Sezon 2023/2024. Rok wielkiej szansy i jeszcze większego niespełnienia
Sezon 2023/2024 miał potwierdzić, że Pogoń Szczecin na stałe znalazła się w gronie klubów zdolnych nie tylko regularnie zajmować miejsca w ligowej czołówce, ale również walczyć o najwyższe krajowe cele. Po dwóch brązowych medalach zdobytych pod wodzą Kosty Runjaicia oraz czwartym miejscu wywalczonym w pierwszym sezonie pracy Jensa Gustafssona oczekiwania nie mogły już ograniczać się do spokojnego utrzymania pozycji w górnej części tabeli.
Nowy stadion, rosnąca frekwencja, coraz silniejsza pozycja sportowa, regularne występy w europejskich eliminacjach oraz obecność takich zawodników jak Kamil Grosicki sprawiały, że klub zaczął być oceniany według zupełnie innych kryteriów niż jeszcze kilka lat wcześniej. Sam awans do europejskich pucharów przestawał wystarczać. Kibice oczekiwali realnej walki o mistrzostwo Polski albo przełamania historycznej niemocy w Pucharze Polski.
Właśnie dlatego sezon 2023/2024 stał się jednym z najbardziej znaczących, a jednocześnie najbardziej bolesnych okresów we współczesnej historii Pogoni. Drużyna potrafiła rozgrywać znakomite mecze, efektownie pokonywać najgroźniejszych rywali, prezentować jeden z największych potencjałów ofensywnych w lidze i dotrzeć do finału krajowego pucharu. Jednocześnie zbyt często traciła punkty w spotkaniach, w których występowała w roli zdecydowanego faworyta.
Ostatecznie Pogoń zakończyła Ekstraklasę na czwartym miejscu, odpadła z europejskich pucharów w trzeciej rundzie eliminacyjnej i przegrała finał Pucharu Polski, tracąc prowadzenie w ostatniej akcji regulaminowego czasu gry. W ciągu jednego sezonu znalazła się więc bardzo blisko największego sukcesu w swojej historii, lecz zakończyła rozgrywki bez medalu, bez trofeum i bez awansu do Europy.
Kadra budowana z myślą o kolejnym kroku
Latem 2023 roku w Szczecinie nie planowano całkowitej przebudowy zespołu. Trzon drużyny pozostał zachowany, a działania transferowe miały przede wszystkim uzupełnić pozycje, na których brakowało odpowiedniej jakości albo rywalizacji.
Jednym z najważniejszych ruchów było sprowadzenie Efthymisa Koulourisa. Grecki napastnik miał rozwiązać problem braku regularnego, klasycznego zdobywcy bramek. Od pierwszych występów pokazywał dobre wyczucie pola karnego, umiejętność gry bez piłki i zdolność finalizowania akcji budowanych przez Kamila Grosickiego oraz pozostałych ofensywnych zawodników.
Do środka pola dołączył João Gamboa, pozyskany w czerwcu 2023 roku. Portugalczyk miał wnieść siłę fizyczną, zabezpieczenie defensywne i możliwość gry jako najniżej ustawiony pomocnik. W sierpniu kadrę wzmocnił również Fredrik Ulvestad. Doświadczony Norweg z czasem stał się jednym z najważniejszych zawodników drugiej linii, łącząc pracę w odbiorze z umiejętnością wchodzenia w pole karne i wspierania ataków.
Pogoń posiadała także coraz wyraźniej ukształtowaną linię obrony. Na prawej stronie występował reprezentant Szwecji Linus Wahlqvist, na lewej Leonardo Koutris, natomiast w środku rywalizowali Benedikt Zech, Mariusz Malec, Danijel Lončar oraz Léo Borges. Był to zestaw zawodników pozwalający Gustafssonowi zarówno utrzymywać piłkę, jak i rozpoczynać ataki od własnej bramki.
Największy problem pojawił się właśnie między słupkami. W pierwszych tygodniach sezonu coraz większą odpowiedzialność otrzymywał Bartosz Klebaniuk, lecz jego występy, szczególnie w europejskim spotkaniu z KAA Gent, uwidoczniły brak doświadczenia na najwyższym poziomie. We wrześniu klub wypożyczył z Oud-Heverlee Leuven Valentina Cojocaru. Rumuński bramkarz szybko przejął miejsce w podstawowym składzie, a jego postawa była na tyle przekonująca, że w kwietniu 2024 roku Pogoń zdecydowała się na transfer definitywny.
