jako wyjątkowo pracowite, informując o dziewięciu transferach dokonanych do jego formalnego zamknięcia. Niedługo później kadrę uzupełnili również Benjamin Mendy i Hussein Ali, dzięki czemu liczba nowych zawodników sprowadzonych latem lub bezpośrednio po zakończeniu okna wzrosła do dziesięciu.
Nazwiska robiły wrażenie. Greenwood przychodził z Leeds United, Juwara miał doświadczenie między innymi z włoskiej Serie A, a Mendy był piłkarzem o międzynarodowej rozpoznawalności. Pogoń wyraźnie próbowała wejść na wyższy poziom rynku transferowego. Problem polegał na tym, że liczba zmian zaczynała wyprzedzać zdolność drużyny do ich sportowego przyswojenia.
Największy cios nastąpił już po rozpoczęciu rozgrywek. 29 sierpnia z Pogoni odszedł Efthymis Koulouris. Grek został sprzedany do klubu z Arabii Saudyjskiej. Była to strata szczególna, ponieważ zespół żegnał zawodnika, który kilka miesięcy wcześniej zdobył 28 ligowych bramek, został królem strzelców oraz najlepszym piłkarzem całych rozgrywek.
Nie chodziło wyłącznie o utratę napastnika. Pogoń straciła piłkarza, wokół którego zbudowany był jeden z najważniejszych mechanizmów ofensywnych zespołu. Koulouris potrafił kończyć akcje, absorbował środkowych obrońców, dawał drużynie punkt odniesienia w polu karnym i zapewniał regularność, której w sezonie 2025/2026 długo nie udało się odtworzyć.
Radom. Ostrzeżenie już pierwszego dnia
Pierwszy mecz ligowy okazał się brutalnym zderzeniem oczekiwań z rzeczywistością. 20 lipca 2025 roku Pogoń rozpoczęła sezon wyjazdowym spotkaniem z Radomiakiem Radom i przegrała aż 1:5. Jedyną bramkę dla Portowców zdobył Koulouris.
Jednego meczu nie należało jeszcze traktować jako wyroku, ale skala porażki była niepokojąca. Drużyna, która miała rozpocząć marsz w kierunku czołówki, już na inaugurację pokazała problemy z organizacją defensywy, kontrolowaniem przebiegu spotkania oraz reakcją na kolejne ciosy przeciwnika.
W kolejnych tygodniach sytuacja nie uległa trwałej poprawie. Pogoń potrafiła rozgrywać dobre fragmenty, ale brakowało jej powtarzalności. Zespół funkcjonował pomiędzy przebudową kadrową, kolejnymi transferami oraz próbą utrzymania wcześniejszej tożsamości sportowej.
Coraz większa presja spadała na Roberta Kolendowicza. Trener, który objął drużynę jeszcze w sierpniu 2024 roku, nie zdołał ustabilizować wyników. 16 września 2025 roku klub poinformował o zakończeniu jego pracy i rozwiązaniu kontraktu.
Był to pierwszy poważny punkt zwrotny sezonu.
Od Kolendowicza do Thomasberga
Po odejściu Kolendowicza obowiązki pierwszego trenera tymczasowo przejął Tomasz Grzegorczyk. Było jednak jasne, że klub poszukuje szkoleniowca, który otrzyma zadanie przeprowadzenia drużyny przez rozpoczętą już przebudowę.
30 września 2025 roku trenerem Pogoni został Thomas Thomasberg. Duńczyk podpisał trzyletni kontrakt. Jego przyjście miało zapewnić zespołowi stabilizację, uporządkowanie struktury gry i rozpoczęcie nowego projektu sportowego.
Pierwsze tygodnie dawały podstawy do umiarkowanego optymizmu. W trzech początkowych meczach ligowych pod wodzą Thomasberga Portowcy zdobyli siedem punktów. Szczególnie charakterystyczne było to, że potrafili rozstrzygać spotkania w końcówkach. Z Piastem Gliwice zwycięstwo 2:1 zapewnił w 89. minucie Kamil Grosicki, z Lechem Poznań Paul Mukairu zdobył w doliczonym czasie bramkę na 2:2, a później ten sam zawodnik przesądził w końcówce o zwycięstwie nad Cracovią.
Pogoń Thomasberga zaczynała sprawiać wrażenie drużyny trudnej do złamania. Nawet kiedy gra nie układała się dobrze, Portowcy zachowywali możliwość odwrócenia wyniku. Ta cecha pozostała jednym z najbardziej charakterystycznych elementów całego sezonu. Do 33. kolejki Pogoń aż sześć razy zapewniała sobie zwycięstwo po golach zdobytych po 75. minucie, częściej niż jakikolwiek inny zespół Ekstraklasy.
