Łukasz Zwoliński
Wychowanek, który przejął odpowiedzialność za bramki
Łukasz Zwoliński należał do pierwszego pokolenia zawodników wychowanych w szczecińskim środowisku piłkarskim, którzy otrzymali szansę po odbudowie Pogoni Szczecin. Nie pojawił się w pierwszym zespole jako gotowy napastnik. Jego droga prowadziła przez zespoły młodzieżowe, rezerwy oraz wypożyczenia do klubów występujących na zapleczu Ekstraklasy.
Potrzebował czasu, aby potwierdzić, że może regularnie zdobywać bramki na najwyższym poziomie. Gdy jednak wrócił do Szczecina przed sezonem 2014/2015, wykorzystał otrzymaną szansę. W dwóch kolejnych sezonach zdobył dla Pogoni 20 ligowych bramek i stał się najskuteczniejszym wychowankiem pierwszych lat po powrocie klubu do Ekstraklasy.
Jego historia nie była jednak prostym marszem w stronę wielkiej kariery. Po okresie szybkiego rozwoju przyszły spadek formy, krytyka, wypożyczenie do Śląska Wrocław i trudne ostatnie miesiące w Pogoni. Dopiero wyjazd do Chorwacji pozwolił mu ponownie uwierzyć we własne możliwości.
Zwoliński reprezentuje w historii Pogoni zarówno potencjał szczecińskiego szkolenia, jak i ryzyko związane z nakładaniem na młodego napastnika zbyt dużej odpowiedzialności.
Szczecinianin wychowany na miejscowych boiskach
Łukasz Piotr Zwoliński urodził się 24 lutego 1993 roku w Szczecinie. Mierzący 184 centymetry napastnik pierwsze piłkarskie doświadczenia zdobywał w młodzieżowych zespołach Pogoni, a następnie szkolił się również w Arkonii Szczecin, Stali Szczecin i Chemiku Police. Do Pogoni wrócił w 2010 roku, rozpoczynając bezpośrednią drogę w stronę pierwszej drużyny.
Jego rozwój był silnie związany z lokalnym środowiskiem. Nie przyjechał do Szczecina jako zawodnik pozyskany z innego regionu. Znał miasto, klub oraz oczekiwania kibiców. Dla młodego piłkarza było to jednocześnie atutem i dodatkowym obciążeniem.
Gra w Pogoni oznaczała dla niego spełnienie marzenia, ale również konieczność udowodnienia, że miejsce w pierwszym zespole otrzymał dzięki sportowej wartości, a nie wyłącznie statusowi miejscowego zawodnika.
Zwoliński należał do rocznika, który dorastał w okresie największego organizacyjnego kryzysu Pogoni. Jako dziecko obserwował upadek klubu, jego odbudowę na niższych szczeblach oraz powrót w stronę profesjonalnego futbolu. Kiedy rozpoczynał seniorską karierę, Pogoń ponownie przygotowywała się do walki o Ekstraklasę.
Pierwsze występy w drużynie walczącej o awans
W sezonie 2011/2012 Zwoliński pojawił się w dwóch spotkaniach I ligi. Były to jego pierwsze ligowe występy w seniorskim zespole Pogoni. Nie zdobył bramki, ale znalazł się w kadrze drużyny, która pod wodzą Ryszarda Tarasiewicza wywalczyła powrót do Ekstraklasy.
Młody napastnik nie należał jeszcze do podstawowych zawodników. O miejsce w ofensywie rywalizował z bardziej doświadczonymi piłkarzami, a sztab szkoleniowy uznał, że dla jego rozwoju ważniejsza będzie regularna gra na niższym poziomie niż pozostawanie w roli rezerwowego.
Po awansie Pogoni rozpoczął sezon 2012/2013 w pierwszym zespole. Zanotował jeden występ w Ekstraklasie oraz jeden mecz w Pucharze Polski. Było jednak jasne, że przy ograniczonej liczbie minut trudno będzie mu wykonać kolejny krok.
Rozwiązaniem stało się wypożyczenie.
