Lato 2024 r. Cisza po burzy, która okazała się zapowiedzią większych zmian
Lato 2024 roku miało być dla Pogoni Szczecin okresem odpowiedzi. Po dramatycznie przegranym finale Pucharu Polski oczekiwano reakcji niemal na każdym poziomie funkcjonowania klubu. Drużyna potrzebowała odbudowy psychicznej, sztab szkoleniowy musiał wyciągnąć wnioski z wydarzeń na Stadionie Narodowym, pion sportowy powinien ocenić jakość i szerokość kadry, a zarząd znaleźć sposób na pogodzenie wysokich ambicji z coraz trudniejszą sytuacją finansową.
Z zewnątrz wydawało się jednak, że w Pogoni dzieje się zaskakująco niewiele.
Jens Gustafsson pozostał trenerem. Dariusz Adamczuk nadal kierował pionem sportowym. Najważniejsi zawodnicy zostali w Szczecinie. Nie rozpoczęto szerokiej przebudowy kadry. Nie pojawiła się seria transferów mających być odpowiedzią na przegrany finał.
Dla władz klubu oznaczało to zachowanie ciągłości projektu.
Dla części kibiców wyglądało jak brak reakcji.
Dopiero wydarzenia kolejnych miesięcy miały pokazać, że spokojne lato 2024 roku wcale nie oznaczało stabilności. Przeciwnie. Pod powierzchnią zaczynały pojawiać się problemy, które wkrótce miały doprowadzić Pogoń do największych zmian organizacyjnych od wielu lat.
Bez rewolucji po Warszawie
Po przegranym finale można było spodziewać się jednego z dwóch scenariuszy.
Pierwszym była głęboka sportowa korekta: zmiana trenera, przebudowa kadry i próba stworzenia nowego impulsu.
Drugim było uznanie, że drużyna znajdująca się kilkadziesiąt sekund od zdobycia Pucharu Polski nie wymaga rewolucji, lecz kilku celnych korekt.
Pogoń wybrała drugi wariant.
Dariusz Adamczuk jeszcze pod koniec maja jednoznacznie potwierdził dalszą współpracę z Jensem Gustafssonem. Argumentacja była logiczna. Szwed dwukrotnie doprowadził drużynę do czwartego miejsca, rozwinął jej ofensywny sposób gry i dotarł do finału krajowego pucharu. Z punktu widzenia pionu sportowego przegrana z Wisłą nie przekreślała całego projektu.
Decyzja oznaczała jednak również, że wszystkie problemy poprzedniego sezonu pozostawały problemami tego samego trenera.
Gustafsson miał poprawić regularność, lepiej zarządzać przewagą, znaleźć sposób na spotkania z niżej ustawionymi przeciwnikami i udowodnić, że finałowa katastrofa była doświadczeniem, z którego drużyna potrafiła się nauczyć.
Nie otrzymywał więc nowego projektu.
Otrzymywał kolejną próbę dokończenia starego.
Najbardziej niezwykłe okno transferowe
Właśnie transfery stały się najbardziej kontrowersyjnym elementem lata.
Po sezonie zakończonym czwartym miejscem i przegranym finałem naturalne wydawało się oczekiwanie kilku wzmocnień. Pogoń potrzebowała większej rywalizacji, dodatkowej jakości w ofensywie oraz zabezpieczenia pozycji, na których różnica pomiędzy podstawowym zawodnikiem a rezerwowym była zbyt duża.
Tymczasem przed rozpoczęciem ligi nie pojawił się praktycznie żaden nowy zawodnik z zewnątrz, który miał natychmiast zmienić układ sił w pierwszej jedenastce.
Najważniejsza decyzja personalna dotycząca bramki została zresztą podjęta jeszcze przed zakończeniem poprzedniego sezonu. Po udanym wypożyczeniu Pogoń zdecydowała się wykupić Valentina Cojocaru z OH Leuven. Rumuński golkiper sprawdził się w Szczecinie, a jego interwencje w Pucharze Polski, szczególnie w ćwierćfinale z Lechem oraz finale z Wisłą, potwierdziły zasadność pozostawienia go w klubie.
