Alex Haditaghi – człowiek, który nie przyjechał do Szczecina po święty spokój
Są właściciele klubów, których kibice widzą kilka razy w roku. Siedzą w loży, pojawiają się przy okazji transferu, czasem udzielą wywiadu, a kiedy zaczyna się kryzys, znikają za komunikatem przygotowanym przez dział PR. Alex Haditaghi wybrał dokładnie odwrotną drogę.
Jest wszędzie. Pisze, odpowiada, polemizuje, tłumaczy, czasami prowokuje. Jednych tym fascynuje, innych irytuje. Bywa impulsywny w odbiorze, choć sam przekonuje, że impulsywny nie jest. Jednego natomiast odmówić mu trudno: od chwili wejścia do Pogoni zachowuje się tak, jakby ten klub był dla niego czymś znacznie więcej niż kolejną pozycją w biznesowym portfolio.
I właśnie dlatego jego najnowszy wywiad dla ,,Przeglądu Sportowego” jest ciekawszy niż zwykła rozmowa z właścicielem klubu. Bo Haditaghi właściwie opowiada w nim całą swoją filozofię Pogoni.
Nie kupił sukcesu. Kupił problem:
Najbardziej charakterystyczne zdanie pada, gdy Alex tłumaczy, dlaczego spośród dostępnych w Polsce klubów wybrał właśnie Szczecin. Mógł, jak twierdzi, wejść między innymi w Śląsk, Górnika czy Cracovię.
Wybrał Pogoń i jako jeden z powodów wskazuje coś, co dla pokoleń kibiców Portowców jest największą raną: zero mistrzostw Polski. Dla kibica to ciężar historii. Dla biznesmena takiego jak Haditaghi wyzwanie.
Nie interesuje go bycie kolejnym człowiekiem, który dołoży następne miejsce na podium do gabloty klubu mającego ich dziesiątki. Chce być częścią drużyny, która zrobi coś pierwszy raz. To bardzo dobrze tłumaczy jego sposób funkcjonowania. Nie przyjechał do Szczecina zarządzać spokojem. Przyjechał zmienić historię. A ludzie próbujący zmieniać historię zazwyczaj robią przy tym sporo hałasu.
Najważniejsze zdanie? Wcale nie o mistrzostwie:
Oczywiście najbardziej medialnie brzmi deklaracja, że celem jest mistrzostwo Polski, ale znacznie ważniejsze dla przyszłości Pogoni może być coś innego.
Alex mówi wprost, że Pogoń ma regularnie grać w Europie. Nie raz na sześć czy siedem lat. Europejskie puchary mają przestać być wydarzeniem, a stać się standardem.
To jest fundamentalna zmiana myślenia. Bo mistrzostwo można zdobyć w jednym fenomenalnym sezonie. Można wykorzystać słabość konkurencji, trafić z transferami, złapać serię. Znacznie trudniej zbudować organizację, dla której TOP 4, Europa i walka o trofea są normalnością.
I dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, że Pogoń naprawdę zmieniła swoją pozycję w polskiej piłce.
75 milionów powodów, żeby patrzeć na ręce:
Haditaghi nie ucieka również od pieniędzy. Mówi o spłaceniu około 70-75 milionów złotych dawnych długów, zobowiązań i pożyczek. Twierdzi, że kapitał Pogoni znajduje się dziś w ścisłej czołówce Ekstraklasy.
Jednocześnie mówi coś bardzo niepopularnego, ale biznesowo logicznego: Pogoń musi sprzedawać zawodników. Jednego, dwóch, czasami trzech rocznie. Nie dlatego, że nie ma ambicji. Dlatego, że polska liga nadal jest ligą sprzedającą.
Tu jednak pojawia się jeden z najciekawszych fragmentów całej rozmowy. Haditaghi twierdzi, że przy wcześniejszych transferach wychowanków ogromna część pieniędzy potrafiła trafiać do innych osób – rodziny, agentów czy podmiotów posiadających określone prawa – i zapowiada: za jego rządów klub nie może tracić 30, 40, 50 czy 60 procent wartości transferu swojego wychowanka.
