Jens Gustafsson – Trener ofensywnej Pogoni i niedokończonego projektu
Jens Gustafsson nie obejmował Pogoni Szczecin w chwili kryzysu. Nie musiał ratować drużyny przed spadkiem, odbudowywać podstaw organizacyjnych ani przywracać klubowi miejsca w krajowej czołówce. Przejmował zespół po dwóch kolejnych brązowych medalach, regularnych występach w europejskich pucharach oraz najdłuższej i najbardziej stabilnej kadencji trenerskiej Pogoni w XXI wieku.
Była to sytuacja komfortowa tylko pozornie. Kosta Runjaić pozostawił klub w bardzo dobrym stanie, ale jednocześnie ustawił poprzeczkę wyjątkowo wysoko. Jego następca nie mógł zostać oceniony wyłącznie przez utrzymanie Pogoni w górnej części tabeli. Oczekiwano, że wykorzysta istniejące fundamenty, rozwinie sposób gry, podejmie realną walkę o mistrzostwo albo zdobędzie pierwsze trofeum w historii klubu.
Gustafsson doskonale rozumiał skalę oczekiwań. Podczas pierwszej konferencji prasowej deklarował, że przychodzi do Szczecina, aby dać klubowi mistrzostwo. Nie przedstawiał się więc jako trener spokojnej kontynuacji. Od początku zapowiadał próbę wykonania kolejnego kroku.
Po dwóch sezonach można już było ocenić, że nie zburzył systemu stworzonego przez Runjaicia. Zachował miejsce Pogoni w krajowej czołówce, rozwinął ofensywną stronę zespołu, wprowadzał młodych zawodników i doprowadził drużynę do finału Pucharu Polski. Nie zdołał jednak nadać jej regularności, nie przełamał europejskiej bariery i nie przeprowadził zespołu przez moment, który miał przesądzić o znaczeniu całej jego kadencji.
Trener przejmujący gotowy projekt
Runjaić pozostawił Pogoni drużynę z wypracowaną kulturą treningu, ugruntowaną hierarchią i jasno określonymi standardami. W zespole znajdowali się zawodnicy doświadczeni w walce o czołowe miejsca, tacy jak Kamil Grosicki, Damian Dąbrowski, Benedikt Zech, Dante Stipica, Luka Zahovič, Sebastian Kowalczyk czy Mariusz Malec. Funkcjonował rozwinięty pion sportowy, Akademia regularnie dostarczała kandydatów do pierwszej drużyny, a klub wchodził na nowy stadion.
Nowy trener otrzymał zatem coś, czego jego poprzednik w 2017 roku nie miał: zespół ukształtowany, stabilny i przyzwyczajony do wysokich wymagań.
Jednocześnie nie była to drużyna znajdująca się na początku cyklu. Część zawodników osiągała szczyt możliwości, niektórzy w kolejnych miesiącach odchodzili, a inni potrzebowali nowych bodźców. Gustafsson musiał zachować najlepsze elementy poprzedniego projektu, a zarazem stopniowo zmieniać jego personalną i taktyczną konstrukcję.
Nie mógł prowadzić Pogoni dokładnie tak jak Runjaić. Próba prostego kopiowania poprzednika skazywałaby go na rolę tymczasowego opiekuna pozostawionej drużyny. Musiał nadać zespołowi własny charakter.
Kontynuacja fundamentów, zmiana akcentów
Różnica pomiędzy futbolem Runjaicia i Gustafssona nie polegała na całkowitym zerwaniu z wcześniejszą koncepcją. Obaj trenerzy cenili kontrolowane budowanie akcji od własnej bramki, technicznych pomocników, aktywnych bocznych obrońców oraz umiejętność utrzymywania się przy piłce.
Zmieniły się jednak proporcje.
