Prolog 2024-2026
Pogoń po finale
Między traumą Warszawy a koniecznością rozpoczęcia od nowa
2 maja 2024 roku miał zamknąć jeden z najdłuższych rozdziałów niespełnienia w historii Pogoni Szczecin. Zamiast tego otworzył następny.
Po ostatnim gwizdku finału Pucharu Polski z Wisłą Kraków Portowcy nie wracali ze Stadionu Narodowego jak drużyna, która po prostu przegrała ważny mecz. Wracali jako zespół, który przez kilkanaście minut znajdował się w posiadaniu pierwszego wielkiego trofeum w historii klubu, a następnie stracił je w ostatniej akcji podstawowego czasu.
Prowadzenie po golu Efthymisa Koulourisa z 75. minuty przetrwało niemal do końca. Wisła wyrównała po desperackim zagraniu w pole karne, a kilka minut później Ángel Rodado wykorzystał błąd Léo Borgesa i zdobył zwycięską bramkę. Oficjalna relacja PZPN podkreślała, że szczecinianie rozpoczęli dogrywkę wyraźnie oszołomieni tym, co wydarzyło się chwilę wcześniej.
To określenie dobrze opisuje nie tylko pierwsze minuty dogrywki. Przez pewien czas oszołomiona była cała Pogoń.
Bo nie przegrywa się takiego finału i następnego ranka po prostu nie rozpoczyna kolejnego etapu projektu.
Porażka, której nie dało się zostawić w Warszawie
Sport posiada niezwykłą zdolność upraszczania historii. Gdyby sędzia zakończył spotkanie kilkadziesiąt sekund wcześniej, sezon 2023/2024 zostałby prawdopodobnie zapamiętany jako jeden z najważniejszych w dziejach Pogoni.
Jens Gustafsson zostałby pierwszym trenerem prowadzącym szczeciński klub do zdobycia Pucharu Polski.
Efthymis Koulouris byłby autorem najważniejszej bramki w historii Portowców.
Adrian Przyborek zostałby wychowankiem, który jako siedemnastolatek stworzył akcję dającą klubowi pierwsze trofeum.
Kamil Grosicki wróciłby do Szczecina jako wychowanek, który po wielkiej karierze zagranicznej doprowadził swój macierzysty klub do sukcesu, na który czekały pokolenia kibiców.
Czwarte miejsce w Ekstraklasie zostałoby uznane za sprawę drugorzędną.
Porażka z Gentem byłaby bolesnym wspomnieniem, ale nie dominowałaby nad oceną sezonu.
Wszystko zmieniło kilkadziesiąt sekund. Finał zakończył się wynikiem 1:2, a wydarzenia z ostatniej akcji sprawiły, że zamiast historycznego przełomu Pogoń otrzymała kolejną ranę. Tym razem wyjątkowo głęboką.
Po meczu Kamil Grosicki przepraszał kibiców. Kapitan, który jeszcze przed finałem określał spotkanie jako najważniejszy klubowy mecz swojej kariery, brał na siebie odpowiedzialność za słaby występ.
Nie był to wyłącznie gest lidera próbującego chronić kolegów. Grosicki doskonale wiedział, czego Pogoń właśnie nie osiągnęła.
Wiedział również, że takiej okazji nie można sobie zagwarantować ponownie.
Drużyna wróciła do gry, ale finał pozostał
Sezon ligowy jeszcze się nie zakończył. Pogoń musiała wrócić do treningów i rozegrać ostatnie spotkania Ekstraklasy.
Formalnie należało walczyć dalej. Psychicznie znacznie trudniej było oddzielić ligową codzienność od wydarzeń na Stadionie Narodowym.
Tydzień po finale Jens Gustafsson przyznał publicznie, że porażka wciąż negatywnie wpływała na jego zawodników. Nie próbował tworzyć narracji, że zespół natychmiast zapomniał o Warszawie i całkowicie skoncentrował się na kolejnych meczach.
Jeszcze mocniej zabrzmiały jego słowa po ostatniej kolejce sezonu. Po zwycięstwie 1:0 z Górnikiem Zabrze powiedział, że wszystko, co dotyczyło rozgrywek 2023/2024, będzie już wiązane z finałową porażką oraz że zawodnicy będą żyli z tym wydarzeniem przez resztę życia.
Była to wypowiedź niezwykle znacząca.