Nie był to jednak transfer odpowiadający na finałową porażkę. Było to przede wszystkim utrzymanie jednego z najlepszych zawodników już znajdujących się w zespole.
Latem rolę nowych twarzy w kadrze miała w dużej mierze pełnić młodzież oraz zawodnicy wracający z wypożyczeń.
Najważniejszym z nich okazał się Kacper Łukasiak. Pomocnik wrócił po pobycie w Górniku Łęczna i podczas pierwszych kolejek szybko pokazał, że może być realnym wzmocnieniem pierwszej drużyny. Klubowy magazyn podkreślał później, że już w debiucie z Koroną Kielce zdobył bramkę, a przeciwko Zagłębiu Lubin należał do liderów drugiej linii.
To była istotna informacja dla całej filozofii kadrowej Pogoni.
Wobec ograniczonego pola manewru na rynku klub coraz wyraźniej spoglądał do własnej Akademii.
Odejście Zahovicia. Koniec jednej z historii
Najbardziej znaczącym odejściem był Luka Zahovič.
Słoweniec znajdował się w Pogoni od jesieni 2020 roku i uczestniczył w najlepszym ligowym okresie współczesnego klubu. Zdobywał z zespołem brązowe medale, występował w europejskich pucharach i przez kilka sezonów był jednym z podstawowych napastników.
Po sprowadzeniu Efthymisa Koulourisa jego znaczenie wyraźnie jednak spadło.
20 czerwca, przy okazji publikacji kadry na obóz w Opalenicy, klub poinformował, że Zahovič otrzymał zgodę na odejście. Kilka dni później został zawodnikiem Górnika Zabrze. W Pogoni pozostawił bilans 123 spotkań, 26 bramek i 15 asyst.
Jego rozstanie miało znaczenie większe niż odejście rezerwowego napastnika.
Zahovič należał do ostatniej grupy zawodników bezpośrednio łączących medalową Pogoń Runjaicia z zespołem Gustafssona. Jego transfer był kolejnym elementem stopniowego wygaszania poprzedniej konstrukcji personalnej.
Jednocześnie pozostawiał Koulourisa jako zdecydowanie najważniejszą klasyczną dziewiątkę w kadrze.
Za Grekiem znajdowali się przede wszystkim młodzi Patryk Paryzek i Antoni Klukowski.
Było to rozwiązanie odważne.
I ekonomiczne.
Klebaniuk odchodzi. Konsekwencja poprzedniego sezonu
Kolejnym zawodnikiem opuszczającym klub był Bartosz Klebaniuk.
19 czerwca Pogoń poinformowała o definitywnym transferze 22-letniego bramkarza do Znicza Pruszków. Klebaniuk kończył pobyt w Szczecinie po 15 oficjalnych występach, w tym dziesięciu ligowych, trzech europejskich oraz dwóch w Pucharze Polski.
Jego historia była nierozerwalnie związana z jednym z najbardziej bolesnych europejskich wieczorów Pogoni.
W sierpniu 2023 roku stanął w bramce przeciwko KAA Gent. Portowcy przegrali 0:5, a młody golkiper popełnił kilka błędów. Późniejsze sprowadzenie Cojocaru praktycznie zamknęło mu drogę do regularnej gry.
Transfer do Znicza był więc rozwiązaniem logicznym dla obu stron.
Dla Pogoni oznaczał jednak, że jedna z pozycji, na których klub wcześniej próbował rozwijać młodego zawodnika, została ponownie oparta przede wszystkim na zagranicznym, doświadczonym bramkarzu.
Transferem miała być własna Akademia
Na zgrupowanie do Opalenicy Gustafsson zabrał dużą grupę młodych zawodników.
Sam szkoleniowiec po pierwszym sparingu zwracał uwagę, że w kadrze znajduje się wielu nowych graczy z Akademii, którzy dopiero adaptują się do pracy z pierwszym zespołem.