Jednocześnie następowała dalsza zmiana pokoleniowa. Coraz większą rolę otrzymywali Adrian Przyborek, Marcel Wędrychowski i Kacper Smoliński. Nie byli jeszcze podstawą całego projektu, ale ich obecność pokazywała, że klub nadal zamierzał łączyć walkę o wysokie cele z wprowadzaniem wychowanków.
Europa. Efektowny początek i bolesne zderzenie z wyższym poziomem
Pogoń rozpoczęła europejską rywalizację od drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji Europy. Jej pierwszym przeciwnikiem był Linfield FC z Irlandii Północnej.
Pierwsze spotkanie w Belfaście zakończyło się efektownym zwycięstwem Portowców 5:2. Pogoń zaprezentowała dużą swobodę w ofensywie i praktycznie rozstrzygnęła losy dwumeczu już przed rewanżem. W Szczecinie ponownie okazała się lepsza, wygrywając 3:2. Łączny rezultat 8:4 potwierdzał przewagę sportową, ale osiem zdobytych bramek nie mogło całkowicie przesłonić czterech straconych goli oraz momentów niedostatecznej koncentracji w defensywie.
W trzeciej rundzie rywalem Pogoni został belgijski KAA Gent. Był to przeciwnik reprezentujący poziom znacznie wyższy niż Linfield, posiadający większe doświadczenie, indywidualną jakość i znacznie większą intensywność gry.
Pierwszy mecz w Belgii zakończył się klęską Pogoni 0:5. Portowcy nie potrafili przeciwstawić się szybkości i płynności ofensywnych akcji gospodarzy. Kolejne stracone bramki obnażały problemy w organizacji defensywy, a także ogromną różnicę doświadczenia pomiędzy zespołami.
Rewanż przy Twardowskiego nie mógł już odwrócić losów dwumeczu, ale Pogoń zareagowała ambitnie. Zwyciężyła 2:1 i przynajmniej częściowo odbudowała wizerunek po kompromitującym występie w Gandawie. Wynik ten miał znaczenie emocjonalne, lecz do kolejnej rundy awansował Gent, wygrywając w dwumeczu 6:2.
Europejska kampania po raz kolejny pozostawiła w Szczecinie podobne wnioski. Pogoń była już drużyną wystarczająco silną, aby eliminować przeciwników z niższego europejskiego poziomu, ale nadal brakowało jej jakości, doświadczenia i stabilności potrzebnych do pokonania zespołu ze znacznie mocniejszej ligi.
Od zwycięskiego otwarcia do pierwszego kryzysu
Ligowy sezon rozpoczął się obiecująco. Pogoń pokonała na wyjeździe Wartę Poznań 1:0, a następnie wygrała u siebie z Widzewem Łódź 2:1. Po dwóch kolejkach posiadała komplet punktów, a dobra skuteczność w spotkaniach z Linfieldem dodatkowo wzmacniała przekonanie, że zespół jest przygotowany do walki o najwyższe miejsca.
Sytuacja zmieniła się po porażce z Gentem. Pogoń przegrała cztery kolejne spotkania ligowe, nie zdobywając w nich ani jednej bramki. Uległa Radomiakowi Radom 0:2, ŁKS Łódź 0:1, Śląskowi Wrocław 0:2 oraz Zagłębiu Lubin 0:1. Drużyna, która jeszcze kilka tygodni wcześniej imponowała skutecznością, nagle straciła płynność, pewność siebie i zdolność kreowania dogodnych sytuacji.
Kryzys nie miał jednego źródła. Nałożyły się na niego europejskie niepowodzenie, problemy bramkarskie, zmiany kadrowe i brak właściwego balansu pomiędzy ofensywą a zabezpieczeniem własnej bramki. Zespół Gustafssona chciał dominować poprzez posiadanie piłki, lecz zbyt często rozgrywał akcje wolno i przewidywalnie. Kiedy rywal zamykał przestrzeń przed polem karnym, Pogoń stawała się zależna od indywidualnych przyspieszeń Grosickiego.