Arka Gdynia
Pierwsza trudna lekcja
Wiosną sezonu 2012/2013 Zwoliński został wypożyczony do Arki Gdynia. Rozegrał jedenaście spotkań I ligi, ale nie zdobył żadnej bramki.
Pobyt w Gdyni nie był sportowym przełomem. Napastnik otrzymywał szanse, lecz nie potrafił przełożyć ich na skuteczność. Dla młodego zawodnika był to pierwszy poważny moment zwątpienia. Grał na pozycji, na której niemal każdą ocenę podporządkowuje się liczbie zdobytych bramek.
Brak trafień nie oznaczał jednak, że wypożyczenie było bezwartościowe. Zwoliński zetknął się z presją występów w klubie posiadającym duże oczekiwania i wymagającą publiczność. Przekonał się również, że przewaga osiągana w futbolu młodzieżowym nie wystarcza w rywalizacji z doświadczonymi obrońcami.
Po powrocie do Szczecina nadal nie był przygotowany do pełnienia ważnej roli w Ekstraklasie. Pogoń zdecydowała się więc na kolejne wypożyczenie.
Tym razem wybór okazał się znacznie bardziej trafny.
Górnik Łęczna
Osiem bramek i awans do Ekstraklasy
Przed sezonem 2013/2014 Zwoliński trafił do Górnika Łęczna. Zespół prowadzony przez Jurija Szatałowa walczył o awans do Ekstraklasy, a młody napastnik miał otrzymać więcej możliwości niż podczas pobytu w Arce.
Rozegrał 22 ligowe spotkania i zdobył osiem bramek. Stał się jednym z najskuteczniejszych zawodników zespołu, który zakończył sezon awansem do najwyższej klasy rozgrywkowej.
W Łęcznej po raz pierwszy udowodnił, że potrafi regularnie zdobywać bramki w seniorskiej piłce. Poprawił poruszanie się w polu karnym, grę tyłem do bramki oraz zachowanie w pojedynkach z silniejszymi obrońcami.
Osiem trafień nie czyniło go jeszcze gwiazdą ligi, ale zmieniało jego pozycję po powrocie do Szczecina. Nie wracał już jako młody zawodnik wymagający kolejnego wypożyczenia. Wracał jako napastnik po udanym sezonie, posiadający doświadczenie walki o awans.
Sam przyznawał, że okres w Górniku miał ogromne znaczenie dla jego rozwoju. Jednocześnie podkreślał, że powrót do Pogoni był realizacją marzenia o grze w Ekstraklasie w barwach klubu ze swojego rodzinnego miasta.
Powrót po swoje
Przed sezonem 2014/2015 Zwoliński ponownie znalazł się w kadrze Pogoni. Sytuacja w ataku była skomplikowana. Największą gwiazdą zespołu pozostawał Marcin Robak, który kilka miesięcy wcześniej został królem strzelców Ekstraklasy.
Młody napastnik nie mógł liczyć na automatyczne miejsce w podstawowym składzie. Musiał udowodnić, że może być nie tylko zmiennikiem bardziej doświadczonego zawodnika, lecz także samodzielnym rozwiązaniem dla ofensywy.
Dariusz Wdowczyk początkowo korzystał z niego ostrożnie. Zwoliński otrzymywał jednak kolejne minuty, a problemy zdrowotne Robaka otwierały przed nim coraz większą przestrzeń.
Wychowanek wykorzystał tę sytuację.
Sezon 2014/2015
Dwanaście ligowych bramek
W sezonie 2014/2015 Zwoliński rozegrał 33 spotkania Ekstraklasy i zdobył 12 bramek. W Pucharze Polski wystąpił raz i dołożył kolejne trafienie. Całe rozgrywki zakończył więc z bilansem 13 bramek w 34 oficjalnych meczach.
Był to jego najlepszy sezon w Pogoni.
Zwoliński nie potrzebował długiego okresu przystosowania do Ekstraklasy. Korzystał z szybkości, dobrego wyjścia do podań prostopadłych i coraz lepszego ustawienia w polu karnym. Potrafił również atakować przestrzeń za linią obrony, co odróżniało go od bardziej fizycznego Marcina Robaka.