Nie było to przypadkowe.
W poprzednim sezonie Adrian Przyborek stał się pełnoprawnym członkiem pierwszego zespołu. Patryk Paryzek zdobył pierwszą ligową bramkę. Marcel Wędrychowski regularnie otrzymywał minuty. Do pierwszej drużyny coraz mocniej pukali kolejni zawodnicy.
Latem do tej grupy dołączył wracający z wypożyczenia Łukasiak.
Pogoń zaczynała więc sezon z założeniem, że część braków kadrowych zostanie uzupełniona wewnętrznie.
Było to zgodne z wieloletnią strategią klubu.
Jednocześnie rodziło pytanie, czy Akademia ma dostarczać uzupełnienie kadry, czy zaczyna być wykorzystywana również jako sposób ograniczenia wydatków transferowych.
Właśnie w lecie 2024 roku granica pomiędzy tymi dwoma modelami zaczęła się zacierać.
Paweł Ozga wraca do Pogoni
Najważniejsza zmiana w sztabie szkoleniowym nastąpiła jeszcze przed rozpoczęciem obozu.
18 czerwca klub poinformował, że nowym asystentem Gustafssona zostanie Paweł Ozga.
Była to postać doskonale znana w szczecińskim środowisku. Od 2019 roku pracował w Akademii Pogoni, przede wszystkim jako szkoleniowiec drugiego zespołu, który prowadził w 111 oficjalnych spotkaniach. Później pracował w KKS Kalisz, a w marcu 2024 roku uzyskał licencję UEFA Pro.
Dariusz Adamczuk nie ukrywał, dlaczego Ozga został dołączony do sztabu pierwszej drużyny. W kadrze znajdowało się coraz więcej młodych zawodników, a doświadczenie szkoleniowca w pracy z Akademią miało pomóc w ich dalszym rozwoju.
Była to zmiana pozornie niewielka, ale bardzo charakterystyczna dla sytuacji Pogoni.
Zamiast sprowadzać wielu gotowych piłkarzy, klub wzmacniał strukturę mającą lepiej wykorzystywać własną młodzież.
Sama hierarchia pionu sportowego pozostała natomiast niezmieniona.
Dariusz Adamczuk nadal odpowiadał za obszar sportowy.
Gustafsson nadal prowadził pierwszy zespół.
Robert Kolendowicz pozostawał jednym z jego najważniejszych współpracowników.
Nikt wówczas nie przypuszczał, że niecałe dwa miesiące później właśnie Kolendowicz zostanie pierwszym trenerem.
Powrót do pracy
Przygotowania rozpoczęły się 17 czerwca.
Pierwsze dwa dni przeznaczono na badania i testy medyczne, natomiast 18 czerwca piłkarze pojawili się na boisku. 20 czerwca drużyna wyruszyła do Opalenicy, gdzie przez dziesięć dni miała budować formę przed nowym sezonem.
Miejsce było Pogoni dobrze znane.
Opalenica od wielu lat stanowiła jedną z najpopularniejszych baz przygotowawczych polskich klubów. Portowcy mieli tam odpowiednią liczbę boisk, zaplecze siłowe, odnowę biologiczną oraz możliwość rozgrywania meczów kontrolnych z przeciwnikami przebywającymi w tym samym okresie w Wielkopolsce.
Gustafsson prowadził drużynę w intensywnym rytmie, często organizując po dwie jednostki treningowe dziennie.
Nie przygotowywał już jednak zespołu do europejskich eliminacji.
Po raz pierwszy od trzech lat lipiec nie oznaczał konieczności równoległego budowania formy na ligę oraz mecze UEFA.
To miało swoje znaczenie.
Trener otrzymał więcej czasu na pracę.
Nie musiał zarządzać podróżami.
Nie musiał rotować zespołem pomiędzy ligą a Europą.
Brak europejskich pucharów był sportową stratą, ale jednocześnie usuwał jedno z potencjalnych usprawiedliwień na wypadek słabszych wyników.