Cztery kolejne ligowe porażki bez zdobytej bramki były pierwszym poważnym sygnałem ostrzegawczym. Pokazały, że kadra posiadała duży potencjał, ale nie była jeszcze zespołem odpornym na kryzysy.
Jesienna odbudowa i pokaz ofensywnych możliwości
Przełamanie nastąpiło w meczu z Koroną Kielce, wygranym przez Pogoń 3:1. Tydzień później Portowcy rozbili na wyjeździe Cracovię 5:1. Były to pierwsze oznaki powrotu ofensywnej swobody, której brakowało w poprzednich tygodniach.
Po niezwykle emocjonującej porażce 3:4 z Legią Warszawa Pogoń rozegrała jedno z najlepszych spotkań całego sezonu. Przy ponad dwudziestu tysiącach widzów pokonała Lecha Poznań 5:0. Było to najwyższe ligowe zwycięstwo Pogoni nad poznańskim klubem w historii. Szczeciński zespół dominował pod względem intensywności, organizacji i skuteczności, praktycznie nie pozwalając rywalowi na nawiązanie równorzędnej walki.
Tydzień później Portowcy wygrali z Ruchem Chorzów 3:0. Następnie zremisowali bezbramkowo z Piastem Gliwice, pokonali Jagiellonię Białystok 2:1 oraz Puszczę Niepołomice 2:0.
W tych spotkaniach Pogoń pokazywała pełnię swoich możliwości. Potrafiła wysoko odbierać piłkę, szybko przenosić akcje na połowę przeciwnika i tworzyć przewagę dzięki ruchliwości zawodników ofensywnych. Grosicki regularnie schodził z lewego skrzydła, Koulouris absorbował środkowych obrońców, a Ulvestad i Alexander Gorgon pojawiali się pomiędzy liniami.
Problem polegał na tym, że znakomitym seriom towarzyszyły nagłe załamania formy. Po remisie z Rakowem Częstochowa Pogoń przegrała u siebie ze Stalą Mielec 2:3, a następnie uległa Górnikowi Zabrze 0:1. W spotkaniu z Wartą Poznań prowadziła już 3:1, lecz pozwoliła przeciwnikowi doprowadzić do remisu 3:3.
Jesień zakończyła wyjazdowym zwycięstwem 2:1 nad Widzewem. Rezultat poprawił sytuację w tabeli, ale nie zmienił podstawowej oceny pierwszej części sezonu. Pogoń była nieprzewidywalna. Potrafiła rozbić Lecha i Cracovię, a jednocześnie przegrywała z zespołami dysponującymi znacznie mniejszym potencjałem kadrowym.
Wiosna rozpoczynająca się od wielkiej nadziei
Po przerwie zimowej Pogoń wróciła do rywalizacji w imponującym stylu. Najpierw wygrała na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław 1:0, następnie rozbiła Radomiaka 4:0 i pokonała ŁKS Łódź 4:2. Po trzech wiosennych kolejkach miała dziewięć punktów oraz dziewięć zdobytych bramek.
Szczególnie znaczące było zwycięstwo we Wrocławiu. Śląsk należał wówczas do głównych kandydatów do mistrzostwa Polski, a Pogoń udowodniła, że potrafi skutecznie rywalizować z drużynami znajdującymi się najwyżej w tabeli.
Wiosną Gustafsson coraz częściej korzystał z ustawienia przypominającego 4-1-4-1. Jeden z pomocników zabezpieczał przestrzeń przed obrońcami, natomiast pozostali zawodnicy drugiej linii otrzymywali większą swobodę w ataku. Rozwiązanie to pozwalało lepiej wykorzystywać ruchliwość Ulvestada, Gorgona i Grosickiego, choć nadal nie eliminowało wszystkich problemów w momentach przejścia z ataku do obrony.
Remis 1:1 z Legią Warszawa nie był złym wynikiem, lecz późniejsze spotkania ponownie pokazały brak regularności. Pogoń przegrała u siebie z Zagłębiem Lubin 0:2, zremisowała 2:2 z Koroną Kielce, mimo że musiała odrabiać dwubramkową stratę, a następnie pokonała Cracovię 3:1.
W każdym z tych meczów można było zobaczyć dwie twarze zespołu Gustafssona. Pierwszą była drużyna odważna, ofensywna i zdolna do szybkiego tworzenia sytuacji. Drugą był zespół podatny na proste błędy, tracący kontrolę nad wydarzeniami i zbyt długo pozostający bez właściwej reakcji.