Była w tym jednak pewna sprzeczność. Drużyna miała charakter, lecz zdecydowanie rzadziej miała kontrolę. Potrafiła wyszarpać punkty, ale zbyt często wcześniej sama doprowadzała do sytuacji, w której musiała je ratować.
Jesień bez prawdziwego przełomu
Zmiana szkoleniowca nie spowodowała trwałego marszu w górę tabeli. Pogoń nadal była zespołem nierównym. Obok efektownych występów pojawiały się spotkania, w których traciła punkty w sposób trudny do pogodzenia z ambicjami drużyny aspirującej do gry w Europie.
Symbolem ofensywnych możliwości było listopadowe zwycięstwo 5:1 nad Zagłębiem Lubin. Portowcy potrafili rozbić przeciwnika i pokazać potencjał drzemiący w przebudowanej kadrze. Problem w tym, że podobnych występów było za mało, aby zmienić obraz całej rundy.
Na półmetku sezonu Pogoń znajdowała się zdecydowanie poniżej poziomu oczekiwanego przed rozpoczęciem rozgrywek. W końcówce listopada była już jedyną drużyną z czołowej dwunastki, która matematycznie nie mogła zakończyć roku na podium.
Ostatni ligowy mecz 2025 roku doskonale podsumował problemy zespołu. W rewanżu z Radomiakiem Pogoń prowadziła w Szczecinie, ale ostatecznie zremisowała 2:2. Sezon rozpoczęty katastrofą 1:5 z tym przeciwnikiem został więc na kilka miesięcy symbolicznie spięty kolejnym spotkaniem, w którym Portowcy nie potrafili wykorzystać swojej przewagi.
Puchar Polski. Wielki rewanż i szybki koniec marzeń
Szczególne znaczenie miał Puchar Polski. Dwa przegrane finały z rzędu sprawiały, że rozgrywki te miały dla klubu wymiar niemal obsesyjny. Pogoń od lat pozostawała jednym z największych polskich klubów bez zdobytego Pucharu Polski, mimo pięciu występów w finale.
W pierwszej rundzie sezonu 2025/2026 Portowcy awansowali bez gry po wycofaniu się Kotwicy Kołobrzeg.
Prawdziwe emocje przyszły w 1/16 finału. Los skojarzył Pogoń z Legią Warszawa, czyli zespołem, który zaledwie kilka miesięcy wcześniej pokonał szczecinian 4:3 w finale na Stadionie Narodowym.
30 października 2025 roku w Warszawie Portowcy wzięli sportowy rewanż. Pogoń wygrała 2:1 po dogrywce. Kamil Grosicki zdobył bramkę na 1:0, Legia wyrównała, a w 117. minucie decydującego gola strzelił Adrian Przyborek po podaniu Musy Juwary.
To był jeden z najbardziej emocjonalnych wieczorów sezonu. Wyeliminowanie zdobywcy Pucharu Polski mogło stać się początkiem kolejnej wielkiej pucharowej drogi.
Nie stało się.
2 grudnia w Szczecinie Pogoń przegrała z Widzewem Łódź 0:1 i odpadła już w 1/8 finału. Jedyną bramkę zdobył Andy Zeqiri. Co znamienne, w momencie tego meczu zarówno Pogoń, jak i Widzew miały po sześć zwycięstw, dwa remisy i dziewięć porażek w lidze. Dla obu klubów Puchar Polski zaczynał więc pełnić rolę szansy na uratowanie rozczarowującego sezonu. Dla Pogoni ta droga zakończyła się jeszcze przed zimą.
Było to jedno z największych rozczarowań sezonu. Po finałach z 2024 i 2025 roku Pogoń tym razem nawet nie zbliżyła się do najważniejszych rund rozgrywek.
Zima. Druga przebudowa w ciągu jednego sezonu
Zimowa przerwa nie przyniosła kosmetycznych korekt. Klub ponownie bardzo mocno ingerował w skład.
Do Pogoni dołączyło siedmiu zawodników: Karol Angielski, Axel Holewiński, Kellyn Acosta, Attila Szalai, Mads Agger, Filip Čuić oraz Igor Brzyski. Z kolei z klubu odeszli lub zostali wypożyczeni między innymi Kacper Kostorz, Marian Huja, Patryk Paryzek, Maciej Wojciechowski i Jakub Zawadzki. Z Pogoni odszedł również Adrian Przyborek.
Oznaczało to, że w ciągu kilku miesięcy Thomasberg otrzymał drużynę bardzo różniącą się personalnie od tej, która rozpoczynała rozgrywki w Radomiu.