Opalenica. Trzy różne sprawdziany
Pierwszym przeciwnikiem była Sigma Ołomuniec.
23 czerwca Pogoń zremisowała z czeskim zespołem 1:1. Bramkę zdobył Patryk Paryzek w 84. minucie. Gustafsson wystawił dwie praktycznie różne jedenastki i oceniał spotkanie przede wszystkim przez pryzmat bardzo ciężkich treningów oraz dużej liczby młodych zawodników.
Trzy dni później przeciwnikiem był Piast Gliwice.
Pogoń przegrała 0:1.
29 czerwca zakończyła obóz znacznie lepszym akcentem, pokonując Baník Ostrawa 2:1.
Bilans zgrupowania wynosił więc jedno zwycięstwo, jeden remis i jedną porażkę.
Nie wyniki były jednak najważniejsze.
W trzech spotkaniach kontrolnych wystąpiło 25 zawodników, a na samym obozie znajdowała się 33-osobowa grupa. Szerokie wykorzystanie kadry pokazywało, że sztab nie ograniczał przygotowań do poszukiwania optymalnej jedenastki. Gustafsson sprawdzał zaplecze i oceniał młodych graczy, którzy w poprzednich miesiącach znajdowali się na obrzeżach pierwszej drużyny.
Próba generalna przy Twardowskiego
Po powrocie z Opalenicy zawodnicy otrzymali trzy dni wolnego, a następnie kontynuowali przygotowania w Szczecinie.
Ostatnim oficjalnym sprawdzianem przed ligą było spotkanie z Kotwicą Kołobrzeg rozegrane 13 lipca.
Pogoń wygrała 3:0.
Dwa gole zdobył Efthymis Koulouris, jeden Linus Wahlqvist. Wszystkie bramki padły w pierwszej połowie.
Wyjściowy skład przypominał już bardzo mocno drużynę przygotowywaną do inauguracji Ekstraklasy:
Valentin Cojocaru w bramce, Linus Wahlqvist, Danijel Lončar, Mariusz Malec i Leonardo Koutris w obronie, przed nimi między innymi Fredrik Ulvestad, Alexander Gorgon, Adrian Przyborek, Vahan Bichakhchyan, Kamil Grosicki oraz Koulouris.
Nie było wielkich niespodzianek.
Trzon drużyny pozostał taki sam.
I właśnie to było jednocześnie siłą oraz problemem Pogoni.
Drużyna praktycznie ta sama
Latem 2023 roku klub przeprowadził znaczącą przebudowę.
Przyszli Koulouris, Ulvestad, Gamboa i Cojocaru. Wcześniej sprowadzono Wahlqvista i Koutrisa. Odeszli zawodnicy ważni dla poprzedniego projektu, między innymi Damian Dąbrowski, Sebastian Kowalczyk i Mateusz Łęgowski.
Latem 2024 roku skala ruchów była zupełnie inna.
Pogoń wchodziła w sezon przede wszystkim z zawodnikami, którzy przegrali finał w Warszawie.
Z jednej strony można było uznać to za atut.
Zespół był zgrany.
Posiadał jasno określoną hierarchię.
Grosicki pozostawał liderem.
Koulouris miał za sobą pierwszy rok aklimatyzacji.
Ulvestad znał ligę.
Wahlqvist i Koutris byli już podstawowymi bocznymi obrońcami.
Cojocaru ustabilizował bramkę.
Przyborek miał otrzymywać coraz większą odpowiedzialność.
Nie trzeba było budować zespołu od początku.
Z drugiej strony dokładnie ta drużyna kilka miesięcy wcześniej pokazała również swoje ograniczenia.
Jedenaście ligowych porażek.
Problemy z regularnością.
Zależność od Grosickiego.
Niewystarczająca głębia składu.
Trudności z zarządzaniem końcówkami.
I przegrany finał.
Dlatego brak znaczących wzmocnień stał się jednym z głównych tematów przed inauguracją ligi.
Kibice: gdzie jest reakcja?