Szczególnie udana była wiosenna część rozgrywek. W kwietniu 2015 roku został wybrany najlepszym zawodnikiem miesiąca w Ekstraklasie. Było to pierwsze tak znaczące indywidualne wyróżnienie w jego seniorskiej karierze.
Pogoń przeżywała w tym sezonie liczne zmiany. Drużynę prowadzili kolejno Dariusz Wdowczyk, Ján Kocian i Czesław Michniewicz. Mimo niestabilności na ławce trenerskiej Zwoliński pozostawał ważnym zawodnikiem każdego z nich.
Końcówka fazy zasadniczej miała dla niego szczególne znaczenie. Michniewicz postawił na młodego napastnika, a Pogoń wygrała trzy ostatnie spotkania i zapewniła sobie awans do grupy mistrzowskiej.
Dwanaście bramek zdobytych przez 22-letniego wychowanka rozpalało wyobraźnię kibiców. Pojawiały się oczekiwania, że klub zyskał napastnika zdolnego w przyszłości rywalizować o koronę króla strzelców, a nawet wyjechać do silniejszej ligi.
Własny styl napastnika
Zwoliński nie był klasycznym zawodnikiem pola karnego opartym wyłącznie na sile fizycznej. Najlepiej czuł się, gdy mógł rozpędzić się w kierunku bramki i otrzymać podanie pomiędzy obrońców.
Potrafił znaleźć wolne miejsce, wyprzedzić defensora i szybko zakończyć akcję. Dobrze reagował na niedokładne interwencje bramkarzy oraz odbite piłki. Nie potrzebował rozbudowanego przygotowania strzału, gdy znajdował się kilka metrów od bramki.
Jednocześnie musiał rozwijać grę tyłem do przeciwnika. W spotkaniach, w których Pogoń była zmuszona atakować pozycyjnie, nie zawsze potrafił utrzymać piłkę pod presją i poczekać na wsparcie pomocników.
Największe zagrożenie tworzył w meczach otwartych, gdy przeciwnik pozostawiał przestrzeń za linią obrony. Szybkość oraz instynkt pozwalały mu wtedy wykorzystywać podania Rafała Murawskiego, Takafumiego Akahoshiego i pozostałych pomocników.
Sezon 2015/2016
Najlepszy strzelec po raz drugi
W kolejnych rozgrywkach Zwoliński wystąpił w 30 spotkaniach ligowych i zdobył osiem bramek. Po raz drugi z rzędu został najlepszym strzelcem Pogoni w Ekstraklasie.
Sezon rozpoczął bardzo dobrze. W inauguracyjnym spotkaniu z Lechem Poznań zdobył bramkę, która pomogła Pogoni pokonać na wyjeździe aktualnego mistrza Polski 2:1.
Drużyna Czesława Michniewicza grała jednak bardziej zachowawczo niż zespół Dariusza Wdowczyka. Portowcy koncentrowali się na organizacji defensywnej, kontroli przestrzeni i unikaniu porażek. Z tego powodu napastnicy otrzymywali mniej sytuacji niż w bardziej otwartym systemie.
Zwoliński nadal był najskuteczniejszym środkowym napastnikiem zespołu, choć jego dorobek spadł z dwunastu do ośmiu trafień. Rywalizował między innymi z Wladimerem Dwaliszwilim, a część spotkań rozpoczynał na ławce rezerwowych.
Pod koniec 2015 roku klub przedłużył z nim kontrakt do 30 czerwca 2019 roku. Decyzja potwierdzała, że Pogoń wiązała z wychowankiem długoterminowe plany.
Po fazie zasadniczej Portowcy zajmowali trzecie miejsce. Nie wykorzystali jednak szansy w grupie mistrzowskiej i zakończyli sezon na szóstej pozycji.
Zwoliński miał wówczas za sobą dwa sezony, w których zdobył łącznie 20 ligowych bramek. Wydawało się, że kolejny krok powinien prowadzić do jeszcze większej skuteczności.
Stało się inaczej.
Sezon 2016/2017
Utrata miejsca i narastająca presja
Kazimierz Moskal preferował bardziej ofensywny sposób gry, ale nie zdołał odbudować najlepszej wersji Zwolińskiego.
