Fajerwerki i migające światełka
8 minut
Pięknie było, choć krótko. 78 lat na karku i tylko kilka minut fajerwerków i pięknie migających światełek. Na swoje urodziny Pogoń Szczecin chciała postawić się Lechowi Poznań najpiękniej jak to tylko możliwe na trybunach oraz na boisku.

Jednak rzeczywistość była taka, że nasi piłkarze i sztab trenerski nie mieli podjazdu z jakością gry, ustawieniem zespołu i mentalem do święta przygotowanego na trybunach przez Ultrasów.
Trener Thomasberg zaszalał i ustawił drużynę w systemie 1-4-4-2 licząc przy tym na Grosickiego od pierwszej minuty.

Niestety kibice wiedzą lepiej od trenera, że najlepszy czas kapitana już dawno minął i jak to mówią Czesi, to se ne vrati. Nie dał nam nic ani z przodu, ani z tyłu i po zaledwie 53 minutach zszedł z boiska niepocieszony, nie przejawiając formy godnej tego spektaklu. Kamil przegrywa z formą i z rywalem w ważnym meczu nie pierwszy raz.
Szczerze mówiąc po pierwszej połowie żaden z piłkarzy Pogoni oprócz Cojocaru nie zasługiwał na to, aby pojawić się na boisku na drugie 45 minut. Lech skarcił nas tylko dwa razy, bo był niezwykle nieskuteczny tego dnia. Gdyby goście strzelili 7 goli, to by najlepiej oddało, jak zespół Portowców był przygotowany taktycznie do tego meczu. Mówiąc krótko bardzo źle!
Z Mistrzem Polski, który jest w gazie, nie wolno być otwartym i pozwalać sobie na odpuszczenie środka pola, ani na piłki rzucane za plecy naszym obrońcom. Nasza drużyna wyglądała jak dzieci we mgle i tylko nasz bramkarz miał jakieś mocne światła przeciwmgielne, które raz po raz musiały oślepiać Ishaka i jego kolegów, którzy marnowali setki hurtowo, strzelając w naszego bramkarza, w wyciągnięte kończyny, które tego dnia musiały rozmnożyć się, jak u ośmiornicy.

Szkoda, że pozostali nasi piłkarze nie zarazili się jakąś podobną historią z owocami morza i nie potrafili swoich macek skutecznie zarzucać w stronę bramki Lecha. Portowcy oddali jeden bardzo groźny strzał, który znalazł drogę do bramki za sprawą Mukairu. Dla Lecha gole strzelali Kozubal i Palma.
Przez trochę ponad 10 ostatnich minut emocje sięgnęły zenitu. Bramkarz gości, Andreev, doznał kontuzji nogi, a duński trener Lecha miał już wykorzystany limit zmian. Zatem przyjezdni mieli do wyboru grać z bramkarzem bez jednej sprawnej nogi lub postawić na bramce kogoś z pola. Kontuzjowany bramer zacisnął zęby i dotrwał do końca meczu i tylko raz został zmuszony do kapitalnej interwencji ratującej Kolejorzowi komplet punktów.
Zatrzymał główkę frunącego w powietrzu Ndiaye. Niestety naszym piłkarzom nie udało się stworzyć więcej zagrożenia, bo grali niechlujnie, za bardzo chcieli grać szybko, bez przygotowania akcji, tracąc piłkę, zanim trafiła ona pod pole karne Lecha, a na dodatek niebiesko-biali skutecznie potrafili kraść minuty, grając stałe fragmenty gry przy linii bocznej i końcowej, daleko od swojej bramki.