Najbardziej rozpoznawalnym zimowym wzmocnieniem defensywy był Attila Szalai, reprezentant Węgier. Środek pola miał wzmocnić Kellyn Acosta, wielokrotny reprezentant Stanów Zjednoczonych. W ofensywie pojawili się Angielski, Agger oraz Čuić.
Z perspektywy końcówki sezonu szczególnie interesujący okazał się ostatni z nich.
Wiosna. Nadzieja wraca na chwilę
Początek rundy wiosennej nie przyniósł natychmiastowej przemiany, lecz w lutym Pogoń zbudowała najlepszą serię sezonu. Portowcy pokonali kolejno Arkę Gdynia, Górnika Zabrze i Widzew Łódź. Zwycięstwo 1:0 nad Widzewem było trzecią ligową wygraną z rzędu. Serię zakończyła dopiero marcowa porażka 0:2 z Rakowem Częstochowa.
Przez moment można było uwierzyć, że Thomasberg zdołał odnaleźć właściwe proporcje. Zespół był bardziej zdyscyplinowany, lepiej reagował w trudnych momentach i pozostawał niezwykle groźny w końcowych fragmentach spotkań.
16 marca Pogoń pokonała Koronę Kielce 2:1. Był to już czwarty ligowy mecz sezonu, który Portowcy potrafili wygrać pomimo wcześniejszej straty bramki, co stanowiło wówczas najlepszy wynik w Ekstraklasie. Zwycięskiego gola ponownie zdobyli po 75. minucie.
Tyle że wraz z powracającą nadzieją wracała również nieregularność.
Pogoń przegrywała spotkania, które uniemożliwiały jej realny powrót do walki o europejskie puchary. Każda seria dobrych wyników była przerywana stratami punktów. W kwietniu i maju sytuacja stawała się coraz bardziej jednoznaczna. Zamiast pościgu za podium lub miejscem premiowanym grą w Europie zespół znajdował się w szerokiej grupie środka tabeli.
Końcówka sezonu. Już nie o Europę
3 maja Pogoń pokonała w Szczecinie Wisłę Płock 3:0. Było to jedno z najbardziej przekonujących zwycięstw rundy wiosennej.
Sześć dni później w Białymstoku Portowcy przegrali z Jagiellonią 2:3. Mecz miał dramatyczny przebieg. Pogoń dwukrotnie odpowiadała na gole gospodarzy, między innymi za sprawą Filipa Čuicia i Madsa Aggera, ale w doliczonym czasie zwycięstwo Jagiellonii zapewnił Bernardo Vital.
Przedostatni ligowy występ przyniósł zwycięstwo 1:0 nad Zagłębiem Lubin. Bramkę zdobył Hussein Ali. Po tym spotkaniu było już jasne, że Pogoń zakończy sezon bez zagrożenia spadkiem, ale również bez możliwości wywalczenia europejskich pucharów. Była to znamienna zmiana perspektywy. Klub, który rozpoczynał rozgrywki z ambicjami walki o najwyższe miejsca, pod koniec sezonu cieszył się przede wszystkim z definitywnego uporządkowania swojej sytuacji w środku tabeli.
23 maja sezon zakończył się remisem 1:1 z GKS Katowice na Stadionie im. Floriana Krygiera. Pogoń prowadziła po bramce Filipa Čuicia, lecz w końcówce wyrównał były zawodnik Portowców Marcel Wędrychowski.
Trudno było o bardziej symboliczne zakończenie.
Kamil Grosicki. Nadal punkt odniesienia
Mimo olbrzymiej liczby zmian personalnych jedną z najważniejszych postaci pozostawał Kamil Grosicki.
Kapitan nadal odpowiadał za kreowanie gry, przyspieszenie akcji oraz nadawanie drużynie charakteru. To jego bramka otworzyła wynik pamiętnego pucharowego zwycięstwa nad Legią. W rozgrywkach ligowych pozostawał najważniejszym kreatorem zespołu i zakończył sezon z największą liczbą asyst w Pogoni, notując ich pięć.
Znaczenie Grosickiego wykraczało jednak poza statystyki. W zespole, który w ciągu kilku miesięcy przeszedł ogromną wymianę personalną, był jednym z ostatnich symboli ciągłości między Pogonią medalową, Pogonią dwóch finałów Pucharu Polski i nowym projektem budowanym po zmianie właścicielskiej.
Paul Mukairu. Najskuteczniejszy Portowiec
Jednym z najbardziej udanych letnich transferów okazał się Paul Mukairu.
