Purpurowe Serca – Odcinek 19: Jedenastka, która nie chciała wpaść
3 minuty
Niedziela, 12:15:
Lublin na ekranie wyglądał jak zamrożony kadr. Murawa twarda, trybuny pospinane kurtkami. W Kickerze było cieplej, ale nikt nie miał złudzeń – to nie będzie lekki mecz.
Bolo siedział prosto. Zbyt prosto. Marta trzymała kubek, choć herbata dawno wystygła. Zefir wpatrywał się w ekran, jakby chciał coś uprzedzić.
– Początek będzie kluczowy – powiedział. – Na wyjazdach po przerwie zawsze coś się sypie.
Nie zdążył dopowiedzieć.
3’ – 1:0 Motor (Czubak):
Centra Fabio Ronaldo. Czubak tylko muśnięcie. Piłka wpada.
W Kickerze słychać jedno, krótkie: – No nie…
Bolo zamyka oczy.
– Za łatwo. Zdecydowanie za łatwo.
Marta nie komentuje. Już wie, że to będzie taki dzień.
Motor rośnie. Nie gra pięknie, ale gra mądrze. Pogoń próbuje odpowiedzieć – Juwara, Ulvestad, momenty przyspieszenia – lecz bez konkretu.
– My to gramy do szesnastki – mówi Zefir. – Oni do bramki.
27’ – 2:0 Motor (Mbaye Ndiaye):
Podanie Wolskiego przecina linię obrony. Ndiaye sam na sam. Spokój. Strzał. Gol.
Bolo uderza dłonią w stół.
– Znowu środek jak autostrada!
W Kickerze ktoś przeklina. Ktoś wychodzi na papierosa. Marta tylko patrzy.
– Jeszcze nie koniec – mówi cicho. – Jeszcze coś tu będzie.
36’ – 2:1 Pogoń (Ulvestad):
Zamieszanie. Chaos. Piłka spada pod nogi Ulvestada. Strzał, rykoszet, siatka.
Kicker eksploduje – nie radością, ale ulgą.
– Widzisz? – Marta odwraca się do Bolo. – Jeszcze żyjemy.
Zefir kiwa głową.
– To jest mecz na jedną decyzję.
Druga połowa:
Pogoń wychodzi wyżej. Odważniej. Motor czeka. Mukairu ma swoją szansę – Brkić broni. Potem kolejna akcja. I nagle…
68’ – rzut karny dla Pogoni:
W Kickerze wszyscy wstają. Nikt nie siedzi. Grosicki bierze piłkę. Bolo nie patrzy. Marta ściska szalik tak mocno, że aż bledną jej dłonie.
Strzał. Brkić. Obrona. Cisza. Taka absolutna. Jakby ktoś wyłączył dźwięk w całym lokalu.
– No nie… – wyrywa się Zefirowi. – Tego się nie marnuje.
Bolo siada ciężko.
– I po meczu.
Motor ma jeszcze swoje momenty. Pogoń bije głową w mur. Czas ucieka. Minuty nie są sprzymierzeńcem.
Ostatni gwizdek:
W Kickerze nikt się nie spieszy. Jakby wyjście oznaczało przyznanie, że to się naprawdę stało.
– Najgorsze są takie porażki – mówi Marta. – Bo wiesz, że mogło być inaczej.
Bolo dopija piwo.
– Jedna piłka. Jedna decyzja. Jedna jedenastka.
Zefir wstaje.
– Ale i tak wrócimy. Bo to nie jest o wyniki. To jest o nas.
Za oknem Szczecin. Na ekranie Lublin. A między nimi purpurowe serca, które czasem biją za mocno… i za bardzo bolą.
Ostatnia aktualizacja:


Dobrze oddaje to co się czuje po tym meczu.