Sezon 2009/2010. Pogoń ponownie liczy się w kraju
Awans na zaplecze Ekstraklasy otwierał przed Pogonią Szczecin kolejny etap odbudowy. Klub przestawał być zespołem przemierzającym niższe szczeble rozgrywek i wracał do miejsca, w którym wyniki Portowców ponownie zaczynały interesować całą piłkarską Polskę.
Jeszcze dwa lata wcześniej drużyna rozpoczynała rywalizację w IV lidze. Latem 2009 roku przygotowywała się już do sezonu w I lidze, czyli na drugim poziomie rozgrywkowym. Tempo sportowego powrotu było imponujące, ale wraz z kolejnymi awansami rosły także wymagania. Pogoń nie mogła już opierać się wyłącznie na doświadczeniu zawodników związanych ze Szczecinem i emocjach towarzyszących odbudowie. Potrzebowała kadry zdolnej do regularnej rywalizacji z klubami posiadającymi ekstraklasową historię, większe budżety i stabilniejsze struktury.
Sezon 2009/2010 miał pokazać, czy społeczny projekt rozpoczęty po upadku Pogoni Antoniego Ptaka może przekształcić się w pełni profesjonalny klub.
Beniaminek bez kompleksów
Drużynę nadal prowadził Piotr Mandrysz. Były piłkarz Pogoni przejął zespół we wrześniu 2008 roku i doprowadził go do awansu z II ligi zachodniej. Pozostawienie szkoleniowca na stanowisku oznaczało zachowanie ciągłości pracy, ale jednocześnie nakładało na niego większą odpowiedzialność.
Pierwszoligowa Pogoń miała być zespołem uporządkowanym, zdyscyplinowanym i trudnym do pokonania. Nie dysponowała jeszcze składem pozwalającym bezwarunkowo oczekiwać awansu, lecz nie zamierzała pełnić roli ostrożnego beniaminka walczącego jedynie o utrzymanie.
W drużynie pozostali zawodnicy uczestniczący w poprzednich etapach odbudowy. Ważne role odgrywali Krzysztof Hrymowicz, Przemysław Pietruszka, Marcin Woźniak, Tomasz Parzy, Maksymilian Rogalski i Piotr Petasz. Do zespołu wrócił również Olgierd Moskalewicz, jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w nowożytnej historii Pogoni.
Wzmocnieniem o szczególnym znaczeniu okazał się Radosław Janukiewicz. Bramkarz szybko stał się jednym z najważniejszych zawodników zespołu, a jego pozycja miała wykraczać daleko poza jeden sezon. W kolejnych latach został filarem drużyny walczącej o powrót do Ekstraklasy i jednym z piłkarzy najmocniej kojarzonych z okresem odbudowy.
W trakcie rozgrywek w kadrze znajdowali się również Maciej Mysiak, Marcin Nowak, Piotr Koman, Josef Petřík, Omar Jarun, Piotr Prędota, Piotr Dziuba, Marcin Klatt, Marcin Bojarski, Daniel Wólkiewicz, Dariusz Zawadzki oraz młody Mikołaj Lebedyński. Zespół łączył doświadczenie zawodników pamiętających ekstraklasową piłkę z energią graczy dopiero budujących swoje nazwiska.
Mocne rozpoczęcie sezonu
Pogoń rozpoczęła ligowe rozgrywki 1 sierpnia 2009 roku od zwycięstwa 3:0 nad GKS-em Katowice. Wynik miał znaczenie większe niż zwykłe zdobycie trzech punktów. Szczeciński beniaminek pokazał, że nie zamierza potrzebować długiego okresu przystosowania do nowego poziomu.
Pierwsze tygodnie przyniosły jednak zarówno sukcesy, jak i ostrzeżenia. Po porażce z GKP Gorzów Wielkopolski Pogoń zremisowała z Podbeskidziem Bielsko-Biała i Flotą Świnoujście. Następnie rozbiła Sandecję Nowy Sącz 4:0. Było to najwyższe ligowe zwycięstwo Portowców w całym sezonie. Później przyszła porażka w Kluczborku, ale zespół odpowiedział wygranymi nad Motorem Lublin i Zniczem Pruszków.
Szczególne znaczenie miało wyjazdowe zwycięstwo 3:1 z Górnikiem Zabrze. Pokonanie jednego z najbardziej utytułowanych polskich klubów stanowiło kolejny dowód, że Pogoń coraz szybciej odzyskuje sportową wiarygodność. Szczeciński zespół nie znajdował się jeszcze na poziomie pozwalającym regularnie dominować nad przeciwnikami, ale potrafił rywalizować także z głównymi kandydatami do awansu.
