Czy topór wojenny z poprzedniego sezonu zostanie zakopany?
Mecz Pogoni Szczecin z Koroną Kielce będzie momentem, w którym do Szczecina ponownie przyjedzie Kamil Jakubczyk. Wychowanek Pogoni po raz kolejny zagra przeciwko klubowi, w którym stawiał pierwsze piłkarskie kroki. Kibice doskonale pamiętają jego gest po tym, jak w barwach Arki Gdynia strzelił zwycięskiego gola w domowym pojedynku z Dumą Pomorza.
Choć od tego momentu minął już ponad rok, pojawia się pytanie, czy niedzielne starcie będzie okazją do zakopania topora wojennego, czy raczej kolejnym rozdziałem tej historii?
Wychowanek Pogoni, który musiał szukać swojej drogi:
Kamil Jakubczyk urodził się 10 sierpnia 2004 roku w Szczecinie. Jego piłkarska historia od początku była związana z Pogonią Szczecin. W akademii Portowców spędził pierwsze lata swojej przygody z piłką. Później na pewnym etapie trafił do FASE Szczecin, by następnie wrócić do Pogoni.
W Pogoni przechodził kolejne szczeble szkolenia. W sezonach 2021/2022 i 2022/2023 występował w Centralnej Lidze Juniorów. W rozgrywkach 2023/2024 grał natomiast w drugiej drużynie Dumy Pomorza.
Transfer do Arki Gdynia:
Nie udało mu się przebić do pierwszego zespołu i dlatego latem 2024 roku zdecydował się na transfer do Arki Gdynia. To właśnie tam rozpoczął drogę do dużej piłki.
Początek w Gdyni nie był łatwy. Młody pomocnik musiał cierpliwie czekać na swoją szansę. Przełom nastąpił w sezonie 2025/2026, kiedy Arka wróciła do PKO BP Ekstraklasy, a Jakubczyk zadebiutował w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce i stał się jednym z kluczowych zawodników do samego końca poprzednich rozgrywek.
Na początku tamtego sezonu wydarzyło się coś, co na długo zmieniło sposób, w jaki część kibiców Pogoni zaczęła go postrzegać.
Gol i gest, którego nie zapomniano:
9 sierpnia 2025 roku Arka Gdynia podejmowała Pogoń Szczecin. Dla Jakubczyka był to mecz szczególny, bo przeciwko klubowi, w którym się wychował.
Spotkanie zakończyło się zwycięstwem Arki 2:1, a decydującego gola w 80. minucie zdobył właśnie Jakubczyk. Pomocnik pięknym uderzeniem umieścił piłkę w okienku i była to jego pierwsza bramka w elicie.
Następnie podbiegł w kierunku ławki Portowców i wykonał gest wysłania całusa. Na boisku natychmiast zrobiło się gorąco. Zawodnicy obu drużyn ruszyli w swoją stronę, interweniować musiał sędzia, a cała sytuacja zakończyła się pokazaniem żółtych kartek.
Bardzo szybko pojawiły się pytania, do kogo właściwie skierowany był gest. Z zachowania Jakubczyka oraz późniejszych wypowiedzi wynikało, że adresatem był Tomasz Grzegorczyk, będący wtedy asystentem trenera i członkiem sztabu szkoleniowego Dumy Pomorza. Pracował z nim wcześniej w Arce, a media zwracały uwagę, że jesienią 2024 roku, gdy Grzegorczyk był trenerem Gdynian, Jakubczyk praktycznie nie otrzymywał szans. W jednym meczu spędził na boisku pięć minut, a w trzynastu innych spotkaniach nie znalazł się nawet w kadrze meczowej.
I właśnie tutaj pojawił się kontekst, którego nie było widać na pierwszy rzut oka.
„Młodzieńcza fantazja” i próba ugaszenia pożaru:
Kamil Jakubczyk szybko zorientował się, że jego zachowanie zostało odebrane zdecydowanie szerzej, niż prawdopodobnie zamierzał. Już po meczu przepraszał sztab Pogoni i kibiców. Przyznał, że poniosły go emocje i że gest był niepotrzebny. Później opublikował również oświadczenie w mediach społecznościowych, w którym przeprosił za swoje zachowanie i podkreślił, że spędził w Dumie Pomorza wiele ważnych lat, a klub nadal zajmuje szczególne miejsce w jego sercu.