17 lipca, zaledwie kilka dni przed pierwszym meczem nowego sezonu, Stowarzyszenie Kibiców Pogoni Szczecin „Portowcy” opublikowało bardzo krytyczny komunikat.
Jego znaczenie trudno przecenić.
Nie był to spontaniczny wybuch złości po jednym przegranym meczu.
Była to ocena całego okresu od finału.
Kibice podkreślali, że czekali na reakcję klubu w maju, czerwcu i lipcu. Oceniali, że nie wydarzyło się nic, co pozwalałoby rozpocząć nowy sezon z większym optymizmem. Zwracali uwagę na brak wzmocnień oraz coraz częściej pojawiające się informacje dotyczące problemów finansowych.
Była to zasadnicza zmiana atmosfery.
Przez wcześniejsze lata krytyka dotyczyła najczęściej poszczególnych decyzji sportowych.
Teraz pytania zaczynały obejmować cały model funkcjonowania klubu.
Dlaczego zespół po przegranym finale nie został wyraźnie wzmocniony?
Dlaczego klub regularnie walczący o Europę nie posiada większego marginesu finansowego?
Czy dotychczasowi właściciele nadal są w stanie finansować rozwój Pogoni?
Czy poszukiwany jest inwestor?
I czy czwarte miejsce rzeczywiście pozostaje sportową ambicją klubu, czy staje się granicą jego możliwości?
Właściciele pozostawali ci sami, ale sytuacja zaczynała się zmieniać
W chwili rozpoczęcia sezonu nie doszło jeszcze do zmiany właściciela.
Jarosław Mroczek nadal był prezesem i najważniejszą osobą zarządzającą klubem. Dotychczasowy układ właścicielski pozostawał w mocy.
Coraz mniej można było jednak mówić o pełnej stabilności.
W kolejnych tygodniach Mroczek zaczął publicznie potwierdzać, że trwają rozmowy z potencjalnymi inwestorami. 8 sierpnia poinformował, że klub otrzymał ofertę sprzedaży od szwajcarskiego podmiotu reprezentowanego przez Andrzeja Grajewskiego, lecz została ona odrzucona między innymi z powodu braku jasności dotyczącej rzeczywistego beneficjenta planowanej transakcji. Jednocześnie zaznaczył, że poszukiwania inwestora będą kontynuowane.
Kilka tygodni później mówił już otwarcie, że rozmowy dotyczą sprzedaży większościowego pakietu akcji zagranicznemu podmiotowi.
Wypowiedzi te należy traktować jako rozwinięcie procesu, który narastał właśnie w lecie 2024 roku.
Był to początek zmiany o znaczeniu historycznym.
Po latach, w których Jarosław Mroczek i jego partnerzy stanowili fundament właścicielski odbudowanej Pogoni, pojawiła się realna gotowość przekazania kontroli nad klubem nowemu inwestorowi.
Dlaczego transferów było tak mało?
Dopiero późniejsze wypowiedzi Mroczka pozwoliły lepiej zrozumieć logikę letniego okna.
Problemem Pogoni nie był wyłącznie rachunek zysków i strat.
Największym wyzwaniem stawała się płynność finansowa.
Prezes przyznawał, że dotychczasowi właściciele nie są już w stanie zapewniać klubowi takiego krótkoterminowego finansowania jak wcześniej. Mówił również, że model budżetowy zakładał istotne wpływy z europejskich rozgrywek albo sprzedaży zawodników.
Porażka w finale Pucharu Polski oraz czwarte miejsce sprawiły, że jedno z planowanych źródeł przychodów zniknęło.
Nie było europejskich premii, nie było dodatkowych meczów, nie było wpływów z biletów na spotkania UEFA.
Nie było również europejskiej ekspozycji zawodników.
Właśnie dlatego brak spektakularnej aktywności transferowej należy analizować nie tylko jako decyzję Dariusza Adamczuka.
Był również konsekwencją sytuacji ekonomicznej całej spółki.