Runjaić budował Pogoń przede wszystkim na organizacji, dyscyplinie i odpowiednim zabezpieczeniu przestrzeni. Jego najlepszy zespół potrafił wygrywać dzięki cierpliwości, bardzo dobrej defensywie i umiejętności kontrolowania ryzyka. W sezonach medalowych Pogoń nie zawsze grała widowiskowo, ale rzadko traciła strukturę.
Gustafsson przesunął środek ciężkości w stronę ofensywy. Chciał, aby drużyna szybciej przenosiła piłkę na połowę przeciwnika, odważniej ustawiała bocznych obrońców i większą liczbą zawodników zajmowała przestrzeń przed polem karnym. Już jesienią pierwszego sezonu Pogoń wykonywała procentowo najwięcej podań na połowie rywala w całej Ekstraklasie. Był to wyraźny sygnał, że zespół miał grać wyżej i częściej narzucać przeciwnikom własne warunki.
W ataku pojawiło się więcej swobody pozycyjnej. Grosicki otrzymał możliwość schodzenia z lewego skrzydła do środka. Alexander Gorgon poruszał się pomiędzy liniami. Boczni obrońcy wchodzili bardzo wysoko, a środkowi pomocnicy mieli regularnie wspierać pole karne.
Była to bardziej otwarta i odważna Pogoń. Jednocześnie stawała się drużyną mniej chronioną przed własnymi błędami.
Czy Gustafsson poprawił ofensywę?
Odpowiedź nie jest jednoznaczna.
W pierwszym sezonie pod wodzą Gustafssona Pogoń zdobyła 57 bramek, zgromadziła 60 punktów i zakończyła rozgrywki na czwartym miejscu. Jej bilans wynosił 17 zwycięstw, dziewięć remisów i osiem porażek. W sezonie 2023/2024 Portowcy strzelili 59 goli, ale zdobyli już tylko 55 punktów. Odnieśli 16 zwycięstw, siedem razy zremisowali i ponieśli aż 11 porażek.
Same liczby nie potwierdzają więc prostej tezy, że ofensywa została jednoznacznie poprawiona. W ostatnim sezonie Runjaicia Pogoń zdobyła jeszcze więcej bramek niż w obu kampaniach Gustafssona. Zmiana dotyczyła przede wszystkim sposobu atakowania, swobody liderów i zdolności do rozgrywania spotkań, w których Portowcy całkowicie dominowali nad przeciwnikiem.
Za Gustafssona Pogoń potrafiła wygrywać efektownie. Rozbiła Lecha Poznań 5:0, Cracovię 5:1, Radomiaka Radom 4:0 i Ruch Chorzów 5:0. W sezonie 2023/2024 zdobyła 59 bramek, co było drugim wynikiem w lidze, lepszym od dorobku wszystkich zespołów poza mistrzowską Jagiellonią Białystok.
Trener stworzył środowisko, w którym Grosicki dwukrotnie został wybrany najlepszym piłkarzem Ekstraklasy. W sezonie 2023/2024 kapitan Pogoni otrzymał również nagrodę dla najlepszego pomocnika rozgrywek.
Gustafsson pomógł także wprowadzić do zespołu klasycznego napastnika w osobie Efthymisa Koulourisa. Grek lepiej niż wcześniejsi zawodnicy tej pozycji wykorzystywał ruch Grosickiego, dośrodkowania bocznych obrońców i podania pomocników.
Ofensywa stała się bardziej różnorodna i widowiskowa, ale nie zawsze skuteczniejsza w najważniejszym sensie. Pogoń zdobywała wiele bramek w meczach, które układały się zgodnie z jej planem. Znacznie gorzej radziła sobie w spotkaniach wymagających cierpliwego rozmontowywania nisko ustawionej defensywy albo szybkiej zmiany sposobu atakowania.
Dlatego Gustafsson poprawił ofensywną ekspresję drużyny, lecz nie przekształcił jej w mechanizm wystarczająco regularny, aby zapewnić medal lub trofeum.
