SEZON 2: Odcinek 11: Radość i łzy
Szczecin. 17:30:
Granatowo-bordowe flagi zalewają trybuny. Komplet publiczności – 20 tysięcy serc bije jednym rytmem. Miasto zamarło – bo kiedy gra Pogoń, czas w Szczecinie staje w miejscu.
Bolo, Marta i Zefir siedzą razem – pierwszy raz od dawna. Dla nich ten mecz to coś więcej niż sport. To symbol – próba siły, wiary, serca.
13’ (0:1):
Grosicki wrzuca piłkę w pole karne. Nie doszła do żadnego z napastników – wybicie, moment zawahania. Jagiellonia rusza z kontrą. Rallis pędzi jak błyskawica, mija obrońcę, wbija w pole karne. Strzał. Cisza. Piłka ląduje w siatce Pogoni.
Trybuny zamierają. Marta patrzy na Bolo:
– To jeszcze nie koniec.
– Właśnie się zaczyna – odpowiada z zaciśniętymi pięściami.
Na stadionie znów słychać śpiew:
,,Pogoń nigdy się nie podda!”
27’ (1:1):
Prawą stroną rusza Przyborek. Mknie jak wiatr, z piłką przy nodze, z sercem na ramieniu. Dośrodkowanie. Grosicki wbiega, nie przyjmuje, strzela z pierwszej! Piłka świszcze w powietrzu i rozrywa siatkę. Stadion eksploduje.
Zefir unosi kamerę, nie nadąża za emocjami. Bolo krzyczy z całych sił, obejmując Martę:
– Wróciliśmy!
Marta płacze. – Widzisz? Radość i łzy zawsze chodzą tu razem.
Druga połowa:
Pogoń atakuje falami. Grosicki w życiowej formie, Molnar, Ndiaye, Smoliński – każdy blisko, każdy zdeterminowany. Piekutowski w bramce Jagiellonii – jak ściana z marzeń i koszmarów jednocześnie.
Zefir: – Jeśli wiara mogłaby strzelać gole, już byłoby 5:1.
Bolo: – Spokojnie. Jeszcze jedno serce, jeden strzał…
Czas płynie za szybko. Marta ściska szalik, patrzy w niebo. Z głośników leci ,,Kocham ten klub, choć czasem boli…”
93’ (1:2):
Pogoń rzuca się do ataku. Szturm, chaos, emocje. Grosicki, Mukairu, Przyborek – próbują raz, drugi, trzeci. Piekutowski znowu ratuje. Nagle strata. Kontra Jagiellonii.
Strzał – poprzeczka! Echo odbija się po stadionie jak dźwięk złamanego serca. Dobitka Pietuszewskiego – gol. Cisza.
Tylko widać, jak ktoś w sektorze rodzinnym ociera łzę. Jak Marta kładzie głowę na ramieniu Bolo. Jak Zefir powoli opuszcza kamerę.
Sędzia gwiżdże po raz ostatni. Tablica pokazuje 1:2. A jednak nikt nie wychodzi. Ludzie stoją, śpiewają hymn Pogoni. Z oczu płyną łzy – nie wstydu, a miłości.
,,Bo chociaż przegrywamy, to nigdy nie zgasimy płomienia…”
Bolo patrzy w dal, na morze ludzi w granatowo-bordowych barwach.
– Widzisz, Marta? Tego nie da się pokonać.
– Bo purpurowe serca zawsze biją, nawet gdy pękają – odpowiada cicho.
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
SEZON 2: Odcinek 11: Radość i łzy — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>