Latem 2024 roku sport i finanse zaczynały być ze sobą powiązane znacznie mocniej niż wcześniej.
Założenia na sezon
Pomimo coraz bardziej widocznych ograniczeń cele sportowe nie mogły zostać obniżone.
Pogoń miała skład, który rok wcześniej dotarł do finału Pucharu Polski.
Miała najlepszego piłkarza Ekstraklasy, miała Koulourisa, Ulvestada, Cojocaru, Wahlqvista i Koutrisa, miała coraz bardziej doświadczonego Przyborka.
Miała wreszcie terminarz pozbawiony europejskich kwalifikacji.
Nie było więc wiarygodnego powodu, aby publicznie ogłaszać sezon przejściowy.
Podstawowym celem musiał być powrót do europejskich pucharów, co w praktyce oznaczało walkę o podium albo zdobycie Pucharu Polski.
Równocześnie Gustafsson powinien był poprawić regularność.
Pogoń miała tracić mniej punktów w meczach z teoretycznie słabszymi przeciwnikami, lepiej wykorzystywać własny stadion i przede wszystkim nauczyć się zarządzać spotkaniami wtedy, gdy obejmowała prowadzenie.
Ważnym elementem miała być również młodzież.
Przyborek, Paryzek, Łukasiak i kolejni zawodnicy Akademii nie mieli pełnić wyłącznie funkcji uzupełnienia treningów.
Mieli realnie zwiększać konkurencję.
W teorii było to rozwiązanie pasujące do całej filozofii Pogoni.
W praktyce wynikało również z sytuacji, w której klub nie mógł pozwolić sobie na szeroką ofensywę transferową.
Najspokojniejsze lato przed największą burzą
Z perspektywy czasu lato 2024 roku wygląda niemal paradoksalnie.
Po jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń w historii klubu Pogoń zdecydowała się na bardzo niewielką skalę zmian.
Pozostał trener, pozostał dyrektor sportowy.
Pozostał trzon drużyny.
Nie przeprowadzono rewolucji transferowej.
Do sztabu wrócił Paweł Ozga.
Z wypożyczenia powrócił Kacper Łukasiak.
Większą rolę mieli otrzymać zawodnicy Akademii.
Odeszli Bartosz Klebaniuk i Luka Zahovič.
Sportowo całość przypominała próbę dokończenia projektu Gustafssona.
Organizacyjnie sytuacja była już znacznie bardziej skomplikowana.
Brak europejskich pucharów ograniczał przychody. Rosło napięcie wokół finansów. Kibice zaczynali otwarcie domagać się zmian. Dotychczasowi właściciele coraz mocniej myśleli o znalezieniu inwestora zdolnego zapewnić klubowi kapitał potrzebny do dalszego rozwoju.
Pogoń rozpoczynała więc sezon jako drużyna niemal niezmieniona.
Ale klub wokół tej drużyny zaczynał się zmieniać.
I właśnie w tym tkwi największe znaczenie lata 2024 roku.
Nie było ono rewolucją.
Było ostatnim latem przed rewolucją.
Kilka tygodni później odejdzie Jens Gustafsson.
Jeszcze w tym samym roku poszukiwanie nowego inwestora stanie się jednym z głównych tematów wokół Pogoni.
Na początku 2025 roku problemy finansowe przestaną być jedynie przedmiotem medialnych spekulacji.
A następnie rozpocznie się proces, który ostatecznie zakończy wieloletnią epokę właścicielską Jarosława Mroczka.
Latem 2024 roku tego wszystkiego jeszcze nie było widać w pełni.
Ale pierwsze pęknięcia były już obecne.
Pogoń wchodziła w nowy sezon z niemal tą samą drużyną, tym samym trenerem i tym samym oficjalnym celem.
Zmieniło się coś znacznie bardziej niebezpiecznego.
Coraz mniej osób wierzyło, że dotychczasowy sposób funkcjonowania wystarczy, aby ten cel osiągnąć.
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Lato 2024 r. Cisza po burzy, która okazała się zapowiedzią większych zmian — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>