Napastnik wystąpił jesienią i na początku wiosny w 20 spotkaniach Ekstraklasy, zdobywając tylko jedną bramkę. W czterech meczach Pucharu Polski strzelił dwa gole.
Ligowa nieskuteczność stawała się coraz większym problemem. Zawodnik, który dwa lata wcześniej był jednym z objawień rozgrywek, zaczął przegrywać rywalizację o miejsce w składzie.
Pogoń posiadała większą liczbę wariantów ofensywnych. Kazimierz Moskal korzystał z Adama Frączczaka, Spasa Delewa, Ádáma Gyurcsó oraz innych zawodników mogących występować bliżej bramki przeciwnika. Frączczak rozgrywał najlepszy strzelecki sezon w karierze i coraz częściej przejmował rolę głównego napastnika.
Zwolińskiemu brakowało pewności siebie. Niewykorzystane sytuacje wywoływały coraz większą presję, a każda kolejna minuta bez bramki wzmacniała krytykę.
W lutym 2017 roku został wypożyczony do Śląska Wrocław. Do nowego klubu przenosił się po dwóch udanych sezonach zakończonych odpowiednio dwunastoma i ośmioma golami, ale w trwających rozgrywkach miał na koncie tylko jedno trafienie ligowe.
Wypożyczenie do Śląska Wrocław
W barwach Śląska Zwoliński rozegrał 13 spotkań Ekstraklasy. Nie zdobył żadnej bramki.
Wypożyczenie, które miało przynieść odbudowę, pogłębiło sportowy kryzys. Napastnik otrzymywał szanse, lecz nadal nie potrafił przełamać nieskuteczności.
Brak bramek nie wynikał wyłącznie z niewielkiej liczby sytuacji. Zwoliński wyglądał na zawodnika obciążonego oczekiwaniami. Podejmował decyzje wolniej niż w najlepszym okresie, a przy kolejnych niepowodzeniach tracił naturalną swobodę.
Po zakończeniu sezonu wrócił do Szczecina.
Pogoń zdecydowała się dać mu jeszcze jedną szansę.
Sezon 2017/2018
Ostatnia próba w Szczecinie
W rozgrywkach 2017/2018 Zwoliński rozegrał 27 spotkań Ekstraklasy i zdobył jedną bramkę. Wystąpił również w jednym meczu Pucharu Polski.
Był to wyjątkowo trudny sezon dla całego klubu. Projekt Macieja Skorży zakończył się niepowodzeniem, a Pogoń po jesiennej części rozgrywek znalazła się w strefie spadkowej. Drużynę przejął Kosta Runjaić, rozpoczynając stopniową przebudowę zespołu.
Zwoliński znajdował się już poza centrum sportowego projektu. Mimo licznych występów nie odzyskał skuteczności z lat 2014–2016. Jego historia w Pogoni coraz wyraźniej zbliżała się do końca.
Po sezonie kontrakt został rozwiązany za porozumieniem stron. W czerwcu 2018 roku napastnik został zawodnikiem chorwackiego HNK Gorica.
Odchodził z rodzinnego klubu w trudnym momencie. Wcześniej zdobywał bramki, był wyróżniany w lidze i przedłużał umowę jako jeden z najważniejszych zawodników przyszłości. Ostatnie dwa sezony całkowicie zmieniły sposób, w jaki był oceniany.
Potrzebował nowego otoczenia.
Statystyki Łukasza Zwolińskiego w Pogoni
| Sezon | Rozgrywki ligowe | Mecze | Bramki |
|---|---|---|---|
| 2011/2012 | I liga | 2 | 0 |
| 2012/2013 | Ekstraklasa | 1 | 0 |
| 2014/2015 | Ekstraklasa | 33 | 12 |
| 2015/2016 | Ekstraklasa | 30 | 8 |
| 2016/2017 | Ekstraklasa | 20 | 1 |
| 2017/2018 | Ekstraklasa | 27 | 1 |
| Łącznie w lidze | 113 | 22 |
W Pucharze Polski Zwoliński rozegrał dla Pogoni siedem spotkań i zdobył trzy bramki. Jego pełny bilans w pierwszej drużynie wyniósł 120 oficjalnych meczów i 25 goli.