Puchar Polski. Rozgrywki, które zaczęły zmieniać znaczenie sezonu
Równolegle do ligowej walki Pogoń kontynuowała najbardziej udaną od lat kampanię w Pucharze Polski.
W pierwszym spotkaniu pokonała Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:0 po golu Kamila Grosickiego zdobytym w końcówce, w następnej rundzie potrzebowała dogrywki, aby zwyciężyć Górnika Zabrze 2:1.
W ćwierćfinale Portowcy zmierzyli się na wyjeździe z Lechem Poznań. Spotkanie długo pozostawało bezbramkowe, ale Pogoń rozstrzygnęła je w dogrywce, wygrywając 1:0. Był to jeden z najważniejszych momentów sezonu. Wyeliminowanie silnego przeciwnika na jego stadionie sprawiło, że zdobycie trofeum przestało być jedynie odległym marzeniem.
W półfinale przy Twardowskiego rywalem została Jagiellonia Białystok. Koulouris dał Pogoni prowadzenie, lecz Bartłomiej Wdowik doprowadził do remisu. Ponownie potrzebna była dogrywka. Decydującego gola strzelił Fredrik Ulvestad, zapewniając szczecińskiemu klubowi pierwszy od 2010 roku awans do finału Pucharu Polski.
Na początku kwietnia wydawało się, że sezon może zakończyć się historycznym sukcesem. Pogoń pozostawała w walce o czołowe miejsca w Ekstraklasie, miała lidera w osobie Grosickiego, skutecznego Koulourisa oraz finał krajowego pucharu przed sobą.
Liga podporządkowana marzeniu o trofeum
Awans do finału w oczywisty sposób wpłynął na atmosferę wokół klubu. Spotkanie zaplanowane na 2 maja 2024 roku zaczęło dominować nad pozostałą częścią sezonu. Dla Pogoni nie był to już jeden z wielu meczów. Była to szansa na zdobycie pierwszego znaczącego trofeum w historii klubu.
W lidze drużyna nadal potrafiła prezentować bardzo wysoki poziom. Rozbiła Ruch Chorzów 5:0, po raz kolejny pokazując ogromny potencjał ofensywny. Jednocześnie przegrała z Lechem Poznań 0:1 oraz uległa u siebie Piastowi Gliwice 0:2. W Białymstoku zremisowała z Jagiellonią 2:2.
Straty punktów powodowały, że szanse na ligowe podium stawały się coraz mniejsze. Pogoń ciągle pozostawała blisko czołówki, ale nie potrafiła wykorzystać potknięć przeciwników. Każde efektowne zwycięstwo było równoważone kolejnym nieoczekiwanym niepowodzeniem.
Największa uwaga pozostawała jednak skupiona na Warszawie.
2 maja 2024 roku. Kilkadziesiąt sekund od historii
W finale Pucharu Polski Pogoń zmierzyła się z występującą wówczas na zapleczu Ekstraklasy Wisłą Kraków. Szczeciński klub przystępował do spotkania jako faworyt. Posiadał silniejszą kadrę, jednego z najlepszych piłkarzy ligi i doświadczenie wyniesione z regularnej walki w czołówce Ekstraklasy.
Mecz nie układał się jednak łatwo. Wisła broniła się konsekwentnie, a Pogoń długo nie potrafiła wykorzystać przewagi jakościowej. W 75. minucie Efthymis Koulouris zdobył bramkę dającą Portowcom prowadzenie.
Przez kolejne minuty szczeciński klub znajdował się coraz bliżej spełnienia największego marzenia. Na trybunach trwało odliczanie do historycznego triumfu. Pogoń prowadziła jeszcze w ostatnich sekundach doliczonego czasu.
W 99. minucie, w praktyce w ostatniej akcji regulaminowej części spotkania, Eneko Satrústegui doprowadził do remisu. Kilka minut po rozpoczęciu dogrywki Ángel Rodado strzelił drugiego gola dla Wisły. Pogoń nie zdołała odpowiedzieć i przegrała finał 1:2.