Młodzież jako część projektu
Jednym z najmocniejszych elementów pracy szwedzkiego szkoleniowca było zaufanie do młodych zawodników.
Najważniejszym przykładem stał się Adrian Przyborek. Gustafsson nie ograniczył jego roli do krótkich wejść w bezpiecznych fragmentach spotkań. Stopniowo zwiększał odpowiedzialność pomocnika, aż powierzył mu miejsce w podstawowym składzie finału Pucharu Polski.
Przyborek uczestniczył w kilku kluczowych momentach pucharowej kampanii. Asystował Grosickiemu przy zwycięskim golu z Podbeskidziem Bielsko-Biała, miał udział w akcji bramkowej przeciwko Jagiellonii, a na Stadionie Narodowym zagrał prostopadle do Koulourisa, który dał Pogoni prowadzenie. Oficjalny protokół finału potwierdza, że młody pomocnik rozpoczął najważniejsze spotkanie sezonu od pierwszej minuty.
Szanse otrzymywali również Marcel Wędrychowski, Kacper Smoliński i Bartosz Klebaniuk. Wędrychowski zdobył ważne bramki w europejskich pucharach i ostatniej kolejce sezonu 2023/2024. Smoliński pozostawał zawodnikiem rotacji w środku pola. Klebaniuk został natomiast wystawiony na wyjątkowo trudną próbę w europejskim meczu z Gentem.
Nie wszyscy rozwinęli się w takim samym tempie. Nie doszło również do szerokiego wejścia całego pokolenia wychowanków, porównywalnego z wcześniejszym pojawieniem się Kacpra Kozłowskiego, Sebastiana Walukiewicza, Sebastiana Kowalczyka czy Mateusza Łęgowskiego.
Największą zasługą Gustafssona w tym obszarze było więc nie masowe wprowadzanie młodzieży, lecz odwaga w powierzaniu odpowiedzialności najlepiej przygotowanym zawodnikom. Przyborek nie był dla niego wyłącznie inwestycją na przyszłość. Stał się realnym uczestnikiem meczów o najwyższą stawkę.
Dlaczego Pogoń była tak nieregularna?
Nieregularność pozostaje najważniejszym zarzutem wobec pracy Gustafssona.
W sezonie 2023/2024 Pogoń potrafiła rozegrać znakomity miesiąc, a następnie w krótkim czasie stracić większość wypracowanej przewagi. Szwed dwukrotnie został wybrany trenerem miesiąca Ekstraklasy, w październiku 2023 roku oraz lutym 2024 roku. Pokazywało to, że potrafił przygotować drużynę do bardzo dobrych serii. Problem polegał na tym, że nie umiał ich odpowiednio przedłużyć.
Pierwszym źródłem niestabilności był ryzykowny sposób gry. Wysoko ustawieni boczni obrońcy i duża liczba zawodników zaangażowanych w atak pozostawiały wolne przestrzenie po stracie piłki. Gdy pressing działał, Pogoń odzyskiwała futbolówkę blisko pola karnego przeciwnika. Gdy pierwsza linia nacisku była mijana, rywale mogli atakować nie w pełni ustawioną defensywę.
Drugim problemem była zależność od formy liderów. Szczególnie wyraźnie dotyczyło to Grosickiego. Kiedy kapitan miał przestrzeń i odpowiedni rytm, Pogoń tworzyła wiele sytuacji. Kiedy przeciwnik odcinał go od piłki albo zmuszał do działania daleko od pola karnego, zespołowi brakowało równorzędnego centrum kreacji.
Trzecim elementem była podatność na utratę pewności siebie. Pogoń nie zawsze potrafiła oddzielić jeden nieudany mecz od kolejnych spotkań. Klęska 0:5 z Gentem nie pozostała wyłącznie europejskim niepowodzeniem. Uderzyła również w poczucie bezpieczeństwa całej drużyny.