Jeżeli uda mu się rzeczywiście uszczelnić ten system, może to być dla Pogoni równie ważne, jak sprowadzenie świetnego napastnika. Akademia nie może być tylko powodem do dumy. Musi być również jednym z silników finansowych klubu.
Akademia? Żadnych świętych krów:
Tutaj Alex uderza jeszcze mocniej. Zaprzecza, jakoby Pogoń była uzależniona od jednej agencji menedżerskiej. Według niego zawodników reprezentuje ponad 25 różnych agencji.
I stawia prostą zasadę: nieważne, kim jest twój agent, kim jest twój ojciec i jakie masz znajomości. Jeśli jesteś dobry, dostaniesz szansę.
Brzmi pięknie. Teraz trzeba tego pilnować. Bo właśnie w takich deklaracjach właściciela kryje się później prawdziwy test wiarygodności. Za dwa czy trzy lata nie będziemy już oceniać słów. Będziemy mogli policzyć wychowanków, minuty, transfery i pieniądze pozostające w klubie.
Największy transfer lata nie biega po boisku:
Tu Haditaghi nie pozostawia pola do interpretacji. Nie piłkarz. Oscar Garcia!
Alex nazywa zatrudnienie trenera największym transferem Pogoni tego lata i uważa go za jednego z trzech najlepszych szkoleniowców Ekstraklasy – albo wręcz najlepszego.
To potężne słowa. Tym bardziej że przy okazji dowiadujemy się czegoś ciekawego: Pogoń interesowała się Garcią już wcześniej, gdy ten pracował jeszcze w Ajaksie, ale ostatecznie wybrała Thomasa Thomasberga.
Teraz Haditaghi dostał człowieka, którego najwyraźniej bardzo chciał i tym samym sam podniósł poprzeczkę. Jeżeli trener jest tak dobry, jak twierdzi właściciel, oczekiwania nie mogą kończyć się na ,,spokojnym sezonie”.
Alex chce twardości, dyscypliny i zasady: nieważne, jak się nazywasz i co osiągnąłeś – jeśli nie pracujesz na sto procent, nie grasz.
Jeżeli Garcia rzeczywiście zaszczepi to zespołowi, Pogoń może zyskać coś, czego momentami brakowało jej przez lata – mentalność klubu, który nie prosi o sukces, tylko go wymaga.
Alex ma również problem. Nazywa się Alex Haditaghi:
I właśnie tutaj ten felieton nie może zamienić się w laurkę. Największa siła Haditaghiego jest jednocześnie jego największym ryzykiem. Bezpośredniość.
Prezes twierdzi, że nie atakuje ludzi, tylko walczy o sprawy, w które wierzy. Media widzą to czasami inaczej. Konflikty wokół PZPN, Ekstraklasy, dziennikarzy, transferów czy negocjacji kontraktowych pokazują, jak cienka jest granica pomiędzy transparentnością a permanentnym konfliktem.
Alex mówi: ,,Wolę, żeby mnie nienawidzono za prawdę, niż kochano za kłamstwo”. Świetny cytat. Tylko w futbolu prawda bardzo często zależy od miejsca, z którego patrzymy. Właściciel ma swoją. Piłkarz swoją, agent swoją, dziennikarz swoją, a kibic jeszcze inną.
Dlatego Haditaghi będzie musiał nauczyć się jednej rzeczy: nie każdą bitwę trzeba wygrać publicznie. Czasami największą demonstracją siły jest brak odpowiedzi.
Sprawa Grosickiego pokazała drugą twarz Alexa:
Negocjacje z Kamilem Grosickim były jednym z najbardziej nerwowych momentów jego rządów. Haditaghi przyznaje, że otoczka całej sprawy wywołała chaos w drużynie i jego zdaniem mogła kosztować Pogoń nawet wynik w ważnym meczu, ale po wszystkim mówi o Grosickim z ogromnym szacunkiem.