Trener nie mówił o jednym źle rozegranym meczu. Mówił o doświadczeniu, które weszło do pamięci całego zespołu. Pogoń ostatecznie wygrała ostatnie spotkanie sezonu z Górnikiem dzięki bramce Marcela Wędrychowskiego i zakończyła ligę na czwartym miejscu. Normalnie taki wynik mógłby przynieść poczucie względnego sukcesu.
Tym razem nie przyniósł.
Czwarte miejsce, które nie dawało niczego
Pogoń zakończyła sezon 2023/2024 z dorobkiem 55 punktów, bilansem 16 zwycięstw, siedmiu remisów i jedenastu porażek oraz 59 zdobytymi i 38 straconymi bramkami.
Czwarta pozycja potwierdzała, że Portowcy nadal należeli do krajowej czołówki. Jednocześnie po raz pierwszy od trzech lat nie dawała im udziału w europejskich pucharach.
Powód był prosty. Wisła Kraków, klub występujący wówczas na zapleczu Ekstraklasy, jako zdobywca Pucharu Polski otrzymała miejsce w eliminacjach Ligi Europy. W tej sytuacji europejskie przepustki z Ekstraklasy przypadły zespołom znajdującym się na podium, a czwarta Pogoń pozostała poza rozgrywkami UEFA. Taki scenariusz był znany jeszcze przed finałem.
Konsekwencja miała znaczenie znacznie większe niż prestiż.
Pogoń występowała w europejskich eliminacjach przez trzy kolejne sezony. Międzynarodowe mecze stawały się elementem nowej tożsamości klubu, dawały dodatkowe przychody, wzmacniały atrakcyjność transferową oraz pozwalały sprawdzać zespół na tle przeciwników reprezentujących inne ligi.
Latem 2024 roku tego wszystkiego miało zabraknąć. Niepowodzenie finału oznaczało więc podwójną stratę. Pogoń nie zdobyła trofeum. I nie otrzymała europejskiej rekompensaty za czwarte miejsce w lidze.
Sportowo blisko czołówki, finansowo coraz bardziej niebezpiecznie
W chwili zakończenia sezonu pełna skala problemów finansowych Pogoni nie była jeszcze powszechnie znana.
Z perspektywy kolejnych miesięcy wiadomo jednak, że właśnie w tym miejscu opowieść o klubie zaczyna rozdzielać się na dwa całkowicie różne obrazy.
Pierwszy był widoczny na zewnątrz. Nowy stadion.
Blisko dwadzieścia tysięcy kibiców na najważniejszych spotkaniach.
Kamil Grosicki jako najlepszy piłkarz ligi. Efthymis Koulouris, Fredrik Ulvestad, Linus Wahlqvist, Leonardo Koutris i Valentin Cojocaru.
Finał Pucharu Polski.
Czwarte miejsce w Ekstraklasie.
Drugi obraz znajdował się w dokumentach finansowych.
Sprawozdanie obejmujące okres od 1 lipca 2023 do 30 czerwca 2024 roku wykazało stratę netto w wysokości 8 803 313,13 złotych. Ujemne kapitały własne osiągnęły poziom minus 50 722 705,65 złotych. W dokumencie stwierdzono również wprost, że bez pozyskania dodatkowych zewnętrznych źródeł finansowania możliwość kontynuowania działalności spółki jest ograniczona.
Była to fundamentalna informacja dla zrozumienia następnych wydarzeń. Sportowa Pogoń wyglądała na klub znajdujący się o krok od sukcesu. Finansowa Pogoń funkcjonowała na znacznie bardziej kruchych podstawach. Co więcej, problemy z płynnością nie pojawiły się nagle po finale. Spółka wskazywała, że brak rezerw finansowych oraz ograniczony dostęp do finansowania bankowego były problemami występującymi od lat. Bieżące zobowiązania wymagały korzystania z aktualnych wpływów oraz finansowania zapewnianego między innymi przez akcjonariuszy i partnerów.
To zmienia ocenę lata 2024 roku.
Brak szerokiej ofensywy transferowej nie był wyłącznie decyzją sportową. Klub musiał ważyć ambicje przeciwko możliwościom finansowym. Jarosław Mroczek mówił na początku czerwca, że nie wyklucza transferów, ale Pogoń musi patrzeć na finanse. Po przegranym finale kibice oczekiwali odpowiedzi sportowej. Władze coraz mocniej musiały myśleć o ekonomicznej rzeczywistości. Te dwa oczekiwania zaczynały się rozchodzić.