Czwartym źródłem problemów była różnica pomiędzy jakością podstawowego składu i zawodników rezerwowych. Gustafsson dysponował kilkoma bardzo mocnymi indywidualnościami, ale nie na każdej pozycji posiadał równorzędne warianty.
Czy kadra była wystarczająco szeroka?
Pod względem liczby zawodników Pogoń nie miała wyjątkowo małej kadry. Problemem nie była jej liczebność, lecz nierównomierne rozłożenie jakości.
Na bokach obrony Gustafsson posiadał Linusa Wahlqvista i Leonardo Koutrisa, zawodników pasujących do ofensywnego modelu gry. W środku pola pojawili się Fredrik Ulvestad i João Gamboa. W ataku pozyskano Koulourisa, a za kreację nadal odpowiadali Grosicki, Gorgon, Rafał Kurzawa i Vahan Bichakhchyan.
Największa luka ujawniła się w bramce. Po osłabieniu pozycji Dantego Stipicy odpowiedzialność spadła na młodego Klebaniuka. Spotkanie w Gandawie pokazało, że nie był jeszcze gotowy na tak trudny poziom rywalizacji. Dopiero sprowadzenie Valentina Cojocaru ustabilizowało tę pozycję.
W ataku brakowało pełnowartościowej alternatywy dla Grosickiego oraz zawodnika zdolnego przejąć jego funkcję kreatora. Bichakhchyan potrafił rozstrzygać mecze uderzeniem z dystansu, lecz nie zapewniał porównywalnej regularności. Gorgon był bardzo inteligentny taktycznie, ale pełnił inną rolę.
Kadra pozwalała więc walczyć o czołową czwórkę, lecz nie dawała trenerowi takiej przewagi jakościowej, która mogłaby zamaskować wszystkie słabsze okresy. Była wystarczająco dobra, aby zbliżyć się do trofeum. Nie była na tyle szeroka i zrównoważona, aby naturalnie utrzymywać mistrzowskie tempo przez cały sezon.
Nie zwalnia to Gustafssona z odpowiedzialności. Dobry trener powinien dostosowywać poziom ryzyka do rzeczywistych możliwości zespołu. Szwed nie zawsze to robił.
Reakcje na przebieg spotkań
Ocena zarządzania meczem przez Gustafssona również musi pozostać niejednoznaczna.
W Pucharze Polski jego drużyna wielokrotnie pokazywała odporność. Po utracie prowadzenia z Górnikiem Zabrze zwyciężyła w dogrywce. W Poznaniu cierpliwie czekała na swoją szansę i rozstrzygnęła ćwierćfinał w 119. minucie. W półfinale z Jagiellonią odpowiedziała na wyrównującego gola przeciwnika i ponownie wygrała po dodatkowych trzydziestu minutach.
Zmiany trenera miały w tych spotkaniach znaczenie. Rafał Kurzawa wnosił jakość przy stałych fragmentach. João Gamboa zdobył decydującą bramkę z Lechem. Fredrik Ulvestad trafił w półfinale. Przyborek dawał zespołowi świeżość i odwagę.
Gustafsson potrafił więc reagować, gdy mecz pozostawał otwarty, a drużyna zachowywała równowagę emocjonalną.
Gorzej wyglądało to w spotkaniach, w których pierwotny plan całkowicie przestawał działać. Pogoń często długo utrzymywała ten sam sposób budowania akcji, nawet gdy przeciwnik skutecznie zamykał najważniejsze strefy. Zmiany personalne nie zawsze oznaczały zmianę koncepcji. Bywały jedynie próbą wykonania tego samego planu przez innych zawodników.
Najbardziej bolesny przykład przyniósł finał Pucharu Polski. Po golu Koulourisa Pogoń nie przejęła kontroli poprzez utrzymywanie piłki, lecz zaczęła bronić wyniku coraz bliżej własnego pola karnego. Po wyrównaniu w ostatniej akcji drużyna nie odzyskała koncentracji i już w 93. minucie straciła drugą bramkę. Oficjalna relacja PZPN wskazywała, że Portowcy rozpoczęli dogrywkę wyraźnie oszołomieni utratą prowadzenia.
