Europa w sezonie 2023/2024
Europa po raz trzeci. Od ofensywnego entuzjazmu do lekcji w Gandawie
Jeszcze kilka lat wcześniej sam awans Pogoni Szczecin do europejskich pucharów byłby wydarzeniem wyjątkowym. Latem 2023 roku sytuacja wyglądała już inaczej. Portowcy rozpoczynali trzecią z rzędu kampanię w eliminacjach Ligi Konferencji Europy, a obecność klubu na międzynarodowej scenie zaczynała być postrzegana jako naturalna konsekwencja jego trwałego miejsca w krajowej czołówce.
Pierwsze dwa podejścia nie przyniosły jednak długo oczekiwanego przełomu. W sezonie 2021/2022 Pogoń odpadła po wyrównanym dwumeczu z NK Osijek. Rok później pokonała KR Reykjavík, ale nie zdołała przejść Brøndby IF. W obu przypadkach potwierdziła, że potrafi rywalizować w Europie, lecz nie udowodniła jeszcze, że jest gotowa regularnie eliminować zespoły o porównywalnym albo większym potencjale.
Kampania 2023/2024 miała przynieść kolejny krok. Zespół prowadzony przez Jensa Gustafssona posiadał już doświadczenie wyniesione z poprzedniego lata, grał na ukończonym stadionie i dysponował kadrą, w której obok Kamila Grosickiego znajdowali się między innymi Efthymis Koulouris, João Gamboa, Linus Wahlqvist, Vahan Bichakhchyan, Benedikt Zech i Mariusz Malec.
Europejskie mecze miały odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: czy Pogoń rzeczywiście rozwinęła się na tyle, aby przestać być jedynie regularnym uczestnikiem eliminacji i po raz pierwszy zbliżyć się do fazy grupowej?
Odpowiedź okazała się złożona. Dwumecz z Linfield FC przyniósł rekordowe zwycięstwa, dziesięć bramek w dwóch spotkaniach i historyczny awans do trzeciej rundy. Rywalizacja z KAA Gent bezlitośnie pokazała natomiast, jak duża różnica nadal dzieliła szczeciński zespół od klubów reprezentujących wyższy europejski poziom.
Trzecie podejście do europejskiego przełomu
Pogoń rozpoczęła rywalizację od drugiej rundy eliminacyjnej. Jej przeciwnikiem został Linfield FC, jeden z najbardziej rozpoznawalnych klubów Irlandii Północnej. Pierwsze spotkanie zaplanowano na 27 lipca 2023 roku na Windsor Park w Belfaście.
Na papierze Portowcy byli faworytem. Polski zespół dysponował większym potencjałem kadrowym, zawodnikami o wyższych umiejętnościach indywidualnych i doświadczeniem zdobytym w dwóch poprzednich kampaniach. Jednocześnie mecze z przeciwnikami z niżej notowanych lig wielokrotnie okazywały się pułapką dla polskich klubów.
Pogoń musiała więc połączyć pewność siebie z ostrożnością. Awans był obowiązkiem, ale lekceważenie rywala mogło doprowadzić do kolejnego bolesnego europejskiego rozczarowania.
Belfast
Wieczór ofensywnej swobody
Linfield FC 2:5 Pogoń Szczecin
27 lipca 2023 roku
Pogoń rozpoczęła mecz na Windsor Park odważnie i szybko przejęła inicjatywę. Już w 14. minucie Kamil Grosicki wykorzystał rzut karny, dając zespołowi prowadzenie. Kapitan po raz kolejny pokazał, że w najważniejszych spotkaniach potrafił przyjąć na siebie odpowiedzialność.
Jeszcze przed przerwą wynik podwyższył João Gamboa. Portugalczyk zdobył swoją pierwszą oficjalną bramkę dla Pogoni, kończąc dobrą akcję zespołu i zapewniając Portowcom dwubramkową przewagę. Szczecinianie schodzili do szatni przy wyniku 2:0, sprawiając wrażenie drużyny posiadającej pełną kontrolę nad przebiegiem spotkania.
Po zmianie stron Linfield odpowiedział golem Daniela Finlaysona. Trafienie gospodarzy mogło skomplikować sytuację, ale Pogoń nie cofnęła się i nie ograniczyła gry do obrony wyniku.
W 63. minucie Mariusz Malec zdobył bramkę na 3:1. Chwilę później Efthymis Koulouris wpisał się na listę strzelców, zdobywając pierwszego gola dla Pogoni w oficjalnym meczu. Grecki napastnik pokazał to, czego oczekiwano po jego transferze: odpowiednie ustawienie w polu karnym, szybkość reakcji i skuteczne wykończenie.