Do zakończenia sezonu 2016/2017, zanotował dla Pogoni 92 ligowe występy i zdobył 21 bramek. Doliczając krajowy puchar, jego bilans wynosił wówczas 98 spotkań i 24 trafienia.
Chorwacja i odzyskana skuteczność
Transfer do HNK Gorica okazał się punktem zwrotnym.
W dwóch sezonach Zwoliński rozegrał dla chorwackiego klubu 54 oficjalne spotkania i zdobył 23 bramki. W samej lidze zanotował 50 występów oraz 18 trafień, natomiast w Pucharze Chorwacji strzelił pięć goli w czterech meczach.
Zmiana otoczenia pozwoliła mu uwolnić się od presji narastającej w Szczecinie. Ponownie stał się napastnikiem regularnie kończącym akcje, dobrze poruszającym się w polu karnym i wykorzystującym dośrodkowania.
Chorwacki etap pokazał, że problemy z ostatnich sezonów w Pogoni nie oznaczały utraty umiejętności. Zwoliński nadal potrafił zdobywać bramki, ale potrzebował zaufania, regularnej gry i środowiska, w którym nie był oceniany przez pryzmat wcześniejszych oczekiwań.
Powrót do Polski i najlepsze lata w Lechii
Zimą 2020 roku Zwoliński wrócił do Ekstraklasy i został zawodnikiem Lechii Gdańsk.
W biało-zielonych barwach rozegrał 107 oficjalnych spotkań, zdobył 44 bramki i zanotował pięć asyst. Był to najbardziej regularny i najskuteczniejszy okres jego seniorskiej kariery.
W sezonie 2021/2022 zdobył 14 ligowych bramek. Rok później dołożył dziewięć trafień w Ekstraklasie oraz bramki w europejskich pucharach. Łącznie dla Lechii strzelił 36 goli ligowych.
W Gdańsku udowodnił, że może być czołowym napastnikiem krajowych rozgrywek również wiele lat po najlepszym sezonie w Pogoni. Stał się zawodnikiem bardziej dojrzałym, silniejszym fizycznie i lepiej przygotowanym do gry przeciwko głęboko ustawionym rywalom.
Raków, Wisła i druga zagraniczna próba
W 2023 roku Zwoliński podpisał kontrakt z Rakowem Częstochowa. W barwach ówczesnego mistrza Polski rozegrał 38 oficjalnych spotkań i zdobył osiem bramek. Występował także w eliminacjach Ligi Mistrzów oraz w Lidze Europy.
Po jednym sezonie przeniósł się do Wisły Kraków. Dla Białej Gwiazdy zanotował 43 oficjalne występy, 13 bramek i pięć asyst. Grał w I lidze, krajowych rozgrywkach pucharowych oraz kwalifikacjach europejskich pucharów.
Latem 2025 roku wyjechał do tureckiego Sakaryasporu. W 25 meczach zdobył cztery bramki. Po spadku drużyny z zaplecza tureckiej ekstraklasy zakończył pobyt w klubie w kwietniu 2026 roku.
Według najnowszych dostępnych informacji z lipca 2026 roku pozostaje bez klubu. Rozważany był między innymi jego powrót do Lechii Gdańsk, lecz nie doszło jeszcze do oficjalnego podpisania kontraktu.
Napastnik zależny od pewności siebie
Kariera Zwolińskiego pokazuje, jak istotna dla środkowego napastnika jest pewność siebie.
W najlepszych okresach działał instynktownie. Szybko atakował piłkę, podejmował decyzję przed interwencją obrońcy i nie potrzebował wielu kontaktów, aby oddać strzał.
Gdy przestawał zdobywać bramki, jego gra traciła naturalność. Zaczynał dłużej przygotowywać uderzenia, wybierał trudniejsze rozwiązania albo szukał dodatkowego podania w sytuacji, w której wcześniej strzelał bez wahania.