Kibice nie chcieli kolejnego sezonu bez reakcji
Porażka z Wisłą zmieniła także relację pomiędzy drużyną, władzami a częścią środowiska kibicowskiego. Przez wcześniejsze lata można było mówić o stosunkowo dużym kredycie zaufania wobec projektu. Kibice widzieli przecież realny rozwój.
Klub wrócił do Ekstraklasy.
Stabilizował się.
Rozbudował Akademię.
Zdobył dwa brązowe medale.
Doczekał się nowego stadionu.
Regularnie kwalifikował się do europejskich pucharów.
Każdy kolejny etap dawał argument, że cierpliwość ma sens.
Po 2 maja sytuacja zaczęła wyglądać inaczej.
Pogoń znajdowała się już tak wysoko, że dalsze tłumaczenie wszystkiego procesem rozwoju przestawało wystarczać.
Kibice oczekiwali konsekwencji po przegranym finale, wzmocnienia zespołu oraz odpowiedzi na pytanie, dlaczego drużyna posiadająca tak duży potencjał wciąż nie była w stanie wykonać ostatniego kroku.
Latem napięcie stawało się coraz bardziej widoczne. Stowarzyszenie Kibiców Pogoni Szczecin „Portowcy” formułowało wobec klubu postulaty dotyczące między innymi poprawy sytuacji finansowej, zmian organizacyjnych oraz większej przejrzystości w działaniach dotyczących poszukiwania inwestora. Do tych lipcowych postulatów stowarzyszenie wracało później, wskazując je jako początek otwartej presji na władze klubu.
To był ważny moment.
Krytyka nie dotyczyła już jedynie trenera lub pojedynczego transferu.
Zaczynała obejmować sposób zarządzania całą Pogonią.
Po raz pierwszy od dawna pytanie o przyszłość klubu zaczynało być zadawane nie tylko w kontekście tabeli.
Gustafsson pod presją, ale z poparciem władz
Naturalnym celem krytyki po finale stał się Jens Gustafsson.
To on odpowiadał za drużynę, która nie potrafiła zamknąć najważniejszego meczu.
To jego zespół po zdobyciu bramki na 1:0 zaczął coraz głębiej bronić prowadzenia.
To również jego zawodnicy rozpoczęli dogrywkę bez odpowiedniej koncentracji i po kilku minutach znaleźli się w sytuacji, której nie potrafili już odwrócić.
Jednocześnie ocena Szweda nie mogła zostać sprowadzona wyłącznie do finału. W dwóch kolejnych sezonach zajął czwarte miejsce. Doprowadził klub najdalej w europejskich eliminacjach od wielu lat. Stworzył jedną z najlepszych ofensyw ligi. Wprowadzał młodych zawodników.
Dotarł do finału Pucharu Polski, eliminując po drodze między innymi Lecha Poznań i późniejszego mistrza kraju, Jagiellonię Białystok.
Władze klubu zdecydowały więc, że po jednej z najbardziej bolesnych porażek w historii nie będzie rewolucji na stanowisku szkoleniowca.
28 maja Dariusz Adamczuk jednoznacznie potwierdził, że Gustafsson pozostanie trenerem na następny sezon. Powoływał się na obowiązujący kontrakt, rozwój zespołu oraz wiarę w długofalowe efekty pracy. Zwracał także uwagę, że Pogoń zakończyła rozgrywki jako druga najlepsza ofensywa i trzecia najlepsza defensywa ligi pod względem liczby zdobytych i straconych bramek.
Było to bardzo ważne stanowisko. Klub uznał, że finał nie przekreśla całego projektu. Gustafsson otrzymał jeszcze jedną szansę. Ale nie była to już taka sama kadencja jak wcześniej. Od pierwszej kolejki sezonu 2024/2025 trener miał pracować z niewidzialnym ciężarem Warszawy.
Czwarta pozycja przestała wystarczać
Władze Pogoni stawały przed jeszcze jednym problemem. Nie można było już obniżyć oczekiwań. Nie dało się powiedzieć kibicom, że głównym celem jest spokojne miejsce w górnej połowie tabeli. Pogoń sama stworzyła standard, według którego miała być oceniana.
Po medalowych sezonach Runjaicia i dwóch kolejnych czwartych miejscach Gustafssona naturalnym celem pozostawało podium oraz powrót do Europy.
Jednocześnie finał Pucharu Polski zmienił hierarchię ambicji. Samo znalezienie się blisko sukcesu już nie wystarczało. Kibice widzieli drużynę, która potrafiła pokonać Lecha, Jagiellonię i czołowe zespoły Ekstraklasy. Wiedzieli, że Grosicki nadal znajduje się na najwyższym ligowym poziomie.