Jesień nie była jednak pozbawiona problemów. Pogoń przegrywała z ŁKS-em Łódź i Widzewem, a w kilku spotkaniach traciła punkty z przeciwnikami teoretycznie znajdującymi się w jej zasięgu. Zespół prezentował jakość pozwalającą utrzymywać się w górnej części tabeli, lecz brakowało mu regularności niezbędnej do bezpośredniej walki o Ekstraklasę.
Dla klubu znajdującego się dopiero w trzecim sezonie po rozpoczęciu odbudowy nie był to jednak powód do rozczarowania. Pogoń przestała być drużyną, której głównym zadaniem było przetrwanie. Stawała się zespołem zdolnym do wpływania na przebieg rozgrywek.
Olgierd Moskalewicz, lider doświadczenia
Najskuteczniejszym zawodnikiem Pogoni w lidze został Olgierd Moskalewicz. W 32 występach zdobył 13 bramek. Był nie tylko najlepszym strzelcem, lecz również jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla młodszych zawodników.
Jego kolejny powrót do Szczecina miał wymiar sportowy i symboliczny. Moskalewicz pamiętał Pogoń z lat dziewięćdziesiątych, uczestniczył w awansie w sezonie 2003/2004, a po kilku latach ponownie pojawił się w klubie, który próbował odzyskać miejsce w krajowej elicie.
W jego grze nadal widoczne były doświadczenie, umiejętność ustawienia się w polu karnym i zdolność wykorzystywania momentów zawahania obrońców. Nie był już zawodnikiem budującym swoją karierę, lecz piłkarzem, który miał pomóc w budowaniu drużyny.
Drugim najskuteczniejszym graczem został Piotr Petasz, autor ośmiu ligowych bramek. Jego mocne uderzenie, ofensywne wejścia z lewej strony i umiejętność wykonywania stałych fragmentów gry stały się jednym z ważniejszych atutów Pogoni.
Najwięcej minut w rozgrywkach ligowych zanotował Maciej Mysiak, który rozegrał 2630 minut. Po 32 występy zaliczyli Moskalewicz i Przemysław Pietruszka, a Radosław Janukiewicz zagrał w 24 spotkaniach.
Młodzież otrzymuje szansę
W zespole coraz większą rolę zaczynał odgrywać Mikołaj Lebedyński. Młody napastnik nie był jeszcze podstawowym zawodnikiem przez cały sezon, ale regularnie pojawiał się na boisku. W lidze wystąpił 22 razy, w tym dziesięciokrotnie jako rezerwowy.
Lebedyński reprezentował kierunek, który miał być jednym z filarów odbudowanej Pogoni. Klub ponownie chciał tworzyć drogę dla młodych zawodników związanych ze Szczecinem i regionem. Nie każdy wychowanek mógł od razu stać się liderem pierwszej drużyny, lecz sam fakt obecności młodych piłkarzy w kadrze przywracał poczucie ciągłości utracone w ostatnich latach projektu Antoniego Ptaka.
Szczególnie ważna okazała się pucharowa wiosna Lebedyńskiego. W pierwszym ćwierćfinałowym meczu z Zagłębiem Sosnowiec zdobył dwie bramki, potwierdzając, że potrafi odegrać istotną rolę także w spotkaniach o dużą stawkę.
Wiosna pomiędzy ligą a pucharem
Początek rundy wiosennej nie przyniósł Pogoni oczekiwanego przyspieszenia. Bezbramkowe remisy z Podbeskidziem i Flotą zostały następnie zastąpione trzema kolejnymi porażkami z Sandecją, MKS-em Kluczbork i Motorem Lublin.
Zespół znalazł się w trudnym momencie. Z jednej strony potrzebował punktów, aby utrzymać wysokie miejsce w lidze. Z drugiej coraz większe znaczenie miały rozgrywki Pucharu Polski, w których Pogoń nieoczekiwanie docierała do kolejnych etapów.
Podział sił pomiędzy ligą i pucharem był dla kadry dużym obciążeniem. Szczeciński klub nie posiadał jeszcze szerokiego składu charakterystycznego dla najbogatszych drużyn. Piotr Mandrysz musiał zarządzać zmęczeniem zawodników, urazami i rosnącą presją.
Pogoń zdołała jednak odpowiedzieć na kryzys. Pokonała na wyjeździe Górnika Łęczna 3:0, następnie wygrała 2:0 ze Stalą Stalowa Wola i zremisowała 2:2 z ŁKS-em. Późniejsza porażka 0:2 z Górnikiem Zabrze pokazała, że zespół nadal nie był gotowy do trwałego wejścia do ligowej czołówki, ale jego pozycja w górnej połowie tabeli pozostawała bezpieczna.