Linfield ponownie zmniejszył stratę po trafieniu Bena Halla, lecz ostatnie słowo należało do Portowców. W doliczonym czasie Marcel Wędrychowski ustalił wynik na 5:2.
Był to wieczór o historycznym znaczeniu. Pogoń odniosła swoje pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w głównych rozgrywkach UEFA, jeśli nie uwzględniać wcześniejszych spotkań w Pucharze Intertoto. Po raz pierwszy zdobyła także pięć bramek w jednym meczu europejskich pucharów.
Najważniejszy był jednak sposób, w jaki zespół Gustafssona atakował. Pogoń grała szybko, wykorzystywała przestrzenie i regularnie wprowadzała kolejnych zawodników w pole karne przeciwnika. Grosicki nadawał akcjom tempo, Koulouris absorbował środkowych obrońców, a pomocnicy skutecznie dołączali do ofensywy.
Po meczu w Belfaście mogło się wydawać, że zespół dojrzał do europejskiej rywalizacji. Portowcy nie tylko zwyciężyli, ale uczynili to w efektownym stylu, praktycznie przesądzając losy dwumeczu już w pierwszym spotkaniu.
Jednocześnie dwa stracone gole stanowiły pierwszy sygnał ostrzegawczy. Linfield nie posiadał jakości wystarczającej do pełnego wykorzystania błędów szczecińskiej defensywy, lecz potrafił stworzyć zagrożenie i dwukrotnie pokonać bramkarza Pogoni. To, co przeciwko północnoirlandzkiemu zespołowi pozostało jedynie niepokojącym szczegółem, kilkanaście dni później miało stać się źródłem sportowej katastrofy.
Rewanż przy Twardowskiego
Awans mimo kolejnych ostrzeżeń
Pogoń Szczecin 3:2 Linfield FC
3 sierpnia 2023 roku
Przed rewanżem sytuacja Pogoni była komfortowa. Trzybramkowa przewaga pozwalała Jensowi Gustafssonowi oczekiwać od drużyny spokojnego zarządzania spotkaniem. Kibice przyszli na stadion przede wszystkim po to, aby wspólnie świętować pierwszy awans klubu do trzeciej rundy eliminacji Ligi Konferencji.
Linfield nie zamierzał jednak pełnić roli biernego uczestnika szczecińskiego wieczoru. W 16. minucie Jamie Mulgrew zdobył bramkę dla gości. Pogoń nadal posiadała bezpieczną przewagę w dwumeczu, ale pierwsza połowa nie przypominała ofensywnego koncertu z Belfastu.
Portowcy wyrównali krótko po rozpoczęciu drugiej części spotkania. Efthymis Koulouris zdobył swoją drugą bramkę w europejskich eliminacjach, potwierdzając, że szybko odnalazł się w nowym zespole.
Odpowiedź Linfield była jednak natychmiastowa. Kirk McClean ponownie wyprowadził gości na prowadzenie. Przez kilka minut Pogoń przegrywała na własnym stadionie z przeciwnikiem, którego kilka dni wcześniej rozbiła na wyjeździe.
W 58. minucie do remisu doprowadził Linus Wahlqvist. Dla szwedzkiego obrońcy było to pierwsze trafienie w barwach szczecińskiego klubu. Wynik ustalił Vahan Bichakhchyan, który w 75. minucie zdobył bramkę na 3:2.
Pogoń wygrała dwumecz 8:4 i po raz pierwszy w historii awansowała do trzeciej rundy eliminacyjnej Ligi Konferencji Europy. Był to wymierny postęp w porównaniu z dwiema poprzednimi kampaniami.
Łączny rezultat wyglądał imponująco. Osiem zdobytych bramek potwierdzało bardzo duży potencjał ofensywny zespołu. Pogoń dysponowała zawodnikami mogącymi kończyć akcje na różne sposoby, od szybkich ataków skrzydłami po wejścia pomocników i obrońców.
Cztery stracone gole nie pozwalały jednak uznać dwumeczu za występ kompletny. Linfield zdobył dwie bramki zarówno w Belfaście, jak i w Szczecinie. Portowcy zbyt łatwo dopuszczali przeciwnika w pobliże własnego pola karnego, a po stracie piłki nie zawsze potrafili odpowiednio zabezpieczyć przestrzeń.
Na tle słabszego rywala błędy te zostały przykryte ofensywną jakością. W kolejnej rundzie Pogoń miała jednak zmierzyć się z zespołem, który potrafił karać niemal każde niewłaściwe ustawienie, przegrany pojedynek albo moment zawahania.