W rozmowie z mediami poszedł jeszcze dalej. Tłumaczył, że nie miał pretensji do Pogoni jako klubu, a emocje były związane z konkretną sytuacją i konkretną osobą.
Szczecin długo o tym mówił:
Cała sytuacja bardzo szybko wyszła poza ramy zwykłej boiskowej prowokacji. O zdarzeniu pisały największe polskie media sportowe. W wielu publikacjach powtarzało się to, że piękny debiutancki gol w PKO BP Ekstraklasie został niemal całkowicie przykryty przez kontrowersyjną celebrację.
Szczególnie mocno wybrzmiewało to w Szczecinie. Dla kibiców Pogoni nie był to bowiem anonimowy zawodnik przeciwnej drużyny. Był nim wychowanek, Szczecinianin, człowiek, który przez lata nosił klubowe barwy i przeszedł przez akademię Portowców.
Dlatego gest, który w normalnych okolicznościach mógłby zostać potraktowany jako zwykła prowokacja skierowana do konkretnej osoby, został przez część środowiska Pogoni odebrany znacznie bardziej osobiście.
W mediach społecznościowych sytuacja również wzbudziła ogromne emocje. Pojawiały się zarówno głosy potępiające zawodnika, jak i takie, które zwracały uwagę, że gest nie był wymierzony bezpośrednio w kibiców Pogoni. Sam Jakubczyk starał się właśnie tę różnicę podkreślać.
Dzisiaj sytuacja wygląda już inaczej:
Od tamtego spotkania minęło sporo czasu. Latem tego roku pomocnik opuścił Arkę Gdynia i został zawodnikiem Korony Kielce. W Kielcach szybko zaczął pokazywać swoje możliwości. We wrześniu odegrał kluczową rolę przy zwycięstwie Korony nad Śląskiem Wrocław, notując asystę po efektownej indywidualnej akcji.
Jak zostanie przywitany w Szczecinie?
To kluczowe pytanie przed meczem Pogoni Szczecin z Koroną Kielce. Trudno oczekiwać, że całkowicie zapomniany zostanie gest po tamtym golu. W futbolu takie rzeczy mają długą pamięć.
Można spodziewać się, że Kamil Jakubczyk nie zostanie przywitany przy Twardowskiego przez wszystkich kibiców obojętnie. Jeżeli pojawią się gwizdy, będą one zrozumiałą reakcją.
Jednocześnie trudno zakładać, że cały stadion skupi się wyłącznie na tej historii. Po pierwsze, sam Jakubczyk przeprosił. Nie próbował udawać, że nic się nie stało, lecz wielokrotnie przyznawał, że jego zachowanie było niewłaściwe. Po drugie, wyraźnie oddzielał swój konflikt z Tomaszem Grzegorczykiem od relacji z Pogonią i jej kibicami.
Wiele będzie zależało także od samego Jakubczyka. Jeżeli zachowa spokój, nie będzie prowokował trybun i potraktuje spotkanie jak każde inne, napięcie może bardzo szybko opaść. Jeśli natomiast znów zdecyduje się na gest czy zachowanie, które kibice Pogoni odbiorą jako prowokację, historia z Gdyni może zostać otwarta na nowo.
Czy topór wojenny zostanie zakopany?
Topór wojenny jest tutaj metaforą. To pytanie o pamięć kibiców. O to, czy jedna chwila potrafi przykryć lata spędzone w klubowej akademii. O to, czy wychowanek, który przez wiele lat był częścią granatowo-bordowej społeczności, może jednym gestem sprawić, że część kibiców na długo zmieni do niego stosunek. I wreszcie o to, czy futbol potrafi takie historie zamykać.
Jakubczyk ma szansę napisać kolejną część swojej historii w Szczecinie. Tym razem nie musi być ona związana z kontrowersją. Może być po prostu historią młodego wychowanka, który wyjechał z rodzinnego miasta, rozwinął się, trafił do kolejnego klubu i wrócił na stadion, na którym kiedyś marzył o grze.
Tyle że pamięć trybun rządzi się swoimi prawami. Za tydzień przekonamy się, czy szczecińskie trybuny rzeczywiście zakopały topór wojenny, czy też dla części kibiców tamten „całus” z Gdyni wciąż pozostaje gestem, którego nie da się tak łatwo zapomnieć.
Powrót Kamila Jakubczyka na Twardowskiego z pewnością będzie miał znacznie więcej emocji niż zwykły mecz ligowy.
7 minut
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Czy topór wojenny z poprzedniego sezonu zostanie zakopany? — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>