Jego późniejsza skuteczność w Chorwacji i Lechii potwierdziła jednak, że posiadał trwałe napastnicze umiejętności. Kryzys w Pogoni nie przekreślał jego możliwości. Był raczej konsekwencją połączenia presji, zmian trenerów, rywalizacji oraz utraty zaufania do własnych decyzji.
Wychowanek pomiędzy miłością a krytyką
Status wychowanka sprawiał, że relacja Zwolińskiego z kibicami była szczególnie emocjonalna.
Gdy zdobywał bramki, stawał się symbolem sukcesu szczecińskiego szkolenia. Kibice widzieli w nim zawodnika, który przeszedł drogę z lokalnych boisk do pierwszego zespołu i potrafił rywalizować z najlepszymi napastnikami Ekstraklasy.
Gdy przestał trafiać, krytyka była równie intensywna. Od miejscowego zawodnika oczekiwano większego przywiązania, zaangażowania i odporności. Każdy słabszy występ analizowano dokładniej niż w przypadku piłkarza sprowadzonego na krótki kontrakt.
Zwoliński sam podkreślał, że status wychowanka traktuje jako wyróżnienie, a nie ciężar. Jednocześnie przyznawał, że możliwość gry z herbem Pogoni na koszulce była czymś, czego nie otrzymuje każdy zawodnik.
Znaczenie dla Pogoni
Łukasz Zwoliński był jednym z najważniejszych wychowanków Pogoni w pierwszych latach po powrocie do Ekstraklasy.
Nie przeszedł z klubem całej drogi odbudowy tak jak Adam Frączczak. Nie osiągnął również indywidualnego poziomu Marcina Robaka. Jego znaczenie polegało na czymś innym.
Pokazał, że młody napastnik rozwijany w szczecińskim środowisku może przejąć odpowiedzialność za zdobywanie bramek w Ekstraklasie.
W sezonie 2014/2015 zdobył 12 ligowych goli. Rok później dołożył osiem kolejnych trafień. Był najlepszym strzelcem drużyny przez dwa sezony i jednym z głównych sportowych argumentów przemawiających za dalszym inwestowaniem w Akademię.
Jego późniejszy kryzys przypominał jednak, że rozwój młodego zawodnika nie przebiega liniowo. Talent, dobry sezon i nowy kontrakt nie gwarantują dalszego postępu. Potrzebne są stabilność, cierpliwość oraz właściwe zarządzanie oczekiwaniami.
Ocena historyczna
Łukasz Zwoliński pozostaje ważną, choć niejednoznaczną postacią Pogoni Szczecin w latach 2012–2017.
Rozegrał dla pierwszej drużyny 120 oficjalnych spotkań i zdobył 25 bramek. Dwa razy został najlepszym ligowym strzelcem zespołu, otrzymał nagrodę piłkarza miesiąca Ekstraklasy i jako wychowanek należał do najważniejszych symboli rozwijającej się Akademii.
Nie spełnił wszystkich oczekiwań, jakie pojawiły się po znakomitym sezonie 2014/2015. Nie został w Pogoni napastnikiem na wiele lat ani rekordzistą klubowych statystyk. Ostatnie dwa sezony w Szczecinie przyniosły więcej rozczarowań niż sukcesów.
Jego dalsza kariera pokazała jednak, że nie był jedynie zawodnikiem jednego dobrego sezonu. Zdobywał bramki w Chorwacji, Lechii Gdańsk, Rakowie Częstochowa i Wiśle Kraków. W całej seniorskiej karierze przekroczył granicę stu trafień w oficjalnych rozgrywkach.
Marcin Robak był gotowym królem strzelców.
Adam Frączczak stanowił symbol ciągłości.
Łukasz Zwoliński był nadzieją wychowaną w Szczecinie.
Nadzieją, która przez dwa sezony dawała Pogoni bramki, emocje i przekonanie, że kolejny ważny napastnik może zostać stworzony przy Twardowskiego, a nie tylko sprowadzony z zewnątrz.
Jego historia zawiera zarówno sportowe spełnienie, jak i bolesną lekcję.Właśnie dlatego zasługuje na ważne miejsce wśród bohaterów lat 2012–2017.
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Łukasz Zwoliński — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>