KAA Gent
Przeciwnik z innego poziomu
Rywalem Pogoni w trzeciej rundzie został KAA Gent. Belgijski klub wyeliminował wcześniej MŠK Žilina, wygrywając pierwszy mecz 5:1 oraz rewanż 5:2. Już same wyniki tej rywalizacji pokazywały skalę ofensywnej siły przeciwnika.
Gent nie był zwykłym uczestnikiem eliminacji. W poprzednim sezonie dotarł do ćwierćfinału Ligi Konferencji Europy. W pierwszym spotkaniu z późniejszym triumfatorem rozgrywek, West Hamem United, zremisował 1:1, a odpadł dopiero po rewanżowej porażce w Londynie.
Belgowie posiadali zawodników o dużej wartości sportowej i europejskim doświadczeniu. Największe zagrożenie tworzyli napastnicy Gift Orban i Hugo Cuypers. W środku pola ważną rolę odgrywał doświadczony Sven Kums, a cała drużyna była przyzwyczajona do gry z dużą intensywnością oraz szybkiego wykorzystywania przestrzeni pozostawianych przez przeciwnika.
Pogoń przystępowała więc do najtrudniejszego europejskiego dwumeczu od wielu lat. Nie była faworytem, ale oczekiwano, że spróbuje przeciwstawić się rywalowi organizacją, odwagą i jakością własnych liderów.
Pierwszy mecz pokazał jednak różnicę znacznie większą, niż można było zakładać.
Gandawa
Najboleśniejsza europejska lekcja
KAA Gent 5:0 Pogoń Szczecin
9 sierpnia 2023 roku
Pogoń rozpoczęła spotkanie w Gandawie z Bartoszem Klebaniukiem w bramce. Wybór młodego golkipera był konsekwencją sytuacji na tej pozycji oraz wcześniejszych decyzji sztabu szkoleniowego. Mecz szybko przerodził się jednak w najtrudniejszy wieczór jego dotychczasowej kariery.
Gent objął prowadzenie już w 13. minucie. Gift Orban wykorzystał pierwsze poważne problemy Pogoni w defensywie i otworzył wynik spotkania.
Portowcy nie potrafili uspokoić gry. Próbowali utrzymywać się przy piłce i rozpoczynać akcje od własnej bramki, lecz belgijski pressing wymuszał kolejne niedokładności. Każda strata w niebezpiecznej strefie prowadziła do szybkiego ataku gospodarzy.
W 35. minucie Orban zdobył drugą bramkę. Pięć minut później Hugo Cuypers podwyższył prowadzenie, a w doliczonym czasie pierwszej połowy ten sam zawodnik trafił ponownie. Po 45 minutach Gent prowadził 4:0.
Losy dwumeczu zostały w praktyce rozstrzygnięte jeszcze przed przerwą.
Pogoń nie potrafiła odpowiedzieć ani sportowo, ani emocjonalnie. Zespół wyglądał na całkowicie zaskoczony tempem, agresywnością i skutecznością przeciwnika. Różnica dotyczyła nie tylko indywidualnych umiejętności zawodników, ale również szybkości podejmowania decyzji.
Gent potrzebował niewiele czasu, aby rozpoznać słabe punkty szczecińskiej drużyny. Belgowie skutecznie atakowali przestrzenie pomiędzy bocznymi i środkowymi obrońcami, wygrywali pojedynki oraz natychmiast przyspieszali po odzyskaniu piłki.
W 64. minucie Orban zdobył trzecią bramkę, kompletując hat-tricka i ustalając wynik na 5:0.
Była to najwyższa porażka Pogoni w historii jej występów w europejskich pucharach.
Najłatwiejsze wyjaśnienie klęski prowadziło do postawy Bartosza Klebaniuka. Bramkarz popełniał błędy i nie zapewnił zespołowi pewności w najtrudniejszych momentach. Sprowadzenie całej porażki wyłącznie do jego występu byłoby jednak niesprawiedliwe i niepełne.
Przed Klebaniukiem funkcjonowała źle zorganizowana defensywa. Pomocnicy nie ograniczali podań kierowanych do napastników Gentu, obrońcy przegrywali pojedynki, a drużyna nie potrafiła przerwać serii kolejnych ataków gospodarzy. Problem miał charakter zespołowy.