Piąte miejsce beniaminka
Pogoń zakończyła sezon na piątym miejscu. W 34 spotkaniach zdobyła 51 punktów, odnosząc 13 zwycięstw, notując 12 remisów i ponosząc dziewięć porażek. Portowcy strzelili 46 bramek, tracąc 35. Przed nimi znalazły się Widzew Łódź, Górnik Zabrze, Sandecja Nowy Sącz i ŁKS Łódź.
Z punktu widzenia całego procesu odbudowy był to wynik bardzo dobry. Pogoń występowała w I lidze jako beniaminek, zaledwie dwa lata po rozpoczęciu gry na poziomie regionalnym. Nie wywalczyła trzeciego awansu z rzędu, ale potwierdziła, że jest już przygotowana do funkcjonowania na bezpośrednim zapleczu Ekstraklasy.
Piąte miejsce oznaczało również zmianę sposobu postrzegania klubu. Pogoń nie była już traktowana wyłącznie jako historyczna marka próbująca podnieść się po upadku. Stawała się realnym kandydatem do powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej w jednym z kolejnych sezonów.
Najważniejsze wydarzenie rozegrało się jednak poza ligą.
Pucharowa droga z rundy przedwstępnej
Pogoń rozpoczęła udział w Pucharze Polski już 29 lipca 2009 roku, cztery dni przed inauguracją rozgrywek ligowych. Jako beniaminek I ligi musiała przejść niemal całą drabinkę turnieju.
Pierwszym przeciwnikiem była Olimpia Elbląg. Portowcy wygrali na wyjeździe 2:1 po dogrywce. W następnym etapie zmierzyli się z Kotwicą Kołobrzeg. Spotkanie zakończyło się wynikiem 5:7 na korzyść Pogoni po emocjonującym meczu i serii rzutów karnych.
Kolejnym rywalem był Motor Lublin. Pogoń wygrała w Szczecinie 2:0 i awansowała do etapu, w którym zaczęła spotykać się z coraz bardziej wymagającymi przeciwnikami.
W 1/16 finału do Szczecina przyjechała Polonia Warszawa. Pierwszoligowa Pogoń pokonała ekstraklasowego rywala 2:0 po bramkach Daniela Wólkiewicza i Krzysztofa Hrymowicza. W następnej rundzie takim samym wynikiem zakończyło się spotkanie z Piastem Gliwice. Obie bramki zdobył Piotr Petasz.
Pucharowa przygoda przestawała być dodatkiem do ligowego sezonu. Pogoń eliminowała kolejnych przeciwników z najwyższej klasy rozgrywkowej i zaczynała wierzyć, że może dotrzeć znacznie dalej, niż początkowo zakładano.
Ćwierćfinał z Zagłębiem Sosnowiec
W ćwierćfinale przeciwnikiem Pogoni było Zagłębie Sosnowiec. Pierwsze spotkanie rozegrano na wyjeździe. Szczecinianie wygrali 3:0, niemal rozstrzygając losy rywalizacji przed rewanżem.
Bohaterem meczu został Mikołaj Lebedyński, który zdobył dwie bramki. Trzecie trafienie dołożył Dariusz Zawadzki. W rewanżu rozegranym w Szczecinie padł remis 1:1. Pogoń awansowała do półfinału wynikiem 4:1 w dwumeczu.
Był to moment, w którym możliwość występu w finale stała się realnym celem. Klub odbudowany zaledwie kilka lat wcześniej znalazł się wśród czterech najlepszych zespołów krajowego pucharu.
Ruch Chorzów i powrót wielkich emocji
W półfinale Pogoń trafiła na Ruch Chorzów, jedną z najlepszych drużyn ówczesnej Ekstraklasy. Sportowa różnica pomiędzy zespołami była wyraźna, ale pucharowa Pogoń wielokrotnie udowadniała, że potrafi neutralizować przewagę teoretycznie silniejszych przeciwników.
Pierwsze spotkanie rozegrane w Chorzowie zakończyło się remisem 1:1. Wynik dawał Pogoni korzystną sytuację przed rewanżem w Szczecinie. Na stadionie przy ulicy Twardowskiego Portowcy bronili przewagi wynikającej z bramki zdobytej na wyjeździe.
Rewanż zakończył się bezbramkowym remisem. Ruch atakował, lecz Pogoń wytrzymała presję i awansowała do finału. 4 maja 2010 roku szczeciński stadion przeżył pierwszy wielki wieczór odbudowanego klubu.