Gdyby ten mecz skończył się wynikiem 2:7, to najlepiej oddałoby specyfikę tego meczu i bardzo dobre okazje do strzelenia goli przez oba zespoły.
Aby mieć szansę powodzenia z Lechem trzeba zagęszczać środek pola i raczej mieć charakter defensywny, licząc na szybkie kontry. A Pogoni dziś nie było ani w obronie, ani w pomocy. Lech rządził, jak chciał i tylko świetna postawa Cojocaru ratowała nas przed wynikiem hokejowym.
Co ciekawe konferencja prasowa z trenerem Thomasbergiem nie odbyła się zaraz po meczu. Trwają rozmowy w sztabie z Prezesem. Pewnie z uwagi na sytuację podbramkową i ryzyko niepowodzenia misji z utrzymaniem klubu w PKO BP Ekstraklasie, nastąpiła męska rozmowa i kto wie, być może wkrótce zostaną ogłoszone zmiany w sztabie trenerskim.
Drużyna gra źle, taktycznie jest tragicznie, a fizycznie jeszcze gorzej. Gwiazdy nie grają na oczekiwanym poziomie (Grosicki), lub nawet wcale (Greenwood) a inni są kontuzjowani bez kontaktu z rywalem. Takie symptomy muszą być zdiagnozowane jako niepowodzenie całego sztabu trenerskiego.
Może okazać się, że kariera Thomasberga i jego sztabu będzie tak krótka i ulotna jak dzisiejsze fajerwerki przed meczem i w jego przerwie. Trener Thomas miał swoje momenty. Na początku nawet fajnie się podpalił, było efektownie i efektywnie, tyle że krótko. Później było już źle lub bardzo źle. Chwilowe efekty stały się ulotne i po wszystkim na koniec zostało tylko sporo gryzącego dymu tak, jak po racach i fajerwerkach właśnie.

Czyżby miał wrócić do Pogoni trener Kolendowicz, który wciąż jest na pensji w klubie?
Ponoć w telewizji miał ostatnio powiedzieć pomidor zapytany o powrót na Twardowskiego.
Z tego co wiadomo, pomidor to zdrowe warzywo i może dostarczyłby naszej kadrze potrzebnego likopenu, który wspiera funkcjonowanie mózgu oraz działa przeciwzapalnie. A nam to jest bardzo potrzebne.
Brakuje mózgu w drużynie, który pokierowałby poczynaniami piłkarzy, a przy tym ugasiłby ogniska zapalne w każdej formacji. Także w gabinetach klubowych i na trybunach, które zaczynają tracić cierpliwość i przyjemność z oglądania Portowców.
Jakieś zmiany są konieczne. Co zaproponuje Prezes Alex Haditaghi i sztab ludzi wokół niego?
Zobaczymy i usłyszymy wkrótce. Przed nami ważny mecz z Cracovią, którego teraz nie wolno nam przegrać, a Ultrasi rządni są tylko zwycięstwa. Do utrzymania potrzeba około 42 punktów. Mamy 5 meczów do końca i chcemy ugrać minimum 5 punktów.
Kto nas poprowadzi na piątkę?
Czekamy na odważne i rozsądne decyzje w gabinetach klubowych Pogoni Szczecin.
Pogoń Szczecin 1:2 Lech Poznań
Gole: Paul Mukairu 80′ – Antoni Kozubal 35′, Luis Palma 61′
Składy:
Pogoń: 77. Valentin Cojocaru – 3. Kellyn Acosta, 13. Dimítris Keramítsis, 22. Danijel Lončar (53, 25. Mads Agger), 41. Attila Szalai, 4. Léo Borges (84, 32. Leonárdo Koútris) – 47. Natan Ława (85, 19. Mor N’Diaye), 6. Jan Biegański (68, 30. Jacek Czapliński), 8. Fredrik Ulvestad – 18. Paul Mukairu, 11. Kamil Grosicki (53, 24. Karol Angielski).
Lech: 1. Płamen Andrejew – 2. Joel Pereira, 20. Robert Gumny, 27. Wojciech Mońka, 15. Michał Gurgul – 8. Ali Gholizadeh (79, 88. Taofeek Ismaheel), 43. Antoni Kozubal, 99. Pablo Rodríguez (46, 24. Filip Jagiełło), 10. Patrik Wålemark (63, 6. Timothy Ouma), 77. Luis Palma (63, 11. Daniel Håkans) – 9. Mikael Ishak (71, 7. Yannick Agnero).
Żółte kartki: Acosta, Ława, Keramítsis – Rodríguez, Kozubal, Ismaheel.
Sędziował: Patryk Gryckiewicz (Toruń).
Widzów: 20 991.
Zdjęcia: Marcin Zapart oraz Pogoń Szczecin SA
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Fajerwerki i migające światełka — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>