Pogoń przegrała również na poziomie zarządzania kryzysem. Po pierwszej i drugiej straconej bramce nie zmniejszyła ryzyka, nie uspokoiła tempa oraz nie zabezpieczyła własnej połowy. Nadal próbowała grać zgodnie ze swoim ofensywnym modelem, choć przeciwnik wyraźnie pokazywał, że jest przygotowany na wykorzystywanie każdej otwartej przestrzeni.
Mecz w Gandawie stał się bolesnym sprawdzianem filozofii Gustafssona. Odwaga i chęć prowadzenia gry miały być atutami Pogoni. W starciu z zespołem szybszym, dokładniejszym i lepiej zorganizowanym te same cechy, pozbawione odpowiedniej ostrożności, zmieniły się w poważne zagrożenie.
Przegrana 0:5 praktycznie odebrała rewanżowi sportową stawkę. Aby awansować, Pogoń musiałaby dokonać jednego z najbardziej niezwykłych powrotów w historii europejskich eliminacji. Realnym celem pozostawało odzyskanie godności, wygranie spotkania przed własną publicznością oraz pokazanie, że zespół potrafi odpowiedzieć po klęsce.
Rewanż bez nadziei na awans
Zwycięstwo potrzebne do odbudowania wiary
Pogoń Szczecin 2:1 KAA Gent
17 sierpnia 2023 roku
Przed drugim spotkaniem nikt nie mógł rozsądnie oczekiwać odrobienia pięciobramkowej straty. Rewanż miał jednak znaczenie dla wizerunku drużyny, relacji z kibicami oraz dalszego przebiegu sezonu.
Pogoń potrzebowała reakcji. Kolejna wysoka porażka mogła pogłębić kryzys i na długo odebrać zawodnikom pewność siebie.
Spotkanie długo pozostawało bezbramkowe. Gent nie musiał atakować z taką intensywnością jak w pierwszym meczu, natomiast Portowcy próbowali zachować cierpliwość i uniknąć błędów, które zniszczyły ich w Gandawie.
W 79. minucie Efthymis Koulouris zdobył bramkę dającą Pogoni prowadzenie. Siedem minut później grecki napastnik trafił ponownie. W ciągu krótkiego fragmentu Portowcy zbudowali wynik 2:0, który pozwalał przynajmniej częściowo zatrzeć fatalne wrażenie z pierwszego spotkania.
W doliczonym czasie Hugo Cuypers zdobył honorową bramkę dla Gentu. Pogoń wygrała 2:1, ale belgijski klub awansował wynikiem 6:2 w dwumeczu.
Zwycięstwo miało wartość przede wszystkim psychologiczną. Portowcy pokazali, że potrafią odpowiedzieć po kompromitacji i pokonać silniejszego przeciwnika w pojedynczym spotkaniu. Nie zmieniało to jednak zasadniczego obrazu rywalizacji.
Gent rozstrzygnął dwumecz w pierwszych 45 minutach spotkania w Belgii. Rewanż potwierdził, że różnica pomiędzy zespołami nie musiała wynosić pięciu bramek w każdym meczu, ale nie podważył przewagi belgijskiego klubu pod względem doświadczenia, intensywności i dojrzałości w grze europejskiej.
Europejska kampania w liczbach
| Runda | Spotkanie | Wynik |
|---|---|---|
| II runda, pierwszy mecz | Linfield FC, Pogoń Szczecin | 2:5 |
| II runda, rewanż | Pogoń Szczecin, Linfield FC | 3:2 |
| III runda, pierwszy mecz | KAA Gent, Pogoń Szczecin | 5:0 |
| III runda, rewanż | Pogoń Szczecin, KAA Gent | 2:1 |
Bilans Pogoni
| Mecze | Zwycięstwa | Remisy | Porażki | Bramki |
|---|---|---|---|---|
| 4 | 3 | 0 | 1 | 10:10 |
Pogoń wygrała trzy z czterech spotkań, zdobyła dziesięć bramek i po raz pierwszy dotarła do trzeciej rundy eliminacyjnej. Jednocześnie straciła dokładnie tyle samo goli, ile zdobyła.
Takie zestawienie dobrze oddaje paradoks całej kampanii. Pod względem liczby zwycięstw oraz osiągniętej rundy był to postęp. Pod względem stabilności i zdolności do rywalizacji z silniejszym przeciwnikiem pozostał jednak głęboki niedosyt.
Koulouris, Grosicki i nowa siła ofensywna
Najlepszym strzelcem Pogoni w europejskiej kampanii został Efthymis Koulouris. Grek zdobył cztery bramki: jedną w Belfaście, jedną w rewanżu z Linfield oraz dwie przeciwko Gentowi w Szczecinie.