Trudno znaleźć w historii klubu drugie spotkanie, w którym granica pomiędzy spełnieniem a katastrofą byłaby tak niewielka. Pogoń nie przegrała finału po jednostronnym meczu ani po wyraźnej przewadze przeciwnika. Straciła trofeum w chwili, gdy wydawało się, że może już przygotowywać się do jego odebrania.
Porażka miała znaczenie znacznie większe niż utrata samego pucharu. Zmieniła ocenę pracy trenera, całego sezonu oraz mentalnej dojrzałości zespołu. Zamiast pierwszego trofeum i symbolicznego otwarcia nowego etapu pojawiło się kolejne historyczne niespełnienie.
Próba powrotu do ligowej rzeczywistości
Cztery dni po finale Pogoń pokonała Puszczę Niepołomice 1:0. Było to zwycięstwo potrzebne, ale nie mogło zatrzeć wydarzeń z Warszawy.
W następnej kolejce Portowcy przegrali na wyjeździe z Rakowem Częstochowa 1:2, a następnie bezbramkowo zremisowali ze Stalą Mielec. Dopiero w ostatnim spotkaniu sezonu pokonali Górnika Zabrze 1:0. Bramkę na wagę czwartego miejsca zdobył Marcel Wędrychowski.
Pogoń zakończyła rozgrywki z dorobkiem 55 punktów. W 34 spotkaniach odniosła 16 zwycięstw, siedem razy zremisowała i poniosła 11 porażek. Zdobyła 59 bramek, tracąc 38. Do trzeciej Legii Warszawa zabrakło jej czterech punktów, natomiast do mistrzowskiej Jagiellonii osiem.
| Miejsce | Mecze | Zwycięstwa | Remisy | Porażki | Bramki | Punkty |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 4. | 34 | 16 | 7 | 11 | 59:38 | 55 |
Bilans bramkowy wynoszący plus 21 należał do najlepszych w lidze. Pogoń zdobyła więcej bramek niż wszystkie zespoły poza Jagiellonią. Statystyki te pokazywały, że drużyna posiadała potencjał właściwy kandydatowi do podium.
Jedenaście porażek było jednak zbyt dużym obciążeniem. Pogoń przegrywała częściej od trzech drużyn, które zakończyły sezon przed nią. Szczególnie kosztowne okazały się domowe niepowodzenia z Radomiakiem, Śląskiem, Legią, Stalą Mielec, Zagłębiem Lubin i Piastem Gliwice. Na własnym stadionie Portowcy zdobyli 29 punktów, odnosząc dziewięć zwycięstw, dwa razy remisując i ponosząc sześć porażek.
Grosicki i Koulouris. Lider oraz egzekutor
Najważniejszą postacią zespołu pozostawał Kamil Grosicki. Kapitan Pogoni rozegrał wszystkie 34 spotkania ligowe, zdobył 13 bramek i zanotował 14 asyst. Łącznie uczestniczył bezpośrednio przy 27 ligowych golach zespołu.
Po zakończeniu rozgrywek Grosicki został wybrany najlepszym piłkarzem oraz najlepszym pomocnikiem sezonu Ekstraklasy. Tytuł Piłkarza Sezonu otrzymał drugi rok z rzędu. Było to wyjątkowe indywidualne osiągnięcie, które jednocześnie podkreślało paradoks całej kampanii. Pogoń posiadała najlepszego zawodnika ligi, lecz nie zdobyła ani medalu, ani trofeum.
Istotnym wzmocnieniem okazał się również Efthymis Koulouris. Grek zdobył 18 bramek w 43 występach we wszystkich rozgrywkach, w tym 12 goli w Ekstraklasie. Trafiał w europejskich pucharach, lidze i Pucharze Polski, a jego bramka w finale przez kilkanaście minut wydawała się golem na wagę historycznego sukcesu.
Ważną rolę odegrali także Fredrik Ulvestad, Alexander Gorgon, Rafał Kurzawa, Linus Wahlqvist i Valentin Cojocaru. Szczególnie rumuński bramkarz ustabilizował pozycję, która na początku sezonu była jednym z największych problemów drużyny.