W najważniejszym momencie kadencji Gustafsson nie zdołał uspokoić zespołu ani odbudować jego struktury mentalnej.
Europa, która odsłoniła granice projektu
Występy w Lidze Konferencji Europy dobrze pokazały zarówno postęp, jak i ograniczenia Pogoni Gustafssona.
W sezonie 2022/2023 Portowcy wyeliminowali KR Reykjavík, ale w drugiej rundzie odpadli z Brøndby IF po remisie 1:1 w Szczecinie i porażce 0:4 w Kopenhadze. Dwumecz zakończył się wynikiem 1:5.
Rok później zespół zrobił krok naprzód. Dwukrotnie pokonał Linfield FC i po raz pierwszy awansował do trzeciej rundy eliminacyjnej. W czterech europejskich spotkaniach odniósł trzy zwycięstwa. Jedyną porażką było jednak 0:5 z KAA Gent, które praktycznie rozstrzygnęło cały dwumecz. Pogoń wygrała rewanż 2:1, ale Belgowie awansowali wynikiem 6:2.
Brak awansu do fazy grupowej nie wynikał wyłącznie z niekorzystnych losowań.
Pogoń miała problemy z kontrolowaniem ryzyka w meczach wyjazdowych. Przeciwko silniejszym przeciwnikom nadal próbowała grać odważnie, lecz nie posiadała wystarczającej szybkości podejmowania decyzji ani jakości defensywnej, aby bezpiecznie utrzymać taki model. Gdy pressing rywala wymuszał błędy, Portowcy nie potrafili uprościć gry i przetrwać trudnego okresu.
W Kopenhadze i Gandawie nie przegrali jedynie poszczególnych spotkań. W obu przypadkach pozwolili przeciwnikowi rozstrzygnąć cały dwumecz podczas jednego wyjazdowego wieczoru.
To był problem taktyczny, ale również mentalny. Drużyna nie potrafiła zaakceptować, że w Europie czasami najważniejszym celem nie jest dominacja, lecz zachowanie wyniku pozostawiającego szansę przed rewanżem.
Gustafsson rozwinął europejską odwagę Pogoni, ale nie nauczył jej europejskiego pragmatyzmu.
Największy sukces, droga do finału
Doprowadzenie Pogoni do finału Pucharu Polski pozostaje największym osiągnięciem szwedzkiego trenera w Szczecinie.
Nie była to kampania oparta na łatwym losowaniu. Portowcy wyeliminowali Górnika Zabrze, Lecha Poznań oraz późniejszego mistrza kraju, Jagiellonię Białystok. Trzy mecze wymagały dogrywki. Drużyna potrafiła cierpieć, odpowiadać na trudne momenty i znajdować bohaterów wśród różnych zawodników.
Gustafsson zasługuje na uznanie za konsekwentne traktowanie Pucharu Polski. Wystawiał mocne składy, nie sprowadzał rozgrywek do roli dodatku i potrafił przygotować zespół do zwycięstw w meczach, których nie dało się rozstrzygnąć wyłącznie ofensywną jakością.
Szczególnie ważna była decyzja o zaufaniu Przyborkowi. Trener nie wycofał się z niej nawet w finale. Młody pomocnik odpłacił się podaniem, po którym Koulouris zdobył bramkę na 1:0.
Przez kilkanaście minut Gustafsson znajdował się o krok od największego sukcesu w historii Pogoni.
Finał, który zmienił ocenę kadencji
Gdyby mecz z Wisłą Kraków zakończył się po dziewięćdziesięciu minutach, ocena pracy Gustafssona wyglądałaby zupełnie inaczej.
Zostałby trenerem pierwszego zdobywcy Pucharu Polski w historii Pogoni. Czwarte miejsce w lidze zostałoby uznane za rozsądny koszt koncentracji na trofeum. Nieregularność i europejska klęska w Gandawie zeszłyby na dalszy plan. Kadencja otrzymałaby historyczne uzasadnienie.