Nigeryjczyk zdobył osiem bramek i został najskuteczniejszym zawodnikiem Pogoni w sezonie. Jego szybkość, bezpośredniość oraz zdolność do atakowania przestrzeni dobrze pasowały do bardziej dynamicznej wersji zespołu Thomasberga. Kilkukrotnie decydował o losach spotkań w samych końcówkach.
Nie był następcą Koulourisa w klasycznym znaczeniu. Reprezentował zupełnie inny profil. Jego pozycja w klasyfikacji strzelców Pogoni pokazywała jednak jednocześnie największy problem sezonu. Rok wcześniej Koulouris zdobył w samej lidze 28 bramek. W sezonie 2025/2026 najlepszy strzelec drużyny miał ich osiem.
To jedna z liczb, które najlepiej tłumaczą sportowy regres Portowców.
Valentin Cojocaru. Ostatnia linia obrony
Ważną postacią pozostawał Valentin Cojocaru. Rumuński bramkarz wielokrotnie ratował drużynę w spotkaniach, w których przeciwnicy tworzyli zbyt wiele sytuacji.
W lutym był już jedynym bramkarzem ligi, który w sześciu różnych meczach sezonu obronił co najmniej sześć strzałów rywali. W majowym spotkaniu z Jagiellonią zanotował aż jedenaście skutecznych interwencji, co było rekordem sezonu Ekstraklasy.
Te statystyki były pochwałą dla bramkarza, ale jednocześnie ostrzeżeniem dla całej drużyny. Pogoń zbyt często potrzebowała jego ponadprzeciętnej dyspozycji.
Fredrik Ulvestad. Doświadczenie i charakter
Fredrik Ulvestad pozostawał jednym z fundamentów środka pola. Norweg dawał drużynie doświadczenie, warunki fizyczne i możliwość zdobywania bramek również ze stałych fragmentów gry.
Wiosną był szczególnie ważny podczas krótkiej serii zwycięstw, która ponownie rozbudziła nadzieje na awans w tabeli. Jego obecność symbolizowała grupę zawodników, na których Thomasberg mógł oprzeć drużynę w okresie największej kadrowej niestabilności.
Filip Čuić. Nadzieja znaleziona na końcu sezonu
Jednym z ciekawszych wątków końcówki rozgrywek okazał się Filip Čuić.
Pozyskany zimą zawodnik potrzebował czasu, aby wejść do zespołu, lecz końcówka należała właśnie do niego. Zdobył cztery gole w czterech ostatnich meczach sezonu. Trafił między innymi przeciwko Wiśle Płock, Jagiellonii i GKS Katowice.
Nie zdążył już zmienić losów sezonu, ale jego skuteczność dawała podstawę do myślenia o kolejnym roku.
Natan Ława. Sygnał z Akademii
W sezonie pełnym zagranicznych transferów ważnym symbolem pozostała obecność młodzieży.
Najbardziej znaczącym obrazem końcówki rozgrywek był Natan Ława. W 33. kolejce znalazł się w podstawowym składzie Pogoni mając zaledwie 16 lat i 323 dni, będąc najmłodszym zawodnikiem całej serii spotkań.
Jego obecność przypominała, że niezależnie od zmian właścicielskich i coraz bardziej międzynarodowej polityki transferowej Akademia Pogoni nadal pozostawała jednym z elementów tożsamości klubu.
Bilans, który nie pozostawiał wątpliwości
Pogoń zakończyła sezon 2025/2026 na 9. miejscu w Ekstraklasie.
W 34 spotkaniach odniosła 13 zwycięstw, zanotowała 6 remisów i poniosła 15 porażek. Zdobyła 47 bramek, straciła 49 i zakończyła rozgrywki z 45 punktami.
Porównanie z poprzednim sezonem pokazuje skalę regresu wyjątkowo wyraźnie.
W rozgrywkach 2024/2025 Pogoń była czwarta, zdobyła 58 punktów i miała bilans bramkowy 59:40. Rok później spadła na dziewiątą pozycję, zdobyła o 13 punktów mniej, strzeliła o 12 bramek mniej, straciła o 9 więcej, a dodatni bilans bramkowy +19 zmienił się w ujemne -2.
Nie zdobyła medalu.
Nie zakwalifikowała się do europejskich pucharów.
W Pucharze Polski odpadła już w 1/8 finału.
Żaden z najważniejszych sportowych celów nie został osiągnięty.
Miejsce sezonu 2025/2026 w historii Pogoni
W historii klubu ten sezon należy oceniać przede wszystkim jako koniec jednego z najbardziej stabilnych okresów sportowych współczesnej Pogoni i początek nowego, znacznie bardziej nieprzewidywalnego etapu.