To pokazuje ważną cechę jego filozofii negocjacyjnej: przy stole można walczyć do upadłego, ale po podpisaniu umowy trzeba znowu być jedną drużyną.
To akurat zdrowa zasada. Pod warunkiem że emocje z negocjacji rzeczywiście zostają przy stole.
I jest jeszcze zupełnie inny Haditaghi:
W całej tej historii o pieniądzach, mistrzostwie, mediach i transferach najbardziej zapamiętałem jednak fragment o kibicach Motoru Lublin. Przejechali wiele godzin, dotarli na stadion bardzo późno. Alex uznał, że było to niesprawiedliwe i zdecydował o darmowych biletach dla nich w przyszłości.
Opowiada również o rozdawaniu zimą ciepłych napojów i pomaganiu kibicom. A potem tłumaczy, skąd takie podejście. Wspomina dzieciństwo, śmierć ojca, samotnie wychowującą go matkę i koncert, na który rodziny nie było stać. Ktoś wtedy podarował im bilety. Dziesiątki lat później właściciel Pogoni pamięta ten gest.
To może tłumaczyć więcej z jego zachowania niż wszystkie biznesowe prezentacje świata. Za bardzo głośnym, czasem kontrowersyjnym biznesmenem siedzi człowiek, który pamięta, jak wiele może znaczyć dla kogoś jeden zwyczajny gest.
Pogoń Alexa dopiero zdaje egzamin:
Haditaghi mówi o spłaconych zobowiązaniach, mocnym kapitale, akademii, Europie, Garcii, profesjonalizacji struktur i mistrzostwie. Wymienia ludzi, których uważa za fundament organizacji: Tana Keslera, Benjamina Schunka i innych specjalistów.
To wszystko brzmi jak projekt znacznie większy niż jedno okno transferowe, ale futbol jest brutalnie prosty.
Możesz wygrać wszystkie konferencje prasowe. Możesz mieć najlepszą strategię. Możesz napisać tysiąc świetnych postów. Na końcu przychodzi sobota, sędzia gwiżdże początek meczu i tablica wyników nie czyta Twittera.
Dlatego Alexa nie należy dziś ani wynosić na pomnik, ani skreślać po pierwszym niepowodzeniu. Trzeba go rozliczać z tego, co sam obiecuje. Z finansów. Z akademii. Z transferów. Z Europy. Z wyników Garcii. I w końcu – z trofeów.
Bo tym razem poprzeczki nie zawiesili kibice. Zawiesił ją sam właściciel. Haditaghi nie mówi: dajcie mi pięć lat, może kiedyś się uda. Mówi: Pogoń ma regularnie grać w Europie. Ma walczyć o Puchar Polski. Ma być w czołówce. Ma zdobyć pierwsze mistrzostwo.
I chyba właśnie dlatego jego obecność w Szczecinie jest tak fascynująca. Można Alexa lubić. Można się z nim nie zgadzać. Można uważać, że mówi za dużo. Można twierdzić, że właśnie takiego właściciela Pogoń potrzebowała, ale obojętnie obok niego przejść się nie da.
Przez dziesięciolecia kibice Pogoni pytali: ,,Czy my kiedykolwiek doczekamy mistrzostwa”? Haditaghi odwrócił to pytanie i on nie pyta, czy. On zachowuje się tak, jakby pytanie brzmiało: ,,Kiedy”?
I jeśli pewnego dnia rzeczywiście Pogoń stanie na szczycie Ekstraklasy, Szczecin wybaczy mu zapewne wszystkie tweety, awantury i ostre słowa. A jeśli nie, to wtedy te same słowa wrócą do niego ze zdwojoną siłą. Bo człowiek, który mówi, że woli być nienawidzony za prawdę, musi być również gotowy na to, że pewnego dnia prawdę napisze mu tabela.
Cały wywiad omawiany w tym felietonie możecie obejrzeć poniżej:
źródło: Przegląd Sportowy (YouTube)
9 minut
Ostatnia aktualizacja:


Komentarze
Alex Haditaghi – człowiek, który nie przyjechał do Szczecina po święty spokój — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>