Jedna akcja zmieniła wszystko.
Wisła wyrównała w 90+9. minucie, a Ángel Rodado zdobył zwycięską bramkę na początku dogrywki. Pogoń przegrała 1:2 i po raz czwarty w historii opuściła finał bez pucharu.
Porażka nie unieważniła całej wykonanej pracy, ale nadała jej zupełnie inne znaczenie. Od tego momentu ofensywna Pogoń Gustafssona nie była już przede wszystkim zespołem, który dotarł do finału. Stała się drużyną, która prowadziła w finale do ostatniej akcji i nie potrafiła zamknąć meczu.
Utrata trofeum oznaczała również brak awansu do europejskich pucharów. Pogoń zajęła w lidze czwarte miejsce, ale ponieważ Puchar Polski zdobyła pierwszoligowa Wisła, po trzech kolejnych sezonach klub pozostał poza międzynarodową rywalizacją. Zarząd Pogoni wskazywał później, że finałowa porażka przyniosła dotkliwe konsekwencje zarówno sportowe, jak i finansowe.
Wynik jednego meczu nie powinien być jedynym kryterium oceny trenera. W przypadku Gustafssona nie da się jednak od tego spotkania oddzielić całej kadencji. Był to moment, do którego prowadziła cała jego praca.
Kontynuator czy trener kolejnego kroku?
Jens Gustafsson był przede wszystkim kontynuatorem, który próbował nadać odziedziczonemu projektowi własny kierunek.
Nie zburzył fundamentów Runjaicia. Utrzymał Pogoń w czołowej czwórce, zachował ofensywnych liderów i stopniowo przebudowywał zespół. Wprowadził bardziej otwarty sposób gry, rozwinął znaczenie bocznych obrońców, dał większą swobodę Grosickiemu i zaufał młodym zawodnikom.
W obu pełnych sezonach zakończył ligę na czwartym miejscu. Za jego kadencji Pogoń po raz pierwszy dotarła do trzeciej rundy eliminacji Ligi Konferencji i po czternastu latach ponownie wystąpiła w finale Pucharu Polski.
Nie wykonał jednak kroku, którego od niego oczekiwano, nie zdobył medalu, nie awansował do fazy grupowej europejskich pucharów, nie wygrał Pucharu Polski. Nie potrafił nadać drużynie regularności potrzebnej do walki o mistrzostwo przez cały sezon.
W sierpniu 2024 roku jego praca w Szczecinie dobiegła końca. Prowadził Pogoń w 87 oficjalnych spotkaniach, pozostawiając po sobie dwa czwarte miejsca, europejski postęp zakończony klęską w Gandawie oraz finał, którego klub nie potrafił wygrać.
Nie można uznać jego kadencji za porażkę. Pogoń pozostała silnym, ofensywnym i liczącym się zespołem. Gustafsson nie obniżył jej sportowego poziomu i w kilku obszarach wyraźnie ją rozwinął.
Nie była to jednak również kadencja spełnienia.
Szwed znalazł się pomiędzy dwoma ocenami. Zrobił zbyt wiele, aby określić go trenerem nieudanym. Osiągnął zbyt mało, aby uznać go za szkoleniowca, który wprowadził Pogoń na nowy poziom.
Pozostawił drużynę bardziej ofensywną, lecz nadal nieregularną. Odważniejszą, lecz nie zawsze dojrzalszą. Zdolną do wielkich zwycięstw, ale również podatną na bolesne załamania.
Doprowadził Pogoń do miejsca, w którym pierwszy puchar znajdował się na wyciągnięcie ręki.
Nie potrafił jednak przeprowadzić jej przez ostatnie kilkadziesiąt sekund.
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Jens Gustafsson – Trener ofensywnej Pogoni i niedokończonego projektu — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>