Był to 53. sezon Pogoni na najwyższym poziomie rozgrywkowym i czternasty z rzędu w Ekstraklasie. Sama obecność w elicie przestała być jednak w Szczecinie miarą sukcesu. Po dwóch brązowych medalach zdobytych w 2021 i 2022 roku, po kolejnych sezonach spędzonych w ścisłej czołówce oraz po dwóch finałach Pucharu Polski oczekiwania były już zupełnie inne.
Dlatego dziewiąte miejsce nie było zwykłym wynikiem ze środka tabeli. Było sportowym krokiem wstecz.
Jednocześnie sezonu 2025/2026 nie należy stawiać obok największych kryzysów w dziejach Pogoni. Klub nie walczył do ostatniej kolejki o utrzymanie, nie znajdował się w stanie organizacyjnego rozpadu i dysponował potencjałem kadrowym zdecydowanie większym niż wskazywała końcowa tabela.
Problem był inny.
Pogoń miała środki, stadion, zaplecze, dużą publiczność, rozbudowaną kadrę i ambicje, ale przez cały sezon nie potrafiła połączyć tych elementów w stabilną drużynę.
Latem przebudowano skład. W trakcie rundy zmieniono trenera. Po rozpoczęciu sezonu odszedł najlepszy napastnik. Zimą dokonano kolejnych siedmiu wzmocnień. W ciągu jednego roku przez szatnię przewinęła się ogromna liczba nowych zawodników. To powodowało, że Pogoń praktycznie przez cały sezon znajdowała się w procesie budowy.
I właśnie dlatego określenie sezon przejściowy jest jednocześnie prawdziwe i niewystarczające.
Był przejściowy, ponieważ rozpoczął zupełnie nową epokę właścicielską, był rozczarowujący, ponieważ koszt przebudowy i poziom ambicji nie znajdowały odzwierciedlenia w wynikach, był chaotyczny, ponieważ w jego trakcie zmieniała się zarówno kadra, jak i koncepcja sportowa.
Był jednak również sezonem, w którym można było dostrzec zalążki kolejnej drużyny. Mukairu wyrósł na najskuteczniejszego zawodnika, Čuić znakomicie zakończył rozgrywki, młody Ława otrzymał miejsce w podstawowym składzie, a zimowe transfery miały stworzyć fundament na następny rok.
Paradoks Pogoni 2025/2026 polegał więc na tym, że klub jednocześnie rósł organizacyjnie i cofał się sportowo.
Najlepiej pokazywała to tabela.
Po latach, w których czwarte miejsce zaczęło być w Szczecinie traktowane jako niedosyt, dziewiąta lokata brutalnie przypomniała, że obecność w krajowej czołówce nigdy nie jest dana raz na zawsze.
Epilog
Po zakończeniu rozgrywek również projekt Thomasberga nie otrzymał długiej kontynuacji. Duńczyk przestał pełnić funkcję pierwszego trenera Pogoni w czerwcu 2026 roku, kilka tygodni po zakończeniu sezonu.
Było to ostateczne potwierdzenie, że rozgrywki 2025/2026 nie stały się początkiem stabilizacji, na którą liczono jesienią.
Pozostały sezonem poszukiwań.
Sezonem wielkich transferów i niespełnionych oczekiwań.
Sezonem, w którym Pogoń potrafiła pokonać Legię na jej stadionie, wygrać trzy ligowe mecze z rzędu, rozbić rywala 5:1 i sześciokrotnie rozstrzygać spotkania po 75. minucie, ale nie potrafiła stworzyć z tych momentów spójnej, całorocznej historii sukcesu.
W kronice Pogoni Szczecin sezon 2025/2026 powinien więc zostać zapisany jako pierwszy wyraźny kryzys sportowy po kilku latach obecności klubu w krajowej czołówce oraz pierwszy pełny rok nowej ery właścicielskiej.
Nie był katastrofą. Nie był też początkiem oczekiwanego marszu po trofea.
Był ostrzeżeniem, że samo zwiększenie ambicji, liczby transferów i możliwości finansowych nie wystarcza. Potrzebne są jeszcze ciągłość, właściwe decyzje personalne, stabilna koncepcja sportowa i czas.
Pogoń kończyła sezon 2025/2026 nie z medalem ani pucharem, lecz z kolejnym pytaniem.
Czy wielka przebudowa rzeczywiście prowadzi klub ku sukcesowi, czy dopiero trzeba znaleźć projekt, który wszystkie nowe możliwości Pogoni zamieni w wyniki na boisku?
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
SEZON 2025/2026 – Wielka przebudowa, zmiana trenera i utracony kurs na czołówkę — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>