Widzieli rozwój Koulourisa, Przyborka, Cojocaru czy Ulvestada. Nie oczekiwali więc następnego sezonu przejściowego.
Oczekiwali odpowiedzi.
Paradoks lata 2024
I właśnie tutaj pojawił się paradoks, który miał zdefiniować najbliższe miesiące.
Sportowo Pogoń potrzebowała wzmocnienia. Finansowo musiała zachować ostrożność. Kibice oczekiwali zmian. Władze zdecydowały się na ciągłość. Trener miał udowodnić, że finał był bolesnym wyjątkiem. Drużyna musiała udowodnić, że potrafi wrócić do Warszawy jeszcze silniejsza.
Największym wyzwaniem nie było jednak zdobycie kilku punktów więcej niż w poprzednim sezonie. Pogoń musiała odbudować przekonanie, że jej projekt nadal prowadzi dokądś dalej. Czwarta pozycja przez lata symbolizowałaby rozwój.
Latem 2024 roku zaczynała symbolizować stagnację. Finał Pucharu Polski przez wiele lat byłby ogromnym osiągnięciem.
Po wydarzeniach z 2 maja stał się symbolem zmarnowanej szansy.
Nowoczesny stadion przez chwilę wydawał się ostatnim brakującym elementem potrzebnym do sportowego skoku.
Okazało się, że infrastruktura nie rozwiązuje problemów finansowych i nie gwarantuje trofeów.
Pogoń weszła więc w sezon 2024/2025 jako klub pełen sprzeczności.
Silny sportowo | Kruchy finansowo | Ambitny | Rozczarowany.
Stabilny organizacyjnie na powierzchni, ale coraz bardziej zmuszony do szukania nowych rozwiązań.
Sezon odpowiedzi
Przed rozpoczęciem nowych rozgrywek nie można było jeszcze przewidzieć, jak głębokie zmiany czekają Pogoń w kolejnych miesiącach.
Jarosław Mroczek nadal był prezesem. Dariusz Adamczuk odpowiadał za pion sportowy. Jens Gustafsson pozostawał trenerem. Kamil Grosicki był kapitanem i największą gwiazdą zespołu. Podstawowe elementy konstrukcji wydawały się więc niezmienione.
Ale spokój był pozorny. Za klubem znajdował się przegrany finał. Przed nim sezon bez europejskich pucharów. W tle narastało pytanie o finanse.
Na trybunach zmniejszała się cierpliwość. A nad Gustafssonem znajdował się obowiązek pokazania, że jego projekt nie osiągnął już granicy możliwości.
Dlatego sezon 2024/2025 nie rozpoczynał się w Szczecinie jak kolejna zwyczajna kampania.Miał być sezonem odpowiedzi. Odpowiedzi na pytanie, czy Pogoń potrafi wykorzystać traumę finału jako paliwo do kolejnego ataku.
Czy potrafi odbudować zaufanie kibiców, czy stać ją na utrzymanie kadry odpowiadającej wysokim ambicjom. Czy jej model finansowy pozwala nadal funkcjonować na poziomie krajowej czołówki.
I przede wszystkim, czy Jens Gustafsson nadal jest trenerem zdolnym doprowadzić projekt do miejsca, którego nie udało się osiągnąć w Warszawie.
Kilka miesięcy później część tych pytań miała stracić znaczenie. Pojawiły się bowiem znacznie większe. Dotyczące nie tylko trenera i wyników. Dotyczące przyszłości całego klubu.
Pogoń po finale
2 maja 2024 roku nie zakończył jednej historii. Stał się punktem, od którego rozpoczęła się następna.
Pogoń wyszła z okresu stabilizacji jako klub przekonany, że znajduje się bardzo blisko wielkiego sukcesu. W lato 2024 roku wchodziła już z pierwszymi oznakami, że dotychczasowy model może wymagać znacznie głębszych zmian, niż ktokolwiek zakładał kilka miesięcy wcześniej.
Na boisku wciąż znajdowała się w czołówce. W tabeli wciąż była czwarta. Na trybunach wciąż pojawiały się tysiące ludzi. Ale po raz pierwszy od kilku lat coraz trudniej było odpowiedzieć na jedno podstawowe pytanie: czy Pogoń nadal idzie do przodu?
To właśnie od tego pytania zaczyna się właściwa historia sezonu 2024/2025.
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Prolog 2024-2026 — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>