Zaledwie trzy lata po rozpoczęciu rywalizacji w IV lidze Pogoń ponownie miała zagrać o krajowe trofeum.
Finał Pucharu Polski 2010
Pierwszy wielki finał nowej Pogoni
22 maja 2010 roku Pogoń Szczecin zmierzyła się z Jagiellonią Białystok na stadionie Zawiszy w Bydgoszczy. Był to trzeci finał Pucharu Polski w historii szczecińskiego klubu. Dwa wcześniejsze, rozegrane w 1981 i 1982 roku, zakończyły się porażkami 0:1.
Tym razem znaczenie spotkania wykraczało daleko poza możliwość zdobycia pierwszego trofeum. Finał był potwierdzeniem, że odbudowana Pogoń ponownie znalazła się na ogólnopolskiej scenie. Drużyna, która rozpoczęła turniej od rundy przedwstępnej, dotarła do najważniejszego meczu po wyeliminowaniu między innymi Polonii Warszawa, Piasta Gliwice, Zagłębia Sosnowiec i Ruchu Chorzów.
Na trybunach stadionu w Bydgoszczy pojawiły się tysiące kibiców Pogoni. Dla szczecińskiego środowiska był to pierwszy tak wielki wyjazd od czasu upadku poprzedniego klubu. Granatowo-bordowa obecność na trybunach stanowiła świadectwo tego, że społeczna więź odbudowana w niższych ligach przetrwała i ponownie może zostać pokazana całej Polsce.
Jagiellonia była zespołem występującym w Ekstraklasie i przystępowała do finału jako faworyt. W jej składzie znajdowali się doświadczeni zawodnicy, a jednym z najbardziej niebezpiecznych piłkarzy był wychowanek Pogoni Kamil Grosicki.
Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem. Pogoń broniła się przed atakami przeciwnika, a Radosław Janukiewicz wielokrotnie ratował drużynę przed utratą bramki. W 49. minucie Jagiellonia objęła jednak prowadzenie. Po stałym fragmencie gry do siatki trafił Andrius Skerla.
Pogoń próbowała odpowiedzieć. Najbliżej wyrównania znalazła się po mocnym strzale Maksymiliana Rogalskiego, po którym piłka trafiła w poprzeczkę. Jagiellonia miała kolejne okazje, lecz Janukiewicz utrzymywał szczecinian w grze. Wynik nie uległ już zmianie.
Pogoń przegrała 0:1.
Po raz trzeci w historii wystąpiła w finale Pucharu Polski i po raz trzeci zeszła z boiska pokonana dokładnie takim samym wynikiem. Spotkanie oglądało 12 tysięcy widzów.
Porażka, która potwierdziła powrót
Sportowo finał zakończył się rozczarowaniem. Pogoń ponownie znalazła się bardzo blisko pierwszego trofeum w historii, ale nie potrafiła wykonać ostatniego kroku.
Historyczna ocena tego spotkania nie może jednak ograniczać się do wyniku.
W ciągu trzech lat szczeciński klub przeszedł drogę od IV ligi do finału krajowego pucharu. Nie posiadał jeszcze zespołu gotowego na regularną walkę z najlepszymi drużynami Ekstraklasy, ale odzyskał coś równie ważnego: obecność w świadomości całego kraju.
Finał w Bydgoszczy był pierwszym wielkim wydarzeniem nowej Pogoni. Potwierdził sens odbudowy rozpoczętej przez kibiców, byłych zawodników, lokalnych działaczy i ludzi gotowych ratować klub w chwili jego największego kryzysu.
Puchar pojechał do Białegostoku.
Pogoń wróciła do Szczecina bez trofeum, lecz z przekonaniem, że ponownie może uczestniczyć w najważniejszych wydarzeniach polskiej piłki.
Ocena historyczna sezonu
Sezon 2009/2010 był pierwszym momentem, w którym odbudowana Pogoń ponownie stała się klubem rozpoznawalnym w całej Polsce. Piąte miejsce beniaminka w I lidze potwierdziło sportowy postęp, a finał Pucharu Polski nadał całemu procesowi odbudowy symboliczny wymiar.
Nie był to jeszcze koniec drogi. Pogoń nadal znajdowała się poza Ekstraklasą, a kolejne rozgrywki miały przynieść poważny kryzys, rozczarowanie i konieczność ponownego określenia sportowych ambicji.
Sezon 2009/2010 udowodnił jednak, że klub nie walczy już wyłącznie o przetrwanie.
Zaczął walczyć o sukces.
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Sezon 2009/2010. Pogoń ponownie liczy się w kraju — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>