Był to bardzo obiecujący początek jego pobytu w klubie. Koulouris szybko pokazał, że potrafi regularnie pojawiać się w odpowiednich miejscach i wykorzystywać podania partnerów. Jego trafienia stanowiły jedną z najważniejszych pozytywnych informacji płynących z europejskich występów.
Kamil Grosicki pełnił rolę lidera ofensywy i otworzył kampanię golem z rzutu karnego w Belfaście. Jego obecność nadawała akcjom Pogoni dynamikę, a przeciwnicy musieli poświęcać szczególną uwagę lewej stronie szczecińskiego ataku.
W europejskich meczach trafiali również João Gamboa, Mariusz Malec, Marcel Wędrychowski, Linus Wahlqvist i Vahan Bichakhchyan. Szeroka grupa strzelców potwierdzała, że ofensywa Pogoni nie była uzależniona wyłącznie od jednego zawodnika.
Problem znajdował się po drugiej stronie boiska. Dziesięć straconych bramek w czterech spotkaniach stanowiło wynik zbyt wysoki dla drużyny myślącej o dalszym awansie. Szczególnie niepokojące było to, że nawet Linfield czterokrotnie pokonał szczecińskich bramkarzy.
Czy Pogoń zrobiła postęp?
Odpowiedź zależy od przyjętego kryterium.
Pod względem osiągniętej rundy Pogoń zanotowała najlepszy wynik spośród trzech kolejnych kampanii rozpoczętych w 2021 roku. Po raz pierwszy wygrała europejski mecz na wyjeździe, po raz pierwszy zdobyła pięć bramek w jednym spotkaniu oraz po raz pierwszy awansowała do trzeciej rundy eliminacji Ligi Konferencji.
Zespół wygrał trzy z czterech meczów, a dwumecz z Linfield rozstrzygnął w sposób niepozostawiający wątpliwości. W tym znaczeniu kampania była krokiem naprzód.
Jednocześnie spotkanie w Gandawie pokazało, że awans do fazy grupowej nadal pozostawał celem odległym. Pogoń potrafiła dominować nad przeciwnikiem ze słabszej ligi, ale nie była przygotowana do utrzymania własnego modelu gry przeciwko zespołowi o wyższej intensywności i większej jakości indywidualnej.
Brakowało nie tylko odpowiedniej szerokości kadry. Problemem była również dojrzałość taktyczna. Zespół nie potrafił zmienić sposobu gry, gdy pierwotny plan przestał działać. Nie umiał ograniczyć strat po pierwszych niepowodzeniach ani przetrwać okresu zdecydowanej przewagi rywala.
W europejskich dwumeczach nie zawsze wygrywa drużyna grająca najefektowniej. Kluczowe stają się kontrola ryzyka, zarządzanie słabszymi fragmentami oraz zdolność utrzymywania wyniku, który pozostawia możliwość odwrócenia rywalizacji w rewanżu.
Pogoń nie musiała zwyciężyć w Gandawie. Powinna jednak zrobić wszystko, aby nie przegrać tam całego dwumeczu w ciągu jednej połowy.
Lekcja, której nie można było zignorować
Europejska kampania 2023/2024 rozpoczęła się od entuzjazmu. Pięć bramek w Belfaście, osiem trafień w dwumeczu z Linfield i pierwszy awans do trzeciej rundy budowały przekonanie, że klub zbliża się do historycznego przełomu.
Mecz w Gandawie brutalnie zatrzymał tę narrację.
Pogoń przekonała się, że ofensywna odwaga, swoboda w rozegraniu i indywidualna jakość liderów nie wystarczają na poziomie, na którym przeciwnik wykorzystuje niemal każdy błąd. Zespół Gustafssona potrafił atakować, ale nie umiał jeszcze odpowiednio cierpieć, bronić i przetrwać najtrudniejszych momentów.
Rewanżowe zwycięstwo nad Gentem było wartościowe, lecz nie mogło zmienić zasadniczego wniosku. Pogoń zrobiła postęp, ale nadal nie była drużyną gotową na fazę grupową europejskich rozgrywek.
Trzecia kolejna kampania przyniosła więc jednocześnie historyczny sukces i historyczną porażkę. Portowcy po raz pierwszy dotarli do trzeciej rundy, ale właśnie tam ponieśli najwyższą europejską klęskę w dziejach klubu.
Europa ponownie pokazała Pogoni granicę jej możliwości.
W Belfaście szczeciński zespół zobaczył, jak wiele już potrafi.
W Gandawie przekonał się, jak wiele nadal musi się nauczyć.
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Europa w sezonie 2023/2024 — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>