Bilans wszystkich rozgrywek
Pogoń rozegrała łącznie 43 oficjalne spotkania:
| Rozgrywki | Mecze | Zwycięstwa | Remisy | Porażki | Bramki |
| Ekstraklasa | 34 | 16 | 7 | 11 | 59:38 |
| Liga Konferencji Europy | 4 | 3 | 0 | 1 | 10:10 |
| Puchar Polski | 5 | 4 | 0 | 1 | 7:4 |
| Łącznie | 43 | 23 | 7 | 13 | 76:52 |
Wyniki te pokazują skalę sprzeczności. Pogoń wygrała ponad połowę wszystkich oficjalnych spotkań, zdobyła 76 bramek, dotarła do finału Pucharu Polski i trzykrotnie zwyciężyła w Europie. Mimo to sezon zakończyła bez wymiernej nagrody.
Ocena pracy Jensa Gustafssona
Drugi sezon Gustafssona trudno ocenić jednoznacznie.
Z jednej strony szwedzki trener doprowadził Pogoń do pierwszego od czternastu lat finału Pucharu Polski. Jego drużyna potrafiła grać ofensywnie, wysoko odbierać piłkę i efektownie pokonywać silnych przeciwników. Zwycięstwa 5:0 nad Lechem, 5:1 z Cracovią, 4:0 z Radomiakiem i 5:0 z Ruchem należały do najbardziej przekonujących występów Pogoni w XXI wieku.
Gustafsson rozwinął także kilku zawodników, wprowadzał młodzież i stworzył warunki, w których Grosicki oraz Koulouris mogli osiągać bardzo dobre liczby.
Z drugiej strony trener nie rozwiązał problemu niestabilności. Pogoń zbyt często potrzebowała wielu minut, aby reagować na zmianę sytuacji na boisku. Miała problemy z grą przeciwko zespołom broniącym nisko i zwarto. Nie zawsze potrafiła kontrolować tempo spotkania, a jej wysokie ustawienie pozostawiało przestrzeń do kontrataków.
Największym zarzutem pozostał jednak brak odpowiedniego zarządzania najważniejszymi momentami. Drużyna przegrywała spotkania, w których posiadała przewagę jakościową, traciła prowadzenie i nie potrafiła zamknąć finału Pucharu Polski. Właśnie w takich chwilach oceniany jest trener zespołu aspirującego do trofeów.
Rok wielkiej szansy i jeszcze większego niespełnienia
Czwarte miejsce samo w sobie nie było wynikiem katastrofalnym. Potwierdzało, że Pogoń pozostawała jednym z najsilniejszych zespołów w kraju. W innych okolicznościach mogłoby zostać uznane za rezultat solidny, szczególnie w połączeniu z finałem Pucharu Polski.
Jednak sezonu 2023/2024 nie można oceniać wyłącznie przez miejsce w tabeli.
Był to sezon, w którym Pogoń posiadała najlepszego piłkarza Ekstraklasy, skutecznego napastnika, nowoczesny stadion, bardzo liczną publiczność i kadrę wystarczająco mocną, aby pokonywać bezpośrednich rywali. Droga do pierwszego trofeum była otwarta. W finale czekał zespół z pierwszej ligi, a Portowcy prowadzili jeszcze w ostatniej akcji regulaminowego czasu gry.
Mimo to Pogoń zakończyła sezon bez pucharu i bez europejskich rozgrywek. Zwycięstwo Wisły Kraków oznaczało bowiem, że czwarte miejsce w Ekstraklasie nie dało szczecińskiemu klubowi przepustki do Ligi Konferencji. Klub w swoim sprawozdaniu wskazywał, że porażka w finale przyniosła konsekwencje zarówno sportowe, jak i finansowe, w tym pierwszą od trzech sezonów nieobecność w europejskich pucharach.
To właśnie finał w Warszawie stał się wydarzeniem, przez które zapamiętano cały sezon. Przesłonił efektowne zwycięstwa, dobre statystyki, rozwój Koulourisa, wielką formę Grosickiego i czwartą pozycję w lidze.
Pogoń znalazła się najbliżej zdobycia trofeum od wielu lat. Nie wykorzystała jednak szansy, która wydawała się niemal niemożliwa do utraty.
Sezon 2023/2024 nie był więc sportową katastrofą. Był czymś znacznie bardziej bolesnym: sezonem niespełnienia w chwili, gdy spełnienie znajdowało się zaledwie kilkadziesiąt sekund od szczecińskiego klubu.
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Sezon 2023/2024. Rok wielkiej szansy i jeszcze większego niespełnienia — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>